Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
czwartek, 29 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Publicat. Poznań (2017).

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

O poprzedniej książce, w której poznajemy losy Łucji i Hugona pisałam w tym wpisie.

Tamta część pozostawiła mnie w niejakim niedosycie czytelniczym. Ciekawa byłam jak potoczą się losy głównych bohaterów a przede wszystkim czy będzie szczęśliwe zakończenie tej nietypowej historii ni to miłosnej ni to niekoniecznie takowej.
Teraz dla tych, którzy chcą czytać "Bilet do szczęścia". Może niech dalej nie czytają bo zamierzam zdradzić wiele w treści książki.

A mianowicie między innymi to, że tak, będzie tak oczekiwane przeze mnie szczęśliwe zakończenie tej historii. (O czym przekonałam się kiedy zaczęłam lekturę od zapuszczenia żurawia na ostatnie strony książki i od razu uspokojona czytałam sobie całość:P). Tak więc poznamy kontynuację losów Łucji i Hugona. W tej części zostaną rodzicami małej Marysi. Ale to nie jedyne doświadczenie, które postawi przed nimi los. 

Mogłabym się pokusić o stwierdzenie, że zarówno "Konkurs na żonę" jak i "Bilet do szczęścia" to lekka historia miłosna. I faktycznie , po trochu taka jest ale to nie tylko romans ze szczęśliwym zakończeniem. To także, co dla mnie ważne, opowieść o tym, jak ważne w naszym życiu jest to abyśmy umieli wybaczać. Trwanie w takim zapiekłym poczuciu złości do kogoś, nieumiejętność przebaczenia mu i wyciągnięcia dłoni na zgodę, to wszystko sprawia,że jedynie taka osoba jest nieszczęśliwa , a niekoniecznie ta, której się nie wybacza (chociaż ona również, oczywiście).

W "Bilecie do szczęścia" Łucja wybaczy swojemu mężowi. Ale również jej mąż , Hugon, wybaczy a a przynajmniej spróbuje dać drugą szansę swojemu ojcu, którego tak naprawdę przez większość dotychczasowego życia nie miał i nie znał. 

Poczucie ulgi, które ułatwia życie i które sprawia, że można iść naprzód bez obciążenia, to według mnie ciekawy poruszony przez autorkę aspekt. A że podany w miłej historii, która dobrze się skończyła? A dlaczego by w sumie nie? Przyznaję się, że ostatnio mam ochotę na tego typu zakończenia czytanych przeze mnie książek. 

Łucja i Hugon mają będą więc wiedli  życie pełne wydarzeń i niespodzianek wraz ze swoją córeczką Marysią i bliższymi i dalszymi członkami rodziny. Niektórych z tych członków będą mieli okazję dopiero poznać i chyba dobrze, że dali sobie ku temu szansę i okazję. 

Co mnie ujęło w wysyłce książki do mnie to zielona koperta dołączona do książki z moim własnym, prywatnym "Biletem do szczęścia". Ujęło mnie to bardzo bo może to i drobny gest a jakże przyjemny, od razu poprawił mi się humor. 

Poza tym nieustająco pozostaję pod wrażeniem przyjemnej okładki zaprojektowanej ponownie przez panią Ilonę Gostyńską-Rymkiewicz. 

Moja ocena to 5 / 6.

wtorek, 27 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Szara Godzina. Katowice (2017). 

Książkę tę otrzymałam od jednej z najbardziej życzliwych Autorek jaką "poznałam" czyli pani Anny Sakowicz. Otrzymałam ją wraz z osobistą dedykacją co według mnie dodaje książce niezwykłej wartości, przynajmniej dla mnie, jako czytelniczki.

"Już nie uciekam" to ostatnia część Trylogii Kociewskiej. Poprzednio czytałam dwie inne książki Pani Anny, Jej debiut (wznowiony) , którym jest zbiór opowiadań pod tytułem "Żółta tabletka plus" i "Niedomówienia". Teraz sięgnęłam po tę i ta podobała mi się najbardziej. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać bez znajomości poprzednich części (to według mnie dość istotne kiedy się zacznie od książki innej niż pierwsza w danym cyklu).

Muszę powiedzieć, że bardzo polubiłam główną bohaterkę, Joannę. Domyślałam się, a i na końcu sama Autorka o tym wspomina, że Asia otrzymała sporo z charakteru czy wydarzeń z życia samej Anny Sakowicz. 

Joanna przenosi się bowiem do Starogardu Gdańskiego, w którym mieszka z ciocią. Jest w poważnym związku , jej córka uczy się i nie przysparza mamie zmartwień. Asia jest w przededniu otwarcia własnej kawiarni a przy tym działa jako wolontariuszka w Hospicjum dziecięcym (przyznaję, że te fragmenty czytało mi się bardzo trudno).

