Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Pięć lat kacetu". Stanisław Grzesiuk.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2018). Ebook.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Końcówkę roku trochę nie do końca zamierzenie ale zafundowałam sobie mocno przygnębiającą. Otóż, zdecydowałam się sięgnąć po "Pięć lat kacetu". W roku 2018 Prószyński i S-ka wznowi książki Stanisława Grzesiuka. Ta książka, która ukaże się w początku 2018 roku jest opublikowana bez pierwotnej cenzury. Pierwsze jej bowiem wydanie w roku 1958 ukazało się z pewną cenzurą. Obecnie przywrócono pierwotny zamysł autora, jednak nie publikując czegoś, co pierwotnie autor faktycznie chciał pozostawić samemu sobie. 

Dlaczego mimo tego, że podejrzewałam, że ta lektura wymagluje mnie psychicznie, sięgnęłam po nią? Ano dlatego, że u nas w domu rodzinnym na półce stały książki Grzesiuka a moja Mama do dziś twierdzi, że "Pięć lat kacetu" jest jedną z tych książek, które zrobiły na niej wielkie wrażenie. Jako, że w czasach licealnych kiedy omawialiśmy literaturę obozową akurat tej nie czytałam, sięgnęłam po nią. Początkowo miałam nadzieję, że jestem nieco chociaż "zaszczepiona" na to, co wyczytam przez fakt czytania książki Borowskiego czy "Inny świat" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Ale szybko wyszło na jaw to, że na tego typu prawdę, opowieść , człowiek nigdy nie jest w stanie się "zaszczepić". 

Czytanie o tym co jeden człowiek może uczynić drugiemu kiedy do głosu dojdzie chora ideologia i wypaczone pomysły realizowane w ramach dyktatorskiej polityki boli dosłownie fizycznie. Z racji tego, że zaczęłam czytać książkę w czasie świątecznym, miałam na nią czas jedynie późnym wieczorem i szłam spać z potwornymi obrazami pod powiekami co z kolei przekładało się na moje sny.

Z kolei "Pięć lat kacetu" , czyli wspomnienia Stanisława Grzesiuka z jego pięciu lat spędzonych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych w Mathausen, Dachau i Gusen to nie jest książka, z którą można sobie zasiąść przy stole z kawką i kawałkiem makowca. No więc - nie. Nie byłam w stanie czytać jej jak większości książek bo zwyczajnie czytając o potwornościach opisywanych przez autora miałam coś na kształt poczucia winy, że ja tu sobie siedzę w ciepłym domu, podjadając przysmaki i pijąc ciepły napój. 

Stanisław Grzesiuk to dziecko Warszawy. Nie jest to wielki intelektualista, robotnik z warszawskiego Czerniakowa, wyposażony jednak w potencjał. Widać, że mając możliwość kształcenia miałby szansę na studia. Zbieg okoliczności czy raczej sytuacja życiowa jednak do tego nie doprowadziła, niemniej jednak ów wypracowany na warszawskim podwórku spryt zapewne pomógł autorowi egzystować w obozie koncentracyjnym. Oto bowiem opisuje on swoje przeżycia obozowe z właściwym mu kpiącym , wesołkowatym często stylem. Jego rubaszny język  pozbawiony dramatyzmu a wręcz często okraszany humorem styl i język ma jednak za zadanie złagodzenie opowieści o ogromie zła jakie miało miejsce w obozach. 

Stanisław Grzesiuk nie analizuje, kolokwialnym językiem (jednak pozbawionym wulgaryzmów za co mocno go cenię) potrafi przez sporą objętościowo książkę przeprowadzić czytelnika w sposób wyważony. Nie ocenia on nikogo i na końcu książki sam prosi o to aby osoby chcące oceniać kogoś kto spędził czas w obozie a same nie doświadczyły tego piekła, zaniechały ocen. Nikt bowiem kto w tym nie uczestniczył tak naprawdę nie ma nawet odrobiny pojęcia o realiach tego piekła. 

Człowiek w imię chorych idei potrafi zmienić życie drugiego człowieka w piekło i o tym jest ta książka. A jednocześnie o tym jak zwykły , szary człowiek musi nagle z dnia na dzień odnaleźć się w tym piekle. Podobno po pierwszym wydaniu książki dla większości czytelników szokiem był fakt, którego Grzesiuk nie krył a chodzi o wspomniany przez niego homoseksualizm niektórych więźniów. Piszący to w czasach dawnych Grzesiuk również umie powstrzymać się od oceny i rzucania w kogokolwiek kamieniem.  

Czy jest to lektura dla każdego? Nie. Czy jednak powinniśmy sięgać po tego typu literaturę pomimo tego, że wydaje się nam, że na ten temat "powiedziano już wszystko"? Tak. Po "Pięć lat kacetu" chociażby dlatego, że nie jest to żadna fikcja. To obraz obozu taki jaki był a nie beletrystyka z wątkiem romantycznym. Na romantyzm nie ma tu ani skrawka miejsca. Jest zło do granic wyobrażenia, jest codzienna , co godzinna wręcz walka o przetrwanie. Są choroby, są pasożyty zżerające ludzi, jest głód i bicie. Jest tęsknota za zwyczajnością , na którą w zwykłych realiach nie zwraca się zupełnie uwagi.  Język Stanisława Grzesiuka prosty, zwykły, może nie wyrafinowany a jednak według mnie bardzo dobrze oddający jego codzienność w obozie. Kiedy to każdy dzień mógł się stać tym ostatnim a mimo to coś w człowieku nie pozwalało się poddać. Kiedy budząca się w człowieku młodość nie pozwalała się zniszczyć.

Na pewno jednak jest to książka mocno zapadająca w pamięć, pozostawiająca w czytelniku mnóstwo emocji. 

Moja ocena to 6 / 6.

niedziela, 31 grudnia 2017, chiara76
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...