Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
piątek, 19 stycznia 2018

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2018). Ebook.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Czasami jest tak, że czytając opis na okładce książki czuję się jeśli nie zirytowana to co najmniej mocno zaskoczona. Bo to co obiecuje być zabawną czy śmieszną książką okazuje się być dobrą (albo nie) ale zupełnie nieśmieszną. To co ma być kryminałem okazuje się być przyzwoitym thrillerem albo książką psychologiczną czy obyczajową. Tak czy inaczej, opisy potrafią człowieka wprowadzić w błąd. Jednak na okładce "Zbyt piękne" Olgi Rudnickiej nie ma przesady a jest sama prawda. Bowiem faktycznie ta mająca się ukazać trzynastego lutego książka JEST zabawna. Jest niesamowicie zabawna i (są na to świadkowie) podczas lektury jej śmiałam się niewymuszenie bardzo, bardzo często. Właściwie niemal podczas całej lektury. W ogóle odnoszę wrażenie, że czytane przeze mnie książki Olgi Rudnickiej są coraz lepsze i coraz śmieszniejsze i aż zastanawiam się jak wysoko w tym niewymuszonym i fajnym humorze postanowi sobie ustawić poprzeczkę autorka w kolejnej swojej książce. Ja w każdym razie na pewno będę wyczekiwać kolejnej !

Zaczyna się w sumie niewesoło bo od pechowego zakupu. Zakupu poważnego jakim jest dom. Zuzanna Cieplik i Tymoteusz Magnus, osoby, które się nie znają,  kupują tego samego dnia dom. Ten sam dom. 
O tym, że mają poważny problem dowiadują się właściwie niemal zaraz po przybyciu do domu. A że dzieje się to tego samego dnia, szybko wychodzi na jaw, że i Zuza i Tymek mają poważny problem. Nie chcąc być dla nikogo z rodziny ciężarem zostają w koszmarnej sytuacji bowiem wiedzą, jak długo trwa rozwiązywanie tego typu spraw. Dodatkowo oszust, który z premedytacją dokonał tego czynu, cieszy się swobodą wraz z ich ciężko uciułanymi bądź odziedziczonymi pieniędzmi. 

Ta dwójka mimo tego jak wiele ich dzieli (a najbardziej ich charaktery) musi przemóc pewne animozje i podjąć wspólne działania, które na celu będą miały znalezienie oszusta i doprowadzenie go przed oblicze sprawiedliwości. A nie będzie to łatwe, zwłaszcza, że oboje w miasteczku, w którym mieli mieszkać, noszącym złowieszczo brzmiącą nazwę Kłopotów, dopiero zaczynają mieszać.

Nieznajomość miasta i jego topografii jak również sytuacja , w której się znaleźli , nie odbierze im woli walki. Ani to, że muszą podjąć natychmiast jakąś pracę aby móc się z czegokolwiek utrzymać. Dla Zuzy i Tymka nie ma rzeczy niemożliwych. 

Wygadana Zuza, której filigranowa sylwetka może być myląca dla każdego, i Tymoteusz, który raczej długo pomyśli zanim coś powie , rozpoczynają więc prywatne śledztwo. Zagmatwane i zabawne jak tylko może być dochodzenie prowadzone przez tych bohaterów i kierowane piórem tej konkretnej autorki. 

"Zbyt piękne" dość nieoczekiwanie okazało się być jedną z najśmieszniejszych książek, jakie czytałam i mogę jedynie dodać, że bardzo polecam. Zdecydowanie świetna porcja humoru , którą zimą gdy brak światła, można przepisywać w celach nieco terapeutycznych. 

Moja ocena to 6 / 6.

(W księgarniach od 13.02.2018). 

 

wtorek, 16 stycznia 2018

Wydana w Wydawnictwie Wielka Litera. Warszawa. (2017).

Przełożył Patryk Gołębiowski. 

Tytuł oryginału Uncommon Type: Some Stories.

