Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Matka i córka". Jenn Diaz.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook. Książkę przeczytałam dzięki uprzjemości Wydawnictwa.

Przełożył Andrzej Flisek.
Tytuł oryginału Madre e Hija.

Niesamowite jak tak młodej osobie jaką jest autorka urodzona w roku 1988 udało się "popełnić" tak dojrzałą książkę jaką jest "Matka i córka". Czyli jednak nie jest najwyraźniej tak, że to suma doświadczeń składa się na treść. A może i nawet suma owych doświadczeń ale niekoniecznie muszą to być doświadczenia własne? Wystarczą te zasłyszane?

W "Matce i córce" przedstawione są cztery kobiety postawione w sytuacji, w której nie chciały się znaleźć ale się znalazły. Zmarł mężczyzna będący dla nich mężem, ojcem, bratem. Teraz zostały na świecie same a ich dom, w którym mieszkają trzy z nich to istny tygiel. Pełen emocji ale też przede wszystkim pełen niedopowiedzeń, niedomówień, tajemnic skrywanych przed sobą wzajemnie. Albo przynajmniej tak się im wydaje. Tak się przypadkiem złożyło, że kiedy zaczęłam czytać "Matkę i córkę" przypomniałam sobie recenzje kilku innych czytanych przeze mnie książek dotyczących relacji matek i córek. Nie ma właściwie pozytywnych czy optymistycznych książek na ten temat a i ta nie odbiega od tego, co do tej pory czytałam. 

"Matka i córka" to książka niewielka ale bogata w treść. Ta treść dotyczy myśli nie tylko na temat relacji matki i dorastających czy wręcz dorosłych córek ale również ogólnie na temat współczesnych kobiet. Które dorastały w zupełnie innej rzeczywistości i wśród innych wartości niż ich córki. Jednak wszystkie te kobiety, zarówno te młode jak i te starsze łączy jedno. Pragnienie szczęścia, zaznania w życiu miłości a przynajmniej tego aby móc przeżyć swoje życie w przekonaniu, że było warto. 

To kobiety wtłoczone w przekonania "co wypada" ale i te, które postanowiły zerwać kajdany obyczajności dotyczące ich matek. Tylko czy owo zerwanie oznacza, że naprawdę stają się wolne? Niezależne? I dlaczego jest tak, że matki przekonane, że "każda kobieta chce mieć dziecko" wcale nie wyglądają na takie, które w tym macierzyństwie są szczęśliwe?

Po raz kolejny rola mężczyzn została nieco umniejszona chociaż w tej książce akurat nie jest ona zupełnie zmarginalizowana. Znowu jednak mężczyźni, nawet ci już nieżyjący, wciąż na swój sposób sterują poczynaniami i decyzjami kobiet. Które najwyraźniej nie są szczęśliwe. Dodatkowo przygnębiające są jednak układy między nimi samymi, a przynajmniej jeśli nie przygnębiające to mocno skomplikowane i trudne, jednak nie całkowicie beznadziejne. 

Bardzo lubię książki z kobietami w roli głównej opisujące ich niełatwe relacje. To taki jak wspomniałam tygiel, w którym podgrzewane latami emocje i niewyjaśnione sprawy mogą zaowocować wybuchem.

Nazwisko autorki będę miała w pamięci na pewno bo ta książka ogromnie mi się podobała. I mam wielką ochotę na więcej jej prozy tym bardziej, że jej książka potwierdziła to, co od dawna podejrzewałam, że "dużo nie musi oznaczać dobrze", może być krócej ale treściwie i po prostu dobrze. 
Z jeszcze takich "technicznych" spraw to ogromnie podoba mi się okładka książki. 

Moja ocena to 6 / 6. 

 

 

czwartek, 08 czerwca 2017, chiara76
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...