Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Nie podchodź bliżej". Katarzyna Misiołek.

Wydana w Wydawnictwie MUZA. Warszawa (2017).


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 

Muszę przyznać, że "Nie podchodź bliżej" okazała się taką książką, od której nie mogłam się oderwać. Nie to, że temat zupełnie nowy, nie, gdzieś to się już przecież czytało. A jednak? Tak to napisane, że wciągnęła mnie ta proza bez reszty i żałowałam chwilami, że nie mam jej na czytniku bo zwyczajnie wygodniej byłoby mi ją czytać :)

Akcja książki rozpoczyna się w momencie powrotu Nataszy do nadmorskiego miasteczka. Dorota to narratorka książki i w dzieciństwie i latach nastoletnich przyjaźniła się ogromnie z Nataszą właśnie. Właściwie obie dziewczyny były dla siebie jak siostry i wspierały się w niełatwych chwilach z dzieciństwa. Dorota wychowywana przez matkę jedynie, która to matka nie radziła sobie zbyt dobrze w takiej a nie innej sytuacji i Dorota nie otrzymała od niej zbyt wiele uczucia o wylewności nie wspomniawszy. Natasza z rodziny, w której wszystko poszło nie tak, a mianowicie zbyt wcześniej zmarła matka zostawiając ojca z piątką dzieci. Ojca, który nie wylewał za kołnierz. Ojca, który bił i pozwalał starszym braciom dokuczać siostrze. A z czasem znęcać się nad nią. 

Początkowo jest tylko radość i zaskoczenie Doroty z nagłego powrotu Nataszy, która co prawda czasem wysyłała do dawnej przyjaciółki pocztówki z miejsc, w których mieszkała ale generalnie kobiety nie widziały się bardzo długo i oto stają naprzeciw siebie takie już dorosłe bo po trzydziestce i takie inne od tego, co w ich pamięci na temat tej drugiej pozostało. 

Tak więc Dorota pewnie pod wpływem dawnej sympatii, przyjaźni i zwykłego ludzkiego sentymentu zaprasza do siebie do domu Nataszę. Gość widzi więc wspaniałe życie Doroty, które ta obecnie prowadzi. Jej córka jest nastolatką nie sprawiającą problemów , Dorota jednak przede wszystkim uporządkowała swoje życie osobiste. Związała się z atrakcyjnym mężczyzną, który, co pewnie stanowi sól w oku dla niejednej osoby, kocha Dorotę jak również jest dobrym opiekunem dla jej dorastającej córki. 

Dalej jest już tylko coraz bardziej gęsto od niedopowiedzeń i narastającej atmosfery grozy. Nie, nie takiej z horroru bo i horrorem ta proza nie jest, oczywiście. Ale z dnia na dzień ta odnowiona znajomość zaczyna jawić się Dorocie jako jeden z gorszych pomysłów. Natasza zdaje się być jakimś początkowo mglistym a z czasem coraz bardziej krystalizującym się zagrożeniem. Niebezpieczeństwem na poziomie początkowo trudnym do ocenienia. Dodatkowo narracja w pierwszej osobie, za którym to typem narracji generalnie nie do końca przepadam ale tu jest wpasowana idealnie, wzmaga poczucie niepokoju, jakie odczuwamy wraz z narratorką. Wiemy, że coś się dzieje, niby nic groźnego ale nie do końca akceptowalnego przez Dorotę a i bywa, że jej partnera, Mikołaja. 

Natasza jest jak taki zły duch z przeszłości, której zdecydowanie nie chce się głównej bohaterce przywoływać. Wiadomo, że każdy ma swojego trupa w szafie. W szafie Doroty jest tych trupów nieco więcej niż jeden ale ona sama z czasem na swój sposób umie sobie z nimi radzić. Prowadzi galerię w mieście, ma swoich przyjaciół, jest lubiana przez pracowników i wspólników Mikołaja. Ten tak z trudem budowany spokój i zwyczajnie tak upragnioną stabilizację może w jednej chwili zniszczyć wysłanniczka przeszłości, Natasza.  Jej dawna przyjaciółka zaczyna czuć się chwilami wręcz osaczona przez dawną przyjaciółkę. A teraz nie wiadomo już kogo, przyjaciółkę ale może wroga? Na pewno powrót do miasteczka narusza spokój nie tylko Doroty ale i paru mieszkańców miasteczka, w tym nawet siostrze Taszy. Jest jak kamyczek zdolny wywołać lawinę złych wspomnień ale i złych czynów. 

Jak wiemy "Nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki" i najprawdopodobniej niektórych relacji, zwłaszcza takich, które miały aż tak długą przerwę, nie da się reaktywować a na pewno nie na takim poziomie jak kiedyś. 
Egoistyczna i mająca wręcz socjopatyczne cechy Natasza jednym zdaje się z czasem poważnie zagrażać szczęściu i spokojowi Doroty i jej rodzinie. Niemniej jednak Dorota ostatecznie zyska jedną pozytywną sytuację z całej tej nieszczęsnej odnowionej znajomości a to dlatego, że stanie się ona katalizatorem do ujawnienia pewnych prawd z przeszłości. 

Można by się przyczepić, że w postaci Nataszy trudno jest się dopatrzyć czegoś pozytywnego. Że obie kobiety są mocno skontrastowane. Niemniej jednak wszyscy wiemy, że bywają ludzie, którzy naprawdę utrudniają życie innym i którzy potrafią stanowić realne zagrożenie dla tak zwanego świętego spokoju. W konstrukcji postaci Doroty podobały mi się jej nieustające wahania i uczucia od wściekłości na dawną przyjaciółkę po wyrzuty sumienia, które przypominały chwile z przeszłości gdy Natasza faktycznie stanowiła dla niej wsparcie i pomoc. 
Można zadać sobie pytanie, na ile warto jest wracać do przeszłości? Na ile dawna znajomość warta jest jej odnowienia? Czy nostalgia jest aby właściwym doradcą i czy na pewno w każdej sprawie? Czy dobrze jest taić prawdę w obawie , że jej ujawnienie zrani naszych najbliższych ? Co jesteśmy w stanie komuś wybaczyć i czy powinniśmy w niektórych relacjach nie być bardziej stanowczy? 

Bardzo mnie ta opowieść wciągnęła i daję jej ocenę 6 / 6.

 

środa, 12 lipca 2017, chiara76
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...