Kolejna pożyczona mi przez pewną osobę książka (po poradniku Pani Bukowej), która zdecydowanie trafiła w moje upodobanie. Powiem tak, nawet nie sądziłam, że kiedyś skuszę się na te opowiadania. A czemu? Chyba dlatego, że gdzieś tam naczytałam się raczej opinii, że niekoniecznie (ale w sumie jakie były uzasadnienia? tego nie pamiętam ). To pierwszy powód, drugi, chyba takie obawy jakie wyraziła dziś w rozmowie prywatnej pewna moja znajoma. Co prawda ja Toma Hanksa (którego jako aktora lubię) o wynajmowanie kogoś do napisania opowiadań nie podejrzewałam ale...trochę miałam obaw jakie będą, po prostu. Pojęcia zielonego nie mam dlaczego sądziłam, że jeśli ktoś jest dobrym aktorem to z jakichś tam powodów ma nie sięgać po pióro ...Podsumowując, gdyby nie pożyczenie mi tego zbioru kilkunastu opowiadań (przeplatanych felietonami) po książkę bym nie sięgnęła.

Ale sięgnęłam i? I to był świetny pomysł. 

Jak napisałam, to zbiór opowiadań. Ja akurat jako czytelniczka opowiadania bardzo lubię. Wiem, że nie wszyscy jednak tę formę literacką tolerują więc pewnie oni się w tej lekturze nie odnajdą. 
Ja jestem wręcz zachwycona. Po pierwsze, tym, jak zabawny i nie do końca przetłumaczalny jest oryginalny tytuł tej książki w odniesieniu do opowiadań. W zbiorze tym bowiem każde opowiadanie ma w sobie zawarty motyw lub chociażby małą wzmiankę o maszynie do pisania. Najwyraźniej Tom Hanks sam lubi maszyny do pisania bowiem sporo o nich w tekstach można wyczytać wiadomości i czuje się, że nie są one dla autora "po prostu" przedmiotami. 

Co mi jeszcze w tych opowiadaniach tak bardzo się podobało? To, że są najczęściej dość "zwyczajne", niespieszne. Z małym wyjątkiem pozbawione wielkiego dramatyzmu i niepotrzebnego nieszczęścia, które ma na siłę wzruszyć czy przerazić. Tego w prozie Hanksa nie znajdziemy i dobrze. Bo znajdujemy spokojny rytm akcji, ciekawe pomysły, czasem elementy sf jak podróż na Księżyc paczki przyjaciół czy regularne wyprawy w przeszłość do roku 1939 w innym z opowiadań.  

Nie bez znaczenia według mnie jest też swoiste poczucie humoru autora. Nie jest to z pewnością żadna komedia ale czuje się takie pozytywne podejście do życia chociaż nie na siłę w żadnym wypadku i to, że autor opowiadań generalnie żywi sympatię do wykreowanych przez siebie bohaterów. Co zapewne powoduje to, że generalnie kończą się te opowiadania raczej pozytywnie i bez dramatyzmu. 

Jak już wspomniałam, każde z opowiadań zawiera w sobie motyw maszyny do pisania. Nie inaczej jest z zachowaną oryginalną okładką jak również z czarno białymi zdjęciami rozmaitych maszyn do pisania , które to zdjęcia otwierają każde nowe opowiadanie.

A same opowiadania ujęły mnie swoim stylem, taką zwyczajnością (chociaż jak pisałam, niektóre są naprawdę nie bardzo zwyczajne) , spokojem. Nie wiem, być może dla niektórych są one nudne? Mnie nie znudziły a wręcz każde jakieś refleksje u mnie powodowało więc wielka zaleta. 

Każde z opowiadań jest inne aczkolwiek pewną grupę młodych przyjaciół "spotkamy" trzykrotnie. 

Które z nich zrobiło na mnie największe wrażenie? Nie wiem czy nie "Przeszłość jest dla nas ważna" , w którym bohater ma możliwość przenoszenia się w czasie do przeszłości, a konkretnie do dnia ósmego czerwca 1939 roku na Wystawę Światową odbywającą się wtedy w Nowym Jorku, które to miasto nawiasem mówiąc jest bohaterem większości opowiadań. Na swój sposób wzruszyłam się podczas lektury opowiadania "Wigilia 1953" gdzie wspomnienia z czasów IIWŚ są złagodzone teraźniejszością i życiem bohatera, który zdaje sobie sprawę jak szczęśliwy jest mając to, co często ktoś może uznać za nudną stabilizację czyli kochającą rodzinę, miejsce pracy i dom. 