Asia jest fajną kobietą i przyznam, że chętnie miałabym taką przyjaciółkę bo jest osobą, która kiedy trzeba służy swoim czasem i pomocą. Kiedy potrzeba rozśmieszy, kiedy potrzeba wysłucha. Asia po prostu lubi ludzi i nie umie przejść obojętnie wobec kogoś kto pomocy potrzebuje. A przy tym ma poczucie humoru i potrafi po prostu być również zabawna.


Wydaje się też, że nareszcie jest w takim punkcie swojego życia, że może już trochę "przysiąść", odpocząć. Spełniają się jej plany zawodowe i osobiste. Ale gdzie tam? Jej życie najwyraźniej musi być wciąż pełne wydarzeń niesamowitych, zabawnych, poważnych czy wręcz smutnych. Najwyraźniej jednak bohaterki przeciwności nie załamują a może wręcz dodają jej hartu ducha. Tak czy inaczej, radzi sobie jak może i nawet porażki po czasie okazuje się, że umie przekuć w sukces. 

Zainteresował mnie fragment Polski, który w tej książce jest wspominany i jest również jakby nie było , swoistego rodzaju jej "bohaterem". A mianowicie Kociewie. Chyba nigdy nie odwiedziłam żadnego z miast położonego w nim a szkoda bo wydaje się być interesujący. Może to pomysł na turystykę literacką czyli "po Kociewiu śladami bohaterki Trylogii Kociewskiej"? 

Bardzo mi się ta książka podobała i z wielką przyjemnością daję jej ocenę 5.5 / 6. 

 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Mariusz Urbanek. 


Wydana w Wydawnictwie Czarne. Wołowiec (2017). Ebook.


Jak wiedzą ci, którzy mój blog w miarę regularnie czytają, lubię biografie napisane przez Mariusza Urbanka. Według mnie to jedno z tych nazwisk , które gwarantuje solidnie napisany życiorys, bez zbędnego upiększania ale i bez wywlekania nikomu nie potrzebnego dramatyzowania czy wywlekania brudów. Jednym słowem, co podziwiam , Mariusz Urbanek zachowuje wobec postaci ,o których pisze, obiektywizm. Dzięki temu biografie są solidne, interesujące a ponadto ani to hagiografie ani brukowiec. Do tej pory biografie czytane przeze mnie autorstwa Mariusza Urbanka ukazywały się w Wydawnictwie Iskry, ta pojawia się w Wydawnictwie Czarne. 


Jak mi się podobała biografia Makuszyńskiego ? Chyba nieco mniej od tych, które do tej pory czytałam czyli Władysława Broniewskiego, Juliana Tuwina, Jana Brzechwy. Sądzę jednak, że wynika to z tego,że postać ta chyba nie była aż tak kontrowersyjna niż na przykład Broniewski czy nie prowadziła nadmiernie ekscytującego życia. Nie wiem, takie wrażenie odnoszę po lekturze. Biografia napisana jest dobrze i na pewno nie omija ani sympatyzowania Makuszyńskiego z prawą stroną sceny politycznej przed IIWŚ ani też nie udaje, że nie potrafił odezwać się w jak to teraz nazwałoby się mało poprawnie polityczny sposób czy nie ukrywa jego niektórych wypowiedzi o Żydach. Nie znam na tyle biografii autora "Szaleństw Panny Ewy" abym mogła ocenić czy coś zostało przemilczane, z tego co się orientuję, chyba nie chociaż jak mówię, wypowiadać się jest mi trudno bo ta biografia jest właściwie jedynym opracowaniem życia Makuszyńskiego jakie czytałam. 


Życie Makuszyńskiego jak wspomniałam, nie obfitowało w jakieś wielkie zwroty losu. Na pewno dla mnie zaskoczeniem było to, że wychował się w można to nazwać , ubogich warunkach. Niemniej jednak udało się mu uzyskać wykształcenie, zdobyć pozycję redaktora a potem rozpocząć drogę literacką . Był na pewno takim pisarzem, który swoją twórczością raczej starał się pokrzepiać czytelników. Sprawiać aby to uśmiech a nie łzy pojawiały się na ich twarzach. Od zawsze wydaje się to sporą sztuką. Według mnie napisanie wesołej książki, dobrej, która będzie sprawiała radość to duża sztuka bo łatwo otrzeć się o przesadę. Z kolei utarło się , że "dobra " książka to ta, która wyciska łzy lub przynajmniej opowiada o zdarzeniach traumatycznych. Wydaje się, że Makuszyński stawiając na śmiech zamiast łez i nadmiernych wzruszeń wygrał. Jednak to mściło się na nim po IIWŚ gdy został praktycznie zapomniany i "wymazany" z życia literackiego przez nowe władze. Komunistyczna Polska nie współpracowała najwyraźniej z jego radością i chwaleniem Drugiej Rzeczypospolitej. Mimo, że sam autor zasmakował różnego życia w tamtym czasie, najwyraźniej ojczyzna po odzyskaniu niepodległości jawiła się w jego książkach zbyt niebezpiecznie dla komunistów. 


