Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Slumdog. Milioner z ulicy". Reż. Danny Boyle.

Tytuł oryginalny Slumdog Millionaire.

Film, który widzieli już chyba wszyscy a ja dopiero niedawno.
I nie żałuję. Nie będę odnosić się do komentarzy, które wyczytałam na temat tegoż filmu, ponieważ właściwie jedyne, co mogłabym powiedzieć, to to, że niektórzy szukają chyba dziury w całym.
Owszem, nie jest to kino na megawybitnym poziomie. Spełnia jednak oczekiwania przynajmniej części tych, którzy go oglądali a mianowicie, na pewno zapewnia kawałek ciekawego kina.
Mnie osobiście zainteresowało przedstawienie Indii wreszcie nie jako barwnego kawałka Raju, z pięknymi miejscami na Goa, pachnącymi przyprawami, które aż kręcą w nosie jak to ma miejsce chociażby w jednym z moich ulubionych filmów, czyli "Monsunowym Weselu", a kraju, w którym oprócz dobrego dzieje się też wiele złego. Od razu do kontrujących moje zdanie. Wiem, że w Polsce również dzieje się wiele niedobrego. Natomiast uważam, że to dobrze, że film przedstawił te Indie, których nie chce się pokazywać w kolorowych, mających zwabić do odwiedzenia kraju, turystów.
Na swój sposób podobało mi się też, jak odpowiedzi na pytania zadawane w legendarnym teleturnieju "Milionerzy" znajdował bohater filmu, czyli Jamal a mianowicie znajdował je we własnych wspomnieniach. Niestety, nie najlepszych, bo dotyczących jego smutnego , przygnębiającego dzieciństwa w slumsach i to jest ta gorsza strona poprawności jego odpowiedzi.

OK, miłość, która pokona przeszkody, która zakończy się happy endem jest trochę jak z tak oklepanego już Bollywood, ale powiem , że mnie się ten film podobał , chociaż pokazuje życie takie, jakie jest, bez słodu, bez cukru i lukru. Dobra. Z happy endem. I to jedyne, do czego mogę się "przyczepić". Bo żyjąc na świecie tyle lat, ile żyję wiem jedno, happy endy zdarzają się głównie w filmach i książkach. Pewnie dlatego tak chętnie po nie sięgam:)

Dla mnie pewnym dyskomfortem jest wiedza na temat dzieci grających w filmie dziecięcych bohaterów. Dzieci faktycznie ze slumsów Indii, których życie, niestety, nie zakończy się zapewne happy endem. Zawleczono je do kapiących złotem wypasionych hoteli na rozdanie Oskarów, którymi obsypano ów film, aby po chwili sławy i chwały sytuacja wróciła do takiej, jaka była. Czyli żadnej. Beznadziejnej.
Bardzo mi szkoda, że zapraszający do gry w filmie dzieci twórców nie stać było na pomysł stworzenia na przykład fundacji, która umożliwiłaby dziecięcym aktorom kształcenie się. Informacje, które płynęły na temat tych dzieci nie są optymistyczne. Wiem, można mi zarzucić, że takich, jak one dzieci jest o wiele, wiele więcej. Dlaczego one miałyby dostać od losu coś więcej? Nie wiem. Może dlatego, że z chwilą, kiedy zostały wybrane do filmu , ktoś w jakiś sposób zrobił im jednak nadzieję na lepsze jutro? Wiem, zdaję sobie sprawę z faktu, że nie da się pomóc wszystkim dzieciom, ale jakoś "uwiera" mnie fakt, że (sięgając po "Małego Księcia") ktoś w pewien sposób "oswoił" te dzieci aby po chwili zniszczyć ich nadzieje.

Niemniej jednak sam film oceniam na 5 / 6.


