Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
wtorek, 26 lutego 2019

Informacyjnie. Wczoraj dowiedziałam się (ze smutkiem, przyznaję), że z końcem kwietnia platforma Blox przestaje istnieć. Blogi zostaną zamknięte. Jest mi o tyle nieprzyjemnie i przykro, że spędziłam na Blox niemal piętnaście lat i z radością cieszyłam się na obejście tej okrągłej rocznicy pisania blogu na Blox. Nie uda się, szkoda.

Bardzo dziękuję wszystkim Wam, którzy odwiedzaliście mój blog. Pewnie nie ma tu już osób, które czytały początki mojego blogowania ale na pewno jest trochę osób, które były tu co najmniej dziesięć lat. Dziękuję Wam za to, że czytaliście, że zostawialiście komentarze. Miałam to szczęście, że niektórych czytelników poznałam nawet osobiście a także, co uważam również za szczęście, że podczas tych piętnastu lat pisania blogu, właściwie nieliczne niemiłe czy nieprzyjemne osoby trafiały na mój blog. 

Cóż, coś się kończy a coś się zaczyna. Chociaż jestem osobą, która nie przepada za zmianami narzuconymi mi odgórnie, w tym przypadku nie pozostaje mi nic innego niż dostosowanie się do nich.

Ponieważ jednak od pewnego czasu coś przeczuwałam, założyłam blog w innym miejscu, zaraz podam adres. Zachęcam do zapisania sobie nowego adresu. Oczywiście nie skopiowałam tam wpisów z piętnastu lat ale pd pewnego czasu wstawiam na oba blogi, ten i nowy, te same wpisy. Teraz już będę pisała jedynie tam. No i zapraszam nieustająco na stronę blogu na Fb pod linkiem :

https://www.facebook.com/Chiara76-221923774977525/

A nowy blog piszę teraz pod adresem, serdecznie zapraszam do czytania wpisów i zostawiania komentarzy :

chiara76.blogspot.com


 

 

 

środa, 20 lutego 2019

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2019). Ebook.

Ta książka powinna być rozdawana osobom, które na szybko potrzebują czegoś na poprawę humoru, nastroju a przede wszystkim do pośmiania się. Nie pamiętam kiedy jakaś książka (bo nawet najnowsza opowieść o Arystokratce Evzena Bocka tego nie sprawiła) spowodowała u mnie aż tak regularny masaż brzucha ze śmiechu. Uważam, że ta część przygód nieco zwariowanej Zojki Tuszyńskiej udał się Joannie Szarańskiej najbardziej.

Tym razem Zojka ochłonęła już po zawirowaniach z odkryciem przekrętów pewnej agencji matrymonialnej. Nie przypuszcza jednak, że rychło los zgotuje jej nową przygodę. Tym razem z miejscowości, w której obecnie mieszka u babuni Łyczakowej, nawiasem mówiąc noszącej również imię Zofia. Otóż, na miejscowej plebanii ma zostać wystawione przedstawienie teatralne. Grupa amatorów będzie chciała uzbierać pieniądze na bardzo szczytny cel jakim jest budowa domu samotnej matki. Inicjatorem jest miejscowy właściciel salonu jubilerskiego, Jedynak, który szczyci się tym, że zawsze chętnie wspiera jako sponsor tego typu inicjatywy. Zojka trochę przypadkiem a trochę na złość redaktorowi Marcinowi Kordeckiemu, zatrudnia się jako pomocnica reżyserki, Karoliny, prywatnie żony przedsiębiorcy Jedynaka. 

I od tej pory jeśli dotychczas była szansa na to , że rzecz pójdzie w miarę sprawnie, nic już nie dzieje się zgodnie z pierwotnym planem i założeniem. A i rychło okaże się, że coś tu faktycznie tytułowo "nie gra" gdy odtwórczyni głównej roli, Calineczki, zostanie przez kogoś wyeliminowana z gry. Czy ktoś czyha na nią samą czy uparł się na odtwórczynie głównej roli? A jeśli tak, to o co właściwie chodzi?

