Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
wtorek, 14 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook.

Panie i panowie, niniejszym ogłaszam "Cztery płatki śniegu" Joanny Szarańskiej jedną z najładniejszych i najlepszych książek z motywem Świąt Bożego Narodzenia, jaką czytałam. Tak. 
Już sama dedykacja autorki dla Jej Mamy chwyta za serce i od początku sugeruje,że ta książka stanie się przypomnieniem tego co tak naprawdę najważniejsze jest w tych świątecznych dniach.

Na wstępie, ma piękną okładkę zaprojektowaną przez Izabellę Marcinowską. To już sprawia, że bierze się ją z przyjemnością do ręki (nawet jeśli czyta się jak ja - ebook).

Kalwaria Zebrzydowska, kamienica przy ulicy Weissa, i kilka rodzin mieszkających w tejże kamienicy. Małżeństwa, rodziny z różnym stażem.  Zuzanna z mężem Kajetanem i córką Agatą. Marzena , wdowa z córeczką Stasią. Monika, młoda mężatka i dość świeżo upieczona mama małego synka, Piotrusia i jej mąż. Anna, żona niewyobrażalnego skąpca Waldemara. Cztery kobiety jak tytułowe cztery płatki śniegu. I pani Michalska. Samozwańcza dozorczyni. Pani, którą mieszkańcy kamienicy widują codziennie jak z miotłą czy szmatką porządkuje i pucuje korytarz ich domu. Przy okazji zagadując sąsiadów. W tym roku pani Michalska postanawia zjednoczyć sąsiadów w Wigilię i prosi aby sąsiedzi zebrali się na wspólne ubieranie drzewka rosnącego na podwórku kamienicy i razem pokolędowali. 

Te cztery wspomniane przeze mnie rodziny szykują się powoli na Święta ale każda z nich przeżywa swoje przygody. I znów, jak przy trylogii "Kalina w malinach" Joanny Szarańskiej do głosu dochodzi niesamowicie fajne poczucie humoru autorki. Naprawdę nie potrzeba patosu w książce z motywem Świąt Bożego Narodzenia aby pod koniec lektury nie móc stwierdzić, że "przeczytało się świetną książkę". No więc tak, przygody jakich doświadczały poszczególne rodziny są przez autorkę opisywane w tak śmieszny sposób, że właściwie większość lektury przechichrałam się zdrowo. Właściwie jedynie wątek Anny i Waldemara nie miał w sobie za wiele do śmiechu, niestety. Najzabawniejszy jest wątek Zuzanny i Kajetana a Marzena i Stasia to z kolei historia wzruszająca zwłaszcza dla każdego rodzica. 

Mamy tu więc poniekąd do czynienia z komedią pomyłek a dla wielbicieli przygód Kaliny autorka nawet "sprowadziła" Kalinę w tej części na gościnne występy. 

I właściwie można by powiedzieć, że jest to po prostu dobrze napisana książka na wesoło z motywem świątecznym gdyby nie to, co niesie ze sobą wątek pani Michalskiej. To ona tak naprawdę najlepiej zna swoich sąsiadów. To ona z czasem wie, co tak naprawdę ważnego dzieje się w czyim domu. Nie ma to nic wspólnego ze szpiegowaniem czy plotkami, po prostu ta starsza pani budzi w ludziach zaufanie i z czasem otwierają oni przed nią swoje serca. 
A pani Michalska na swój specyficzny sposób, skrywając serdeczne i dobre intencje, pomaga wszystkim tym zagubionym istotom jak się da najlepiej. 

I to właśnie dzięki pani Michalskiej wszyscy zrozumieją albo przynajmniej przypomną sobie to, co najważniejsze jest w istocie Świąt Bożego Narodzenia. Ktoś powie "ale to już było tyle razy" i właściwie tak, było. I co z tego ? Joanna Szarańska raz jeszcze przypomina nam z wielkim wdziękiem i poczuciem humoru co jest najważniejsze w te rodzinne Święta a także przypomina, że wciąż i zawsze warto jest nie obrzucać przelotnym spojrzeniem swoich sąsiadów a patrzeć na nich i widzieć ich. I plus za historię Nudy, już o tym pisałam podczas pisania o przygodach Kaliny, że cieszę się, że w swoich książkach autorka nieustająco wplata w treść przygody zwierząt i przypomina, że jesteśmy dla nich często jedynym opiekunem i powinniśmy traktować zwierzęta z szacunkiem i miłością.

Uprzedzam też lojalnie, że pod koniec książki ta wesoło dotąd prowadzona narracja stanie się refleksyjna i bardzo , bardzo wzruszająca. Właściwie to można naszykować chusteczki. Ta książka jest jak życie, i wesoła i smutna. I słodka i gorzka. I zaśmiewałam się przy niej do łez i łykałam łzy wzruszenia. 
Cieszę się, że autorka napisała coś nieco innego od Kalinowych przygód (mimo obecności Kaliny w tej części) bo pokazała jak wiele jeszcze ma pomysłów i jak warto jest czekać na kolejne książki spod Jej pióra. 