czwartek, 06 maja 2010, chiara76

Komentarze
2010/05/06 18:29:25
Film bardzo mi sie podobal ale jakos nie palam checia by go zobaczyc jeszcze raz jak to jest w przypadku innych. Co do happy-endow - alez oczywiscie ze sie zdarzaja. Tylko czasem czlowiek nie dostrzega tego ze to co sie mu wydaje koncem swiata to wlasnie jest happy end- trzeba tylko spojrzec z wlasciwej strony. Dublinia
-
2010/05/06 19:13:21
O prosze zachecajaca recenzja, lubie kino hinduskie, jakiekolwiek by bylo lubie, choc boolywodzkie produkcje staram sie jednak omijac...
-
2010/05/06 19:32:18
Ja obejrzałam z przyjemnością w tamtym roku. Dodam, że z tym samych powodów lubię filmy i książki z happy endem. :)
-
2010/05/06 20:57:03
Chiaro, mnie sie tez ten film bardzo podobal, bo pokazywal prawdziwe Indie. Ja takie widzialam i nasluchalam sie wielu bardzo "filmowych" historii.
Musze sie z Toba jednak nie zgodzic co do kilku rzeczy. Hollywood nie jest "wypasione zlotem", wiem, bo bylam. To zwykla dzielnica, jakich wiele, kino, w ktorym rozdawane sa Oscary jest zwyklym kinem - nie ma w nim naprawde nic specjalnego, a zlota to ze swieca nalezaloby szukac.
Druga rzecz to kwestia fundacji - stworzono takich nawet kilka! Dzieci maja zapewnione ksztalcenie do wieku, do skonczenia studiow (jesli chcialyby pojsc na studia). O tym wiele mowil sam rezyser w wywiadach, a nie podejrzewam, by klamal.

A kwestia happy endu... Ja wierze, ze jest mozliwy, bo wiecej sie naogladalam w zyciu happy endow niz nie happy endow. Zycie bohaterow wraz z koncem filmu tez nie jest jeszcze "koncem", jest urwane na poczatku spotkania, wreszcie, byc moze na zawsze. Jesli popatrzec na czyjes zycie w ten sposob, tzn. urwac je w momencie, w ktorym jestesmy, to ja tez przezywam happy end :) I olbrzymia wiekszosc par wokolo mnie.
-
2010/05/06 21:09:37
Zgadzam się z Tobą. Bardzo podobał mi się ten film, choć nie uważam go za mój ulubiony film. Także wolę takie kino, bardziej autentyczne aniżeli bollywoodzie produkcje (którego fenomenu nie jestem w stanie zrozumieć, na studiach miałam wiele koleżanek, które namiętnie oglądały Bollywood, ja kiedyś próbowałam obejrzeć "Czasem słońce, czasem deszcz" i wymiękłam po 20minutach).
-
2010/05/06 21:09:47
ewazdublina, ja chyba też nie miałabym chęci na powtórne obejrzenie go, raz mi w zupełności wystarczył. Co do happy endów, to pisałam recenzję po obejrzeniu bardzo przejmującego i wzruszającego reportażu dotyczącego chorego dzieciaczka i powiem, że miałam łzy pod powiekami. Ponieważ o rodzicach, bardzo dzielnych i fajnie brzmiących ludziach czytałam parę dni temu na gazecie, to nie ukrywam, że akurat po tym wszystkim mało co mi się wydawało happy endowe. Aczkolwiek mam nadzieję, że im się ułoży.
Wklejam link :

bielskobiala.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,7837185,Ludzie_nas_pytali__po_co_nam_te_badania_prenatalne.html
-
2010/05/06 21:21:32
wildrose, do Bollywood zdecydowanie mu daleko, polecam, myślę, że by Ci się spodobał.

ekolozkoo, ;)

chihiro, nie pisałam o całym Hollywood a o hotelach, do których zabrano dzieci. Które zapewne jawiły się im niemal jak raj na ziemi. Tak się złożyło, że akurat kiedy były Oskary i całe to ogromne zamieszanie wokół pojawiło się sporo artykułów na ten temat, w tym właśnie na temat dzieciaków, które były w Stanach wraz z ekipą. Pamiętam, że (tak przynajmniej pisano) dla dzieci przyjemnym szokiem była wanna w pokoju i klimatyzacja. Plus zapewne śliczna sukienka, w którą ubrano dziewczynkę. Nie wiem, czy to nie w jakiś sposób krzywda dla nich rzucić je w takie warunki aby powróciły za chwilę do siebie. Dla mnie to rzecz dyskusyjna. Mam nadzieję, że prawdą okaże się to co napisałaś o fundacji. Nie sugeruję, że Ty mijasz się z prawdą, ale również pamiętam, że właśnie po filmie był jakiś problem, ktoś sugerował, że ekipa naobiecywała rodzinom wiele a skończyło się na niczym (na tyle niedobrym, że jakiś czas potem wynikła jakaś niedorzeczna sytuacja z tym, że podobno ojciec małej chciał ją sprzedać. Mam nadzieję, że to tylko jakieś niedorzeczności i plotki, bo aż trudno mi w to wierzyć, ale jednak, podobno dom jej kolegi aktora (grającego brata głównego bohatera) został zrównany z ziemią (podobnie, jak domy w slumsach bohaterów filmu).
Co do happy endów, to jak masz chęć, poczytaj moją odpowiedź do ewyzdublina, powyżej nieco. Pozdrawiam.