Książki Joanny Szarańskiej z Zojką w roli głównej to komedie kryminalne ale ta zdecydowanie pobiła dwie poprzednie części. Jak już wspomniałam, nie pamiętam książki, która aż tak by mnie rozbawiła i spowodowała naprawdę wielokrotne wybuchy śmiechu. Jakby co, w środkach komunikacji miejskiej czytacie ją na własną odpowiedzialność, pamiętajcie,że ja ostrzegałam :) .

Do moich ulubionych scen należą zakup eleganckiej sukni dla babuni Łyczakowej , zakup pierścionka przez aspiranta Chochołka i los błyskotki paręnaście stron później , jak również finalna scena przedstawienia "Calineczka". Ale wierzcie mi, uśmiejecie się niejeden raz i to jest wspaniałe w tej książce.

W beczce miodu będzie łyżka dziegciu. Otóż, nie jestem jednak w stanie przebiedować tego popełnianego błędu językowego jakim jest "ubranie jakiejś części garderoby" w kontekście założenia jej. Ja wiem, naczytałam się już o tym, że jest to regionalizm spotykany w południowej części naszego kraju , niemniej jednak jako czytelniczka wolałabym aby w książce tego typu jakby nie było, jednak błędu, nie spotykać. I tak Polacy posługują się chyba coraz mniej poprawną polszczyzną , może więc niech w książkach spotykają się z nią taką, jaka powinna być . No ale to ja i moje "czepianie się" a być może kogoś innego aż tak to nie drażni.

Ogólnie jednak poza tym książka jest naprawdę świetna, baaaardzo śmieszna i aż sama siebie żałuję, że już ją przeczytałam. Mam jednak nadzieję, że Autorka pisze już dla nas następną część bo, przyznajmy, jest tyle wątków, co do których mam nadzieję na ich szczęśliwy finał, że zwyczajnie należy mi się kontynuacja przygód Zojki.

Moja ocena 6 / 6. 

wtorek, 19 lutego 2019

Wydana w Znak Horyzont. Kraków (2018). Ebook.

Przełożył Jakub Janik.

Tytuł oryginału Life in a Medieval City.

Po "Życiu w średniowiecznym zamku", o której to książce wspominałam w tym wpisie, przyszedł czas na książkę małżeńskiego duetu o mieście. 

Tym razem autorzy zastosowali podobny co wcześniej zabieg, biorąc pod lupę jedno miasto i opisując jego historię i losy przybliżyli nam to jak wyglądało życie w mieście w okresie średniowiecza. Po raz kolejny pokiwałam głową nad tym, jak dość często miewałam błędne wyobrażenie na temat tych czasów, które wbrew pozorom wcale nie były aż tak zacofane i ciemne, jak się o nich lubi głosić. 

Bardzo podoba mi się to, że ponownie są poszczególne rozdziały opisujące daną tematykę i tak na przykład mnie osobiście najwięcej zainteresowały rozdziały zatytułowane Dom mieszczanina, Średniowieczna pani domu, Poród i dzieci, Śluby i pogrzeby, Wielki jarmark w Szampanii. Ale tak naprawdę pozostałe dotyczące rozwoju miasta , społeczeństwa, handlu , przedsiębiorczości  i innych są również bardzo ciekawe. 

Książkę autorów czytało mi się ponownie bardzo dobrze i naprawdę szybko. Przerwa, jaką zrobiłam podczas lektury zaczętej z dobry miesiąc wstecz, nie przeszkodziła mi na szczęście w powrocie do lektury. Według mnie Giesowie piszą naprawdę przystępnym językiem, co powoduje, że nie czyta się ich książek jak naukowych prac a właśnie jako popularnonaukowe. 

Ponownie zaskoczyło mnie jak inne od moich wyobrażeń mogło być życie ówczesnych ludzi, a zwłaszcza kobiet, które pomimo wielu ograniczeń, wbrew pozorom mogły wieść całkiem interesujące życie. Oczywiście nie wszystkie i nie zawsze ale jednak. 

Przede mną jeszcze jedna książka z tej serii a mianowicie "Życie w średniowiecznej wsi", na którą to lekturę już się cieszę. 

Moja ocena to 6 / 6.

piątek, 15 lutego 2019

Wydana w Prószyński i S-ka. Warszawa (2019). Ebook.

