Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
piątek, 26 maja 2017

...Dnia Mamy dla Wszystkich odwiedzających mnie Mam przesyłam Najlepsze Życzenia. Zdrowia dla Was i dla Waszych Bliskich, wiele Szczęścia, Radości. Pociechy z Pociech i partnerów aby byli fajnym wsparciem dla mam na drodze rodzicielstwa, które ma różne odcienie przecież. W tym dniu myślę też o mamach takich, jak ja, które w tym dniu mają wspomnienie swoich nieżyjących dzieci. Mam w pamięci też mamy dzieci chorych czy niepełnosprawnych, życzę Wam wiele siły i spokoju (bo zdrowia już życzyłam). Myślę też w końcu o tych, którzy swoich Mam już tu na ziemi nie mają. Również mam Was w sercu. Wiem, że jesteście tacy wspaniali właśnie dzięki Nim, Waszym Mamom. 

Ja dziś siedzę i pochlipuję ze wzruszenia. Panie z przedszkola Jasia zorganizowały wspaniałą sprawę. Każde dziecko ma zdjęcie z kartką, na której zostało wydrukowane parę słów o  jego mamie, jak rozumiem, słowa te są autorstwa dziecka, a na końcu wszystkie dzieci stoją z kartkami z literkami układającymi się w napis "Mamo, kocham Cię" :)))

środa, 24 maja 2017

Wydana w Wydawnictwie Dowody na Istnienie. Seria Reporterska. Warszawa (2017). Ebook.

Po pierwsze, niech żyją promocje ebookowe :) Na "Ludzi z Placu Słońca" "czaiłam się" jakiś czas. Reportaż o współczesnej Hiszpanii? No, to było dokładnie to, co chciałam przeczytać. A fakt, że książka ukazała się w tym konkretnie wydawnictwie dodawał jej tylko zalet. Wiedziałam bowiem, że otrzymam porządny reportaż. I dlatego gdy ujrzałam ją w świetnej cenie w promocji z okazji Targów Książki w jednej z księgarni nie wahałam się ani chwili. I jeszcze tego samego dnia zaczęłam jej lekturę.

"Ludzie z Placu Słońca" nie są oczywiście książką omawiającą zalety turystyczne kraju. Domyślam się, że jednak wszyscy sięgający po to widząc, że ukazała się jako reportaż, domyślają się tego ale wolę zaznaczyć na wszelki wypadek bo a nuż ktoś w porywach nabędzie przekonany, że poczyta o gorących plażach, sangrii czy Flamenco a tu niekoniecznie. 

Kilkanaście reportaży w tej książce przenosi czytelnika do współczesnej Hiszpanii. I jednocześnie niemal dosłownie zwala z nóg. Dla mnie bowiem była to lektura z gatunku przejmujących i nie oszczędzających. Na emocjach. O tak, ta książka "uwiera", jej się tak łatwo nie zapomina. A jednocześnie, co wspaniałe bo to w dobrym reportażu lubię, obyło się bez manipulowania czytelnikiem emocjonalnie. Aleksandra Lipczak opisuje, prowadzi nas w swoich kolejnych reportażach poprzez bolączki współczesnej Hiszpanii ale udaje jej się to w sposób dyskretny. Owszem, pojawia się jako narratorka, przedstawia nam swoich rozmówców czy pokrótce streszcza wydarzenia, do których się odnosi. Czyni to jednak w sposób wyważony, nie stawiając siebie, reporterki w centrum wydarzeń (co niestety, czasem niektórym się zdarza).

Reportaże dotykają największych problemów dzisiejszej Hiszpanii takich jak problem mieszkaniowy. Spekulacje na rynku mieszkaniowo budowlanym i niejasna zasada udzielania kredytów w krótkim czasie doprowadziła do wielu problemów. Utraty mieszkań przez dotychczasowych mieszkańców, konieczności opuszczenia lokali, rozpadów rodziny. Autorka opisuje więc ruch, który narodził się w odpowiedzi na to zjawisko i który ma na celu społeczne wsparcie i pomoc sobie wzajemnie w takiej sytuacji. 

Nie obyło się bez wspomnień o Franco i o kraju za jego rządów a raczej o tym, że pogrzebanie na siłę starych grzechów bez rozliczenia się z nich i zadośćuczynienia nigdy jeszcze do niczego dobrego nie doprowadziło. 

Jest kilka naprawdę wstrząsających fragmentów, reportaż o poszukiwaniach szczątków osób zaginionych podczas władzy sprawowanej przez Franco jest jednym z najbardziej poruszających.