Smutne, że jego życie i kariera tak się właśnie skończyły. Pomimo to czytelnicy pamiętali o nim i książki jego były chętnie czytane. A po śmierci Stalina wznawiana i w latach późniejszych pojawiły się przecież nawet ekranizacje jego powieści dla młodzieży. Niemniej jednak żal, że ten honorowy obywatel miasta Zakopane miał odświętny pogrzeb jedynie dzięki ludziom, którzy go kochali i szanowali a niekoniecznie dzięki działaniom ówczesnych władz. 
Taka to ironia losu, który tego piszącego ku radości czytelników autora na koniec mocno pokarał ostracyzmem i staraniem się aby o jego nazwisku nie było za głośno. 


Moja ocena to 5 / 6.

środa, 21 czerwca 2017

Podtytuł "Opowieści o rodzicielstwie bohaterów Trójkowej audycji".

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook.

Przeleżała się u mnie ta książka, nabyta w jakiejś z promocji (po raz kolejny powychwalam promocje na ebooki, dzięki którym nabyłam czasem dość przypadkiem świetne książki).

"Matka Polka Feministka" to książka powstała na podstawie wywiadów, rozmów, które miały miejsce podczas cyklicznych audycji Joanny Mielewczyk prowadzonych w Trójce Polskiego Radia. Obecnie Autorka w Trójce już nie pracuje. Ja przyznaję się, że audycji w Trójce nie słuchałam (Mielewczyk prowadziła tam zresztą dwie audycje) i tym bardziej chętnie sięgnęłam po tę książkę. 
Przeleżała się na półce, przyznam się. Nie wiem w sumie dlaczego. Może trochę się obawiałam, na czym może polegać idea tej książki? Nie, nie obawiałam się tytułowego feminizmu, raczej (w sumie nie wiem czemu) , że może będzie to o naszych wewnętrznych polsko-polskich swarach i niesnaskach, walkach podjazdowych, o wielepstwie (wie lepiej) i innych tam typowych polskich cechach narodowych. No i okazuje się, że powinnam wnikliwiej analizować własne zakupy bowiem otrzymałam coś zupełnie innego. A mianowicie zbiór piętnastu opracowanych wywiadów, rozmów. Rozmów o rodzicielstwie, w rozmaitych ujęciach i wymiarach. Dodatkowo - ostatni wywiad to rozmowa, podsumowanie samej autorki dotyczący zmiany w Jej i Jej rodziny - życiu.

Jak napisałam, rodzicielstwo w zbiorze tych rozmów przedstawione jest w najrozmaitszych aspektach. Najczęściej do Joanny Mielewczyk zwracały się z chęcią rozmowy kobiety , ale nie tylko. Czasem pisali emaile panowie. Czasem rozmówcę Mielewczyk poznawała dzięki poleceniu kogoś innego. 

Historie tu opowiedziane są rozmaite. Ja nie ukrywam, że mnie ogromnie poruszyły. Tak naprawdę żadna z nich nie pozostawiła mnie obojętną. Są to więc opisy rodzicielstwa, na które się nie jest gotowym poprzez takie, na które czekało się bardzo długo, aż po rodzicielstwo przyszłe czyli adopcyjne. 
Są rodzice, którzy się wzajemnie wspierają i są opowieści rodziców po rozwodach. Są rodzice w związkach i są matki, którym podczas procesu wychowania dziecka nie pomaga ojciec dziecka. 

Są opowieści o macierzyństwie chcianym, upragnionym i o tym, które nie miało się szansy spełnić. Bardzo smutna jest opowieść o żalu po tym jak jedna z kobiet w przeszłości zdecydowała się dziecka nie urodzić. I teraz żyje z przekonaniem, że ona sobie nie jest w stanie wybaczyć.

Wszystkie rozmowy są intymne a jednocześnie przeprowadzone i opracowane w tak subtelny sposób, że mamy wrażenie, że czytając słyszymy rozmówców. Niesamowite!

Mną wstrząsnęło kilka opowieści. Najbardziej, z rozmaitych powodów, opowieść o niezwykle skomplikowanej ciąży bliźniaczej, z której to żyje niestety tylko jedna z urodzonych bliźniaczek. Płakałam nad tym rozdziałem, ci, którzy mnie znają, wiedzą dobrze, dlaczego. 

Wstrząsająca (i też powodująca u mnie łzy) okazała się opowieść o tacie, który z chwili na chwilę ze szczęśliwego męża i taty oczekującego narodzin trzeciego syna stał się wdowcem z czterolatkiem, dwulatkiem i noworodkiem w szpitalu. 

Ale tak naprawdę każda z opowieści jest na swój sposób poruszająca i niezwykła. Są opowieści o rodzicach dzieci chorych , niepełnosprawnych, jest rozmowa z mamą, która z przyczyn od niej niezależnych matką stała się dopiero sporo po czterdziestce a walka jaką przeszła zanim udało się dziecko urodzić była bardzo trudna. 