"Witaj na Marsie" opisuje koniec pewnej epoki. Może w dowodzie tożsamości określa się nas jako dorosłych ale każdy z nas na swój sposób "wydoroślał" w jakimś dość określonym momencie czy czasie. Nie inaczej jest w tym opowiadaniu, które opisuje przyspieszony kurs utraty pewnych złudzeń i dziecięcego postrzegania naszego świata.

"Miesiąc na ulicy Greene" , to opowiadanie ujęło mnie pomysłem na "wizje" bohaterki, które jednak nie zawsze się spełniały i opisem tego, co czasem potrafimy wymyślić nieco bezzasadnie jedynie na podstawie naszych przypuszczeń.

Opowiadania Toma Hanksa, o czym już pisałam, ujęły mnie tym, że opisywały nie walczących z przeciwnościami losu nieszczęśników, a na ogół osoby zadowolone bądź realizujące swoje marzenia. I autor nie pastwi się nad swoimi bohaterami, traktuje ich z sympatią i uśmiechem, fundując im najczęściej spełnienie ich planów i zamierzeń. Do mnie to zdecydowanie trafia. Podobało mi się to, że raz poczytałam o ludziach, którym się udaje, których trud jest jak najbardziej nagrodzony spełnieniem i szczęściem. 

Bardzo podobało mi się opowiadanie "Oto refleksje mojego serca", w którym początkowo nieudane spotkanie z maszyną do pisania staje się zaczątkiem znajomości udanej a w konsekwencji, kto wie, może początkiem czyjejś literackiej przygody. 

Ponownie na swój sposób wzruszyłam się czytając opowiadanie "Zatrzymajcie się u nas", czytając o parze ludzi, którzy są ze sobą całe niemal życie i łączą swoją pasję ale i umiejętność przyjmowania tego co przyniesie im los ze spokojem i bez niepotrzebnej straty sił. 

Każde z tych opowiadań jest inne, każde czymś się wyróżnia. Mnie one zdecydowanie porwały w swój jasno skonstruowany świat. Nie wiem czy każdego porwą tak samo, już po komentarzach, które wspominałam, można przekonać się, że nie, że nie każdego. Jednak aby przekonać się o tym czy coś się nam podoba, trzeba po to sięgnąć. Co akurat w tym przypadku serdecznie Wam radzę.

Moja ocena to 6 / 6.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

...dziś wiadomość, która mną "tąpnęła". Odszedł kawałek muzyczny mojej wczesnej młodości. Pamiętam fascynację płytą The Cranberries. Byli taką świeżością dla nas...pamiętam jak E. nagrała mi płytę i podrzuciła ją pod wycieraczkę. Miałam się uczyć do matury ale jak tu się było uczyć, kiedy taki głos i teksty się słyszało??

Fascynacja trwała. Może nie tak, że słuchałam codziennie The Cranberries ale słuchaliśmy. Z Paryża przywieziony suwenir to nie kiczowata figurka Wieży Eiffla a właśnie płyta cd zespołu. 

I dziś taka wiadomość...

Pamiętam przy śmierci kogoś innego z rok temu czyjś tekst, że Fb dziś na jedną modłę. I teraz tak zapewne jest i jest mi obojętne co sobie ktoś o mnie pomyśli. Tak, mnie jest niesamowicie smutno i żal ... Dla mnie coś się definitywnie zamknęło, jakieś wspomnienia młodości durnej i chmurnej odeszły raz na zawsze.

Pamiętam jak mój przyjaciel powiedział, że po śmierci Aaliyah jego córka stwierdziła, że tamta wokalistka śpiewała jak anioł. 

Dla mnie gdzieś tam w innym świecie anioły śpiewają głosem Dolores. 

Odpocznij nareszcie bo zdaje się, że w życiu nie byłaś w stanie :( 

...nic nie pisałam, to w telegraficznym skrócie. 

Od początku stycznia mamy w domu trzy nowe lokatorki, patyczaki, Flipa, Flapa i Lilę :) Piszę "lokatorki" mimo, że dwa imiona męskie, tak wyszło ;) 

Nie wiedziałam, że terrarium i hodowla owadów może być aż tak zajmująca. Patyczaki wiodą życie Zen i obserwacja ich naprawdę dobrze koi stargane nerwy. 