Ale przeczytamy też o żądaniach niepodległościowych Katalonii czy wsi, w której do niedawna pobito chyba rekord zawierania związków małżeńskich odkąd jej burmistrz oznajmił, że udzieli ich wszystkim parom,które się zgłoszą. Kilkanaście rozdziałów i każdy na temat innego problemu a jednocześnie wszystkie na swój sposób się zazębiają i wynikają jeden z drugiego. Wspaniale napisane. 

Wypisałam sobie dwa fragmenty z tej książki, bo one dobrze oddają klimat i to o czym ten zbiór reportaży jest. 

"(...) Hiszpania w drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku to kraj, który lubi sobie schrupać na deser własne dzieci".

A drugi to :

(...) Trochę jak w barcelońskim metrze : co pasażer to inna historia i kraj urodzenia w metryce".

Mnie ta książka doskonale uzupełniła mój obraz Pedro Almodovara, coś niecoś dodatkowo mi się wyjaśniło.

Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla osób interesujących się Hiszpanią z tym, że obraz tu przedstawiony na pewno daleki będzie od nadmiernego optymizmu. Ale też nie jestem pewna czy w dzisiejszej Europie w ogóle jest zbyt dużo miejsca na optymizm. 

Moja ocena to 6 / 6.

...mojego Syna wzięło udział w akcji "Zaczytani" czyli zbiórce książek dla oddziałów medycznych . Z radością i dumą przeczytałam dziś na stronie przedszkola, że dla dużych i mniejszych pacjentów zebrano aż 334 książki. Dzieci z grupy Jasia pakowały zebrane książki do pudeł, które opisywały, zalepiały pudła taśmą, dodatkowo dzieci z kilku grup wykonały zakładki do książek dołączone do pudełek. Wspaniale, prawda? 

poniedziałek, 22 maja 2017

...smutno dzisiaj zrobiło mi się po wiadomości o Odejściu Pana Zbigniewa Wodeckiego :(
Chyba wszyscy z mojego pokolenia znaliśmy Go "od zawsze", przecież świetnie zaśpiewana (jak do poważnego odbiorcy a nie trutututu tralala dzieciaczki) "Pszczółka Maja" to niemal manifest naszego pokolenia.

Moje ukochane piosenki to duet ze Zdzisławą Sośnicką "Z tobą chcę oglądać świat" i bardzo przejmująca "Szczęście jest we mnie" (polecam, polecam wczytanie się w tekst tej piosenki i odsłuchanie pięknej interpretacji pana Zbigniewa). Ale i o wiele , wiele więcej. 

Odchodzą ci najlepsi. Artyści. Przez "A". 

Wielkie wyrazy Współczucia dla Rodziny Pana Zbigniewa.

O tym, że był naprawdę dobrym, nie wplątanym w głupie swary i polityczkę człowiekiem świadczy fakt, że odkąd się dowiedziałam o Jego śmierci i czytam komentarze nie przeczytałam ani jednego złego czy brzydkiego na Jego temat...

Śpiewa tam na górze, a tu zostały płyty i możliwość odsłuchania ale dla mnie coś się jednak skończyło. Do zobaczenia, Panie Zbigniewie. 

U mnie jest tak, że niektóre decyzje są podejmowane przeze mnie dość spontanicznie, z rozmaitych powodów, z których nie zamierzam się tu tłumaczyć. 

Tak było z zeszłorocznym pobycie na Targach Książki w Warszawie, tak było i teraz. Pomimo, że od kilku tygodni miałam zaklepane miejsce jako bloger książkowy, to czy tak naprawdę tam trafię, nie byłam pewna. No, ale się udało a co dodatkowo miłe, to fakt, że rodzinnie czyli z P. i z Jasiem. 
Zwiedzanie z prawie pięciolatkiem TK jest specyficzne czyli odbywasz przyspieszony trucht wokół i po pierwsze, spotykasz się z tymi osobami, z którymi bardzo chciałaś więc od razu lecisz do ich stoisk, a po drugie, zakupujesz głównie książki dla dziecka, nie siebie. No dobra, wszyscy wiemy, że czytam głównie ebooki ale jednak :) Ja wyszłam z jedną słownie książką (druga jest o ptakach, z Wydawnictwa MULTICO, lubimy ich publikacje dotyczące zwierząt i roślin) a jest nią "Chwila na miłość" Joanny Stovrag. Jaś obłowił się najlepiej, był przygnębiony i nie chciał wyjść z targów, a w domu powtarza, że na targach było super. No, ja myślę, nie każdy na jeden raz dostaje książek w kilku torbach, którym urywają się niemal uszy.