Czasem człowiekowi, który przeszedł tragedię wydawać się może, że jest w mniejszości. Ja po naszych przejściach w roku 2011 starałam się tak myśleć, że to jakiś mały procent, że życie nie może tak okrutne być i pamiętam jak szokowały mnie odezwy od czasem zupełnie obcych mi ludzi, którzy odzywali się do mnie i potwierdzali, niestety to, że los potrafi być okrutny częściej niż by się chciało. 

Z dobrze napisanymi reportażami jest tak, że reportażysta, zwłaszcza gdy jego reportaż to rozmowa z drugim człowiekiem, jest niemal niewidoczny. Potrzebny jest tylko po to aby uporządkować rozmowę ale nie rzuca się w oczy, stoi skromnie z boku. Tak właśnie jest w tej książce. Dodatkowo z dobrymi reportażami czy właśnie z takimi rozmowami jest problem. Problem, że poruszą w nas emocje , niesamowite wręcz ich pokłady. Mogą się też odezwać uczucia, o istnienie których sami byśmy się w aż takim stopniu nie posądzali. 

Jak wcześniej pisałam, ostatnia rozmowa to słowa samej autorki. Joanna Mielewczyk podsumowuje swoją własną zmianę w życiu. Wyjazd za granicę. Decyzja o zamieszkaniu w Monachium zmieniła przecież życie nie całej rodziny Autorki. W tym dzieci. A o rodzicielstwie przecież ta książka, pozostają więc pytania. I te, które zadaje sobie zapewne sama Mielewczyk jak i te, które mogą w takiej sytuacji zadać Jej inni.


Co jeszcze interesujące to to, że Autorka spotyka się z bohaterami rozmów po paru latach i dowiadujemy się jak potoczyły się ich losy. 


Co dała mi ta książka? Poczucie, że jednak, co zawsze twierdzę ale lubię się w tym przekonaniu raz na jakiś czas upewnić, nie ma to, jak rozmowa z drugim człowiekiem. Że to, co jeden rozwiąże za pomocą spowiednika, inny psychoterapeuty, ktoś inny z kolei może rozwiązać z pomocą innego człowieka. Za sprawą możliwości odbycia zwykłej a może niezwykłej skoro ma tak terapeutyczne działanie, rozmowy. Rozmawiajmy więc ludzie! Nie mam tu na myśli wyciągania z siebie na siłę informacji ale zauważajmy się nawzajem. Miejmy w świadomości to, że czasem komuś innemu naprawdę jedyne, co jest w takiej czy innej sytuacji potrzebne to rozmowa. Możliwość wygadania się. 
Książka przypomniała mi też prawdę niby to oczywistą ale jednak, że dopóki komuś nie staje się krzywda, pozwólmy ludziom żyć w sposób w jaki oni sami wybrali i uznali za najwłaściwszy dla siebie.

Myślę, że sama Autorka jest bardzo odpowiednią osobą do przeprowadzania takich właśnie rozmów. Wyraźnie widać, że umie delikatnie i subtelnie poruszać się po szerokim spektrum tematów. Nie dziwi się niczemu i nie ocenia, pozostawiając ocenę tym, których dana sytuacja dotyczy.

Uznaję ten zbiór za jedną z najważniejszych książek przeczytanych przeze mnie w roku 2017 i z prawdziwą przyjemnością oznajmiam Wam, że daję jej ocenę :

6.5 / 6.

 

wtorek, 20 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Replika. Zakrzewo (2017).

Podczas pobytu na Targach Książki w Warszawie ta książka była drugą, której kupno rozważałam. Tak wyszło, że kupiłam wtedy "Chwilę na miłość" Joanny Stovrag. Los okazał się jednak dla mnie łaskawy i oto wygrałam "Niebo pod Śnieżką" w konkursie na Fb.

Powiem tak. Jak zaczęłam czytać tę książkę tak...nie mogłam się oderwać! Naprawdę, wciągnęła mnie ta opowieść bardzo mocno.

Książka zaczyna się w trudnym momencie dla głównej bohaterki, Kingi. Jej matka od lat przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Ojciec zmarł niedawno. Sama bohaterka jest po rozwodzie. Kinga jest więc w takim momencie na lekkim rozdrożu.
I oto w takim właśnie momencie zdarza się coś dziwnego. Oto bowiem przypadkiem natyka się na przedmioty, które dotyczą losów jej rodziny parędziesiąt lat wstecz. Okazuje się, że ludzka pamięć jest niezwykła. Czasem pozwala coś zasypać bezpowrotnie, czasem jakiś impuls powoduje nagły jej przebłysk i lawinowy napływ wspomnień. 

Takie wspomnienia i odkrywanie tajemnic własnej rodziny odbędą się podczas nagłego wyjazdu Kingi na Dolny Śląsk a konkretnie do Kowar. Które to miasteczko jest urokliwe ale związane z nim są wydarzenia, które zaważyły na losach rodziny Kingi. 