Książkowo, to znów pożyczona i trwa jej lektura czyli zaczęłam i jestem w mniej więcej połowie "Kolekcji nietypowych zdarzeń" Toma Hanksa, tak, tego aktora. Naczytałam się różnych opinii, raczej krytykujących a ja jestem wręcz zachwycona . Mnie się bardzo podobają i naprawdę trafiły w moje upodobania książkowe. 

wtorek, 09 stycznia 2018

Wydana w Wydawnictwie Insignis. Kraków (2017). Ebook.

Przełożyła Olga Siara. 

Tytuł oryginalny The English Girl.

Książkę tę udało mi się wygrać w konkursie na stronie Wydawnictwa na Fb i sama nie mam pojęcia dlaczego "przeleżała się" aż tak długo na czytniku (czekała od lipca). Tak czy siak, pomysł zaczęcia Nowego Roku od niej właśnie był pomysłem wspaniałym albowiem czekała mnie lektura bardzo dobrej opowieści beletrystycznej ale z elementami historii bowiem akcja książki rozgrywa się w Omanie w czasie gdy wojska brytyjskie brały udział w dziejącej się tam wojnie z partyzantami. 

Miniony tydzień a nawet nieco ponad spędziłam znienacka w miejscu niezwykłym. Oman. Miejsce chyba niezbyt często odwiedzane przez polskich turystów co nie znaczy, że w ogóle. Książka schwyciła mnie w swój świat i oto niemal namacalnie czułam gorąc palącego słońca, czułam ulgę w schronieniu w zacienionym pomieszczeniu. Czułam zapach egzotycznych przypraw z targu i słyszałam gwar ulicy, odczuwałam zapach egzotycznych perfum i olejków. Ale nadto dzięki niej mogłam przenieść się w niezwykłe miejsce, na pustynię. Bowiem w książce ważnym elementem jest rekord pobity przez dwójkę bohaterów, w początkach XX wieku, jakim było przemierzenie Pustego Kwartału Omanu.

Tytuł Angielka jest nieco mylący bowiem w tej książce ważną rolę odgrywa nie tylko młoda kobieta przybywająca do Omanu w roku 1985. Drugą, równorzędną bohaterką jest druga Brytyjka, którą los rzucił w te strony parędziesiąt lat wcześniej.

Joan przybywa do Omanu wraz z narzeczonym  o imieniu Rory. Joan wykorzystuje możliwość finansową,która się nadarza aby spełnić swoje marzenie. Odwiedzić Arabię i spotkać się z legedną, kobietą, która jako druga tuż za Nathanielem Elliotem, niemal depcząc mu po piętach, przemierzyła Pusty KWartła Omanu. 
Maude Vickery to kobieta, która po swojej porażce pozostała o dziwo w miejscu, które jej nie rozpieściło. Od kilkudziesięciu lat mieszka więc w Omanie a obecnie w Maskacie, do którego docierają młodzi. Joan udaje się zainicjować spotkanie z kobietą, która zrobiła na niej wielkie wrażenie swoją siłą, nieustępliwością. I tym, czego dokonała w początku wieku XX gdy i możliwości były inne i podejście do kobiet również gorsze. 

Akcję książki poznajemy dwutorowo, to obecnie podczas pobytu Joan w Maskacie, to znów cofamy się do opowieści o dzieciństwie a potem młodości Maude. Która to od zawsze jasno wytyczała sobie cele. Nie inaczej było z jej planami co do pustyni.

Pustynia w "Angielce" to osobna bohaterka. W naszym języku ma ona dodatkowo szczęście bo jest rodzaju żeńskiego a więc kolejna żeńska bohaterka. Silna, nieustępliwa. Taka, w której można się zakochać do utraty tchu i przez którą można zginąć. Można na niej odnaleźć sens życia a można doznać spektakularnej porażki. To wszystko dzieje się w tej książce.

Co tak bardzo ujęło mnie w tej książce , że zamierzam się nią zachwycać i polecać tym , którzy jej nie czytali? Wiele po trochu. Bo i egzotyka, (to, że podczas lektury sięgnęłam po więcej informacji o tym, przyznaję się, do tej pory nieznanym dla mnie kraju) i bohaterki, które mi się podobały ze swoją siłą i mocą dążenia do osiągnięcia celów i realizacji pragnień. To, że było tu wszystkiego po trochu i przygody i niebezpieczeństwa i walki i miłości i przyjaźni i namiętności w szerokim wachlarzu uczuć. Wspaniała książka, która jak powinna dobra literatura, przeniosła mnie w swój niesamowity, osobny świat, w którym przebywałam podczas czytania jej. 

