Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
wtorek, 07 czerwca 2005
Wiedeń jest pełen starych pięknych budowli, kamienic i rozmaitych interesujących kościołów. Byliśmy już wcześniej w kościele Dominikanów, potem w barwnym i pełnym przepychu kościele Jezuitów, ale na nas największe wrażenie zrobił kościół położony na wprost Hofburga, Michaelerkirche, kościół Świętego Michała. Dawniej był to kościół dworski. Na najstarsze jego części pochodzą z 13 wieku. Na ścianach i filarach dostrzec można pozostałości średniowiecznych fresków, a sam kościół jest świetnie opisany, w kilku jego miejscach stoją tabliczki z dokładnym opisem, co i gdzie można tam podziwiać. Są tam rozmaite renesansowe nagrobki, a także jeden z najładniejszych ołtarzy barokowych. Ciekawe są też groby parafian , którzy byli tam pochowani, do dziś można zobaczyć ich dobrze zachowane zwłoki w krypcie. My nie mogliśmy ich zobaczyć, gdyż akurat, jak byliśmy , około 18.00 to akurat były już zamknięte.
Ale i tak bardzo nam się wnętrze tego kościoła podobało. Ja podziwiałam głównie freski i renesansowe nagrobki, a i romańską chrzcielnicę.
Najstarszy kościół Wiednia, Ruprechtskirche, to jeden z ładniejszych kościołów Wiednia. Mieliśmy to szczęście, że mieszkaliśmy niedaleko jego i mijaliśmy go czasem kilka razy dziennie. Ładnie wygląda, kiedy tak opleciony jest dzikim winem, wznosi się nad innymi budowlami, stoi bowiem na skarpie. W środku podziwiać można najstarszy witraż w Wiedniu, pochodzacy z 12 wieku.
Innym ciekawym kościołem, a to ze względu na krytpy, w których mieszczą się groby cesarskie, jest kościół Kapucynów. Spoczywają tam szczątki 138 osób z rodu cesarskiego. Największe wrażenie na nas zrobiły nagrobki Sisi, jej męża Franciszka Józefa i ich tragicznie zmarłego syna Rudolfa.
Z innych bardzo interesujących miejsc w Wiedniu, a raczej ich zabytków, mogę wymienić taki, który zrobił na mnie duże wrażenie, a mianowiscie Zegar Ankera, który znajduje się nas wejściem na Bauernmarkt, który został zaprojektowany w roku 1911 przez Franza von Matscha. Jest on o tyle interesujący, że co godzinę pojawia się nad zegarem jedna z 12 postaci, jakie wniosły wkład w rozwój Wiednia. W południe przy dźwiękach rozmaitych fragmentów muzycznych wszystkie 12 postaci paraduje w rytm muzyki. Zegar mieści się przy najstarszym placu Wiednia Hoher Markt, a na jego środku jest fontanna, projektu Johanna Bernarda Fischera von Erlach.
Wystarczy spacerując rozglądać się bacznie na boki i popatrywać w górę, a wtedy odkryć można wiele ciekawych zabytków.
czwartek, 02 czerwca 2005
Wiedeń, to miasto piękne, co do tego nie mam wątpliwości.
Uwielbiam te stare i zadbane kamienice, podoba mi się, że jest tam czysto (choć wiele się niestety na niekorzyść pod tym względem zmieniło od czasu mojego ostatniego tam pobytu, dotyczy to głównie czystości w metrze i na ulicach, ach te psie pozostałości:().
Podoba mi się tam też, że jest tam wszystkiego po trochu, piękny Ring z jego zabytkowymi budowlami, są piękne kamienice, jest wiele zieleni, o czym już wspomniałam i jest też miejsce w nieco dalszych dzielnicach Wiednia dla zwyklejszych domów czy zwariowanych budowli Hundertwasser'a.
Jest to na pewno jedna z tych budowli, które warto zobaczyć spacerując po pięknym mieście Wiedniu. My dojechaliśmy tam sobie tramwajem. Och, tramwaje wiedeńskie, one zasługują na to, aby je wspomnieć, uwielbiam nimi jeździć. Są ich dwa rodzaje, jedne mają w środku ciągle drewniane siedzenia, drugie są nieco nowocześniejsze, siedzenia są materiałowe, ale nie wiem, czemu jakoś przyjemniej i z atmosferą podróżuje się tymi drewnianymi:)
Tak więc dotarliśmy do Hundertwasserhouse. To niezwykły dom. Kiedyś był to komunalny ponury dom, ale architekt Friedensreich Hundertwasser zmienił go w kolorowe cacko. Na fasadzie są wszystkie kolory , jakie mogły przyjść mu do głowy, i ogólnie nie zostały w całym domu zachowane żadne zdroworozsądkowe normy architektoniczne, a mimo to dom się podoba i mieszkańcom i oczywiście tłumom turystów. Kiedy podróżowaliśy do niego tramwajem nie mieliśmy wątpliwości, na którym przystanku wysiąść, gdyż nagle tramwaj opustoszał. a kiedy szliśy w jego kierunku nagle dostrzegliśmy grupę japońskich turystów , którzy fotografowali Hundertwassrehouse i już wiedzieliśmy, że "jesteśmy w domu":)
Dom ogólnie mówiąc może się nie podobać, jeśli ktoś nie lubi kiczu. Oczywiście w przypadku tego domu jest to kicz celowy i jak najbardziej zamierzony, dlatego też na przykład na szczycie możemy ujrzeć pozłacaną kopułę przypominającą nieco cerkiewną, jest tam też , jak wspomniałam wiele kolorów, mozaiki barwne , drzewa , które rosną w ogrodach na dachu a wszystko to opływowe, pozbawione kantów się wydaje. Ja tam uwielbiam ten dom.
