Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Jeżdżąc po cytrynach. Optymista w Andaluzji". Chris Stewart.

Książkę polecił mi, o ile się nie mylę Robertlotse i za tę rekomendację jestem mu bardzo wdzięczna. Nie wiem, jak, ale jakoś ominęłam tę książkę. A dzięki poleceniu jej mogłam przeczytać i nie raz, nie dwa zdrowo się uśmiać podczas jej lektury.

To kolejna książka z cyklu "opowieść o ludziach, którzy wynieśli się ze swojego kraju i zaczęli życie w innym, najczęściej nabywając wiejską posiadłość".

Tym razem opowiada o życiu autora, który podobno był kiedyś członkiem grupy Genesis, a który wraz z żoną Anną nabył posiadłość wiejską w wiosce w Andaluzji. Trochę trudno jest im na początku, jako, że wygląda na to, że nabyli posiadłość w dość niekorzystnym pod rozmaitymi względami, miejscu, ale czego nie da się pokonać we dwoje? I również z pomocą nowych przyjaciół poznanych na miejscu, zarówno miejscowych, ale i również ludzi z różnych częsci Europy, którzy tam osiedli i prowadzą nowe życie.

Niby to samo, co we wszystkich tego typu książkach,  czyli autor zapoznaje nas z początkami ich życia tamże, z zapoznawaniem się z miejscowymi, z trudnościami z okiełznaniem starej farmy, którą praktycznie od nowa trzeba było do życia przystosować. Ale wszystko to napisane z takim właśnie optymizmem, ciepłem jakimś, że czytając, człowiekowi od razu zdaje się, że wszystko w życiu jest możliwe, że marzenia się spełniają, trzeba tylko chcieć i nie jest to tylko czczy banał.
Książkę czytało mi się szybko i dobrze, a lekturę przerywały wybuchy śmiechu (opowieść o próbie założenia ptasiej fermy, jak i początki zakładania hodowli owiec rozbawiły mnie najbardziej).

Nie jest to może jakaś super ambitna lektura, ale szczerze mówiąc, nie w każdej chwili mam na takową ochotę i akurat w obecnej taka lżejsza, optymistyczniejsza i wesoła była tym właśnie, czego byłam spragniona, a więc, cóż, polecam;))
A na koniec tradycyjnie fragment:

"Owca, o której mowa, była żałosnym okazem. Stara, chuda, ze zwisającymi uszami i wiecznie zasmarkana, robiła osobliwe wrażenie. Była też niezwykle cwana. Bezczelnie zakradała się do części oddzielonej dla kocących się owiec, gdzie udawało się jej wcisnąć dzięki chudej posturze, i podjadała im karmę, jako, że miały dodatkowe racje. (...) W końcu przywiązaliśmy jej do szyi laskę na sznurku, która sprawiała, że od tej pory cwaniara utykała w wąskim wejściu.(...) Nosiła swoją laskę z godnością, niczym berło, kiedy jak wierny pies szła na czele stada, przy nodze pasterza, potykając się i pociągając nosem".







poniedziałek, 28 lipca 2008, chiara76

Komentarze
2008/07/28 19:28:44
Ja jako hiszpaniomanka książkę również czytałam i chętnie sama pojeździłabym po andaluzyjskich cytrynach! Hmmm... znowu się rozmarzyłam!
-
2008/07/28 19:56:39
O, a ja się właśnie wybieram tego lata do Andaluzji ;) Chyba więc kupię sobie tę książkę, żeby się odpowiednio wprowadzić w klimat ;)
-
2008/07/28 20:47:10
Mimo narzekania(czasami) lubię czytać o spojrzeniu cudzoziemca na nowe miejsce zamieszkanie, szczególnie gdy to jest Francja lub Włochy.Nie czytałam jeszcze o kupnie domu w Hiszpanii i Grecji, a okazuje się, że są takowe;)
-
2008/07/28 22:39:13
kemotalamot, ;) to życzę szybkiego spełnienia się marzeń!

Froasiu, o, to na pewno będzie przyjemna wyprawa.

Nutto, o Grecji? Nie słyszałam chyba...możesz mi podrzucić tytuł, jeśli jest coś takiego?
-
2008/07/29 08:47:34
Z tą Grecją to się zagalopowałam. Ciekawe, kiedy ktoś tam kupi dom i napisze książkę;)
-
2008/07/29 10:14:06
Nutto, ;) może ja??:)
-
Gość: Aisog, 89.131.209.15*
2008/07/29 11:24:36
No jak to, dziewczyny? O przeprowadzce do Grecji traktuje "My family and other animals". NIe wiem czy wydano ją w Polsce, ale wydawało mi się, że to niemal klasyka, więc chyba musiała zostać przetłumaczona. I film nawet jest.
Dalszych części nie czytałam, a ponoć też o Korfu. Taka ciepła historia...
Polecam, jeśli jeszcze nie znacie. Choć napisana z 50 lat temu, to jak najbardziej wpisuje się w tematykę.
A o Stewarcie słyszałam, ale jeszcze nie dotarłam:)
-
2008/07/29 11:24:36
Pewnie mnie by też się tak książka spodobała:)
Wiesz, jest tak iż dobrze się czyta o innych którym się ułożyło w zupełnie innym kraju do którego chcieli wyjechać i to zrobili.
Np. mój mąż nie wiem czy by się gdzieś ruszył ale ja chyba znacznie chętniej.

Zresztą: nigdy w życiu nic niewiadomo czy nie rzuci nas ono w jakieś miejsce.



-
Gość: Aisog, 89.131.209.15*
2008/07/29 11:26:32
Przetłumaczono:)
Voila: www.biblionetka.pl/ks.asp?id=2515
-
2008/07/29 12:34:03
Judytto, nie każdego ciągnie do takich zmian...ja sama się sobie dziwię, że mnie tak osobiście gna, żeby właśnie tak coś zmienić;)

Aisog, o tej książce wciąż na forach książkowych peany, z tym, że to zdaje się jakiś biały kruk się zrobił, bo trudno ją dopaść. Pozdrawiam.
-
2012/03/30 15:31:53
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Pomóż małej Beli!

Pomóż małej Belli