To książka o tak wielu ważnych dla człowieka aspektach i sprawach. O miłości i nienawiści, o pragnieniu zemsty, które potrafi wywołać największe wojny, o poczuciu bezradności gdy odkrywamy, że świat, który z trudem budowaliśmy sypie się jak zamek z (pustynnego ) piasku. To wreszcie piękny portret dwóch silnych kobiet, które tak wiele dzieli i tak wiele łączy. To książka o tym, że nie warto jest tkwić w utartych koleinach , które wydaje nam się, że los nam wydrążył a że gdy czujemy, że potrzeba jest w naszym życiu zmian, powinniśmy je czynić. I o tym,że nie można rezygnować ze swoich pragnień. 

Za to, że ta książka jest takim wspaniałym przypomnieniem za co kocham literaturę , a także za to, że zapewniła mi gratis niezwykle pasjonującą podróż, daruję jej ocenę 6/ 6.

 

poniedziałek, 08 stycznia 2018

czyli jak być szczęśliwym nie robiąc niczego".  Pani Bukowa

Wydana w Wydawnictwie Flow Books. Kraków (2017).

"Wielki Ogarniacz Życia" ( w dalszej części pisania nazywać będę tę książkę w skrócie WOŻ ;) nie był co prawda pierwszą książką, którą rozpoczęłam noworoczne czytanie ale nieco niespodziewanie okazał się być pierwszą rozpoczętą przeze mnie i skończoną w Nowym Roku książką. I jeśli to ma okazać się prognozą na następne niemal dwanaście miesięcy to ja biorę tę wróżbę bez mrugnięcia okiem :) Powiem tak, podczas lektury wielokrotnie naprawdę się śmiałam. Szczerze i niewymuszenie. Ta lektura okazała się świetna na moje nastroje i pozwoliła chociaż na chwilkę oderwać się od nich. A dodatkowo miło było mi, że ktoś mi ją pożyczył, więc dodatkowo jakoś tak doszedł element sympatycznego gestu od kogoś, kto wie, że lubię czytać. 

Nie jest tak, że nie wiedziałam o tym, że ta książka się pojawi na naszym rynku bo zwyczajnie od kilku lat profil Pani Bukowej na Fb jest przeze mnie polubiony i odwiedzany. Z tego też miejsca o książce wiedziałam. Ale przyznaję się, że nie wiedziałam czego się po niej spodziewać. I dostałam coś o wiele fajniejszego niż oczekiwałam. Bo nie wiem czemu ale sądziłam, że skupimy się na zabawnych obrazkach. A pojawiła się treść. I tej treści jest całkiem sporo . I to zabawnej, naprawdę śmiesznej treści.

Ostatnio na naszym rynku modne są najrozmaitsze poradniki. Dotyczące chyba wszystkiego. Od tego jak sprzątać należycie żegnając wyrzucane śmieci po to jak się ubierać czy nie ubierać a zahaczywszy o wychowywanie dzieci, zwierząt, partnerów, samych siebie. Ufff..namnożyło się tego jak grzybów po deszczu. A "WOŻ" jest taką zabawną kontrą do tego zalewu poradników od wszystkiego. 

Książka "WOŻ" podzielona jest na rozdziały i czego mi tak wizualnie jako czytelniczce zabrakło, to spisu treści, spisu właśnie owych rozdziałów, coby sobie do nich potem ze smakiem i przyjemnością wrócić i się nimi rozkoszować w spokojności i z satysfakcją, że w rozmaitych zachowaniach jesteśmy z kimś niemal jak siostry :)

Do moich ulubionych rozdziałów należy chyba ten o remoncie a konkretnie opis wizyty w sklepie oferującym towary potrzebne do remontu mieszkania i rozdział o rozmowie kwalifikacyjnej.  Ale tak naprawdę śmieszyły mnie wszystkie. 