kemotalamot, hehe, a wiesz, że ja akurat "Czasem słońce, czasem deszcz" lubię?:) To znaczy również nie jest to film, do którego bym wracała raz na miesiąc, ale podobał mi się. Z tym, że ja mam swój własny "patent" na oglądanie tych Bollywódzkich filmów, oglądam do tańców, tańce przewijam na podglądzie, w ten sposób trzygodzinny film udaje mi się obejrzeć w półtorej godziny;)
-
2010/05/06 21:28:00
Z ta fundacja tez slyszalam o komplikacjach, tzn. o tym, ze rodziny tych dzieci nie byly w stanie zrozumiec, ze to nie one maja korzystac z pieniedzy, a same dzieci - i ze chodzi o wydatki na edukacje, a nie kupno telewizora. To niestety czesty przypadek, zreszta w filmie jest to pokazane i o wielu podobnych historiach czytalam, ze rodzice traktuja dzieci jak kury znoszace zlote jajka, nie dbajac do konca o ich dobro. Pewnie kazda ze stron ma swoja prawde i nie mozna nic obiektywnie stwierdzic.
Co do happy endow: przeczytalam odpowiedz do Ewy, ale nijak ma sie ona do mojego komentarza. Co ma rodzina chorego dziecka do milosci? Czy naprawde nigdy w zyciu nie widzialas happy endu? Ani jednego? Jesli tak faktycznie jest, to smutno musi byc wokol Ciebie.
-
2010/05/06 21:39:36
nie, chihiro, napisałam, że pisałam swoją recenzję po obejrzeniu tego reportażu i nie wątpię, że wpłynął on na moją recenzję. Na pewno na mój nastrój, w którym pisałam o filmie.
-
2010/05/06 23:16:28
Uwielbiam piosenkę z tego filmu "Paper Plan" :)
-
2010/05/07 09:13:20
Skarletko, w ogóle muzyka bardzo dobra w filmie, o czym nie napisałam, a powinnam, bo dobrze zrobiona faktycznie. Pozdrawiam;)
-
2010/05/07 10:04:22
mnie się film podobał, czemu dałam wyraz. Czepiać się można zawsze i wszystkiego..
-
2010/05/07 11:15:42
spacer, znana jestem z czepialstwa się, to wiele wyjaśnia:) buziam;)
-
2010/05/07 11:28:31
eh bo to takie charakterystyczne dla mediów i showbiz jest - użyć, wyżuć, wyciągnąć ile się da, a potem jak się opatrzy wyrzucić na śmietnik bo żadnych pieniędzy już z tego nie będzie..... zresztą po komentarzach widać, że prawda moze być też zupełnie inna (i pewnie jak zwykle leży po środku)

Ja widziałam tylko końcówkę filmu.. generalnie przez kontakty zawodowe, trochę jestem w opozycji do ludzi z tej kultury, a w filmie miałam wrażenie, że przynajmniej główni bohaterowie jakoś za bardzo europejscy byli...
-
2010/05/07 11:55:15
Mam w domu a wciąż nie ogladałam, jakos tak mnie nie ciagnelo. ;))
-
2010/05/07 11:55:47
chiaro - nie o Twoim mówiłam, ale ogólnie. Robi się czasem film (a kino ma Magię), który w kategorii rozrywki jest świetny (w sensie angażuje tak,że zapominasz gdzie jesteś, wartko leci, jest dobrze aktorsko, muzycznie, zdjęciowo na przykład) , ale to nie wystarcza niektórym i chcieliby arcydzieła na miarę np. Pikniku nad wiszącą..i najlepiej jeszcze żeby było lekko i śmiesznie i tragicznie jednocześnie..
-
2010/05/07 12:05:05
gofer, oj, raczej nie europejscy, główny bohater wychował się jako sierota w slumsach i przeżył niejedno, a odpowiedzi na pytania znał (ten zabieg bardzo mi się podobał, to znaczy pomysł jego, bo sam wydźwięk raczej smutny) z przeżyć własnych, z życia, poplątanego ogromnie.

lo-ko, obejrzyj, ciekawa jestem, jak Ci się spodoba. Muzyka rewelacyjna.