Przełożył Michał Juszkiewicz.
Tytuł oryginalny Secrets She Left Behind.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Bohaterów w tej książce będzie sporo i warto czytać ją uważnie bo każda z postaci jest istotna. Keith, to poparzony w dramatycznych okolicznościach nastolatek. Maggie, to niemal jego rówieśnica, która spowodowała pożar, w którym Keith został poparzony i okaleczony. W chwili gdy rozpoczyna się akcja książki, Maggie opuszcza więzienie po roku tam spędzonym. Czekają na nią matka, wuj i stęskniony szesnastoletni brat Andy. 

Keith jest samotnie wychowywany przez mamę, Sarę. Po pożarze nie jest im łatwo. On wścieka się na los, ale przede wszystkim na Maggie i życie z nim pod jednym dachem nie jest łatwe a swoją złość wyładowuje zapewne głównie na mamie. Ona jednak jak to matka, z poświęceniem dba o syna i stara się pilnować aby zarówno przyjmował leki jak i regularnie poddawał się terapii i ćwiczył w domu. Ma na wszystko matczyne, przepełnione miłością oko. 

I oto, w dniu opuszczenia przez Maggie więzienia, kiedy to jest synowi być może najbardziej potrzebna, Sara wychodzi do sklepu i ...znika. Co się stało? Czy nie wytrzymawszy stresu i presji odpowiedzialności poddała się i opuściła własne , i tak skrzywdzone już dziecko? Czy padła ofiarą przestępstwa? A może skrywała tajemnice, które nie mogły wyjść na jaw i dlatego zdecydowała się na tak niewytłumaczalny krok?

Powoli i my poznajemy to, co stało się w życiu bohaterów zanim doszło do dnia oswobodzenia Maggie. O tym, co się działo w życiu tej nietypowej rodziny (bohaterowie są tam bowiem powiązani więzami krwi) dowiadujemy się zarówno z ust poszczególnych bohaterów, narratorów, jak i z pamiętnika zaginionej. To głównie jej zapiski rzucają najlepsze światło na to, co działo się na wyspie w życiu większości z nich ale przede wszystkim w życiu jej samej. 

Teraz będę i chwalić i ganić. Za co chwalę autorkę? Za pomysł czyli zniknięcie matki osoby, która w tym momencie matki najbardziej potrzebuje i za zadawanie sobie pytań co stało się w życiu kobiety, że ta zdecydowała się bądź została zmuszona do podjęcia takiego a nie innego kroku. Chwalę za to, że nie wszystko w życiu bohaterów kończy się szczęśliwym zakończeniem. Wiem, że lubimy kiedy wszystko dobrze się układa no ale to głównie w bajkach a w życiu wiadomo, różnie. Co mnie irytowało? Mnogość bohaterów, zbyt liczne grono jak na jedną powieść blisko powiązanych osób a ponadto niemożliwość (według mnie) aż tak bliskich powiązań jak te, które ich łączyły. Nie, nie kupuję tego. Zamiast zaciekawiać, głównie mnie to drażniło.

Co ciekawe, czytało mi się ją w sumie bardzo dobrze chociaż otwarcie przyznaję, że pierwsza połowa książki jakoś mnie nużyła, za to w drugiej akcja i pomysł na rozwiązanie sprawy nabrały tempa i zdecydowanie ciekawiej się czytało tę książkę. Na plus również oceniam wiarygodność postaci z ich mniej bądź bardziej możliwymi do zaistnienia wadami i grzechami. 

Ostatecznie uważam ją za dobrą, zwłaszcza część pamiętnika pisanego przez Sarę jest ciekawa i intrygująco przedstawia postać bohaterki miotającej się w życiu i nie potrafiącej tego życia sobie ułożyć. 

Ostatecznie więc moja ocena tej książki to 5 / 6. 
Podejrzewam zresztą, że miłośnicy prozy tej autorki nie powinni czuć się zawiedzeni. 

 

wtorek, 12 lutego 2019

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2019). Ebook.
W sprzedaży od 12.02.2019.

Przełożyła Ewa Kleszcz. 

Tytuł oyginalny The Lying Game.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 

To moja druga po "W ciemnym, mrocznym lesie" , o której pisałam w tym wpisie, książka Ruth Ware. I podobała mi się , chyba nawet bardziej od pierwszej.