Dziękuję za tę książkę, Joanno. 

Moja ocena to 6 / 6.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook.

To moje pierwsze książkowe spotkanie z Gabrielą Gargaś (w zbiorze świątecznych opowiadań pod tytułem "Księgarenka przy ulicy Wiśniowej" czytałam jedynie opowiadanie tej autorki. Od kiedy skończyłam czytać książkę zastanawiam się czy sięgnę po kolejne książki tej autorki.
Dlaczego? Bo niby czytało mi się dobrze ale dziwnie czytało mi się takie nieco zbyt "łopatologiczne" wstawki. Miałam wrażenie, że jest trochę tak jakbym była potraktowana jako osoba, która nie potrafi refleksji o którą chodzić wyłapać sama z treści książki i należy mi to koniecznie podkreślić ponownie. Czy lubię kiedy mam takie odczucia? Oczywiście, że niekoniecznie. Może nie jest zła , nic takiego ale czuję się nieco nieswojo. Właściwie musiałabym się dowiedzieć od osób, które regularnie sięgają po książki tej autorki czy ta maniera to zwyczajowo czy pojawiła się jedynie w tej książce?

Chciałabym przy okazji poprosić miłośników o nie atakowanie moich stwierdzeń w nieprzyjemny sposób bo zwyczajnie, każdy z nas ma prawo podczas czy po lekturze książki danego autora czuć się w taki a nie inny sposób. I być może to uczucia jedynie moje własne, zdecydowanie przecież subiektywne.

Książka jest wydana w takim a nie innym czasie i faktycznie wszystko sprowadzi się do świątecznych dni, zwłaszcza Wigilii, podczas której stanie się wiele dobra.

Najpierw jednak poznajemy dwudziestosześcioletnią Michalinę mieszkającą w Złotkowie, małej mieścinie w górach. Jej babcia prowadzi kawiarenkę z pysznymi słodkościami, Michalina zaś wychowuje samotnie brata bowiem są oni osieroceni. Niedługo po narodzinach Bartka mama Michaliny, Ilona, zmarła. Ojciec, który jak najbardziej żyje, chyba nie do końca poczuwa się do odpowiedzialności za dwójkę dzieci gdyż przebywa poza domem a do domu wysyła okazjonalnie pieniądze. Są to jednak na tyle małe sumy, że pomagająca do tej pory babci w prowadzeniu kawiarenki Michalina postanawia zrobić to, o czym kiedyś z rodzicami myśleli a mianowicie zacząć wynajmować pokoje turystom. 

Góra domu, w którym mieszkają jest właściwie niemal na to przygotowana i oto pierwsi goście stawiają się na dwa tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia.

Przyjeżdża Artur, mężczyzna po rozwodzie który w Złotkowie zamierzał odciąć się od radosnej atmosfery "magicznych" Świąt. Widać ściga go karma bo Złotkowo okaże się jak to sam nazywa "niemal wioską Świętego Mikołaja". Wszyscy mieszkańcy lubią te Święta i nie wstydzą się okazywać tej sympatii , która początkowo drażni Artura a potem powoli przestaje. 

Jest też wdowa z córką i starsza pani walcząca z nieuleczalną chorobą. 

Całe to towarzystwo ma za sobą bagaż ludzkich doświadczeń, jedne lepsze, inne gorsze ale generalnie w świątecznej gościnie u Michaliny zjawią się ludzie pokrzywdzeni przez los i siebie samych i odnajdą tam ciepło i dobro. 

Można powiedzieć, że te Święta zaowocują czymś więcej niż po prostu spotkaniem w szerszym gronie. 

Czytało mi się to dobrze ale nie jestem w stanie zachwycić się tym tak bardzo właśnie z powodu tych odczuć, o których pisałam powyżej. Chyba lubię kiedy książka pozwala mi sama "wyłuskać" ze swojej treści to, co najistotniejsze. Sądzę jednak, że miłośnicy prozy Gabrieli Gargaś powinni być z tej książki bardzo zadowoleni.

Moja ocena t 4.5 / 6.

sobota, 11 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Znak. LItera Nova. Kraków (2017). Ebook.

To moja pierwsza książka tej autorki. Mimo, że nie uważam jej za najlepszą książkę jaką przeczytałam, wcale nie uważam jej też za najgorszą a nawet mam ochotę przekonać się jak potoczyły się losy jej bohaterów w części następnej pod tytułem "Promyk słońca", która to część druga jest zapowiedziana pod koniec książki.

Co mi się podobało to to, że na przekór popularnemu schematowi głównym bohaterem wokół którego toczy się opowieść nie jest młoda dziewczyna bądź kobieta na rozstaju dróg życiowych a młody chłopak. Nataniel. 

