Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
środa, 01 lutego 2006
Miałam dziś w nocy sen. Z gatunku tych , co człowieka niepokoją. A nawet trochę denerwują. Bo pokazują coś tam, czego by się nie chciało widzieć w swoim życiu. Czego się nie spodziewało na dnie siebie samej...czego się nie spodziewało w świadomości. A raczej , podświadomości. Nie lubię takich snów. One uświadamiają mi, że na pewno sprawy nie pozostaję obojętna tak, jakbym chciała. I nie na wszystko umiem znaleźć magiczny pancerz , nie od wszystkiego potrafię się odgrodzić. I nie podoba mi się to. To sen z gatunku tych, które gdzieś tam telepią się w głowie i domagają ustosunkowania się do nich. A figę. Nie będę się zastanawiać, bo jeszcze dojdę do wniosków , które już zupełnie mi się nie spodobają. A już nie we śnie mogą przerazić naprawdę...
14:51, chiara76
Link Komentarze (2) »

A gdyby tak? A gdyby tak rzucić to wszystko, wynieść się do Grecji i żyć z uprawy oliwek?

Nawet kierunek już mam obrany, Kreta oczywiście.
:)
Pomarzyć zawsze można, prawda?

13:41, chiara76
Link Komentarze (4) »
wtorek, 31 stycznia 2006

Na co czekam?

Na najnowszą książkę Marininy...(już niebawem:)...

Na najnowszy kryminał z serii Morderstwa w Midsomer...

Czekam na wiosnę, kiedy będzie można poczuć się optymistyczniej...

Czekam na email od przyjaciela, który z nagła zamilkł...

A Wy na co czekacie?

14:06, chiara76
Link Komentarze (7) »

Całkiem się rozczytałam w tej Narnii. Kończę już piątą część. Może to taka dobra seria na moje ostatnie nastroje? Wszystko dobrze się kończy i układa pomyślnie, a dobro zawsze zwycięża. Jak dla mnie, nie miałabym nic przeciwko temu, żeby tak się w życiu zawsze działo.

No dobra, ale wiem, wiem, jestem dorosła i wiem, że takie rzeczy mają miejsce jedynie w bajkach.

A ponieważ tych na ziemi nie ma, albo zdarzają się bardzo rzadko, dlatego czytam z chęcią Kroniki Narnijskie;)

10:43, chiara76
Link Komentarze (5) »

Jak to jest, że z niektórymi osobami z netu człowiek jest w stanie rozmawiać, najpierw na jakimś forum, pisać emaile, po jakimś czasie nawet zaprzyjaźnić się? Pisać mu rzeczy, którym nawet nie wszystkim ludziom w realu się powie. I nawet mieć ochotę się spotkać, jeśli zdarzy się taka okazja. A jak to jest, że inni nas irytują, drażnią. Przecież nie znamy się wzajemnie, nie widzieliśmy się , nie znamy nawet swoich twarzy. A jakbyśmy z góry założyli, że nie warto, z góry skreślamy znajomość, bo coś nam nie gra, coś drażni. Niby widać to podobnie z drugiej strony, że ktoś tam chyba darzy nas jakąś sympatią, a ktoś tam nas nie znosi. Niby nie trzeba się przejmować, bo to jednak tylko internet, ale ...może czasem szkoda, że tak, a nie inaczej? że nie dajemy sobie szansy na popisanie? Na nawet wymianę słów, dyskusji...pokłócenia się nawet, byle z klasą (ciekawe, czy się tak da:). Jak to w ogóle jest, że nie znając się dajemy sobie na taki upust emocji, czasem dobrych, czasem właśnie odczuwamy do kogoś niechęć. Czy to nie dziwne, że nie znając kogoś tak naprawdę , odczuwamy jakieś tam emocje. Czy to nie jest jednak pułapka internetu i sieci ogólnie?