Cztery przyjaciółki, które poznały się w szkole średniej z internatem Salten House. Siedemnaście lat temu narratorka Isa, Fatima , Kate i Thea spędziły tam jakiś czas roku szkolnego. Czas, w którym zdążyły silnie się zaprzyjaźnić i w czasie którego podjęły wspólną grę. Grę w kłamstwa. Ta zdawałoby się , dość niewinna gra , na pomysł której mogą wpaść znudzone szkolną rutyną nastolatki, w pewnej chwili wymknie się nieco spod kontroli i nieść będzie ze sobą poważne konsekwencje. Albowiem siedemnaście lat wstecz coś dramatycznego wydarzyło się w życiu czterech przyjaciółek. 

W chwili , gdy je poznajemy, są w stanie pewnej stabilizacji życiowej, przynajmniej dwie z nich. Isa ma półroczną córeczkę i mieszka ze swoim partnerem w Londynie , Fatima ma dwójkę dzieci i wraz z mężem odkryła na nowo silniej własne wyznanie. Thea żyje niespokojnie ale to Kate, która została w miejscowości, w której miało miejsce wydarzenie sprzed siedemnastu lat, wysyła kobietom sms, który sprowadzi je wszystkie w stare kąty. I który sms okaże się przywołującym demony przeszłości. Stopniowo wraz z narracją Isy dowiadujemy się o życiu w szkole, o ich przyjaźni, o więzi jaka je łączyła. Od początku jednak na pozytywny nastrój dawnej przyjaźni złowrogi cień rzuca owo wydarzenie sprzed wielu lat. Cień ten może zagrozić wszystkim im, dlatego też kobiety rzucają wszystko i jadą raz jeszcze aby zmierzyć się z przeszłością. To, co zdarzyło się w starym Starym Młynie wróci się ze zdwojoną siłą. Do tego dojdzie poczucie zachwiania stabilizacji, niepokój o nie same i o rodziny, które mają. 

Muszę powiedzieć, że bardzo wciągnęła mnie ta książka, ogromnie mi się podobała. Mogłam zrozumieć chęć akceptacji, przemawiającą za dziewczynami z lat nastoletnich, kiedy podejmowały nawet najbardziej bezsensowne działania aby tylko mieć poczucie wspólnoty i wzajemnego wsparcia. W chwili gdy znalazły się w szkole, każda z nich na swój sposób była samotna bądź nosiła w sercu jakieś żale i niewypowiedziane dramaty. Wspólnota, poczucie wsparcia sprawiło, że gdy doszło do tragedii, podjęły taką a nie inną decyzję. Która wpłynęła na całe ich życie. I która sprawiła, że gdy przyszedł do nich sms od Kate natychmiast ruszyły jej na pomoc. Tak, jak robiły to w przeszłości.

Podobał mi się nastrój książki, ukazanie stopniowego narastania poczucia beznadziei i wymknięcia się sytuacji spod kontroli. Widzę zdecydowanie dobry rozwój stylu tej autorki i na pewno chętnie będę sięgała po następne jej książki. 

Moja ocena to 5.5 / 6. 

środa, 06 lutego 2019

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2019).Ebook.


Przełożyła Elżbieta Frątczak-Nowotny.
Tytuł oryginalny Krokodillevogteren.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.


Akcja tego kryminału dzieje się w Kopenhadze. W starej kamienicy, której właścicielką jest Esther de Laurenti, mieszka niewiele osób. Właścicielka, starszy , rozwiedziony od ponad dwudziestu lat Gregers Hermansen i dwie młode dziewczyny, studentki. Caroline i Julie. Pewnego ranka starszy pan, Gregers,  idąc wyrzucić śmieci znajduje ciało jednej z nich. Niestety, dziewczyna padła ofiarą morderstwa. Nikt nie ma pojęcia jak to się stało, że dziewczyna, która w sumie dość niedawno przyjechała do Kopenhagi, mogła paść ofiarą takiej zbrodni. Przecież dopiero co zaczynała swoje życie w nowym miejscu, poznawała ludzi, dopiero miała rozpocząć naukę. Julie Stender okaże się dla tych, którzy ją znali o wiele bardzie tajemniczą osobą niż mogli sądzić. 
Nagle okazuje się, że ta młoda dziewczyna miała za sobą wiele ciężkich chwil i niełatwe doświadczenia. O tym jednak dowiemy się podczas lektury. 


