Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Madonny z ulicy Polanki". Joanna Marat.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 

Od razu zaznaczę, że nie czytałam "Jedenastu tysięcy dziewic", która to książka jest pierwszą z cyklu "gdańskiego". Niemniej jednak nie stanowiło to przeszkody, szybko zorientowałam się kto jest kim w, trzeba przyznać, licznym gronie opisywanych w książce postaci.

W "Madonnach z ulicy Polanki" akcja książki dzieje się wokół postaci Anki. W tej części poznajemy Ankę w sytuacji mocno trudnej. Oto bowiem jest ona w ciąży, ale i niestety, pojawia się nad nią widmo powrotu choroby. Anka znalazłszy się w trudnej sytuacji postanawia więc wrócić do Gdańska. Tam rzuciły ją losy i tam poniekąd zakorzeniła się w pierwszym , nieudanym małżeństwie. Mając na uwadze dobro dziecka kobieta chce porozmawiać z mężem, z którym nie łączy ją już nic i wreszcie uzyskać rozwód. 
Nie mając gdzie się zatrzymać przyjmuje pomoc swojego lekarza prowadzącego,który oferuje jej mieszkanie na ulicy Polanki. Ta gdańska ulica zamieszkiwana jest przez grono nieszczęśliwych osób, zwłaszcza kobiet. 
Jeśli chodzi o kobiety nieszczęśliwe to Anka wywodzi się z rodziny, w której kobiety bywały bardzo nieszczęśliwe.Anka chciałaby oczywiście "złamać" zły los, jakieś okrutne przeznaczenie? Ale czy jej się to uda? Jest sama, postawiona nagle w sytuacji trudnej i nie do końca sprecyzowanej. 

W "Madonnach z ulicy Polanki" jak już wspomniałam, przedstawiona jest bogata galeria postaci. Wydaje się być nawet lekko tłoczno ale uważny czytelnik nie pogubi się wśród postaci a na swój sposób każda z opisywanych postaci jest na swój sposób ważna. Niestety, na swój też sposób każda z tych postaci jest nieszczęśliwa. Jedna bardziej, inna mniej ale szczęśliwych zakończeń w życiu tych ludzi jest raczej niewiele. 

Mnie najbardziej zainteresowały losy Anki, której kibicowałam. Budziła współczucie ale nie swoją chorobą a swoją niemożnością wyzwolenia się z "gorsetu" , w który wtłoczyło ją życie. Nie potrafiła uwolnić własnych emocji a gdy próbowała to zrobić, spotykała się raczej z niezrozumieniem. W książce też, co mi się podobało, nie było chodzących ideałów. Tak naprawdę ludzie w niej opisani byli bardzo prawdziwi z ich przywarami i wadami. 

Dobrze jest próbować coś nowego, coś czego do tej pory się nie znało. Dla mnie sięgnięcie po książkę Joanny Marat było okazją do sprawdzenia jak spodoba mi się proza przez autorkę pisana. Eksperyment się powiódł. Co prawda książka napisana jest w dość swoistym stylu, czuć jakieś rozedrganie ale według mnie tworzy to dopełnienie przedstawionych na kartach historii. 

Nie sądzę też, że należy w stu procentach zawierzać cudzym opiniom, mnie trochę ktoś tę książkę odradzał a okazało się, że słusznie zawierzyłam swojej intuicji i sięgnęłam po nią. 

Myślę jednak, że faktycznie nie każdemu się spodoba. Dla kogoś może być jednak w niej zbyt "tłoczno" , jak pisałam, jest jakoś niespokojnie, czuć rozedrganie i akcji i postaci opisywanych w niej, do tego być może nie każdemu spodobać się dość mroczny klimat książki. Mnie jednak ta książka wciągnęła. 

Moja ocena to 5 / 6. 

poniedziałek, 17 lipca 2017, chiara76
Komentarze
2017/07/17 15:30:49
Odradzałam znając tematy, o których nie lubisz/ nie możesz czytać. Cieszę się, że książka Ci się podobała, widocznie nie było tu takich scen, jak w tej wcześniejszej części.
-
2017/07/17 15:40:46
maniaczytania, wiem wiem, napisałam bo czasem można nie sięgnąć po coś a z innej beczki, ostatnio sięgnęłam po coś co ktoś mi zachwalał i tam z kolei rozczarowanie (moje, znaczy się). Tak więc najlepiej wyrobić sobie własne zdanie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...