Nieco dalej , trzeba przejść kilka przecznic, można zobaczyć jeszcze jedną budowlę Hundertwassera, zwaną KunstHausWien.
Ten dom, również dzieło tego architekta nie jest chyba już tak popularny, jak Hundertwassehouse, ale według mnie, jeśli ma się czas, warto i jego obejrzeć. W środku jest sklepik, kawiarnia i muzeum poświęcone Hundertwasser'owi.
Jeśli zaś chodzi o obejrzenie bardziej klasycznych budowli, to najprzyjemniej jest odbyć spacer czy przejażdżkę tramwajem wzdłuż Ringu. Podziwianie zaczynamy od najstarszej publicznej budowli na Ringu, a mianowicie Opery , otwarta w roku 1869. Opera wydaje się nieco za bardzo pompatyczna i przysadzista, ale sprawia przynajmniej wielkie wrażenie.
Na jej tyłach znajdują się tak słynne hotele, jak hotel Sacher, z kawiarnią, w której zjedliśmy słynny Tort Sachera (nie smakował mi:), Imperial i Bristol.
My od Opery ruszyliśmy dalej nieco od Ringu, aby dojść na Karlsplatz, gdzie znajdują się na północnym jego końcu, dwa pawilony w roku 1899 zaprojektowane przez Ottona Wagnera jako przystanki miejskiej kolejki. Dziś nie spełniają tych funkcji, ale są tam muzeum Wagnera i kawiarnia.Jedna z jego stacji to wspominana przeze mnie już stacja metra Stadtpark. Pwilony przy Karlsplatz są piękne, ze zdobieniami secesyjnymi, motywami kwiatowymi, słonecznikowymi, złoceniami. Wyglądają pięknie.
Podeszliśmy stamtąd do Karlskirche, barokowego Kościoła poświęconego Świętemu Karolowi Boromeuszowi. Został on wybudowany po epidemii dżumy i poświęcony temu Świętemu, gdyż jest to Święty chroniący przed zarazą. Wnętrze, szczególnie Ołtarz główny i freski w kopule zasługują na obejrzenie. Po obu stronach portyku kościoła są dwie kolumny, które wzorowane są na rzymskiej kolumnie Trajana.
Następnie ruszyliśmy spacerem i obejrzeliśmy fasadę Politechniki, a następnie podeszliśmy pod Budynek Secesji, czyli pawilon wystawowy "Secesja" . Na jego szczycie jest złota kopuła , podobno zwana przez Wiedeńczyków, jako złota główka kapusty. Projekt budowli był projektem Josepha Marii Olbricha.
Następnie podziwialiśmy Pałac Sprawiedliwości, Parlament, Rathaus , przed którym rozstawiano akurat jakąś scenę, zdaje się,że na koncert, Burgtheater i Uniwersytet.
Następnie zwiedziliśmy Votivkirche, a potem doszliśmy do dzielnicy, w której znajduje się dom Freuda, przy ulicy Bergasse 19. W mieszczańskiej kamienicy ciągle podziwiać można poczekalnię, w gabinecie niewiele jest oryginalnych przedmiotów, te bowiem zostały w Londynie, dokąd wyjechał Freud, gdy został do tego zmuszony przez nazistów.
Tak więc, jak widać, każdy coś znajdzie dla siebie w Wiedniu, i miłośnicy klasycyzmu i miłośnicy sztuki nowoczesnej i ciekawych miejsc...Polecam spacerowanie po mieście, gdyż na każdym kroku można natknąć się na coś ciekawego.
poniedziałek, 30 maja 2005
Mówiłam, że w Wiedniu nie sposób się nudzić.
Dla lubiących muzea oczywiście też ich nie zabraknie!
My oczywiście nie zwiedziliśmy ich wszystkich, ale do paru się wybraliśmy.