W chwili odkrycia zmasakrowanego ciała dziewczyny śledztwo podejmuje dwoje śledczych, Anette Werner i Jeppe Korner. Ten duet lubi własne towarzystwo. Oboje też dobrze ze sobą współpracują i prowadzą owocne śledztwa. Teraz przyjdzie im prowadzić kolejne, a nie będzie ono łatwe. Szybko okaże się bowiem, że sporo działo się zarówno w życiu samej Julie jak i innych osób, które zostały wplątane w całą intrygę. Do tego wszystkiego okazuje się, że morderstwo już wcześniej zostało popełnione. Na kartkach powieści pisanej przez Esther de Laurenti. Kiedy kobieta dowiaduje się o tym, jest ogromnie zmartwiona, nawet nie tym, że została wplątana w morderstwo młodej lokatorki co raczej samym faktem, iż ktoś zainspirował się jej mającą dopiero powstać i ukazującą się we fragmentach powieścią kryminalną. A efektem jest to, że ktoś pozbawił życia młodą, dopiero co wkraczającą w świat i życie dziewczynę. Tym samym odbierając jej te wszystkie szanse i możliwości, które należą się młodym od zawsze i z których to szans i możliwości młodość tak chętnie korzysta. Tymczasem zostają zrozpaczeni bliscy a zwłaszcza darzący córkę wręcz obsesyjnym uczuciem - ojciec. 

Co tak naprawdę stało się w starej kamienicy w jednej z kopenhaskich dzielnic? Kto zainspirowany mającą ukazać się książką postanowił literaturę wcielić w życie? Jakie tajemnice ukrywała przed bliskimi Julie? 

Tradycyjnie już jak to u Skandynawskich autorów, mamy do czynienia z niezbyt szczęśliwym śledczym. Życie Jeppego ostatnio nie jest pasmem radości i szczęścia, a nawet można powiedzieć, że rozpadła mu się rodzina. Podczas śledztwa i on sam będzie musiał zmagać się z demonami własnej przeszłości. Czy mu się to uda? 

Katrine Engberg jednak nie skupia się zanadto na psychologicznym tle tego kryminału. Książka nie udaje niczego ponad to czym jest, czyli właśnie kryminałem. Czyta się ją z zainteresowaniem i sądzę, że dla osób, które lubią właśnie ten gatunek literacki, stanowić będzie ona dobrą rozrywkę. 

Moja ocena to 4.5 / 6.

 

 

czwartek, 31 stycznia 2019

Wydana w Wydawnictwie Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kraków (2018). 


Przełożył Dariusz Latoś.


Tytuł oryginalny An.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.


We wrześniu ubiegłego roku obejrzeliśmy z P. film pod tym tytułem, powstałym na podstawie książki, a oto przyszedł moment, gdy poznałam książkę. I coś jest na rzeczy, kiedy się twierdzi, że dobrze jest przeczytać najpierw książkę a potem dopiero obejrzeć ekranizację. I pomimo tego, że film oceniam bardzo dobrze, to rzeczywiście, książka opisuje jeszcze głębiej uczucia poszczególnych bohaterów, relacje ich łączące. 


Trójka "przegranych", których połączy los? koleje życia? w jednym miejscu. On, to sprzedający dorayaki w sklepie Doraharu Sentaro. Ona to starsza pani Tokue Yoshii, która zjawi się po prostu pewnego dnia aby zgłosić się do pomocy w sprzedaży. Jest jeszcze nastolatka Wakana, która będzie kupować ów japoński deser, w skład którego wchodzi słodka pasta z fasoli, an. Jak widać, oryginalny tytuł to właśnie "An". Nieprzypadkowo , ta pasta , proces jej tworzenia, to bardzo ważny aspekt tej książki. I w jakiś sposób lekcja życia, którą Sentaro otrzyma od starszej pani. 