spacerku, wiem, śmiałam się a raczej uśmiechałam do Ciebie. Wiem dokładnie, co masz na myśli, bo poczytałam chwilę komentarze za filmwebie i faktycznie spora część osób oczekiwała, nie wiem, cudów wianków co najmniej, a czasem wystarczy po prostu uznać, że jakiś film się po prostu podobał. Że był kawałkiem niezłego kina.
-
2010/05/07 16:48:43
kiedys czytalam (kto wie plotki, czy nie), ze ojciec tej malej dziewczynki, chcial ja sprzedac, za iles tam tysiecy dolarow. Dlugo zwlekalam z obejrzeniem tego filmu nie wierzac w zachwyty krytykow, ale nie zawiodlam sie, rzeczywiscie ciekawy :)
-
2010/05/07 17:43:23
Filmu nie widziałam, jakoś mnie nie zaciekawił.
-
2010/05/07 17:51:28
Nie widziałam jeszcze tego filmu, ale dzięki tobie przypomniałam sobie o nim. Mam taki zwyczaj, że kiedy jakiś obraz staje się przebojem, odczekuję troszkę czasu zanim doń zasiadam, a żeby nie kierować się cudzymi opiniami, nie brać sobie do serca famy na jego temat. Tak i teraz, myślę, że skuszę się na wieczorny seans... Na szczęście mogę wypożyczyć film bez wychodzenia z domu. Jeszcze raz dzięki za inspirację :)

Pozdrawiam serdecznie :)
-
2010/05/07 18:27:19
Chiaro, wyslalam Ci dzis plytke, to powinna dojsc w przyszlym tyogdniu. :)
-
2010/05/07 20:32:23
artdeco, ja też to słyszałam i brzmi to co prawda koszmarnie, ale nie sądzę, że o zgrozo nie niemożliwie...aż włos się jeży. Ale film faktycznie dobry, przynajmniej według mnie.

finetko, bywa.

anhelli-anhelli, o, to trochę podobnie, jak ja, szczególnie właśnie, kiedy chodzi o bardzo reklamowane czy to filmy czy książki. Ciekawe, jak Ci się spodoba, daj znać, proszę.