Historię Nataniela poznajemy najpierw cofając się do wydarzeń sprzed sześciu lat gdy w Tatrach doszło do dramatu. A potem poznajemy go obecnie gdy zostaje z niczym. Osierocony mimo dwudziestu sześciu lat czuje się bardzo samotnym i nieszczęśliwym człowiekiem. Na skutek złych poczynań pewnych ludzi Nataniel nie dość, że zostaje bez rodziny to jeszcze bez domu. Wsiada więc w swoje niezbyt nowe auto i rusza przed siebie. Kierunek - Mazury.

Gdzieś w okolicach Pisza zatrzymuje się przypadkiem w pewnej wiosce o miłej nazwie Senna a potem już wydarzenia dzieją się nieco poza jego świadomością. Tak jakby los zadecydował za Nataniela i nie pozwalał młodemu chłopakowi podjąć decyzji dotyczących jego życia. 

Poznaje dwoje sympatycznych ludzi Martę i Mateusza znajduje chatę, którą chętnie by kupił, gdyby miał pieniądze i zaczyna wierzyć, że może nie będzie w jego życiu tak źle jak początkowo przypuszczał. Tylko, że potem wydarzenia zaczynają dziać się dość szybko, wpływać wzajemnie na losy bohaterów a przede wszystkim oczywiście na losy samego Nataniela. 
Dzieje się dużo i nie zawsze dobrego. Jak w życiu, raz jest dobrze raz gorzej, raz wydaje się, że wiatr dmie w żagle, raz , że los rzuca nam nieustająco kłody pod nogi. 
Mnie najbardziej podobał się wątek przyjaźni jaka nawiązała się między Natanielem a Martą i Mateuszem. W Marcie chłopak widzi trochę swoją nieżyjącą mamę a i sama Marta chętnie matkuje chłopakowi. To dzięki niej marzenie chłopaka o dłuższym pobycie w Sennej ma możliwość spełnić się.

Książka kończy się w Wigilijny wieczór gdy Nataniel zostaje zaskoczony co i rusz tym, kto do niego przybywa. I z czym a raczej - z kim. Pod koniec zaś pojawia się osoba, której młody człowiek zupełnie się nie spodziewał i to będzie początkiem nowej opowieści, jaką poznamy w następnej części tej serii. 

Moja ocena to 4 / 6. 

piątek, 10 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2017). Ebook.

Kolejna książka, z którą mam ogromny problem. Jaki? A taki, że przeorała mnie emocjonalnie tak bardzo, że wczoraj jej zakończenie dosłownie przepłakałam. Niby pewne sprawy zasygnalizowane były tak, że domyślałam się co się stanie ale...nie mogłam jej odłożyć. I mój problem polega na tym, że pomimo tego, że nie powinnam ja (tak, akurat ja nie powinnam ) jej czytać to jest to ta książka Renaty Kosin podobała mi się najbardziej. 
Jest to bowiem jedna z najbardziej przejmujących ale całkowicie możliwych do zaistnienia, prawdziwa książka. Przejmujący do bólu obraz straty. Zastanawiam się teraz ile mogę napisać aby za wiele nie zdradzić.

To może tak, na razie napiszę parę słów ogólnie a potem uprzedzę i dalej będą już czytali albo ci, którzy są po lekturze i chcą poznać moje zdanie, albo którym ewentualne lekkie spoilery nie przeszkadzają.

Julia to kobieta, która przed czymś uciekła. Przeniosła się do wielkiego miasta gdzie pracuje jako dekoratorka wystaw sklepowych. Jej pomysły na dekoracje są tak trafione, że wystawy przyciągają klientów, ci z kolei zostawiają w sklepach na tyle dużo pieniędzy by Julia nie musiała martwić się o pracę. Ma stałych zleceniodawców i wciąż polecana jest innym. 

Raz w miesiącu otrzymuje na skrytkę pocztową kopertę ze zdjęciami. Od kogo? Jakie są to zdjęcia? Tego nie wiemy. Wiemy , że praktycznie nie ogląda fotografii , wrzuca je do pudełka w szafie. Mieszka w minimalistycznie urządzonym mieszkanku i w sumie wiedzie bardzo minimalistyczny żywot. W jej życiu zdarzyło się coś strasznego, coś nieodwracalnego ale co? Tego dowiemy się wraz z rozwojem akcji książki i wydarzeń.