I tak, odwiedziliśmy stojące naprzeciw siebie dwa gmachy, a w nich najpierw Kunsthistorisches Museum, czyli Muzeum Historii Sztuki, a innego dnia Naturhistorisches Museum, czyli Muzeum Historii Naturalnej, muzeum przyrodnicze.
W pierwszym zachwycalismy sie malarstwem, szczegolnie Pietera Bruegela. Jego ulubioną tematyką była wieś, w jego działach widać sporo maralizatorstwa, na przykład w obrazie "Chłopskie Wesele".
W Kunsthistorisches Museum oglądać można wiele innych wspaniałości , które wyszły spod pędzla Rembrandta, Vermeera (jedyne dzieło), Tycjana, Caravaggia itd...warto odwiedzić to muzeum, szczególnie, jeśli jest się miłośnikiem malarstwa.
Naturhistorisches Museum wydaje się być skansenem:) Niektóre z gablot wydają się być samymi w sobie obiektami muzealnymi, w dziale minerałów i darów ziemi, potrafią być słupy solne, które według opisu pochodzą z Galicji. Wydaje się, że jakby nie zauważono tam upływu czasu i tego, że historia płynie i coś jednak się zmienia.
Niemniej jednak samo to muzeum na pewno jest ciągle atrakcyjne dla dzieciaków, które mogą oglądać tam odlewy dinozaurów, modele zwierząt, modele kręgosłupów wielorybów itd...
W Hofburgu oglądać Muzeum Sisi, sławnej postaci , kontrowersyjnej, ale chyba jednak najbardziej ulubionej cesarzowej Austriaków. Jeśli Sisi rzeczywiście była tak szczupła w talii, jak można się domyślać patrząc na jej suknie, to albo była anorektyczką, albo ...nie wiem sama. Czytałam, że podobno rzeczywiście przesadnie dbała o swój wygląd. Zresztą jej życie wcale nie przypominało życia jak z bajki. Była nieszczęśliwa w małżeństwie, jej syn popełnił samobójstwo, w końcu ona sama została zamordowana przez anarchistę...
Znaczną część swego życia spędziła podróżując, uciekając niewiadomo dokąd i przed kim...ale dzięki temu, odwiedzający grecką wyspę Korfu mogą podziwiać zwiedzać pałacyk Sisi zwany Achillion.
Oczywiście wspominany już przeze mnie Pałac w Schonbrunn, a także apartamenty cesarskie w Hofburgu, to jedno wielkie muzeum.
Inne muzeum , które polecam, to MAK, czyli Muzeum Sztuki Stosowanej. Można tam podziwiać dzieła od czasów romańskich aż po współczesne, w tym dzieła słynnych Wiener Werkstatte, czyli Warsztatów Wiedeńskich, dla których pracowali tacy artyści, jak Oskar Kokoschka, Gustav Klimt i Egon Schiele.
Niestety, zbiory w Belvederze (Klimta prace na przykład) akurat w czasie, kiedy byliśmy były niedostępne dla zwiedzających, oj, ale się zezłościłam na to zrządzenie losu, bowiem na prace Klimta ostrzyłam sobie ząbki, no, ale co robić, zawsze w czasie zwiedzania jakaś rzecz nie pójdzie, jakby się chciało.
Natomiast w zamian poszliśmy do Albertiny, muzeum, które poszczycić może się jedną z największych na świecie kolekcji grafik.
Zbiory są tak wielkie, że nie ma możliwości obejrzeć ich wszystkich, często więc organizowane są wystawy czasowe.
Nas zachwyciły wspaniałe prace Durera.
Mieliśmy też to szczęście, że odwiedziliśmy dwie wystawy czasowe, między innymi wspaniałą wystawę prac Pieta Mondriana. Zachwyciłam się szczególnie jego wcześniejszymi pracami.
Jest co robić w Wiedniu, dla każdego znajdzie się tam coś miłego. Dobre restauracje ze smacznym jedzeniem z każdego zakątka świata, kluby dla lubiących zabawę, place zabaw dla najmłodszych, sklepy dla lubiących zakupy, muzea, ogrody, parki...tak, to miasto , w którym ciągle coś się dzieje.
Nie zapominajmy też o tym, że jest to miasto dla miłośników muzyki. Na ulicach stoją młodzi ludzie w ubraniach z epoki Mozarta i sprzedają bilety czy też karnety na koncerty organizowane w Operze czy salach koncertowych.
Nie sposób nudzić się w tym pięknym mieście!
Tagi: Wiedeń
19:09, chiara76 , podróże
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 maja 2005
Moje Imieniny zaczęłam w bardzo sympatyczny sposób, od wycieczki na Prater. I nie wielkie wesołe miasteczko było obiektem moich westchnień, a to wielkie słynne Młyńskie Koło, które góruje nad wesołym miasteczkiem.