ekolozkoo, dziękuję z góry , mam nadzieję, że nie zginie. Dam znać, jak dojdzie;)
-
Gość: zuza, apn-77-114-153-126.dynamic.gprs.plus.pl
2010/05/08 07:34:23
Myślę, że celem tego filmu nie było pokazanie jakiejś prawdy o Indiach. Dla mnie jest to bardzo sprawnie i interesująco opowiedziana świetna i barwna historia. Polecam obejrzenie go w kinie, jeśli to możliwe, bo wiele traci w TV.
Prawdy o Indiach nie jest w stanie zgłębić chyba nikt z zewnątrz a poza tym jest to tak różnorodny kraj i tak obcy nam kulturowo, że nie podjęłam bym się dokonywania jakichkolwiek ocen bez spędzenia tam kilku lat. Mnie zdecydowanie bardziej niż slamsy, kradnące z głody dzieci, czy śmierć na ulicy zaszokowało identyczne z europejskim życie w dużym indyjskim mieście inteligenckiej rodziny, w której kobieta - prawnik ma problemy podobne do naszych i przynajmniej na pierwszy rzut oka a może i drugi, jej życie nie różni niczym od życia jej odpowiedniczki w Polsce. To był jakiś hinduski film widziany parę lat temu, którego tytułu nie pamiętam.
A Indie całkiem współczesne to jedna z najprężniej rozwijających się gospodarek świata a hindusi uznawania są za jednych ze zdolniejszych pracowników i naukowców na rynkach zachodnich.
Jednak większości Indie kojarzą się właśnie ze slamsami, biedą i innością.
Oczywiście, że są i slamsy i bieda i są Indie turystyczne. Ostatnio czytałam opowieść m.in.o Indiach Terzaniego, który spędził tam dużo czasu i starał się patrzeć bezstronnym okiem na otaczający go niezwykły świat. Lektura ta pozwala trochę zrozumieć mentalność tych ludzi. Niezwykłe jest jak bardzo Indie pociągają i wciągają ludzi "zachodniej cywilizacji".
Nie wiem czy ktokolwiek z nas jest w stanie zgłębić prawdę o losie bohaterów filmowych bo przecież na doniesieniach gazetowych nie można się opierać.
-
2010/05/08 11:48:14
zuza, a ja właśnie odwrotnie, nie uważam, że odebrałabym go inaczej oglądając go w kinie. Co do zgłębienia danej kultury, kraju, miejsca itd, to wiadomo, że po pobycie czy kilku ale jednak dość krótkich nie da się kraju poznać i wyrobić prawdziwej opinii.
Nie uważam też, że jest tak, że Indie kojarzą się ze slumsami i biedą, a przynajmniej nie tylko, może to wynika z tego, że mając w domu informatyka wiem o rozwoju informatyki, szkół tego profilu tamże. Poza tym, czytałam trochę literatury opisującej Indie. Natomiast właśnie mi się spodobało, że przedstawiono tu nie polukrowany obraz kraju. Bo jak wiemy, każdy ma swoje piękne ale i brzydkie , złe strony. Pozdrawiam, miłego weekendu życzę;)
-
2010/05/10 15:22:28
Muzyka z tego filmu towarzyszy mi niemal codziennie, a sam film bardzo mi się podobał, ale chyba trochę przesadzili z ilością Oskarów ;)
-
2010/05/10 15:29:29
lilithin, szczerze mówiąc, Oskarowe rozgrywki niespecjalnie mnie interesują. Muzyka świetna, to fakt;) Pozdrawiam.
-
2010/05/10 22:14:02
Film mi się też podobał, rozwaliła mnie zwłaszcza jedna z początkowych scen, jak mały bohater wydostaje sie z latryny cały uwalony... ale zdjęcie uratowane.:):):). Uważam że bardzo ciekawy jest sam pomysł na film, pokazanie niewesołego życia głównego bohatera przez opowieść ramową o teleturnieju. Jedyne co mi przeszkadzało, to nie happy end, jak tobie, ale cała ta niepoprawna romantyka przewijająca sie przez cały film. Nie wierzę w tego typu wielką miłość, bo przecież główni bohaterowie się praktycznie nie znali. Wolałabym jakąs bardziej wiarygodną historię. Myślę, że w prawdziwym życiu te dzieciaki bardzo szybko by o sobie zapomniały, bo tak to po prostu jest.
Skądinąd ciekawa historia o dzieciach-aktorach, to, co napisałaś Ty i Chihiro, nie słyszałam wcześniej o tej sprawie. Przypomina mi to historię aktorki grającej role tytułową w polskim filmie Cześć Tereska, której ten film na pewno otworzył wiele nowych drzwi i możliwości, ale ona sama nie potrafiła z nich skorzystać. Podobno tuż po wsystkich galach i nagrodach dokonała jakiegoś przestępstwa i wylądowała w poprawczaku.
-
2010/05/10 22:18:56
la_polaquita, też słyszałam o tej dziewczynie z Polski. Nie dała sobie szansy na zmianę życia, szkoda bardzo. To już można powiedzieć, że naprawdę na własne życzenie. Ta romantyka to jednak taka Bollywoodzka mi się zdaje:) Pozdrawiam.
-
2010/05/17 11:32:23
Film podobał mi się bardzo. Oglądałam w kinie i w tv, ale w formacie Blu Ray, na dużym telewizorze, więc obraz nadal robił wrażenie i zgadzam się, że może sporo stracić oglądany na małym ekranie.