Przed Bożym Narodzeniem, czasem, który kiedyś Julia kochała a teraz te Święta mogłyby dla niej nie istnieć, dostaje kolejne zlecenie. To nowy zleceniodawca, który odziedziczył stary dom ,w którym znajduje się jego sklep z meblami. Eustachy Hebner wychował się w Wielkiej Brytanii ale teraz przejął rodzinne miejsce i sprzedaje meble. Dom mieści się przy parku , przy Alei Siódmego Anioła. Ongiś w parku stało siedem figur Aniołów. Julia po pracy pozna zarówno park jak również pewną niezwykłą starszą panią, która dokarmia w nim ptactwo. Niektóre Anioły polubi bardziej , inne mniej a jeden , Anioł Zatroskany, stanie się powiernikiem jej trosk i zmartwień. Historię parku Julia pozna również dzięki przebywającemu w domu opieki dziadkowi Eustachego Hebnera. Zupełnie dla siebie nieoczekiwanie Julia zaprzyjaźni się bardzo ze starszym panem i zacznie go odwiedzać. Pomagając wnukowi pana Antoniego przy dekoracji sklepu następne kilka razy Julia prowadzić będzie z panem Antonim mądre rozmowy jako, że okaże się on wdzięcznym rozmówcą i dobrym słuchaczem, przed którym Julia będzie mogła pokazać swoją prawdziwą twarz i opowiedzieć swoją historię.

Po raz kolejny można wywnioskować, że w życiu człowieka drugi człowiek gotowy na wyciągnięcie pomocnej ręki to jeden z najcenniejszych skarbów. 

Teraz uprzedzam, będę pisać coś, co komuś może jednak wydać się spoilerowaniem więc jeśli nie chcecie wiedzieć nic więcej, nie czytajcie dalej.

Dla mnie "Aleja Siódmego Anioła" to przede wszystkim przejmujący ogromnie obraz żałoby po stracie Kogoś Arcyważnego. Ci, którzy znają moją historię domyślą się z pewnością o co chodzi i dlaczego właściwie na samym początku napisałam, że ja akurat nie powinnam była tej książki czytać. Jak pisałam, rozwaliła mnie i rozorała emocjonalnie. Końcówkę przeryczałam tak, że zastanawiałam się co sobie pomyślą o mnie obcy ludzie kiedy wyjdę z domu. 

Z pewnością nie jest to książka lekka, łatwa i przyjemna, wpisująca się w nurt książek świątecznych, w których wszystko dzieje się dobrze i bohaterowie żyją długo i szczęśliwie. Pisząc o niej wczoraj do kogoś użyłam wyrażenia, że nie sądzę abym w stosunku do niej mogła powiedzieć, że ma ona szczęśliwe zakończenie. Niektóre historie można powiedzieć, mając swój cień w przeszłości , nigdy nie doczekają się klasycznego "happy endu". No ale takie też jest życie, z jego cieniami i mrocznymi wydarzeniami w przeszłości.

Bardzo prawdziwie są też opisane rozterki i poczucie winy głównej bohaterki. Zatrważająco prawdziwie oddany obraz kogoś, kto nie poradził sobie z własnym poczuciem winy i zdecydował się na najmniej dobre w tej sytuacji wyjście czyli ucieczkę. Ja przeżyłam tę lekturę ogromnie ale nie umiem powiedzieć, że jest zła bo nie, jest bardzo dobra. Tylko chyba akurat ja naprawdę nie powinnam się za nią brać.

Moja ocena to 6 / 6.

 

środa, 08 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2016). Ebook.

Książka zawiera opowiadania :

"Ostatnie Święta" Liliany Fabisińskiej, "Malutkie czary" Agnieszki Krawczyk, "Sędzia" Remigiusza Mroza, "Oswoić szczęście" Gabrieli Gargaś, "Cyganka prawdę ci powie" Alka Rogozińskiego, "Nikt nie powinien być sam w taki wieczór" Magdaleny Witkiewicz, "Niezła szopka" Marty Obuch, "Zadanie niemal niewykonalne" Liliany Fabisińskiej.

Opowiadania łączą się ze sobą postacią właściciela małej księgarenki, pana Alojzego. Tym, że każde z nich w ten czy inny sposób nawiązuje do jakiejś książki (znacie pewnie większość). I faktem, że wszystkie dzieją się w czasie przed Świętami Bożego Narodzenia bądź chwilę po Świętach a losy bohaterów książki, których poznajemy w poszczególnych opowiadaniach, przynajmniej niektórych z nich,  nieco się ze sobą splatają.

Pan Alojzy prowadził wiele, wiele lat swoją księgarnię. Zyskał nie tyle stałych klientów co raczej przyjaciół, z którymi zawsze mógł porozmawiać o książkach. Jak również takich, o których gustach czytelniczych wiedział na tyle dużo, że mógł pomóc im dobrać lekturę bez obaw, że okaże się nietrafiona. Niestety, z rozmaitych powodów księgarz postanawia zamknąć to niezwykłe miejsce i wyruszyć w pewną dawno owlekaną podróż.