Co mi się podobało? Ano to, że owszem, będzie tu odkrywanie tajemnic rodzinnych ale nie są to tajemnice wydumane, na siłę. Nie będzie żadnych skarbów poniemieckich do odkrycia. Będą za to pogrzebane grzechy, winy. Niepotrzebna kiedyś skrucha czy żal za grzechy wtedy kompletnie nie na miejscu. Podobał mi się też upór Kingi i swoistego rodzaju niezgoda na bycie pozbawionej prawdy o rodzinnej, w tym jej samej, przeszłości. 

Kinga dopiero teraz zrozumie dlaczego jej matka zachowywała się tak a nie inaczej. Dlaczego była zgorzkniała. Czy wreszcie wydarzenia z przeszłości mogły zaważyć na stanie psychicznym matki Kingi. Kinga, kochająca bardziej ojca, teraz nareszcie chyba łaskawszym okiem będzie mogła spojrzeć na matkę a przynajmniej będąc już sama dorosłą kobietą, spróbować jakoś wytłumaczyć zachowanie matki. 

Kiedyś, w zupełnie innej sytuacji, usłyszałam od kogoś, że (cytuję) "W górach to się można z życiem pogodzić". Mam wrażenie, że na swój sposób w górach, tam, blisko Śnieżki, Kinga na swój sposób godzi się właśnie z życiem.

Bardzo wciągająca książka, którą oceniam na 5.5 / 6.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.


Przełożyła Małgorzata Fabianowska.
Tytuł oryginalny Wicked Forest.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 

"Willow" stanowiącą początek tej opowieści, przeczytałam parę dni temu i pisałam o niej w tym wpisie.

Sięgnęłam więc z dość sporą nadzieją na kontynuację po "Mroczny las". Niestety, ta część według mnie oczywiście, okazała się gorszą. 
Najbardziej dziwny wydał się wydumany , jakiś taki piramidalnie i nieprawdopodobnie zabawny częściowo styl, którym jest napisana ta książka. Powiedziałabym nawet że mocno egzaltowany. I niestety, taki styl nie stanowił rodzaju wypowiedzi jednej osoby a właściwie zarówno dotyczyło to wszystkich bohaterów jak i opisywanych sytuacji. OK, być może taki ma być styl tej autorki i kontynuatorów, którzy przejęli kontynuację jej książek po śmierci autorki, ale najwyraźniej na mnie taki styl działa niezbyt dobrze a wręcz mnie irytuje.

Już to jakoś mnie zaczęło męczyć i spowodowało, że lektura tym razem aż tak nie była udana jak część pierwsza kiedy byłam ciekawa jak potoczą się dalsze losy młodziutkiej Willow.
Autorce udało się stworzyć oryginalnych bohaterów. Takich, których się zwyczajnie nie lubi, którym się nie kibicuje i na losy których pozostaje się raczej obojętnym. To raz. Dwa, postać samej Willow naiwna i zbyt delikatna w części pierwszej tu swoją naiwnością i delikatnością już nie wzrusza a denerwuje. To, co mogło mieć wytłumaczenie w poprzedniej części, młodość Willow, jej niedoświadczenie i szok po tym jak dowiedziała się o sobie całej prawdy, tu już jej postępowania nie tłumaczy. To dziewczyna, która z konsekwencją pcha się nie tam gdzie powinna a sygnałów ostrzegawczych nie zauważa nawet wtedy gdy te stoją obok i walą ją w ramię. 
Niestety. 

Nie chcę zdradzić zbyt wiele z treści bo zakładam, że nie każdy musi być aż tak zmęczony postacią bohaterki więc może zróbmy tak, że jeśli ktoś zamierza jednak czytać "Mroczny las" niech teraz porzuci lekturę moich paru słów na temat tej książki bowiem mogę popełnić spoiler.

Jak już wspomniałam, postać Willow denerwowała mnie swoim postępowaniem. Niektórzy mogą nazwać to niedoświadczeniem czy delikatnością, co bardziej szczerzy podsumują to jako głupotę czy wręcz skrajną nieodpowiedzialność. Zdaje się, że dziewczyna odziedziczyła to po mamusi, Grace, która to jest kolejną postacią, której nie daje się nijak polubić. Jej zadanie na życie to głównie nicnierobienie i snucie się po domu z cierpiętniczym wyrazem twarzy. "Mroczny las" ponownie dzieje się w Palm Beach, tej oazie bogactwa i blichtru i opisuje dalszy ciąg romansu Willow z Thatcherem. Są więc zaręczyny niemal w blasku fleszy, następnie przygotowania do bajecznego ślubu, sam ślub i to, co się potem dzieje a dzieje się to, że happy endu tego związku nie będzie. 
Dodatkowo, jak na potencjalną panią psychiatrę, która ma w przyszłości pomagać innym ludziom, Willow kompletnie nie radziła sobie sama z sobą a rady jakie by dawała innym sądząc po tym, co wyczyniała, raczej sukcesu terapii nie zapewniały. 