Jak napisałam, wszyscy oni na swój sposób są postrzegani przez społeczeństwo jako przegrani, na marginesie życia. On to były więzień, w dodatku praca w sklepie nie jest jego marzeniem ale nie ma wyjścia, musi oddać wdowie właściciela zaciągnięty ongiś dług. Tokue Yoshii w przeszłości chorowała na jedną z najcięższych kiedyś chorób, na szczęście obecnie uleczalną, jaką jest choroba Hansena. Wakana to dziewczyna z niepełnej rodziny, jej matka ledwie wiąże koniec z końcem. Ta trójka spotkawszy się w sklepiku z dorayaki stanie się dla siebie kimś więcej niż jedynie przypadkowymi ludźmi, których regularnie widuje się w jakimś miejscu. Największa więź połączy Sentaro i Tokue Yoshii. Nie mająca własnych dzieci to w nim "upatrzy" sobie nigdy nie obecnego w jej życiu ale mogącego mieć właśnie tyle lat, syna. I on, początkowo dość zdystansowany, odnajdzie w jej postaci postać dawno nieobecnej w jego życiu matki. Nastolatka zaś nareszcie będzie miała miejsce, w którym będzie mogła być sobą, nikogo nie udawać i zwyczajnie być sobą bez oceniania i nakładania krzywdzących łatek.


To nie jest wielka objętościowo książka, akcja dzieje się na przestrzeni jednego roku. Zaczyna się wiosną i wiosną się kończy. W trakcie lektury wielokrotnie łapałam się na tym, jak bardzo subtelnie i nie "łopatologicznie" przedstawiona jest w niej prawda życiowa, polegająca na tym, że jakby nie było, gdy człowiekowi w życiu jest źle, nie ma to jak obecność drugiego człowieka. Kogoś, kto z nami porozmawia, kto nas czasem po prostu wysłucha. Czasem da nam możliwość zrealizowania naszego marzenia, nawet o tym czasem nie wiedząc.


 Uważność, z jaką starsza pani przygotowywała słodką pastę an, uważność, z jakąś przyglądała się światu i to jak go odbierała pomimo tego jak ciężko doświadczyło ją życie, to pokazało, że często największe prawdy są na wyciągnięcie ręki a największe szczęścia tuż obok. 
Tokue Yoshii napisze w liście do Sentaro, cytuję , "Jestem przekonana, że życie ma sens". 
I tak, pomimo tego jak ciężkie są w niej opisane przeżycia starszej pani z jej młodości i późniejszych lat, widać, że jej życie wypełnione było dobrem i szczęście a nadto właśnie miało sens". Co zawsze cenię w prozie wschodniej, to to, że wszystkie te mądre przesłania przekazane są w jakiś delikatny, subtelny sposób, bez natrętnego moralizowania. Nie inaczej jest w tej książce. 


To bardzo ładna, ciepła, wzruszająca i mądra książka. Książka, która pociesza, że bez względu na to jak może być ciężko w życiu, ze wsparciem drugiej osoby uda się nam pokonać sporą część przeciwności i zmartwień. A przynajmniej mamy z kim z owymi zmartwieniami walczyć. 
Bardzo polecam osobom szukającej lektury bez nagłej akcji, za to z mądrym przesłaniem. 


Moja ocena to 6 / 6.

 

wtorek, 29 stycznia 2019

Wydana w Wydawnictwie Stara Szkoła.  Wołów (2019). Ebook.

Przełożył Mirosław Śmigielski. 

Tytuł oryginalny Aristokratka a vlna zlocinnosti na zamku Kostka.

Wydawnictwo Stara Szkoła przyzwyczaiło nas, stałych czytelników serii o arystokratce Marii Kostce, że 27 stycznia prezentuje nowe odsłony cyklu. Nie inaczej stało się tym razem i oto jestem po najnowszej części przygód Marii. 

Jak zwykle poznajemy akcję jej słowami, jako narratorki. Tym razem rozszerza się nam grono bohaterów, jako że oprócz Marii , jej rodziców , pracowników zamku , których znaliśmy z poprzednich części jak również ciotuni Nory znanej nam od części poprzedniej, na scenie pojawiają się dwie niezależne grupy przestępcze. Obie nic o sobie nie wiedząc, planują na zamku Kostka przestępstwa. Obie też kompletnie nie mają pojęcia, że ich plan spełznie na niczym, jako, że zginie księżna Diana, co wpłynie na sytuację zamkową. No ale o tym na razie nikt nie ma zielonego pojęcia. Przestępstwa się planuje, młoda Maria wciąż jest zakochana i dba o ukochanego jak mało kto, a zamkowa rzeczywistość kręci się w dość przewidywalny sposób. Do czasu. 