Przed wyjazdem jednak chce pożegnać się z każdym z klientów-przyjaciół, a że wie, o jakiej książce marzyli, fakt, że o zamknięciu informuje przed Świętami Bożego Narodzenia staje się też przyczynkiem do wręczeniu każdemu z nich niezwykłego, dobranego indywidualnie książkowego prezentu. 

I tak każde opowiadanie rozwija się wiążąc się z daną książką, A dobór lektur jest zaiste przedni bo jest tam i "Alicja w Krainie Czarów. Po drugiej stronie lustra"Carrolla i "Opowieści Wigilijne" Dickensa. Jest "Zabić drozda" Lee i "Mały Książę" Sait-Exupery'ego. Jest też "Błękitny Zamek" L.M. Montgomery i jeszcze dwie inne książki. Jak wspomniałam losy niektórych z bohaterów poszczególnych opowiadań delikatnie się ze sobą splotą.
Co mi się podobało w tych opowiadaniach? Niewątpliwie nawiązanie w nich do konkretnych książek, świąteczny klimat ale przede wszystkim to, że na końcu wszystko w nich dobrze się kończy. Smutek i łzy zostają zastąpione nadzieją, miłością, radością i lepszą przyszłością jaka roztacza się przed bohaterami.

Owszem, można się przyczepić, że jest to ckliwe i łzawe, że w życiu tak się nie układa ale też i bohaterowie książki swoje w życiu przeszli i przyjemnie jest przynajmniej poczytać o tym, że zaświeci dla nich nie tylko świąteczna gwiazda niosąca przesłanie nadziei ale wręcz słońce niosące obietnicę lepszego życia. 
Dla mnie też przyjemne było podczas lektury to, że książki, do których nawiązuje się w opowiadaniach podane są tu jako pociecha, pomoc w rozwikłaniu zaplątanych ścieżek życia , swoistego rodzaju mapy czy wyznaczniki życia. Dla każdego, kto kocha książki, tak właśnie jest z literaturą. Uczy nas ona a nie tylko daje nam rozrywkę. Nawet najweselsza książka może nieść ze sobą przesłanie, że właśnie warto jest się śmiać, że to w życiu pomaga. Mądre przesłanie nie musi być podane jedynie w formie dramatu, smutku i łez. 

Bardzo pozytywna, ciepła książka, którą co prawda przeczytałam niemal rok po premierze. Za to sprawiła mi ona ogromną przyjemność.

Moja ocena to 6 / 6.

wtorek, 07 listopada 2017

...obsadzone.

Słuchamy "Lata Muminków" z werwą czytanego przez Kowalewskiego.Ja odzywam się w pewnej chwili z zadumą "Wiesz, P. czuję się jak Mama Muminka czasem...". P. "A ja czuję się jak Paszczak". Milczymy sobie chwilę po czym ja stwierdzam "Zauważ, że nikt nie czuje się jak Włóczykij". Na to Jaś "Ja się czuję !".

Wszystkie role obsadzone. 

Kurtyna.

...co pomaga a nie w rozwinięciu się przyjaźni w wieku starszym. Nie jako staruszkowie ale w kontekście osób już w takim wieku, że nie zaprzyjaźniamy się w przedszkolu czy na placu zabaw z tak zwaną "czystą kartą". Ale już mając ten konkretny bagaż doświadczeń, ukształtowany światopogląd i przyzwyczajenia. Co pomaga a nie? Ile jesteśmy w stanie przyjąć nawet jeśli nie dzielimy poglądu na dany temat a gdzie coś nie zagra bo właśnie nie potrafimy się już "nagiąć"? Jak (powiedzmy procentowo) dużo musi nas z daną osobą łączyć a jak dużo dzielić? Czy łatwo jest nawiązać więź silniejszą niż tylko znajomość? Mam nadzieję, że tak...

50 lekcji jak uczynić niemożliwe możliwym.

Wydana w Wydawnictwie Insignis. Kraków (2013). Ebook.

Przełożyła Olga Siara.

Tytuł oryginalny : Be the Miracle. 50 Lessons for Making the Impossible Possible.

Jak pamiętacie, dopiero co czytałam debiut książkowy Reginy Brett pod tytułem "Bóg nigdy nie mruga", o której to książce napisałam wpis tu.

Sięgnęłam natychmiast po kolejną książkę autorki i nie zawiodłam się ponownie. To znów felietony jej autorstwa, dotykające ponownie najważniejszych spraw życia. 
Od razu jednak uprzedzam, o ile w "Bóg nigdy nie mruga" autorka swoją wiarę i relację opisywała może nie marginalnie co raczej nie było to głównym motywem felietonów, tak w tej książce o wierze i o Bogu jest dużo i jeśli ktoś wie, że to go irytuje, może niech po tę książkę nie sięga. 