Wchodzi się do wagonika, a on powoli przesuwa się w górę, a ty możesz wtedy podziwiać przepiękną panoramę Wiednia. Ta przejażdżka młyńskim kołem jest naprawdę przyjemną rozrywką. Podziwiałam więc po raz kolejny, jak wiele zieleni jest w Wiedniu. Także widzieliśmy dachy kościołów, które potem zwiedziliśmy, widzieliśy też UNO City, czyli siedziba różnych organizacji międzynarodowych, w tym ONZ, widzieliśmy też Wzgórze Kahlenberg, które odwiedziliśmy prawie na końcu naszej wyprawy.
Po zakończeniu szybowania w chmurach na młyńskim kole poszliśmy zobaczyć wesołe miasteczko, nie skorzystaliśmy z żadnej z atrakcji, wolelismy bowiem wrócić w stronę metra wzdłuż główniej alei Prateru. Stamtąd pojechaliśmy na chwilę zobaczyć wyspę na dunaju zwaną Donauinsel , czyli Wyspa Dunajska. Na niej położone są restauracje i kluby, w których zapewne wieczorem można się wybawić. My rzuciliśmy okiem na Dunaj , obejrzeliśmy nieco bliżej UNO City i wróciliśmy do centrum, gdzie odbyliśy rundkę po Kościołach, najpierw wstąpiliśmy do Stephansdom, a potem do kościoła Dominikanów i Jezuitów.
W Stephansdom podziwialiśmy sklepienia, wnętrze, w tym jej najcenniejszy zabytek, 16 wieczną kazalnicę z przedstawionymi na niej postaciami czterech Ojców Kościoła. Z zewnątrz Katedra wygląda naprawdę imponująco, szczególnie jej 137 metrowa wieża południowa, zwana przez Wiedeńczyków pieszczotliwie Steffl.
Początki katedry sięgają podobno 1130 roku, kiedy to została na tym miejscu zbudowana romańska bazylika.
Wieczór spędziliśmy ucztując i obchodząc moje Imieniny w jednej z najsłynniejszych restauracji Wiednia, słynnej Griechenbeisl, prawdopodobnie najstarszym wiedeńskim zajeździe, odwiedzanym w przeszłości przez takie sławy, jak Beethoven, czy Brahms. Oczywiście zamówiliśmy tam słynny Wiener Schnitzel i butelkę dobrego austriackiego wina.
Tagi: Wiedeń
14:19, chiara76 , podróże
Link Komentarze (1) »
Wiedeń...
Jedno z najpiękniejszych miast, jakie jak dotąd widziałam i zwiedziłam. Jak dla mnie, mogą się przy nim schować Rzym, czy nawet, tak, tak, osławiony Paryż. Na moje odbieranie miast bowiem wpływ ma także otoczenie, ludzie w nim mieszkający, to, jak oni odnoszą się do turystów, a w Wiedniu zawsze mi się miło spędza czas.
Była to moja trzecia wizyta w tym pięknym mieście, a mojego Męża pierwsza. Baaardzo byłam ciekawa Jego opinii. Ja zawsze opowiadałam Mu o moich dwóch poprzednich wizytach w pięknym naddunajskim mieście, ale wiadomo, to, co mnie się podoba, nie musi się podobać innym. W tym jednak przypadku okazało się, że mamy takie same gusta. Wrócił zachwycony z naszych wakacji!
Pierwsze, co powiem to to, że kto był w Wieniu, a nie spędził przynajmniej godziny w kawiarni rozkoszując się wspaniałą kawą przygotowywaną na wszelkie możliwe sposoby, i nie spędził przynajmniej trochę czasu wystawiając swą twarz na promienie słońca w którymś z pięknych parków miejskich, to...nie był w Wiedniu.....to jest moja opinia i nic jej nie zmieni.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy przy wjeździe do Wiednia i potem podczas zwiedzania, to fakt, że jest to niezwykle zielone miasto. Tam nie wycina się drzew pod nowe budowy, a raczej stara się je wkomponować w architekturę terenu. Jest dużo zieleni, jest też bardzo dużo parków i miłych skwerów, tak zwanych terenów zielonych, w których można się cudownie zrelaksować i odpocząć. Oprócz tego bardzo dużo miejsc, placów zabaw dla dzieci, tak więc i one nie mogą narzekać.
Jednym z parków, które odwiedziliśmy, był oczywiście Stadtpark, w którym jest pomnik Johanna Straussa z 1925 dłuta Edmunda Hellmera.
Stadtpark jest najstarszym parkiem publicznym Wiednia.