Jest jedna osoba, z którą piszę zupełnie nie wiem, na jakiej zasadzie. W realu pewnie byśmy się omijały szerokim łukiem. To inna dziewczyna, ale tak zupełnie ode mnie różna, że aż zastanawiam się, co nas skłania do tego, żeby czasem ten email wymienić ...Ta odrębność? Fakt, że pewnie wzajemnie pewne sprawy nas drażnią? Że właśnie czasem się kłócimy? Czy właśnie fakt, że pewnie nigdy się nie spotkamy a tu nagle trafiła się szansa poznania takiej zupełnie innej osoby, z którą w rzeczywistości pewnie nie mielibyśmy szansy porozmawiać, bo zwyczajnie nie podpasowałybyśmy sobie jako rozmówczynie.

Do przemyślenia...

10:33, chiara76
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 stycznia 2006

Całe życie polega na tym, że komuś musimy zaufać. I nie mam tu na myśli jedynie kwestii zaufania w związkach partnerskich.

Wsiadając do pociągu mamy nadzieję, że maszynista wie, co robi, że dowiezie nas do celu. Ufamy, że kierowca autobusu nie będzie szarżował na drodze i całych i zdrowych dowiezie nas do celu. Żony marynarzy mają nadzieję, że armatorzy pamiętają o tym, aby statki, którymi ich mężowie wypłyną w rejs były sprawdzane regularnie, czy są bezpieczne. Ufamy, że tak samo stanie się na lotnisku, kiedy czekamy na nasz lot. Że osoby odpowiedzialne za stan samolotu, którym mamy dostać się na wakacje nie zlekceważą swoich obowiązków, że sprawdzą stan techniczny, że ludzie w kontroli lotu zrobią wszystko, co w ich mocy, aby loty wszelakie odbyły się bezpiecznie...

I tak właśnie na każdym kroku, chcąc, czy nie chcąc, musimy dawać kredyt zaufania najrozmaitszym ludziom, czy instytucjom. W tym wszystkim widać jednak , jak to jest niewarte, skoro dochodzi do takich tragedii , jak katastrofa budowlana w Katowicach w dniu wczorajszym. Ktoś tam właśnie zlekceważył swoje obowiązki. Nie, nie przyjemności, a obowiązki, coś, za co co miesiąc wyciąga ręce po pensje. Tymczasem zlekceważył to a efektem jest tragedia. Jak na razie ponad 65 osób nieżywych, wielu rannych, wiadomo, że część z nich może zostać kalekami do końca życia. A to dlatego, że komuś tam lepiej było olać jego obowiązki.

Czy tak jest na całym świecie, czy tylko u nas panuje taka nieuczciwość i nieodpowiedzialność??

11:46, chiara76
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 stycznia 2006

Dzisiaj 250ta rocznica Urodzin Mozarta, więc z tej okazji dodałam na moją stronę w virtualtourist jego dom w Wiedniu. No i od razu mi się Wiedeń przypomniał...jak na razie są dwie stolice europejskie, które mnie urzekły. Jest to Wiedeń i Lizbona. Z tym, że do Lizbony chętnie bym jeździła, a w Wiedniu zdecydowanie mogłabym mieszkać i żyć.

Oj, jak nam pasowała ta ilość, mnogość knajpek, jadłodajni, restauracji, oberż dosłownie na każdym kroku. Na małej uliczce potrafiło ich się znaleźć z 10 albo i więcej. Oczywiście nie tylko to mi się w Wiedniu podoba, ale naprawdę, jeśli udałoby nam się kiedyś tam pojechać na dłużej, czułabym się wybranką losu. No i, wiem , wiem, niektórzy się zdziwią, mogłabym poćwiczyć mój ukochany język niemiecki. Tak, ja z tych "dziwnych", którzy lubią niemiecki i którzy w tym języku znajdują przyjemność.

A propos Wiednia, nie wiem, czy mieliśmy takie szczęście, ale spotykaliśmy samych miłych ludzi na swej drodze.