Ponownie więc w pięćdziesięciu krótkich rozdziałach, tych tytułowych lekcjach, Regina Brett pisze o sprawach ważnych, mądrych, istotnych, fundamentalnych po prostu. Ponownie ktoś może pisać, że Brett nie odkrywa tu nic nowego, w końcu wszyscy wiemy, że lepiej jest być dobrym i szlachetnym niż złym i niegrzecznym. Niemniej jednak czytając jej słowa ma się wrażenie, że często się o tym wszystkim zapomina i zamyka w jakiejś szklanej bańce, w obawie przed światem, lękiem przed drugim człowiekiem. Tymczasem w życiu autorki to Bóg i ludzie są najważniejsi a ludzie stanowią dla niej źródło obserwacji i refleksji jak również uczą ją wciąż czegoś nowego.

I tak wciąż samą Reginę Brett zaskakuje jak wiele jednak ( na szczęście) w ludziach jest dobra. Przyznaję się ,że z tej książki dla mnie samej najbardziej wzruszające były dwie opowieści. Pierwsza to o mężczyźnie, który postanowił pomóc rodzinie z córką w śpiączce. I za bardzo duże pieniądze pomógł przebudować sypialnię dziecka tak aby mogło być w domu a nie w szpitalu. Nie miał przy tym żadnej gwarancji , że ten wydatek będzie przydatny dłużej niż parę dni, może tygodni. Bo to, że się "nie opłacił" wiedział od początku. A jednak w swoim sercu chciał pomóc komuś, dla kogoś istotne było to aby jego dziecko odeszło w domu a nie w szpitalu. Druga opowieść to ta o żonie, która nie wierzyła w to, że jej mąż jest mordercą jej matki i siostrzenicy. I doprowadziła do tego, że wznowiono proces. 

Ujmujmy się za innymi, zwłaszcza tymi, którzy są słabi, cieszmy się drobiazgami, z których składa się nasze życie, bądźmy wdzięczni za to, co mamy bo mamy naprawdę wiele, pomagajmy sobie, rozmawiajmy z drugim człowiekiem, poświęćmy mu czas aby kiedyś nie wyrzucać sobie, że "a mogłem...mogłam...". Miejmy nadzieję.  Nie plotkujmy i niekoniecznie, naprawdę, niekoniecznie to co chcemy o kimś bądź do kogoś powiedzieć jest tym, co powiedzieć powinniśmy.

W sumie, oczywistości, prawda? Ale Regina Brett pisze o nich w taki sposób, że nie się to podoba, do mnie to przemawia. 

Bardzo dobrze czytało mi się tę książkę i polecam.
Moja ocena to 6 / 6.

 

niedziela, 05 listopada 2017

50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu.

Wydana w Wydawnictwie Insignis. Kraków (2012). Ebook.

Przełożyła Olga Siara. 

Tytuł oryginalny God Never Blinks. 50 Lessons for Life's Little Detours.

Czyli o książce, której zapewne długo bym nie przeczytała, gdyby nie została mi ona polecona przez kogoś, kogo zdanie uważam za ważne a opinię za wartościową. 

"Bóg nigdy nie mruga" był jednym z tych ebooków, które nabyłam w którejś z dobrych promocji i...zapomniałam o tej książce kompletnie. Dopiero kiedy ktoś mi ją polecił, sięgnęłam po nią i...przepadłam , tak mnie wciągnęła. 

"Bóg nigdy nie mruga" to zbiór felietonów autorki, które ukazywały się w kilku pismach, do których pisze Regina Brett. Tu zebrane, okraszone dodatkowo jej refleksjami dotykają spraw znanych nam z naszego własnego życia. Bądź to bezpośrednio bądź przez znajomych ale nie łudźmy się, Regina Brett nie koloryzuje, pisze o problemach z życia a nie tworzy wyimaginowane sytuacje. 
Już samo życie autorki mogłoby stanowić kanwę na opowieść. Można powiedzieć, że wiele w życiu przeszła. Niekoniecznie dobrego. A pomimo tego nie stała się zgorzkniała i zła, nie dokucza ludziom. Wszystko co pisze o innych pokazuje obraz człowieka, który pod wpływem swoich doświadczeń i obserwacji stał się człowiekiem wybaczającym. Wyrozumiałym. Nie chodzi zupełnie o to, że autorka zapomniała doznane od innych krzywdy ale nie rozpamiętuje ich w nieskończoność. I opisując jak ona sobie z tymi krzywdami i nieszczęściami poradziła, uczy nas samych a może raczej po prostu przypomina, jak się nie dać zgorzkniałości czy złu. Jak nie poddać się temu, co w naszą stronę często jest wysyłane. 
Jak pisałam, jej życie stanowi materiał na sporą książkę ale Regina Brett opisuje też doświadczenia innych znanych jej osób. Jak wielokrotnie wspomina, od innych ludzi wiele się nauczyła i wciąż uczy. Inni ludzie pokazują jej możliwość wyboru dróg w życiu. Nie ze wszystkimi musi się zgadzać ale obserwacja możliwości wyborów również czegoś autorkę uczy jak i umożliwia utwierdzenie się bądź nie we własnych wyborach.