Kiedy do niego weszliśmy była 16.00 a ku naszemu zdumieniu, w dzień powszedni, całkiem sporo osób spędzało w nim czas. Mamy z dziećmi, które oczywiście karmiły gołębie i kaczki, studenci pilnie studiujący notatki lub też beztrosko opalający twarz siedząc na ławeczce, babcie z wnukami, plotkujące staruszki, zagadane nastolatki. Niektórzy siedzieli nieco dalej na trawie, a my usiedlismy na ławeczce na wprost stawu, obserwując kaczki. Jedna z nich przeżywała właśnie kaczy dramat, gdyż była goniona przez wielkiego kaczora. Nie wiemy, co dokładnie stanowiło powód tej nagonki, ale kaczka musiała mu się naprawdę narazić. Co wylądowała na wodzie, pewna, że to już koniec, to znowu była przez niego goniona. W końcu wylazła niezgrabnie na trawę i ratowała się człapiącą ucieczką po alejce, ale i tam ją dogonił. W końcu przestał i dumnie podnosząc kaczy łeb odmaszerował w stronę stawu, a kaczka ciężko przerażona odpoczywała po tym zdarzeniu siedząc pod drzewkiem.
Stacja metra położona nieopodal została zaprojektowana przez Ottona Wagnera.
Ten popołudniowy wypad do parku był miłym akcentem relaksu po dość męczącym przedpołudniu, kiedy to poszliśmy zwiedzać Schonbrunn, czyli wspaniały pałac cesarski, którego budowę zakończono w 18 wieku. Jest tam podobno niemal 1500 sal. I jest w nim co zwiedzać.
To tam w roku 1762 wystąpił 7 letni Mozart wraz ze swą siostrą w wielkiej Galerii Lustrzanej. To tam, w Niebieskim Salonie Chińskim cesarz Karol I podpisał dokument, na mocy którego zrzekał się swego udziału w sprawach państwowych.
Sam Pałac zwiedza się około godziny. Jeśli kogoś to nudzi, lub nie ma ochoty, może wybrać się na uroczy spacer alejkami parku wokół pałacu, i pięknych ogrodów. Równiuteńko przycięte klomby, równa ściana drzew 9 krzewów (widzieliśmy machinę z drewna, która umożliwia przycinanie ich właśnie tak równo), fontanny, wszystko to stanowi miłe tło do spaceru.
Również Ogród Zoologiczny, który się mieści na terenie ogrodów pałacowych może być całkiem przyjemnym miejscem na spacer, zwłaszcza dla najmłodszych zwiedzających, które zafascynowane misiami koala, panda, nietoperzami, tygrysami, wylegującymi się na lądzie hipopotamami, spacerującymi słoniami obowiązkowo z trąbą podniesioną do góry.
Ale po całym przedpołudniu i popołudniu takiego zwiedzania relaksująca godzinka w parku była naprawdę przyjemna. Spędziliśy tam miło czas gawędząc, obserwując ludzi, gołębie i kaczki, wdychając zapach bzu, który dopiero co zakwitł i pachniał wprost obłędnie.
Nasz pobyt w Wiedniu zaczął się naprawdę bardzo przyjemnie.
Tagi: Wiedeń
13:44, chiara76 , podróże
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 kwietnia 2005
Jeden z najprzyjemniejszych spacerów, jakie odbyliśmy był między innymi na Awentyn i Zatybrze.
Ale, od początku. Ruszyliśmy w kierunku Kościoła Santa Maria in Cosmedin na Awentynie. Po lewej mozna było podziwiać małą świątynię Herkulesa na Forum Boarium.
Doszliśmy do Kościoła i pierwsze, co zauważyliśmy, to ciekawa płaskorzeźba w portyku...ale to podziwialiśmy potem. Weszliśmy do Kościoła . Jest on rzeczywiście piękny, został zbudowany w VI wieku. Wnętrze piękne, wspaniała posadzka, a właściwie mozaika posadzkowa. Również piękny jest znajdujący się nad Ołtarzem baldachim. Jednak na nas największe wrażenie zrobiły przepiękne freski w apsydzie Kościoła, które ptrzedstawiały Madonnę z Dzieciątkiem i Świętymi.
Po podziwianiu Kościoła wyszliśmy obejrzeć ową płaskorzeźbę, która tak nas wcześniej zaintrygowała. Okazały się nią "Usta Prawdy", czyli Bocca della Verita. Według źródeł, kłamcę , który włoży swą rękę w otwarte usta płaskorzeźby, może spotkać niemiła niespodzianka, kiedy usta zacisną się na owej ręce...
Żeby była jasność, chyba nikt w wkładających rękę i uwieczniających ten fakt na zdjęciu, chyba nie był wielkim kłamcą, bo nie zaobserwowaliśmy takiego zdarzenia...
Następnie ruszyliśmy w stronę Getta. Mijając po drodze Synagogę dotarliśmy do terenów Getta, które okazały się bardzo niezwykłe. Są tam stare domy, niektóre jeszcze średniowieczne i naprawdę cała dzielnica jest bardzo malownicza , zachowała swój dawny charakter. Ponieważ jest to dzielnica ciągle licznie zamieszkiwana przez Żydów, więc są tam sklepy z koszerną żywnością, sklepy z judaikami.