Tak sobie cichaczem myślę, że do polubienia tego typu książki trzeba mieć pewne dość konkretne poczucie humoru. Które wyłapie żart i to, że Pani Bukowa naprawdę nie wszystko co pisze na swojej stronie czy w swojej książce właśnie, pisze serio. Wiem, że niektórzy mogą traktować to zbyt serio i tym czy owym się oburzać czy coś tam Pani Bukowej zarzucać. Może więc niech darują sobie tę książkę bo zwyczajnie, po co się irytować? Jeśli jednak masz Panią Bukową wśród polubionych stron na Fb i czujesz, że chętnie wybrałabyś się z Nią na lampkę wina (hahaha, dobra dobra, lampkę ;)) do którejś z warszawskich knajpek to jest to z pewnością książka dla ciebie. 

Nie jest to literatura mega ambitna i szczęśliwie autorka nawet nie zamierza udawać, że coś takiego chciała napisać. Widać,że wykorzystała swoje ileś tam  czasu popularności w sieci i bardzo dobrze, bo minęły powiadam Wam czasy, gdy "siedź a kącie a znajdą cię". Nie, nie znajdują i trzeba się mocno umieć przepchnąć, pokazać i wykazać, żeby zaistnieć a jeśli komuś to pasuje to pytam, dlaczego by nie?

Mnie ta książka ogromnie poprawiła nastrój, powodowała niezliczone wybuchy szczerego i niewymuszonego, spontanicznego śmiechu a fragment , cytuję "Dlaczego wszystko, za co się biorę, kończy się parodią?" brzmi niepokojąco znajomo :) 
Pozostawiam Was z tym optymistycznym akcentem i notką jaką darowuję tej książce a jest to, czego zapewne się spodziewaliście ocena 6 / 6.

środa, 03 stycznia 2018

...którą zaczęłam czytać w Nowym Roku to "Angielka" Katherine Webb. Wygrałam ebook w wakacje i tak jakoś "odleżała" swoje na czytniku.

A wciąga od pierwszych stron. Czuję, że lektura będzie bardzo udana. A z czym Wy rozpoczęliście Nowy Rok (mówię oczywiście o książkach).

poniedziałek, 01 stycznia 2018

...w pierwszym dniu Nowego Roku 2018.

Napiszę jak już napisałam w innym miejscu, raz jeszcze niech ten Nowy Rok 2018 będzie dla nas wspaniały a także, jak moja pierwsza kawa, pyszny i taki pozwalający na to aby wspólnie celebrować niby to zwykłe chwile, jak ja to nazywam, szczęstki , z których składa się nasze szczęście. 

niedziela, 31 grudnia 2017

Życzę sobie i Wam. 

Niech Zdrowie i Szczęście nas nie opuszcza.

Czujmy się spełnieni i kochani.

Niech nasze marzenia się realizują i niech otaczają nas tylko dobrzy i serdeczni nam ludzie !

Szczęśliwego i Pięknego Nowego Roku 2018 !!!

11:08, chiara76
Link Komentarze (5) »

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2018). Ebook.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Końcówkę roku trochę nie do końca zamierzenie ale zafundowałam sobie mocno przygnębiającą. Otóż, zdecydowałam się sięgnąć po "Pięć lat kacetu". W roku 2018 Prószyński i S-ka wznowi książki Stanisława Grzesiuka. Ta książka, która ukaże się w początku 2018 roku jest opublikowana bez pierwotnej cenzury. Pierwsze jej bowiem wydanie w roku 1958 ukazało się z pewną cenzurą. Obecnie przywrócono pierwotny zamysł autora, jednak nie publikując czegoś, co pierwotnie autor faktycznie chciał pozostawić samemu sobie. 

Dlaczego mimo tego, że podejrzewałam, że ta lektura wymagluje mnie psychicznie, sięgnęłam po nią? Ano dlatego, że u nas w domu rodzinnym na półce stały książki Grzesiuka a moja Mama do dziś twierdzi, że "Pięć lat kacetu" jest jedną z tych książek, które zrobiły na niej wielkie wrażenie. Jako, że w czasach licealnych kiedy omawialiśmy literaturę obozową akurat tej nie czytałam, sięgnęłam po nią. Początkowo miałam nadzieję, że jestem nieco chociaż "zaszczepiona" na to, co wyczytam przez fakt czytania książki Borowskiego czy "Inny świat" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Ale szybko wyszło na jaw to, że na tego typu prawdę, opowieść , człowiek nigdy nie jest w stanie się "zaszczepić". 

