Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Britt-Marie tu była". Fredrik Backman.

Wydana w Wydawnictwie Sonia Draga. Katowice (2018).

Przełożyła Magdalena Greczichen.

Tytuł oryginalny BRITT-MARIE VAR HÄR

Britt-Marie ma sześćdziesiąt trzy lata i poznajemy ją w przełomowym momencie jej życia. Rozstała się z mężem i szukając pracy, trafia do Borg. Małego miasteczka, które właściwie powoli wymiera. 
Szybko orientujemy się jak niewesołe życie wiodła przez ostatnie dziesięciolecia. Niestety, dzieciństwo spędzone w domu rodzinnym dotkniętym dramatycznym wydarzeniem, nie przygotowało Britt-Marie do dobrego życia. Nauczyło ją jedynie podporządkowania się innym, podporządkowania własnego szczęścia osobom drugim, niepamiętanie o własnych potrzebach czy pragnieniach. 

Łatwo współczuje się i kibicuje postaciom idealnym, które krzywdzi los. Britt-Marie nie do końca jest taką bohaterką. Wiele tego, co stało się w jej życiu to wynik jej własnych decyzji. Bywa, że człowiek podczas lektury zżyma się najpierw nad jej wyborami i działaniami. Dopiero stopniowo poznając jej los, jest w stanie pojąć dlaczego Britt-Marie żyjąc dla innych zapomniała żyć dla siebie.

Wydawałoby się, że wylądowanie w zapomnianym przez ludzi i większość świata miasteczku sprawi, ze Britt-Marie całkowicie pogrąży się w pustce i marazmie ale nie, jest wręcz odwrotnie. To tam kobieta dowie się jak żyć aby żyć dla siebie nie przestając jednak być wsparciem dla innych. To wielka sztuka niosąc pomoc innym mieć wzgląd na własne potrzeby i tego bohaterka nauczy się w dość krótkim czasie jaki spędzi w Borg.

Britt-Marie wstrząśnięta jest artykułem niedawno przeczytanym w gazecie. Opisywał on zapomnianą przez wszystkich starszą kobietę, która zmarła w swoim domu niezauważenie a o zgonie sąsiedzi dowiedzieli się dopiero wtedy gdy z powodu nieprzyjemnego zapachu wezwali straż pożarną. Wydaje się, że ów artykuł staje się dla bohaterki książki impulsem i czymś na kształt osobistej niezgody. Niezgody na to aby przejść przez życie niezauważoną. Do tej niezgody jednak musi dojść, u Britt-Marie bardzo powolutku i w jej indywidualnym tempie. 

Jednym słowem to w Borg Britt-Marie dowie się jak nauczyć się żyć tak aby zostać zauważoną, aby zostawić po sobie trwały ślad. Na pewno pomaga jej w tym działalność, której poniekąd musi się podjąć. Zostaje ona mianowicie trenerką miejscowej drużyny piłkarskiej młodzików. Drużyna to zbyt wiele powiedziane. Po stopniowym upadku miasteczka drużyna to zaledwie garstka młodych zapaleńców, którym jednak wciąż się chce działać i wziąć udział w ważnym sportowym wydarzeniu. Britt-Marie na swój oryginalny sposób podejmuje się tego wyzwania. 

Pomagają jej mieszkańcy Borg, których zapewne osoby postronne mogłyby nazwać drwiąco "przegranymi" ale które , szczęśliwie, chyba tak się jednak nie czują. Jest w nich bowiem dużo energii i pomysłów na to jak przetrwać gorszy czas.

Początkowo ta książka mocno mnie przygnębiała. Do postaci bohaterki i jej zachowania musiałam  że się tak wyrażę, "przyzwyczaić", niemniej jednak z przyjemnością czytałam o jej życiu w Borg, o jej działaniach i osobistym rozwoju czy realizacji. 

Plus dla autora za bohaterkę w takim wieku. Nieczęsto pisze się o osobach starszych nie tworząc z nich dobrotliwych babuń, siedzących w fotelu z robótką czy podsuwających smakołyki i herbatkę z sokiem malinowym. 

Moja ocena to 5 / 5.

środa, 21 lutego 2018, chiara76
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...