Na pewno ta część jest nieco inna od poprzednich ale według mnie nie jest to problemem a wręcz dobrze, że autor pokusił się na wprowadzenie jakiegoś elementu świeżości. Akcja zyskała dzięki temu zdecydowanie na rozwoju tempa a humor jest wciąż tak samo udany. Tak, wiem, cykl o Arystokratce kocha się bądź nie rozumie na czym polega jego fenomen. Ja od pierwszej chwili zapałałam do tej opowieści wielkim entuzjazmem i zwyczajnie żałuję, że kolejne części nie ukazują się szybciej. Pozostaje nam więc znów czekać około roku jak sądzę aby przeczytać dalsze losy Marii, Maksymiliana, którego darzy uczuciem i reszty bohaterów opowieści.

Moja ocena to 6 / 6. 

niedziela, 27 stycznia 2019

Wydana w Wydawnictwie Lucky. Radom (2019). 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Portalu Książka zamiast Kwiatka, Wydawnictwa i Autorki. 

Z tego, co się orientuję, książka ta została wznowiona. Ja przeczytałam ją z prawdziwą przyjemnością. Rozbawiła mnie wiele razy swoim niewymuszonym humorem, takim akurat w sam raz, nie na siłę. Po pierwsze, już sam tytuł mnie urzekł swoją bezpośredniością, po drugie swoją zabawną fabułą. 

Książka opowiada o dwóch przyjaciółkach, Izabeli Łęckiej (nazwisko po drugim mężu) i Amie, nazywanej tak od dwojga imion Anna Maria. Izabela wiedzie szczęśliwy żywot z drugim mężem, natomiast raz na jakiś czas rozdrażnia ją teściowa. Kobieta nie jest zła , z tym, że robi aż nadto, z czego wynikają różne mniej bądź bardziej zabawne perypetie. Ama natomiast ma zmartwienia innego kalibru. Obie kobiety wspierają się wzajemnie i pomagają sobie. A będzie się działo. W rodzinie Amy zdarzą się dziwne śmierci, w grę wchodzić będzie śledztwo. Pojawi się też przystojny prokurator, który wpadnie w oko Amie. Śledztwo policyjne swoją drogą, śledztwo Izabeli i Amy swoją. Kto odkryje pierwszy kto stoi za tajemniczymi zgonami? "Teściową oddam od zaraz" to komedia kryminalna, napisana, jak już mówiłam z poczuciem humoru, więc jeśli chodzi o poprawienie humoru, to książka ta zdecydowanie się nadaje. 


Moja ocena to 5 / 6.

 

 

środa, 23 stycznia 2019

Wydana w Wydawnictwie Szara Godzina. Warszawa (2018).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Portalu Książka zamiast Kwiatka i Wydawnictwa.

Muszę napisać dwie rzeczy. Nie sięgnęłabym po tę książkę w księgarni bo zwyczajnie (co jest dla mnie zaskoczeniem bo projektowała okładkę pani, której okładki kilkakrotnie chwaliłam przy okazji recenzowania innych książek) nie podoba mi się okładka. A druga rzecz, dawno nie czytałam tak dobrej książki autorki, której zwyczajnie wcześniej nie "znałam". Mogę więc powiedzieć, że książka znalazła się u mnie trochę przypadkiem ale był to zdecydowanie ten z przypadków, które mogę pochwalić.

Niby coś gdzieś już podobnego czytałam. Czyli motyw kogoś, kto wiedzie świetne życie, stabilne, ba, szczęśliwe, nie bójmy się tego słowa. Do chwili gdy wydarza się COŚ. Coś, co zmieni życie bohatera książki nieodwracalnie. Niby więc motyw znajomy, ale jego przedstawienie już nie, przynajmniej według mnie. "Szepty sumienia" wciągnęły mnie niesamowicie, nie mogłam się od tej książki oderwać i aż do ostatniej strony nie wiedziałam w sumie czego się mogę spodziewać po rozwoju sytuacji i losu bohatera. 

