Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
Blog > Komentarze do wpisu

"Moje wielkie ruskie wesele". Anna Mandes-Tarasov.

Wydana w Wydawnictwie Edipresse. Warszawa (2017). Ebook.

Za co kocham książki? Za to, że przenoszą mnie w inny świat? Że dzięki nim podróżuję niemal fizycznie zwiedzając opisywane miejsca ale również poznaję innych ludzi z ich innymi poglądami, stanowiskami, zaletami i wadami. Za to, że czasem czytam jakąś książkę i "klik!" po prostu "zaskakuje", tak, że myślę sobie "O, z tą babeczką to wybrałabym się na kawę bez dwóch zdań". Tak właśnie było podczas tej lektury z nieco przewrotnym ( i wiem, że niektórych nieco odstraszającym ) tytułem. 

Jak się stało, że w ogóle sięgnęłam po tę książkę? Przyznaję się, że zupełnie przypadkiem. W zeszłym roku przeczytałam na "Książka zamiast Kwiatka" interesującą recenzję tej książki autorstwa Grażyny Strumiłowskiej i to właśnie ta recenzja spowodowała, że nabyłam ebook. Zaczęłam czytać ale...coś wtedy nie zaskoczyło a może nagle pojawiła się jakaś inna książka, która wciągnęła. Szczerze, zupełnie nie pamiętam. Ale teraz, kiedy Indridason zaczęty ("Czarne powietrza", które zaczęłam, nie szły i porzuciłam)  nie poszedł mi zupełnie i szukałam czegoś do czytania, spytałam na stronie mojego blogu na Fb o radę, podając kilka tytułów. I dwie osoby głosowały za tym tytułem więc do niego wróciłam i...to był niesamowicie udany powrót. 

Książka napisana jest z wielkim poczuciem humoru. Wiele razy naprawdę bardzo się śmiałam. Podobało mi się, że pomimo, że niektóre dane autorka zmieniła, to widać, że faktycznie "Moje wielkie ruskie wesele" jest oparte na własnych doświadczeniach autorki. Jesteśmy w podobnym zdaje się wieku i świetnie czytało mi się najwcześniejsze części książki z opisem rzeczywistości po przełomie ustrojowym gdy runął świat komunizmu a świat kapitalizmu z dnia na dzień stanął przed nami otworem. Tak się interesująco zdarzyło, że akurat w pierwszą podróż zagraniczną wybrałam się do Francji. Nie do samego Paryża ale wyprawa do Paryża wtedy owszem, była. 

Anna w okresie transformacji ustrojowej zyskuje szansę wyjazdu na zagraniczny staż. Trafia do Paryża. Tam poznaje innych rówieśników z krajów byłych Demoludów. Z którymi dziwnym trafem jest jakiś lepszy kontakt niż z rówieśnikami z Francji. 

Na wyjeździe poznaje szerokie grono młodzieży, w tym osoby z byłego ZSSR. Misza to jedna z tych osób, którego to Anna pozna zresztą w dość niezwykłych okolicznościach. 

Ich związek jednak jakby nie dość z góry naznaczony historycznymi traumami, zostanie po raz kolejny wystawiony na próbę gdy Anna wróci do Polski po tym jak po zamachach na WTC o powrót do Polki poprosi ją mama. 

No ale już sam tytuł szczęśliwie zapowiada, że gdzie w grę wchodzi miłość , tam szczęśliwie nie takie rzucane kłody pod nogi nie mają szansy zostać zniszczone. I do wesela Polki i Rosjanina dojdzie. Do samego czasu wesela jednak będzie i trudno i śmiesznie, i skomplikowanie i zabawnie. Szykowanie się do ślubu z obcokrajowcem to wyzwanie a dodatkowo wiadomo, że każdy chce aby ten dzień był jednak ładny i niezapomniany. 

Co mi się podobało w tej książce to styl autorki, który przypomniał mi pierwsze lata po upadku komunizmu w Polsce, przywołał trochę wspomnień z mojej pierwszej wyprawy do Francji. Niesamowicie przyjemne też jest w niej to, że Paryż i Moskwa (głównie jednak Paryż) są równorzędnymi bohaterami książki. Ja na przykład pomagając sobie internetem popodróżowałam sobie Paryżem śladami Anny i Miszy. I nawet podczas tej podróży chyba znalazłam ładny i zadrzewiony skwerek, który pamiętam z naszej wyprawy do Paryża chyba już dziesięć lat temu. 

Z kolei opisy krótkiego i intensywnego pobytu Anny w Moskwie umilał mi chichot bowiem opis i perturbacji wszelakich ale nadto "złośliwych ciotek" zostanie w mej pamięci na długo. Zwłaszcza opis zakupu sera holenderskiego kiedy się chciało ser szwajcarski (bądź na odwrót).

Tak, ta książka jest po prostu fajna. Obyczajówka z elementami biograficznymi, bezsprzecznie. Z opisanymi miłymi ludźmi, którzy się wspierają i pomagają sobie kiedy potrzeba. Z poczuciem humoru, takim jakie lubię. Jest też szczęśliwa miłość mająca urocze zakończenie. No i nawet dla takiej biżuteryjnej sroki jak ja znalazł się malutki bonusik w postaci opisywanego pewnego starego i ważnego pierścionka ze szmaragdem. 

Bardzo mi się podobała ta książka i cieszę się, że wróciłam do jej lektury. Polecam. 

Moja ocena to 6 / 6.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018, chiara76
Komentarze
2018/04/23 18:20:39
Tak dobrze polecilas ze zaraz kupie:) tytul juz zachecajacy:)
-
2018/04/23 20:11:45
Fakt, recenzja bardzo zachęcająca, pozdrawiam !
-
2018/04/23 20:40:59
ewazdublina, super książka, spodoba Ci się według mnie :)

jardian , to polecam aby sięgnąć ;) Naprawdę fajna książka.
-
2018/04/24 11:14:11
Bardzo dziękuję za recenzję. Cieszę się, że udało mi się zabrać Cię na podróże w czasie i przestrzeni ;). To ogromna przyjemność dowiedzieć się, że ktoś znalazł w mojej książce to co tak bardzo starałam się w nią wpisać. No i oczywiście potwierdzam, że jest w niej spora dawka prawdziwej historii. A tych, którym książka się spodoba zapraszam na bloga parismoskwa.com (www.parismoskwa.com/) oraz na FB Paris Moskwa 3:54 (www.facebook.com/parismoskwa354/). Znajdziecie tam informacje o Paryżu, o Moskwie oraz o tym jak wygląda życie zawieszone między wieloma kulturami.
A kawa oczywiście bardzo chętnie. Bez dwóch zdań!
-
2018/05/12 11:11:06
Aniu, cieszę się, że tu zajrzałaś. Dziękuję :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...