Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Ta, którą znam". Małgorzata Warda.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016). Ebook.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Och. Tak, to celowe westchnięcie.
Zabierałam się do tej konkretnej książki długo. Wiedziałam, że ze względu na parę motywów (główny i kilka pobocznych) ta książka przeora mi myśli i odczucia i tak się stało. Na pewno jest to lektura, która nie porusza tematyki lekkiej, łatwej i przyjemnej czyli nie ma mowy o żadnym rozleniwiająco relaksującym "czytadle" , po które chętnie sięgam i czego nigdy się nie wypieram. No ale chciałam przeczytać książkę tej konkretnej autorki bowiem jak do tej pory czytałam jedynie "Miasto z lodu". Nie wiem i wiem czemu nie sięgam po więcej książek pani Wardy. Wiem, czyli wiem, że porusza tematy naprawdę ważne ale ciężkie a moje nastroje różnie reagują na takie treści. Nie wiem czemu bo wiem, że mnie omija świetna proza i bardzo dobra literatura. Dlatego sięgnęłam nareszcie po coś nowego. I tak, przeorało moje myśli i uczucia kompletnie. Ale nieważne, kilkakrotnie już o tym pisałam, trzeba też sięgać po coś takiego co nie będzie przyjemne za to mądre i pozostawi w człowieku coś więcej niż jedynie wspomnienie, że "to była dobra książka". A "Ta, którą znam" zostaje w czytelniku z pewnością na długo.

Historia zaczyna się nieprzyjemnie. Oto Ada, modelka i aktorka odnosząca sławę za granicami Polski i mieszkająca na stałe poza Polską otrzymuje pilne wezwanie do rodzinnego kraju. Jej siostra, Agnieszka, miała wypadek. Jechała z młodszą z dwóch córek. Konsekwencje wypadku są niestety najbardziej tragiczne z możliwych i nagle "osierocona" po stracie siostry Ada staje oko w oko z rzeczywistością. Na czas poszukiwań ojca dziewczynek, córek siostry, jest sama z dziadkiem tychże a swoim ojcem. Pogrążona w żałobie, wspomnieniach ale również poszukująca Pawła, dawnego przyjaciela Ady, ojca córek Agnieszki, znanego reportera i dziennikarza.
Ktoś więc musi stać się wsparciem nie dość, że dla ojca , który stracił córkę ale dla dwunastolatki i dziesięciolatki. Dziesięciolatka brała udział w tragicznym wypadku i konsekwencje dla jej psychiki również są wielkie.

Niestety, Ada nie jest w stanie oddać się swojej żałobie bowiem ten wypadek, jego konsekwencje a przede wszystkim dłuższy pobyt w rodzinnym mieście uruchamia jak mały kamyk lawinę wspomnień. I wydarzeń. Ale najpierw wspomnień.
 Narracja nie jest linearna. To skaczemy w tył do wspomnień Ady to przenosimy się do czasów teraźniejszych. Pomimo tego czyta się to dobrze pomimo ciężkiej tematyki.

W życiu Ady właściwie krótko było dobrze. Wczesna śmierć matki zadecydowała o wszystkim. Ojciec policjant nie radził sobie z dwójką dziewczyn, z których starsza studiowała a młodsza przygotowywała się do matury. 
Tamten rok dodatkowo był ciężki bo w miasteczku bohaterek zdarzyło się zaginięcie turystki z Warszawy, a śledztwo w tej sprawie w którym brał udział ojciec Ady i Agnieszki jako miejscowy policjant ślimaczyło się i nie przyniosło efektów.
Ten rok jednak stanie się dramatyczny i tragiczny dla samej Ady. Zdarzyło się wtedy w jej życiu coś potwornie złego i nieodwracalnego. Coś, co niestety, zaważy na całym życiu młodej dziewczyny a później młodej kobiety.

Nie ma tu zbyt wielu radości, cała ta książka to jedno wielkie rozdrapywanie ran i złe, bolesne wspomnienia. Ale to nareszcie ! dochodzenie Ady do przyzwolenie sobie na to aby wreszcie stwierdzić, że to ona została niewyobrażalnie skrzywdzona. Że ona nie ponosi żadnej winy za to co się stało. I to ona jest najbiedniejsza bo to ona nie dała sobie szansy na poskarżenie się na to, co jej zrobiono jak również na to aby dzięki temu ukarać winnych tego przestępstwa.

Bardzo , bardzo mnie ta książka przygnębiła. Małgorzacie Wardzie po raz kolejny udało się nakreślić postać bohaterki bardzo prawdziwą. Z jej zaletami ale i wadami, lękami, ludzką. Zamkniętą w swoim smutku i żalu, nie dopuszczającą innych do siebie, z małym wyjątkiem. 
Cały czas podczas lektury zżymałam się w duchu, złościłam na ojca i Agnieszkę. Jak bardzo źle musiało być w tym domu, że Ada w swojej sytuacji nie była w stanie jednak się poskarżyć i zawalczyć o swoje prawa i godność?

Obraz miasteczka, w którym dorasta Ada również nie nastraja optymistycznie. Miasteczko położone gdzieś na Mazurach zamieszkują zapewne ludzie "jak wszędzie" ale nakreślony jego obraz, ludzie zamieszkujący je, klimat i aura odmalowuje raczej miejsce, gdzie niewiele dobrego może się wydarzyć, raczej się z niego ucieka niż w nim osiedla z nadzieją na lepszą przyszłość. 

"Ta, którą znam" porusza wiele tematów. Winę, za którą brak kary. Poczucie bezsilności ofiary przestępstwa. Ciche pozwolenie na przemoc domową (a kiedy czyta się prasę widać, jak bardzo niestety wciąż jest ciche przyzwolenie na tą przemoc). To też książka o miłości. Tej młodzieńczej ,tej dojrzałej , tej szczęśliwej i tej nietrafionej. W końcu , o miłości rodzicielskiej również. Ale i , co ważne, do pozwolenia sobie na miłość do siebie samego , do wybaczenia sobie, do dania sobie samemu możliwości naprawienia zła, które stało się w życiu. 

Jak wspominałam, to książka, wobec której czytelnik z pewnością nie pozostaje obojętny i która zostawia nas z tak wieloma refleksjami, myślami, lękami, obawami. Oj to książka, która zostawia w nas taką "drzazgę" , która uwiera a to uwieranie układa się w myśli "tak, takich mazurskich miasteczek jest wiele, takich skrzywdzonych Ad jest aż za dużo, takich niesprawiedliwych czynów i nieukaranego zła jest zbyt wiele, to dzieje się obok, często bardzo blisko, zbyt blisko...".

Ja najpierw zaczytałam się do po północy a potem myśli nad nią nie dały mi zasnąć. Co skutkuje tym, że dziś myślę głównie o kawie, która mnie rozrusza. Ale nie tylko. I to jest siła tej książki. Polecam. 

Moja ocena to 6.5 / 6.  

piątek, 21 kwietnia 2017, chiara76
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...