Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Guguły". Wioletta Grzegorzewska.

Wydana w Wydawnictwie Czarne. Wołowiec (2014). Ebook.

Nareszcie książka opowiadająca o dzieciństwie ustami dorosłej już kobiety, która nie jest rzewnym wspomnieniem o układaniu wianeczków z mleczy, obrazków pod szkłem (widoczków? tak się to nazywało?) czy grze w klasy ani też (ulga!) żadne traumatyczne wspomnienia z patologicznej rodziny. Największym zaś plusem tej prozy jest jej zwięzłość i nie rozwlekanie tak teraz niestety modne i popularne. W "Gugułach" (regionalna nazwa niedojrzałych owoców) Wioletcie Grzegorzewskiej w minimalistycznej formie udało się zawrzeć świetną i wciągającą treść. Znajomą osobom w podobnym wieku, nieważne naprawdę czy wychowującym się na wsi jak autorka czy w mieście. Według mnie bowiem te wspomnienia zawierają takie uniwersalne prawdy i treści, które brzmią znajomo dla osób rosnących w podobnym czasie. 
Nie wiem na ile Grzegorzewska zawarła w swojej książce biograficznych elementów. Brzmi tak, jakby zmieściła ich bardzo, bardzo dużo ale też nie mam zamiaru traktować tej prozy jako sensacyjnych wspomnień kombatanckich na zasadzie "kiedyś to dzieci bawiły się bez smartfonów, godzinami na podwórku, końmi ich do domu nie można było zapędzić i w ogóle kiedyś to było lepiej". Bo na szczęście nie jest to zupełnie i tego typu książka. 

To po prostu wspomnienia, krótkie opowieści, jak koraliki nanizane ręką dziecka na sznurek wspomnień. Opowieści, które i czasem zatrważają, czasem przerażają, czasem śmieszą. Jak życie. Jak wspomniałam, dziękuję autorce, że nie postarała się wykreować nie wiedzieć jak ambitnej literatury wspomnień ocierających się o zło czy cierpienie (dużo takich opowieści z dzieciństwa się pojawiło i zapewne spora część z nich jest naprawdę potrzebna niektórym, zwłaszcza na poziomie terapeutycznym ale tu naprawdę miło, że to nie to). Tak naprawdę to po prostu opowieści o życiu w schyłkowym okresie PRL-u dziewczynki mieszkającej na wsi Hektary. W życiu dziewczynki jest rodzina, mama, tata (który pojawia się nieco po jej narodzinach), babcia i dziadek. Dziewczynka chodzi do szkoły, na religię prowadzoną w domku pod lasem. Bywa na odpustach, na rekolekcjach, bierze udział w konkursach czy wyzwaniach pod hasłem "zbieramy złom". Brzmi znajomo? No, właśnie. Przypomina się własne dzieciństwo. Ani lepsze ani gorsze od tego autorki, ale własne. Z naszymi własnymi wspomnieniami, które również możemy zebrać, kolekcjonować. 

Wioletta Grzegorzewska jest poetką. Co widać w (chwalonej przeze mnie) zwięzłości jej prozy. Dla mnie to plus. Nie ma tu nic z nadmiaru, nic zbędnego. Taki nieco wschodni chociaż opisujący słowiańską rzeczywistość, minimalizm prowadzący do powstania po prostu świetnej prozy, którą warto czytać. Dlaczego? Ano dlatego aby w tych historiach jak w lustrze móc się poprzeglądać, powspominać? Nie umiem się zdecydować, które z opowiadań podobało mi się najbardziej. Nie wiem czy potrafiłabym wybrać bo tak naprawdę zachwyciło mnie każde. 

Jestem zachwycona również tym, że w książce tej odnalazłam jedno z najmądrzejszych zdań w literaturze wypowiadane przez ojca Wioli do niej samej a mianowicie , cytuję : "(...) Nawet nie zdążyłem się obejrzeć, już nazywają mnie starym, a przecież w środku jestem jak te guguły". 

Moja ocena to 6 / 6.

piątek, 14 lipca 2017, chiara76
Komentarze
2017/07/14 11:19:23
Doskonała.
A polecam Ci "Boginie z Žitkovej", bo lubisz literaturę czeską.
-
2017/07/14 15:11:29
na naszym podwórku nazywaliśmy to "niebkiem" ;)
-
2017/07/14 15:21:55
eldka, dziękuję za polecenie, powiem Ci, że mnie zachęciłaś zdecydowanie :)

marga, u nas chyba widoczki a ja jakoś pasjami tego nie robiłam, w ogóle raczej mam wrażenie, że jakoś te dziewczyńskie zabawy średnio były dla mnie atrakcyjne :P A książkę polecam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...