Miało być mrocznie i strasznie zdaje się. Miała chyba narastać groza a narasta irytacja. Miało być skomplikowanie a jest biało czarno a postaci są tak papierowe, że można by ich używać jako zakładek do książek. Jest niemożliwie do zaistnienia i nieco tak, że czyta się z nadzieją, że może jednak czymś nas zaskoczą. Ale nie, nie zaskakują. Nie wiem, chyba ten dramatycznie dziwny styl zaważył na mojej ocenie tej części cyklu. Nie wiem nawet czy będzie dalsza część (chyba nie bo według mnie tym razem zakończenie jest dość jasne i konkretne) ale kto wie, może ktoś się pokusił na kontynuację. Ja jednak tym razem po nią nie zamierzam sięgać. 
I tym razem moja ocena nie będzie tak łaskawa jak dla poprzedniej części.
Czyli jest 3 / 6.

niedziela, 18 czerwca 2017

...rodzinne wyjście do kina odbyło się wczoraj. Dwa tygodnie temu Jasia do kina zaprosił jego przyjaciel z przedszkola, A.. Nie miałam serca stawać na drodze prawdziwej męskiej przyjaźni :) I nastąpiło wielkie umawianie się na film "Auta 3".
No i wczoraj odbyło się wielkie wyjście do kina. Fajnie, że mamy je na Ursynowie tak blisko. Jak na pierwsze wyjście do kina , długi film poprzedzony dość długim blokiem reklamowym , Jaś dał sobie radę wyśmienicie. Po seansie odreagowali z A. organizując sobie prywatny wyścig :)
A dla nas nastał wspaniały czas :) Możliwości chodzenia na filmy dla dzieci bez wymyślania powodów i udawania, że "przypadkiem" znaleźliśmy się w kinie :P 

Wydana w Wydawnictwie Dolnośląskim. Poznań (2017).

Książkę wygrałam w konkursie organizowanym przez Autorkę na Fb. I jak to na Śląsku, konkretnie, szybko otrzymałam dwa dni później ( i nawet moja zawsze rzucająca mi kłody pod nogi poczta tym razem nie storpedowała szybkiego dostarczenia nagrody:P ).

Książkę otrzymałam z miłą dedykacją samej Autorki i jej pomocnika (z tym, że pomocnik ograniczył się do przybicia dwóch pieczątek z rysunkiem psa i śladu psiej łapy:) ). 

"Tajemnicza śmierć Marianny Biel" to literacki debiut. I jest to debiut bardzo dobry. Jedno co mnie zaskoczyło , to promowanie tej książki jako kryminału na wesoło. Albowiem ja podczas lektury wesołości nijak tam nie odczytałam. Odczytałam natomiast pewien świetny pomysł na narrację a mianowicie część treści książki poznajemy dzięki narracji niejakiego Gucia. Gucio to starszy mieszkaniec schroniska dla...zwierząt. Tak, tak. Losy Gucia poznajemy jednak od jednej z najszczęśliwszych chwil jego życia (a być może najszczęśliwszej?) czyli od momentu adopcji go przez Szymona Solańskiego. Byłego policjanta a obecnie prywatnego detektywa.
Teraz mała dygresja. Gucio a raczej jego pierwowzór istnieje naprawdę. Marta Matyszczak naprawdę ma takiego psa , jest nim fantastyczny kundelek o imieniu, tadam, niespodzianka... Gucio :) . I pierwowzór literackiego bohatera również ma za sobą smutny epizod schroniskowy zanim Autorka nie zaoferowała mu swego serca i domu. Wierzcie mi, Gucio wygląda na takiego, który faktycznie podpowiadał Marcie Matyszczak fragmenty książki, ja tam przynajmniej zdecydowanie w to wierzę. 

Teraz wracam do książki. Dlaczego przyczepiłam się do promowania tego kryminału dziejącego się na Śląsku bo w Chorzowie obecnych lat jako książki pisanej na wesoło? Ano przyczepiłam się bo ja nijak tej wesołości nie mogłam się doszukać. Jest to bowiem książka niezbyt wesoła. A nawet - bardzo smutna. Począwszy od tego, co dowiadujemy się o losach byłego policjanta, Solańskiego, a skończywszy na tym jak zaczyna się akcja książki. A zaczyna się w chwili gdy okazuje się, że ciało zamordowanej Marianny Biel, zamieszkującej lokal w chorzowskim familoku leżało nieodnalezione w piwnicy dość długi czas. Czyli, może i mamy nowocześniejsze czasy z ich przywilejami i udogodnieniami ale czy po drodze do tych czasów nie zagubiliśmy czegoś co było istotne kiedyś a mianowicie zainteresowania drugim człowiekiem ?

Szymon Solański pomimo zaprzestania pracy w policji zaczyna swoje prywatne śledztwo dotyczące okoliczności śmierci Marianny Biel (dawnej aktorki odnoszącej pewne sukcesy w teatrze "Uciecha"). Pomaga mu w tym intensywnie Gucio i znajoma z dzieciństwa, dziennikarka , Róża. 
Jeśli chodzi o warstwę kryminalną książki to według mnie jest jak trzeba. Mamy kilkoro postaci, z których z biegiem akcji wynika, że każda z nich miałaby motyw do popełnienia zbrodni. Zakończenie (mnie przynajmniej) zaskoczyło to znaczy mogę się tylko cieszyć, że niemal do końca nie podejrzewałam osoby, która popełniła zbrodnię o jej popełnienie. Ciekawa jest galeria postaci zamieszkujących familok, z których właściwie każda ma na głowie sporo zmartwień i niezbyt udane życie. 