Przeszliśmy na wyspę na Tybrze mostem Ponte Fabricio, który to jest najstarszym czynnym ciągle mostem na Tybrze, został on zbudowany w 62 roku p.n.e.
Zatybrze jest według mnie jednym z piękniejszych miejsc w Rzymie, które koniecznie trzeba odwiedzić.
Dzielnica jest stara, tworzy bardzo urokliwy labirynt uliczek i zakątków, starych domów, kamienic, i wśród tego wszystkiego jest dużo rozmaitych restauracyjek, knajpek , których stoliczki wystawione są na ulice, więc wędrując wzdłuż ulic można zajrzeć ludziom w talerze, co też smacznego właśnie jedzą.
Dotarliśmy do Fontanny , dzieła Carla Fontany z roku 1692 i weszliśmy do Kościoła z XII wieku, znajdującego się przed nią, a mianowicie do Kościoła Santa Maria in Trastevere. Jest on piękny, podobnie, jak wcześniej w Kościele Santa Maria in Cosmedin, również jest tam piękna posadzka, ale cudem jest mozaika w apsydzie. XII wieczna mozaika w apsydzie przedstawia Koronację Marii, zasiadającej po prawicy Chrystusa, otoczonego przez Świętych.
Wróciliśmy podziwiając malowniczość uliczek i zakątków Zatybrza.
Pobyt w Rzymie był miły, ale szczerze mówiąc, nie zachwycił mnie, jak kilka poprzednich wypadów, choćby do Lizbony, czy na moją ukochaną Kretę...Jednak z perspektywy czasu okazało się, że bardzo dobrze, że tam pojechaliśmy, mieliśmy okazję bowiem zobaczyć Papieża Jana Pawła II na żywo ostatni raz, jak się okazało.
Jeśli komuś nie przeszkadza tłum turystów, hałas i gwar, to na pewno będzie zadowolony z wyprawy do Rzymu. Tym bardziej, że nie da sie ukryć, że historia dotyka tam człowieka na każdym kroku i zabytki są dosłownie wszędzie.
Ja jednak na razie tam raczej nie wrócę. Tyle jeszcze innych miejsc do zwiedzenia i odwiedzenia na mnie czeka!
sobota, 02 kwietnia 2005

I stało się to, czego najbardziej się baliśmy, martwiliśmy...Ojciec Święty odszedł.

Jest u Pana. I jako osoba wierząca to mnie cieszy. Bo wiem, że jest Mu najlepiej...

A jednak, na razie, tak po ludzku, tęsknię i płaczę...

23:51, chiara76
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 kwietnia 2005
Dziś, kiedy Ojciec Święty jest w takim złym stanie, kiedy nie wiemy, co będzie i jak się cała sytuacja potoczy, przypomniałam sobie, jak 24 października zeszłego roku, dzień po naszej rocznicy Ślubu, pojechaliśmy na plac przed Bazyliką Świętego Piotra, aby Go zobaczyć.....i przyjąć Jego Błogosławieństwo.
 
Ta chwila, kiedy pojawił się w oknie swojego apartamentu, kiedy przemówił, pobłogosławił nas, pielgrzymów, była bardzo wzruszająca.....oczywiście wtedy łzy wzruszenia stanęły mi w oczach. Słabiutki był już wtedy, ale przynajmniej Go widzieliśmy i mogliśmy go wysłuchać.
Bo obecności na pierwszej papieskiej pielgrzymce w Polsce , kiedy byłam małym dzieckiem, nie pamiętam za dużo, jedynie czyjś (Papieża właśnie) mocny, silny głos...to z tamtych czasów wszystko, co pamiętam.
 
Teraz, zostaną wspomnienia na zawsze...wspomnienia wzruszające, wspomnienia Jego Błogosławieństwa, i tego, jak tłum Polaków skadnował "Kochamy Cię " i "zostań z nami"...
 
Wielki Człowiek i miałam okazję Go zobaczyć i usłyszeć na żywo. Dobrze, że miałam taką okazję...
13:08, chiara76
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 marca 2005
Ponieważ uwielbiam ruiny i starożytne pozostałości, więc wyprawa na Forum Romanum była dla mnie jednym z przyjemniejszych spacerów.
Wejście jest darmowe. Pozostaje więc tylko cieszyć się historią nas otaczającą.
Mieliśmy to wielkie szczęście, że chociaż byliśmy w końcu października, to pogoda była jak u nas w Polsce w lecie. Można było nosić t-shirty i krótkie spodnie. Wspaniale!