Targi, z racji ebooków (które kosztują mnie wciąż mniej niż wersje papierowe) odwiedzam głównie ze względów towarzyskich. I oto bardzo mi miło, że "zaczepiła nas" Sardegna z blogu Książki Sardegny , naprawdę miło było Cię poznać. Potem pognałam do Padmy z blogu Miasto Książek . Następnie poznałam Agnieszkę z Książkowo . Spotkałyśmy się też z właścicielką blogu http://mojeprzemiany.blox.pl/html  co mnie cieszy bo to, że w ogóle (ostatni raz rok temu na Targach Książki właśnie). Na sam koniec już sama podeszłam do stoiska pewnego wydawnictwa aby tam poznać osobiście miłą blogerkę, Wiktorię, z blogu Przeczytaj mnie.  Mam nadzieję, że niespodzianka, którą Jej zrobiłam okazała się miła. 

Widziałam paru autorów, między innymi Hannę Krall , jak również Olgę Rudnicką ale nie tylko te panie bo i Leona Wiśniewskiego i autora biografii Halika. W tym roku , z racji odwiedzin z Jasiem poznałam zupełnie inne wydawnictwa (znam je z Fb i często inspiruję się ich propozycjami przy wyborze książek dla Jasia ale jednak miło zobaczyć stoisko i książki). Nie wiem, czy to przez piątek czy co ale w tym roku wydaje mi się, że było o wiele więcej osób niż rok temu a w sumie nawet byliśmy na targach wcześniej niż ja rok temu.

Zadowolona jestem z wizyty na Targach Książki i cieszę się bardzo, że mogliśmy na nie pójść razem, rodzinnie. 

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 

"Życie na wynos" to kontynuacja "Granat poproszę!" tak więc jeśli ktoś chce zachować kolejność w cyklu o Emilii Przecinek i jej przygodach, może niech dalej nie czyta.

Książki Olgi Rudnickiej to kryminały na wesoło. Czytałam do tej pory "Natalii 5" i "Drugi przekręt Natalii", teraz przyszedł czas na coś innego. Nie wiem czy to dobrze czy źle ale jej książki kojarzą mi się jednak mocno z kryminałami Joanny Chmielewskiej, zwłaszcza ten, o którym teraz piszę.

Oto Emilia Przecinek. Niemal czterdziestoletnia autorka powieści dla kobiet. Zrządzeniem losu i w wyniku podłości byłego męża, wylądowała w domu z całą gromadą. Logiczne, że mieszka z dziećmi, Kropką i Kropeczkiem (przypominam, noszącym nazwisko Przecinek) ale co może mniej logiczne, mieszka też z mamą Adelą i teściową Jadwigą. Obie panie niby starsze ale mają w sobie energii i życia tyle, że śmiało mogłyby nas wszystkich czytających obdarować. Emilia ma więc spory tłumek w domu ale również odpiera dzielnie "ataki" swojej agentki literackiej, Wiesi Paluch, która to uważa,że czytelniczki spragnione są w powieściach Emilki scen mocno erotycznych.
Strapionej Emilii doradza wręcz aby ta przed napisaniem gorących scen takowe sobie...przećwiczyła :)Emilka ma więc na głowie potencjalne ćwiczenia, mamę i teściową , młodzież jak również wkrótce często nawiedzającą ją policję. Albowiem w piwnicy pojawił się ni stąd ni zowąd trup. Na którego natyka się oczywiście Emilia. 
Tak więc w domu robi się niezłe zamieszanie. A pomimo, że jest intryga kryminalna to w sumie ta książka jest bardzo zabawna. Opis wydarzeń i dialogów z domu Emilii Przecinek naprawdę powodował u mnie częste salwy śmiechu. 

Książki Olgi Rudnickiej są pisane tak , że kryminał nie przeraża a całość zdecydowanie się podoba i bawi, a o tym, jak wiele osób lubi książki tej autorki miałam okazję przekonać się podczas tegorocznych Targów Książki , na których w sobotę widziałam długą kolejkę czytelników czekających na autograf Olgi Rudnickiej.

Moja ocena to 5 / 6.

 

 

piątek, 19 maja 2017

Wydana w Wydawnictwie Replika. Zakrzewo. (2017).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa i Autorki.

O tym, że ukaże się "Śniadanie na skale" dowiedziałam się znacznie wcześniej niż zaproponowano mi jej przeczytanie. Od znajomej mieszkającej na Dolnym Śląsku, dokładnie niemal w miejscu, w którym dzieje się akcji tej książki. Udostępniła u siebie informację z lokalnej gazety, która cieszyła się, że przepiękny region zostaje doceniony również w literaturze (bo czas jakiś Dolny Śląsk został poodkrywany w jednym z seriali kryminalnych).Tak czy inaczej, o książce wiedziałam i ponieważ mam dobre wspomnienia związane z wyprawą w Kotlinę Kłodzką, wiedziałam, że po książkę sięgnę. Oczywiście, domyślałam się, że nie będzie to przewodnik po regionie a sama okolica i region jest w książce "po coś" ale zawsze to przyjemne poczytać o miejscach, w których się było a to dlatego,że wtedy akcja książki jeszcze bardziej do nas trafia (no, przynajmniej ja tak mam).