Smuciła mnie postać Szymona a raczej jego przeszłość :( Mam nadzieję na kontynuację jego losów w jakimś nowym kryminale Autorki i że wtedy postanowi być Ona dla swojego bohatera łaskawsza. Uwielbiałam Gucia i jego refleksje i przemyślenia. Ucieszyłam się z gwary śląskiej, którą okraszona została książka i to szczęśliwie tak napisanej i wplecionej w akcję, że i nie władający gwarą śląską zrozumieją :)

Moja ocena to 5. 5 / 6.

 

piątek, 16 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017).  Ebook.


Przełożyła Małgorzata Fabianowska. 
Tytuł oryginalny WILLOW.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Wciągnęła mnie ta książka a jest to seria, więc już wiem, że będę kontynuować opowieść o młodziutkiej Willow. Dziewczyna ta nie miała łatwego początku życia. Niemal od zawsze wie, że jest dzieckiem adoptowanym i o ile adoptowany ojciec jest dla niej dobry i jest prawdziwym wsparciem, tak M.A. (nazywana tak przez samą Willow jako skrót od Matka Adopcyjna) wyraźnie jej nie to nawet, że nie kochała ale nawet nie lubiła. 

Willow jednak zawsze mogła liczyć na pomoc i radę ojca, znanego w całym kraju psychiatry prowadzącego klinikę psychiatryczną. Ten specjalista jak się później okaże, miał radę dla wielu ale najmniej dla samego siebie. Jednak być może to pochopne ocenianie, wszak uczucia robią z człowiekiem naprawdę wiele. 

Matka Willow ginie w wypadku , a ojciec umiera dość niedługo po niej. Po śmierci ojca Willow dowiaduje się zaskakującej prawdy i aby uporządkować swoje życie jedzie do Palm Beach aby odnaleźć swoją rodzoną mamę. 

W Palm Beach Willow trafia do zupełnie nowego, nieznanego jej dotąd świata. Nie to aby będąc córką psychiatry prowadzącego znaną i popularną klinikę uskarżała się na brak finansów, tym bardziej, że odziedziczyła po rodzicach majątek ale jednak to, co zastaje w tym skrawku kraju zaskakuje ją wielokrotnie i daje powody do wielu przemyśleń. Willow bowiem trafia do miejsca, w którym na metr kwadratowy przypada więcej bogaczy niż zdaje się to być możliwe. 
Willow nie do końca szczerze przedstawia się ludziom, których tam poznaje i trafia w sam środek śmietanki towarzyskiej owych bogaczy. Dla których nie jest niczym dziwnym balowanie co wieczór na przeciągających się do rana przyjęciach czy też wydawaniu takowych przyjęć u siebie w domu. Zapraszając koło stu osób na wieczór. 
Willow nie daje się porwać oszałamiającemu lecz niebezpiecznemu bogactwu ale za to daje się zwieść własnemu sercu i odczuwa pierwszy raz w życiu coś w rodzaju naprawdę namiętnego uczucia. Poznaje bogatego i przystojnego młodego mężczyznę. Brzmi jak bajka ale do końca taką nie jest bowiem Willow początkowo nie jest wobec niego szczera. Brnie w dalszą nieszczerość z poczuciem , że tak naprawdę niewiele dzieli ją od zakłamanego blichtru otaczającej ją rzeczywistości. 

Przeczytałam zarzut w stosunku do tej książki, że nie ma w niej żadnej tajemnicy, że właściwie wszystko wiemy od początku. Nie do końca się z tym zgodzę. Owszem, sporo wiemy ale według mnie (przynajmniej po skończeniu tej części cyklu o Willow) nie ma to być książka, która ma mnie co chwila zaskakiwać. Ma natomiast ofiarować mi kawałek dobrze napisanej prozy, intrygującej, gdzieś tam mieszającej w głowie (opis bogactwa powoduje, że człowiek zaczyna naprawdę zastanawiać się jak to jest, że faktycznie gdzieś w świecie istnieją aż tak równoległe wydawałoby się do naszego - światy). Wreszcie ciekawe jest dążenie Willow do tego aby po pierwsze, odkryć swoje korzenie , dowiedzieć się kim jest ale również jak bardzo jest silna. I jak wiele wytrzyma. Albowiem świat bogactwa i dobrobytu potrafi wciągać jak narkotyk, obiecując wiele ale też często nie dając nic prócz zawodu i nieszczęścia. 
Dodatkowo, po śmierci ojca Willow, w posiadłości jej rodziny zaczyna dochodzić do dziwnych wydarzeń...To też podejrzewam nie będzie bez znaczenia w dalszym ciągu opowieści. 