Tego dnia pogoda szczególnie dopisała, okulary słoneczne były więc nieodzownym dodatkiem zwiedzania:)
Rzeczywiście jest tam co oglądać. Pozostałości świątyń, na przykład Kastora i Polluksa, Westy, Saturna, dwa wspaniałe łuki, jak Łuk Septymiusza Sewera i Tytusa. I inne wspaniałości. Warto zwiedzić, aby zobaczyć, jak wyglądało forum starożytnego Rzymu.
Idąc wzdłuż Forum Romanum wychodzi się niemal na Koloseum. Kiedy patrzy się na Koloseum po prawej stronie można podziwiać jeszcze jeden łuk, Łuk Konstantyna.
Koloseum robi wrażenie. W telewizji wydawał się mniejszy, nie wiem, może mnie się jedynie tak wydawało.
W każdym razie jest to jedna z bardziej interesujących budowli i konieczna obejrzenia podczas wizyty w Rzymie.
Spacerując po Koloseum przypominaliśmy sobie jego niewesołą przecież historię, walki gladiatorów i jak potem mordowano tam pierwszych Chrześcijan. Jak jednak można przypuszczać takie "przedstawienia" musiały cieszyć się popularnością, gdyż podobno mieścić się tam mogło 55 000 widzów.
Jest to przecież największy rzymski amfiteatr, który wznoszono od 72 roku na rozkaz Cesarza Wespazjana.
Kiedy myślę Rzym , przed oczami jawi mi się tłum na chodnikach, w ustach smak pysznych lodów w San Crispino na Via Panetteria 42, ale i przede wszystkim fontanny.....polecam wszystkim, którzy mają czas, aby przeszli się kiedyś szlakiem wspaniałych i uroczych fontann rzymskich.
Począwszy od wspomnianych już przeze mnie Fontanny di Trevi, i fontann na Piazza Navona, ale również mniejszych , jak Fontanna Trytona dzieła Berniniego na Piazza Barberini, gdzie Tryton z zapałem dmie w muszlę, również przy tym placu Fontanba delle Api, w kształcie muszli, na której widzimy trzy pszczoły spijające wodę spływającą do basenu fontanny. Nie pomińcie jej podczas swoich wędrówek po Rzymie, aczkolwiek rzeczywiście nieco trudno ją znaleźć, gdyż jest nieco w rogu Placu.
Natomiast moją ulubienicą wśród fontann na zawsze chyba, przynajmniej w Rzymie, pozostanie Fontanna z żółwiami, perełka renesansowych rzeźb. Przedsatwia ona chłopców pomagających żółwikom wspiąć się na misę fontanny. Znajdziecie ją na Piazza Mattei.
Niemniej jednak spacerując po Rzymie co krok natyka się człowiek na fontanny, niektóre bardzo sympatyczne, jak taka mała, którą wypatrzyliśmy na tylnej ścianie Archiwum Akt Miasta Rzymu, gdzie fontanna miała kształt ksiąg, z których spływałą woda. Można wypatrzyć mniej znane, a ciekawe. Może warto czasem zrobić sobie spacer niekoniecznie tylko po budowlach i muzeach a właśnie w poszukiwaniu pięknych, czy śmiesznych fontann...polecam.
środa, 23 marca 2005
Muzealnie dziś będzie, ale pomyślałam, że zbiorę wyprawy do Muzeów w jednym wpisie.
Jednym z najprzyjemniejszych muzeów , jakie widzieliśmy w Rzymie okazała się Galeria Borghese. Mieści się ona w Villi Borghese położonej w pięknym parku. I willa i park zaprojektowane zostały w 1605 roku dla kuzyna Papieża Pawła V, Scypiona Borghese. Trzeba przyznać, że park, w którym posadzono podobno 400 sosen jest naprawdę przepiękny i warto się po nim przespacerować. Zresztą w drodze do Galerii idzie się szeroką aleją wprost do pałacu, w którym są zbiory.
Trzeba dodać, że w innej części parku jest Villa Giulia, w której są zbiory sztuki etruskiej i italskiej, niemniej jednak my tam nie trafiliśmy. Innym razem?
Wracając do Galerii Borghese, to jest ono podzielone na dwie części, galerię rzeźb i galerię obrazów. Z tego bardziej podobały nam się rzeźby, szczególnie, że tam właśnie podziwiać możemy największe dzieła Berniniego. Przechadzając się, wspominałam slajdowiska na studiach, kiedy to usiłowano nam na płaskim przecież slajdzie choćby przybliżyć te dzieła...ale tak się nie da. Rzeźby po prostu trzeba podziwiać samemu, na żywo, czyli właśnie podziwiając ich trójwymiarowość. Aby dostrzec, jak w rzeźbie "Porwanie Prozerpiny", kiedy wydaje się, że ciało rzeźby jest żywe, bo przecież ulega naciskowi silnych palców porywającego Prozerpinę, ciało ugina się po prostu pod naciskiem siły jego palców...