"Śniadanie na trawie" to książka obyczajowo psychologiczna. Oto bowiem siedem osób. Z pozoru nic nie łączy czterech kobiet i trzech mężczyzn. Dodatkowo jedna z osób przeprowadzać będzie specyficzny rodzaj "śledztwa" dotyczącego tej grupy osób. Oto bowiem w maju pewnego roku w okolicach Szczelińca doszło do na szczęście nie skutkującego w poważne konsekwencje wypadku. Niemniej jednak po tym, jak miał on miejsce, sprawę tę zaczyna badać na zlecenie pewnej firmy Agnieszka. 
Odkrywa,że szóstka osób, z którymi przyjedzie jej się spotkać coś łączy. I samą Agnieszkę z owymi ludźmi połączy więcej niż zaczynając swoją pracę mogłaby sądzić. 

Ktoś może postawić zarzuty w stosunku do treści książki, że ciekawym zbiegiem okoliczności tyle nieszczęśliwych osób znalazło się w tym samym czasie w jednym miejscu. Niemniej jednak jest to uzasadnione w książce. Właściciel pensjonatu "Raj", w którym znajdą się na majówce bohaterowie książki, dał ogłoszenie, na które nie odpowiedziałby każdy. A tak? W jednym miejscu i w tym samym czasie zebrała się grupa osób, które początkowo nieufne, jednak z czasem wzajemnie się oswoiły i odkryły, że same sobie właściwie przeprowadziły coś w rodzaju terapii grupowej mającej za zadanie wzajemnie sobie pomóc. 

Kiedyś usłyszałam zdanie odnoszące się do gór, że w górach można przynajmniej postarać się dogadać , pogodzić z życiem i może coś w tym jest. Obecność gór, natury i jej siły, mocy, to wszystko może stać się swoistego rodzaju katalizatorem do uwolnienia od lat skrywanych emocji, problemów, blokad, które nagle zostają uwolnione. 
"Raj" w Kletnie położony w pięknych krajobrazach staje się właśnie takim miejscem katharsis głównych bohaterów i ich pogodzenia się, próby dogadania z własnym życiem.

Można wraz z bohaterami stawiać sobie podczas lektury pytania dotyczące samego siebie i własnego życia. Na ile jesteśmy w stanie to czy tamto zaakceptować, gdzie stawiamy sobie granice a czego zupełnie nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.

Moja ocena to 5.5 / 6.

czwartek, 18 maja 2017

...filmu sprzed lat (ten już widziałam ale chętnie sobie przypomniałam) czyli "Kiedy Harry poznał Sally". Faktycznie, Meg Ryan swego czasu była niekwestionowaną królową komedii romantycznych (zdaje się, że miała "rywalkę" w osobie Julii Roberts). "Kiedy Harry poznał Sally" oglądałam najwyraźniej na tyle dawno, że niewiele z filmu pamiętałam (oprócz słynnej sceny w restauracji:P). Z przyjemnością obejrzałam jeszcze raz. Chyba sobie wrócę do jeszcze kilku filmó z udziałem Meg Ryan, jeden z moich ulubionych to "Masz wiadomość", na który teraz sobie ostrzę zęby :)

14:39, chiara76 , filmowo
Link Komentarze (2) »
środa, 17 maja 2017

...Odeszła od nas Emilka. Żyła czternaście dni i tak, mogę to powiedzieć , moja Córka walczyła przez te czternaście dni o to aby z nami zostać. Los chciał inaczej, nie dał szczęśliwego zakończenia tej historii. 
Nie ma dnia, żebym o Emilce i o tym co się stało nie myślała i już wiem, że tak raczej będzie ale szczęśliwie z biegiem lat czasu a przede wszystkim wraz z obecnością Jasia z nami, proporcje tych wspomnień i nasilenie bolesności jest jednak coraz to inne i na pewno o czym zawsze mówię, największym darem i szczęściem jest to, że jest z nami Jaś. Mówiąc kolokwialnie ale prawdziwie - jest dla Kogo żyć.

Pomyślcie dziś, proszę, o małej, walczącej Dziewczynce. 

...obowiązków czyli "każdy powód jest dobry".

Wczorajszy tekst Jasia do P.

"Tato, za dużo pomysłów wpada mi do głowy, dlatego nie mogę sprzątać".

 

Kurtyna :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 321
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...