Poczytałam sobie w internecie o Palm Beach i o jego mieszkańcach i powiem, że faktycznie z pewnością miejsce to może wydawać się ociekającym od złota i bogactwa. Czy jest w nim jednak miejsce na bycie dla człowieka wsparciem? Czy jest tam miejsce na naprawdę szczere uczucie? Czy jest tam w ogóle miejsce na jakąkolwiek szczerość? To wszystko zapewne będzie zgłębiać Willow w kontynuacji książki "Willow" noszącej tytuł "Mroczny las".

Moja ocena to 5.5 / 6.

wtorek, 13 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Zielona Sowa. Warszawa (2017).

To wygrana w konkursie na Fb, którą wygrałam w sumie dla Jasia ale...jak na razie lekturę miałam ja. Bo książka ta oznaczona jest na okładce jako dedykowana dla dzieci powyżej dziewiątego roku życia. Myślę, że wszystko zależy od dziecka, rodzic najlepiej zna dojrzałość własnej latorośli i być może ośmiolatkowi już bym ją spokojnie przeczytała ale dla Jasia jest ona chyba jeszcze nieco "na wyrost".
A muszę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam a na pewno trafi do rocznego podsumowania moich książek jako jedna z najlepszych książek roku 2017.

Na okładce przed tytułem mamy taki "przedtytuł" "Niezwykłe przygody Tekli, która obraziła się na...UŚMIECH". 

Tekla chodzi do szkoły, raczej do wcześniejszych klas szkoły podstawowej i jest wychowywana tylko przez tatę. Rok temu jakiś pirat drogowy zabił jej mamę gdy ta przechodziła przez przejście dla pieszych :( Od tej pory Tekla i jej tata są w żałobie i w smutku. O ile ojciec dziewczynki stara się mocno jakoś sobie dawać radę, sięga po pomoc psychologa i ogólnie usiłuje "jakoś sobie radzić" (okropne określenie nadużywane przez tych, którzy o żałobie niewiele wiedzą) to Tekla niestety, kompletnie dała się porwać uczuciowi smutku. 
Smutek zawładnął dziewczynką i pomimo, że prowadzi życie podobne jak wcześniej to nie ma w nim zarówno ukochanej Mamy jak i ...uśmiechu. 

Nie znałam pana Cezarego Harasimowicza od strony książkowej i muszę powiedzieć, że ta nieco przypadkowa wygrana pokazała mi jak niesamowicie pięknie i wrażliwie można napisać książkę dla młodszych dzieci , która nie dość , że może być przeczytana dziecku po stracie, w żałobie, jak również temu, które straty nie doznało ale aby pokazać mu, że właśnie smutne sprawy dzieją się również rówieśnikom dzieci, innym dzieciom. 

Autor niesamowicie delikatnie i subtelnie opisuje stany Tekli. Nie ma tu scen rozdzierających serce niepotrzebnym dramatyzmem a jest właśnie taki delikatny i subtelny obraz dziewczynki, która nie radzi sobie w sytuacji, w której została postawiona przez los.
Szczegóły opisu Mamy i relacji matki i córki są tak prawdziwe (tak właśnie sądzę, że nieżyjącą osobę wspomina dziecko, na takie właśnie szczegóły zwraca uwagę), że nie potrzeba żadnego melodramatyzowania. Jest konkret ale taki chwytający za serce, że aż łzy pojawiały mi się podczas lektury. I to nie był jeden raz kiedy owe łzy spłynęły mi po policzkach.

Książka "Uśmiech" to nie tylko opowieść o dziewczynce w żałobie i smutku. To też bardzo fajnie napisana książka z akcją odrobinę sensacyjną na temat tego, jak walczyć i jak się nie poddać w takiej sytuacji. Z książki wynosi się wiele wniosków i prawd, nie są one jednak natrętnie i łopatologicznie wtłaczane a "przemycone" gdzieś po prostu ale w taki sposób aby o nich sobie przypomnieć. Bo przecież tak często zapominamy, że w sytuacjach ekstremalnych, to tak naprawdę obecność i wsparcie drugiego człowieka to jest to, co pomaga najbardziej. 
Ale że obecność kogoś drugiego nie jest ważna jedynie w tych smutnych chwilach. Że fajnie jest właśnie porozmawiać z kimś po wstaniu z łóżka i podczas śniadania. Omówić menu na obiad. Pośmiać się wspólnie z czyjegoś żartu. Zrobić razem zakupy czy zaplanować wspólne wakacje. 

Tekla też komuś pomoże a i ktoś pomoże Tekli. Tak to właśnie działa. Człowiek, cokolwiek by nie mówić, potrzebuje drugiego człowieka. 

Co mnie cieszy to to, że jest najprawdziwsze szczęśliwe zakończenie (na tyle na ile może być w takiej a nie innej sytuacji).

Z prawdziwą przyjemnością anonsuję moją ocenę , a jest nią 6.5 / 6 :)

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...