Czytanie o tym co jeden człowiek może uczynić drugiemu kiedy do głosu dojdzie chora ideologia i wypaczone pomysły realizowane w ramach dyktatorskiej polityki boli dosłownie fizycznie. Z racji tego, że zaczęłam czytać książkę w czasie świątecznym, miałam na nią czas jedynie późnym wieczorem i szłam spać z potwornymi obrazami pod powiekami co z kolei przekładało się na moje sny.

Z kolei "Pięć lat kacetu" , czyli wspomnienia Stanisława Grzesiuka z jego pięciu lat spędzonych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych w Mathausen, Dachau i Gusen to nie jest książka, z którą można sobie zasiąść przy stole z kawką i kawałkiem makowca. No więc - nie. Nie byłam w stanie czytać jej jak większości książek bo zwyczajnie czytając o potwornościach opisywanych przez autora miałam coś na kształt poczucia winy, że ja tu sobie siedzę w ciepłym domu, podjadając przysmaki i pijąc ciepły napój. 

Stanisław Grzesiuk to dziecko Warszawy. Nie jest to wielki intelektualista, robotnik z warszawskiego Czerniakowa, wyposażony jednak w potencjał. Widać, że mając możliwość kształcenia miałby szansę na studia. Zbieg okoliczności czy raczej sytuacja życiowa jednak do tego nie doprowadziła, niemniej jednak ów wypracowany na warszawskim podwórku spryt zapewne pomógł autorowi egzystować w obozie koncentracyjnym. Oto bowiem opisuje on swoje przeżycia obozowe z właściwym mu kpiącym , wesołkowatym często stylem. Jego rubaszny język  pozbawiony dramatyzmu a wręcz często okraszany humorem styl i język ma jednak za zadanie złagodzenie opowieści o ogromie zła jakie miało miejsce w obozach. 

Stanisław Grzesiuk nie analizuje, kolokwialnym językiem (jednak pozbawionym wulgaryzmów za co mocno go cenię) potrafi przez sporą objętościowo książkę przeprowadzić czytelnika w sposób wyważony. Nie ocenia on nikogo i na końcu książki sam prosi o to aby osoby chcące oceniać kogoś kto spędził czas w obozie a same nie doświadczyły tego piekła, zaniechały ocen. Nikt bowiem kto w tym nie uczestniczył tak naprawdę nie ma nawet odrobiny pojęcia o realiach tego piekła. 

Człowiek w imię chorych idei potrafi zmienić życie drugiego człowieka w piekło i o tym jest ta książka. A jednocześnie o tym jak zwykły , szary człowiek musi nagle z dnia na dzień odnaleźć się w tym piekle. Podobno po pierwszym wydaniu książki dla większości czytelników szokiem był fakt, którego Grzesiuk nie krył a chodzi o wspomniany przez niego homoseksualizm niektórych więźniów. Piszący to w czasach dawnych Grzesiuk również umie powstrzymać się od oceny i rzucania w kogokolwiek kamieniem.  

Czy jest to lektura dla każdego? Nie. Czy jednak powinniśmy sięgać po tego typu literaturę pomimo tego, że wydaje się nam, że na ten temat "powiedziano już wszystko"? Tak. Po "Pięć lat kacetu" chociażby dlatego, że nie jest to żadna fikcja. To obraz obozu taki jaki był a nie beletrystyka z wątkiem romantycznym. Na romantyzm nie ma tu ani skrawka miejsca. Jest zło do granic wyobrażenia, jest codzienna , co godzinna wręcz walka o przetrwanie. Są choroby, są pasożyty zżerające ludzi, jest głód i bicie. Jest tęsknota za zwyczajnością , na którą w zwykłych realiach nie zwraca się zupełnie uwagi.  Język Stanisława Grzesiuka prosty, zwykły, może nie wyrafinowany a jednak według mnie bardzo dobrze oddający jego codzienność w obozie. Kiedy to każdy dzień mógł się stać tym ostatnim a mimo to coś w człowieku nie pozwalało się poddać. Kiedy budząca się w człowieku młodość nie pozwalała się zniszczyć.

Na pewno jednak jest to książka mocno zapadająca w pamięć, pozostawiająca w czytelniku mnóstwo emocji. 

Moja ocena to 6 / 6.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 333
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...