Regina Brett lubi innych ludzi i to się w jej słowach wyczuwa. Ale Regina Brett lubi też siebie.

Powiem tak, zaskakująco wiele w jej słowach odkrywałam własnych myśli i postanowień, które wykluły się u mnie po doświadczeniach roku 2011. 
Autorka doświadczyła choroby nowotworowej i ta stała się momentem zwrotnym w jej życiu. U mnie stało się to, co się stało czyli zmarło moje pierwsze dziecko. Sądzę jednak,że wcale nie jest tak, że w życiu musi stać się coś ekstremalnego abyśmy zrozumieli jakie naprawdę powinny nam przyświecać priorytety.

U mnie ta książka trochę się "przeleżała" (zakupiłam ją w początkach tego roku więc niemal rok po zakupie przeczytałam) z jeszcze jednego powodu. Regina Brett jest osobą bardzo wierzącą i trochę obawiałam czegoś w rodzaju "misjonarstwa" płynącego z jej słów. Nie wiedziałam chyba czego konkretnie mogę się spodziewać. Moje obawy przed nachalnością i jednostronnym spojrzeniem rozwiały się wraz z pierwszymi rozdziałami książki. Owszem, Regina Brett jest wierzącą Katoliczką, nie wypiera się tego i to podkreśla. Ale jednocześnie pisze o prawdach tak uniwersalnych, że wiem, że jej słowa mogą śmiało czytać osoby zarówno innych wyznań jak i niewierzące. Tak mi się przynajmniej wydaje. Miło byłoby mi gdyby ktoś napisał czy moje odczucie jest słuszne. 

Jak wspominałam, zaskakująco wiele odkryłam w jej słowach prawd i stwierdzeń mi bliskich. Te, które najbardziej utkwiły mi w głowie to to, co ja stosuję od roku 2011. A mianowicie nareszcie przestałam marnować swój przecenny czas na to lub na kogoś kto nie wnosi do mojego życia nic wartościowego. Koniec z niedobrymi bądź nic nie wnoszącymi znajomościami, nie ma sensu czytać złych książek, nie ma miejsca na złe filmy. I nikt tak o mnie samą nie zadba jak ja sama,  taka prawda, którą kilkakrotnie pisałam. I to, jak nie wart jest być dla siebie samej surowym i ostrym non stop (bywa, że inni, często najbliżsi, wystarczająco surowi i ostrzy są dla nas).  Być może Regina Brett nie pisze nic odkrywczego. Ba, sądzę, że kilkakrotnie spotykała się i zapewne jeszcze nie raz spotka z zarzutami, że pisze tak zwane "prawdy oczywiste". Czy na pewno? Pewnie po części tak ale o tym jak warto jest jednak o tych prawdach pisać i je sobie przypominać świadczy fakt ile razy kiwałam ze zrozumieniem i zgodą nad kolejnymi rozdziałami tej książki. 

Nie jest to żaden coaching (i dobrze), to po prostu książka z zebranymi wartościowymi przemyśleniami autorki. Które do mnie osobiście ogromnie trafiły i przemówiły.

Regina Brett jest właśnie w trakcie odwiedzin czytelników w Polsce. Jutro o godzinie 18.00 odbędzie się jej spotkanie z czytelnikami w Warszawie. Niestety, raczej nie sądzę abym na nim była a szkoda bo ogromnie polubiłam autorkę po tej książce ale może ktoś z Was będzie miał możliwość więc daję znać. 
A książkę ogromnie polecam ! 

Moja ocena to 6 / 6.

czwartek, 02 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook. 

Przełożyła Aleksandra Stronka. 
Tytuł oryginalny Личные мотивы.

Powiem a raczej napiszę tak. Mam z tą książką spory problem. Niestety. Niestety, bo jak Wiecie, Marinina to jedna moich ulubionych autorek ale też zauważyłam, że jestem wobec jej książek surowa. Nie wszystkie wcale oceniłam bardzo wysoko i tak właśnie stanie się z tą książką. Z którą, jednak wrócę do poprzedniego stwierdzenia, mam kłopot. A jaki? A taki mianowicie , że niektóre jej warstwy nie do końca mi się podobają a inne z kolei bardzo. 

Aleksandra Marinina zmienia powoli styl pisania. Starsze kryminały były stricte kryminałami. Z dobrze, żeby nie powiedzieć, świetnie oddanym tłem obyczajowo społecznym po upadku ZSSR w Rosji. Nowym tworze państwowym, które wykluło się po upadku kolosa i w którym ludzie jakby na nowo uczyli się żyć a na pewno na nowych warunkach społeczno ekonomicznych. Natomiast daleko było książkom kryminalnym wtedy pisanymi przez autorkę do skandynawskich psychologicznych książek z tłem kryminalnym, że w ten sposób to określę.