Inna piękna rzeźba, to Apollo i Dafne, kiedy to Dafne, nie chcąc poddać się Apollowi, zmienia się na jego oczach w drzewko laurowe...widzimy już to częściowo jeszcze jej ciało, już to częściowo owe drzewko, wydawać się może, że owa przemiana nie dokonuje się tylko na oczach Apollo, ale na naszych właśnie ........
Tu również możemy zobaczyć rzeźbę Dawid, również działa Berniniego, jak ten ze skupioną miną zaraz rzuci kamieniem w Goliata...wydaje się, że niemal za chwilę usłyszymy brzdęk rozbijanej szyby, kiedy wreszcie kamień z procy zostanie uwolniony.
W Galerii Borghese oczywiście są nie tylko rzeźby Berniniego, ale te najbardziej utkwiły mi w pamięci.
Zbiory Watykańskie...No, o nich można by zapewne mówić godzinami. Niestety, zbiory pewnie trzeba by sobie podzielić na kilka dni zwiedzania, bo inaczej, to jest to moim zdaniem bezsensowne. To troche, jak z Luwrem, czy innymi wiekszymi galeriami, albo zwiedzisz cześć, i wtedy coś w tego wyniesiesz, albo będziesz sie miotać i na koniec wyjdziesz z wrażeniem kociokwiku:)
Tak, czy siak, ja w zbiorach Watykanskich nastawiałam się na kolekcję starożytności (ach te mumie, super, super) i potem już kilka rzeźb , jak Grupa Laokoona, Apollo Belwederski no i przede wszystkim Stanz Rafaela i Kaplicy Sykstynskiej. Już oglądając odnowione pięknie freski ze Stanz wspominałam, kiedy to o tym wszystkim sie uczyłam i wtedy nawet nie śmiałam marzyć, że kiedyś zobaczę to na własne oczy...A teraz widziałam to jedno z największych dzieł sztuki renesansu na własne oczy...marzenia się spełniają.
Ale najciekawsze przed nami, Kaplica Sykstyńska...tyle lat oglądałam je na reprodukcjach, w albumach, na zdjęciach, szczególnie to chyba najsłynniejsze przekazanie życia , czy jak mówi przewodnik , siły ducha i umysłu, Adamowi , te dwie dłonie, których palce niemal się stykają.
Czytałam też wcześniej o ogromie pracy, o męcę twórczej Michała Anioła przy tworzeniu fresków Kaplicy Sykstyńskiej we wspaniałej książce "Udręka i Ekstaza" Irving'a Stone'a. Teraz , wchodząc do Kaplicy Sykstyńskiej wszystko to, wcześniej oglądane zdjęcia, powieść, stają mi w oczach. Niestety, nie ma mowy o cichej kontemplacji dzieła...W Kaplicy tłum, w dodatku dość gwarny, mimo, że turyści są uciszani, to jednak Kaplica, w której odbywają się nabożeństwa.
Zadzieramy więc głowy do góry i...podziwiamy...dobrze, że wzięliśmy ze sobą lornetkę, tak jest ciekawiej, bo możemy skupić się na szczegółach.
Cieszymy się oboje, że mogliśmy zobaczyć to na własne oczy. I rozumiemy, czemu od tylu lat aż tak zachwyca to ogladających...
Kolejnym muzeum, które powinno się według mnie odwiedzić, jeśli jest się miłośnikiem sztuki, to Muzea Kapitolińskie. Zbiory są w dwóch pałacach, Palazzo Nuovo (projektu Michała Anioła) i Palazzo dei Conservatori . I znowuż mieliśmy nieco pecha, bo w czasie naszego zwiedzania nie wszystkie zbiory były dostępne, zamknięta była galeria obrazów ( a można w niej podziwiać dzieła Veronesa, Caravaggia, Tycjana, Tintoretta,m van Dycka), ale za to obejrzeliśmy rzeźby i niektóre obrazy.
Z rzeźb nie można przegapić kilku, miedzy innymi słynnej Wilczycy Kapitolińskiej , owej etruskiej rzeźbie z brązu, która po dodaniu prawdopodobnie w 15 wieku dwóch rzeźb Romulusa i Remusa , stała się jednym z symboli Rzymu.
Jedną z moich ulubionych rzeźb z tamtych zbiorów była rzeźba małego chłopca, który przysiadł, aby ze swej stopy wyjąć cierń, jestto rzeźba nazywana Spinario.
Ze śmiesznych przygód muzealnych mogę polecić Muzeum Figur Woskowych, raczej mało znane i małe także samo w sobie, z kilkoma salami, po których chyba z rzadka ktoś się przechadza. Same figury są dość zabawne, ale to zawsze taki mały odskok od wielkiej sztuki Rzymu.
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...