Pamiętam krytyczne recenzje, które mówiły o nierzeczywistej historii, a ja myślę, że historia jest uniwersalna (wszędzie mamy jakieś slumsy, chociaż te hinduskie powalają ogromem i bliskością zamożnego świata) i należy ją bardziej oceniać jak bajkę lub przypowieść. Chłopiec idący po złote runo, albo wieśniak zdobywający księżniczkę, bo znał odpowiedzi na pytania króla - nie pamiętacie takich bajek?
Przeznaczenie to jedno, a determinacja i wola, żeby się zrealizowało - to drugie. Film na pewno nie był Bollywoodem, a ostatnia scena to - moim zdaniem - oko puszczone do tych, którzy myślą, że Indie to Bollywood właśnie.
Zwróciliście uwagę na scenę w restauracji i na wodę podawaną turystom? W butelkach, oczywiście :).
-
2010/05/17 14:12:57
snowinmay, dalej nie przekonam się, co mogłam stracić tym,że nie widziałam akurat tego filmu na dużym ekranie. Ba, przyznam, że jestem wręcz zadowolona, że widziałam to akurat w domowym zaciszu. Jak dla mnie na pewno nie jest to Bollywood, bo po prostu nie spełnia konwencji tego gatunku. Natomiast jest to nic innego, jak bajka dla dorosłych. Dorośli też czasem mają potrzebę bajek;)
Sceny z wodą nie pamiętam, szczerze mówiąc.
-
2010/05/17 21:11:46
Chiara, może to kwestia tego dla czego ogląda się filmy. Dla mnie oprócz historii ważny jest obraz i z tego punktu widzenia w niektórych filmach duży ekran jest lepszy, co nie znaczy, że sama historia traci na małym. Więc może inaczej: nie straciłaś nic oglądając na małym; duży ekran to jakby wartość dodana. Ale nie jest to niezbędne, żeby film obejrzeć i docenić.
Tak, bajka dla dorosłych - dokładnie.Tylko niekórym recenzentom to umknęło kiedy zapatrzyli się na tak realistyczne zdjęcia i przykłady życia w Indiach, odbiegające od tego co w przewodnikach i filmach Bollywood.
W restauracji chłopcy przygotowywali wodę dla klientów-turystów: nalewali kranówkę do butelek i zgrzewali nad ogniem nakrętki. Zwróciłam na to uwagę, bo to jedno z przykazań turysty w strefie-obcych-bakterii: pij tylko napoje butelkowane, otwierane przy tobie. Butelka wody z restauracji spełniała te warunki ;).
-
2010/05/17 21:55:29
snowinmay, dzięki za opis sceny z wodą. Między innymi ze względu na bakterie wiem, że nie trafię do Indii. Już z jednej podroży wróciliśmy chorzy. Pozdrawiam.
-
2010/05/18 14:23:58
Indie sa wbrew pozorom calkiem bezpieczne jesli chodzi o bakterie, Chiaro. Praktycznie wszystkie dania sa tam smazone, a smazenie w wysokiej temperaturze zabija bakterie. Problem powstaje, gdy chce sie zjesc surowe warzywa - ale tych sie po prostu nie jada. No i wode butelkowana faktycznie trzeba pic, a nawet myc zeby w takiej. Ja mam bardzo slaby uklad trawienny, ale w Indiach (poza jednym incydentem chorobowym, nie z winy bakterii, a czegos zupelnie innego) czulam sie znakomicie przez cale dwa miesiace. Gorzej bywa w krajach blizszych i zdawaloby sie, ze bezpieczniejszych... choc ja i tak w podrozy zawsze czuje sie swietnie, podroz tak mnie eskcytuje, ze nic mi nigdy nie dolega :) Panaceum na wszelkie dolegliwosci :)
-
2010/05/18 14:33:43
chihiro, wiesz, ja mam po prostu taki zwykły, ludzki uraz. Wiem, bo rozmawiałam o tym z lekarzem, że w niektórych krajach jest zupełnie inna flora bakteryjna i to, co szkodzi mnie jest niezauważalne dla miejscowej ludności, bo oni z tym żyją na co dzień. Wiesz, ja gdyby nie ta niefortunna podróż, która w jakiś sposób zaważyła na naszym życiu, na pewno bym była tak nastawiona , jak Ty, czyli optymistycznie. Teraz szkoda mi moich własnych nerwów. Jadę tam, gdzie czuję się ok, nie narzekam, ale nie ma chęci jechać gdzieś, gdzie czułabym się niepewnie, bo jak mówię, naprawdę szkoda mi czasu na nerwy. Wiesz, że uwielbiam Grecję, tam mi pasuje i ogólnie Europa jest dla mnie ok. A niektóre bakterie, widzisz, są na tyle podstępne, że ich działanie, efekt, nie jest widoczny w postaci tak zwanej zemsty (Faraona, nie wiem, Proroka czy jak ją tam sobie nazywają w różnych krajach turyści) , a mają znacznie bardziej poważne reperkusje w dalszym życiu. I niestety, człowiek nawet nie musi wiedzieć, że taką bakterię ma. Może sobie żyć latami i czuć się super. Nie chcę się rozpisywać na blogu, jak napisałam po prostu powyżej, od kilku lat mści się na nas wyjazd, popsuł nam na tyle wiele, że nie mam chęci bawić się w loterie.
Z innej strony, mnie Indie nie nęcą na tyle, żebym musiała tam jechać, wystarczy mi, że poczytam coś o tym kraju czy obejrzę film, mnie to wystarczy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Pomóż małej Beli!

Pomóż małej Belli