Obecnie odnoszę wrażenie i to mi się podoba, że Marinina zaczyna bardziej skupiać się na psychologii swoich postaci, w tym, co mnie osobiście cieszy, Nastii Kamieńskiej. Czemu tak mnie to cieszy ? Ano dlatego, że kiedyś nie przepadałam za Nastią a teraz, o dziwo, odkrywam, że tę nową,pełną refleksji, starszą ale wciąż młodą duchem, patrzącą w nowy sposób na świat, zaczynam z książki na książkę bardziej lubić. Co prawda mam wrażenie, że autorka nieco przesadziła z nastrojem smutku jaki towarzyszy Kamieńskiej ale być może tak na bohaterkę książek działa upływ czasu i to, z czym całe życie zmagała się czyli nagromadzone doświadczenie w kwestii przestępczości.

Dlatego też pod tym względem nastąpił w książkach Marininej ogromny rozwój i oceniam to na plus. Nie inaczej jest w tej książce. Mój kłopot czy problem dotyczył wątku kryminalnego. Na początku niestety, zupełnie mi nie szło, nie wciągnęłam się w to, co było opisane i wręcz byłam już w chwili gdy nie doczekawszy się wystąpienia Kamieńskiej (w "Motywach osobistych" pojawia się ona dłuższą chwilę po rozpoczęciu się akcji książki) zastanawiałam się nad jej odłożeniem. Wiedziałam jednak, że odłożywszy ją już po książkę zapewne nie sięgnę. Postanowiłam więc czytać dalej aby chociażby dowiedzieć się o co chodziło w warstwie kryminalnej. 
Dlaczego pewnej nocy ktoś zabija w Moskwie pochodzącego z innego miasta robotnika budowlanego a także w zupełnie innym mieście, chorującego emerytowanego chirurga dziecięcego.

A tak właśnie zaczyna się książka. Dlaczego narzekam na wątek kryminalny? Długo mnie nie wciągał , a ponadto, niestety , mnogość postaci wprowadzonych na potrzeby akcji sprawiła, że zaczęłam się w tych wszystkich postaciach zwyczajnie gubić. To sprawiało, że lektura nie była tak porywająca jakbym sobie tego życzyła.

Zachwyciłam się natomiast zupełnie innym wątkiem. Otóż, panie i panowie, Nastia Kamieńska nareszcie doceniła swoje szczęście w życiu. I kogoś, kto kocha ją i jest obok niej od niemal zawsze bo przecież od dzieciństwa. Tak tak, mowa o Czistiakowie :) Nie przepadałam za Nastią właśnie z powodu tego jak traktowała najpierw swego partnera a potem męża (w tej części celebrować będą piętnastą rocznicę ślubu). Jak coś oczywistego, kogoś kto jej się absolutnie i słusznie należy i nie powinno się mieć żadnych wątpliwości, że to ktoś w kogo obecność obok nie można wątpić i której to obecności często wręcz się nie zauważa mając ją za pewnik. 

W "Motywach osobistych" Nastia Kamieńska robi się zdecydowanie bardziej filozoficzna i refleksyjna i nagle chyba dociera do niej samej jak sama kocha męża i jak cieszy ją jej obecność w jej życiu. Poza tym, co również jakoś mnie ucieszyło, Nastia w tej części zaczyna jakby na nowo żyć, odkrywać to, że życie to nie ciąg przestępczych działań , które należy rozwiązać ale również dobre wydarzenia, miłe chwile i sprawy, których do tej pory nie zauważało się albo nie próbowało.
W tej części Kamieńska sprawi sobie muszlę na straganie w nadmorskim kurorcie, do którego rzuci ją śledztwo jak również, co miłe, będzie pracowała ze swoim mężem. No i obejdzie w miły sposób rocznicę własnego ślubu co jak wiemy, dla Nastii Kamieńskiej wcale do tej pory nie było takie oczywiste. Ponownie cieszy się swoją nową pasją do fotografowania, można powiedzieć, że nareszcie cieszy się życiem. 

Kryminalna historia, o tym już pisałam, wciągnęła mnie początkowo średnio, żeby nie powiedzieć niemal wcale ale z czasem jakoś się rozkręciła. Jak już pisałam, dla mnie było zbyt wiele postaci, co tworzyło wrażenie tłoku i chaosu a mniej uważny czytelnik mógł się nieco pogubić. 

Niemniej jednak w rezultacie i tu byłam ciekawa jak się sprawy powyjaśniają i owo wyjaśnienie otrzymałam. 

Tak więc moje uczucia po lekturze "Motywów osobistych" są dość mieszane. Właściwie warstwa obyczajowo psychologiczna jest w niej na wysokim poziomie więc ostatecznie zdecydowałam się podarować jej ocenę 4.5 / 6.



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 330
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...