Tomasz jest mężczyzną z niemal dwudziestoletnim stażem małżeńskim.  Ma żonę Annę i nastoletnią córkę Justynę. Tomasz realizuje swoją pasję zgodną z wykształceniem i pracuje w zespole badawczym związanym z branżą medyczną. Gdy zaczyna się akcja książki, jest w przełomowym momencie życia naukowego, bowiem badania zespołu, w którym pracuje mężczyzna wkraczają na ostatnią prostą ku wynalezieniu lekarstwa na nowotwory. 
Wraz z rodziną zamieszkuje on piękne mieszkanie w dobrej gdańskiej dzielnicy gdzie z okien domu rozciąga się widok na Park Oliwski. Nic nie mąci jest nastroju spokoju, stabilizacji a przede wszystkim poczucia tego, że tak, jakkolwiek górnolotnie by to nie zabrzmiało, poczucia ważności jego pracy i tego, czego za chwile może dokonać ze swoimi współpracownikami. I właśnie w takim momencie gdy wszystko wydaje się toczyć dobrym i sprawdzonym rytmem w życiu Tomasza zdarzy się owo coś, o którym już wspominałam. Moment, który zadecyduje o zbyt wielu sprawach jednocześnie ale przede wszystkim sytuacja, która się zdarzy da szansę Tomaszowi określić to jak w ekstremalnej sytuacji się odnajdzie. O tym, jak się odnalazł, dowiadujemy się z zapisków mężczyzny, które przypadkowo trafiają w ręce nowej lokatorki mieszkania w kamienicy. 

Wraz z nią poznajemy więc dzień po dniu to, co stało się w życiu naukowca. Dowiadujemy się o jego zachowaniu, o decyzji, którą podjąwszy jednocześnie przypieczętował swój los w pewnym jego obszarze. Wraz z rozwojem sytuacji poznawanej z tego pamiętnika usiłujemy zgadnąć czy Tomasz zdecydował się przerwać tę coraz bardziej pogłębiającą się i coraz bardziej dramatyczną sytuację. Wraz z czytającą zapiski kobietą zastanawiamy się nad tym, co mogło sprawić, że mężczyzna nie podjął się wydawałoby się najwłaściwszego z możliwych rozwiązań. Nie wiem jak Magdalena, która czytała zapiski ale ja jako czytelniczka zżymałam się okrutnie nad argumentacją naukowca. Czy właśnie to, że prowadził on tak zaawansowane badania nad lekarstwem na jedną z najpoważniejszych chorób usprawiedliwia go w jego czynie i konsekwencjach, które narastały ale zapoczątkowane były jego decyzją na samym początku gdy coś się wydarzyło? Złościło mnie niesamowicie to w jak egoistyczny sposób patrzył na całokształt sytuacji. Zamiast skupić się na innych osobach, które poszkodowane zostały w tym momencie w jego głowie wciąż kłębiły się myśli na temat jego własnej osoby i nieszczęścia, które rzekomo najbardziej odczuł on sam. 

Właśnie ta wiarygodność zdarzeń, myśli Tomasza sprawiała, że książka stała się wciągająca a sytuacje w niej jak najbardziej możliwe do zaistnienia. I tyle myśli towarzyszyło mi podczas lektury "Szeptów sumienia". Co tak naprawdę człowiek wie o sobie samym , jak on sam zachowałby się w tej czy nieco innej ale ekstremalnej sytuacji. Wydaje się, że inaczej i oby nigdy nie trzeba by się było się przekonywać czy na pewno. Bardzo podobała mi się opisana gonitwa myśli Tomasza, narastające poczucie zapętlenia się w sytuacji, z której można było wyjść "z twarzą" gdyby podjęło się w porę właściwie decyzje. I tak jak wcześniej mężczyzna czuł się niemal wybrańcem bogów, tak teraz zdecydowanie szczęście odwróciło się od niego. Oczywiście, że gdyby zachował się w inny sposób, sytuacja nie narosłaby aż tak silnie. No ale. Można sobie gdybać. 

Bardzo to dobra książka a mam niejako wrażenie, że gdzieś "prześlizgnęła się", umknęła w zalewie innej literatury. Jednak jeśli szukacie czegoś z mocnym wątkiem psychologicznym, czegoś, co spowoduje własne przemyślenia, sporo refleksji i co nie sprawi, że książka stanie się jeszcze jedną po prostu przeczytaną i odłożoną na półkę książką, to "Szepty sumienia" zdecydowanie są dla Was. 

Moja ocena to 6 / 6. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 349
| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...