Nic to, trzeba będzie się znowu tam wybrać;)

Najlepsze jest, że jak rozmawiam z ludźmi, to wielu z nich myśli, że Wiedeń, to takie skostniałe miasto, dla ludzi straszych, a to nieprawda. Jest tam masa miejsc dla młodych, klubów, pubów, knajpek, miejsc, gdzie można posłuchać super koncertów. Wiem, że mają dużo koncertów na żywo. Mnie podobała się oczywiście mnogość muzeów i ogólnie miejsc związanych ze sztuką, ale i fakt, że jakoś w tym generalnie niezbyt dużym mieście , znajduje się tyle parków i miejsc zielonych.

No i komunikacja miejska dobrze rozwiązana. No, mówię, miasto do życia.

Heh, jakoś tak mnie nostalgicznie wzięło na wspominki, to przez tego Wolfiego...Ale też jak sobie przypomnę te wszystkie gadżety związane z Mozartem, te kubki z jego podobizną, te koszulki, te stroje jak z jego epoki, no, najlepsze są oczywiście Mozart-Kugeln , czekoladki...kiedyś, kiedy M. mnie nimi poczęstowała (mieszkała rok w Wiedniu), średnio mi smakowały. W maju, zeszłego roku , muszę przyznać, że się w nich nawet rozsmakowałam.

O, właśnie weszłam na google i widzę, że i oni uczcili rocznicę Urodzin Wolfiego;)  No, mówię, szaleństwo po prostu...

Czy to może dlatego, że rok 2006 będzie rokiem Mozarta? Oj, to w Salzburgu, gdzie się kompozytor urodził i w Wiedniu będzie się działo.....

Odwiedzajcie Wiedeń, naprawdę warto!;)

13:45, chiara76
Link Komentarze (16) »
czwartek, 26 stycznia 2006

To nie był zły dzień. Pomijając moją poranną irytację zdarzyło się coś miłego.
Cieszę się, że dzięki forom gazety oprócz irytacji mogę jednak częściej się uśmiechnąć. Poznaję miłe osoby, pewnie te, których na codzień bym poznać nie mogła. Dużo osób, które są związane z książkami, albo które jak ja po prostu je uwielbiają. I to jest fajne;)

A z książek, czytam już trzecią część Kronik Narnii. Jak na razie całkiem mi się podoba. Ale pewnie "przełożę" je najnowszym Harry Potterem, jak dojdzie, oczywiście, a kiedy dojdzie, nie wiadomo. Oczywiście znowu zrobiliśmy średnio rozsądnie, bo zamówiliśmy, a oni , niestety, nie wyślą przed 28 stycznia. Szkoda. Powiedziałam P., że następną książkę kupujemy już w księgarni w dniu sprzedaży.

A w ogóle, to ciekawe, jak potoczyły się losy pani Rowling. Podobno była w nieciekawej sytuacji, pobierała zasiłek dla bezrobotnych, a tu z dnia na dzień praktycznie odniosła taki sukces, no i nie ma co udawać, zdobyła niezłe pieniądze. Jak to się czasem losy toczą niezwykle, mówi się, że życie pisze najciekawsze scenariusze...

23:43, chiara76
Link Komentarze (5) »

A obiecałam sobie nie zaglądać tam za często? Obiecałam? Nie, to oczywiście czasem zajrzę, a potem się wkurzam.

Jest sobie takie forum na Gazecie, łatwo możecie je znaleźć. Nazywa się "młodziutkie mężatki". Gdyby nie tytuł, można by pomyśleć, że pisują tam jedynie sterane życiem, sfrustrowane babska w okolicach sześćdziesiątki walczące z klimakterium. Poziom złośliwości a i często głupoty wysoki.

Ostatni wpis o bezdzietnych i podsumowanie jednej z pań, że cytuję:

"Życie bez rodziny na emeryturze wydaje się być puste."

Koniec cytatu.

Normalnie się nawet nie chce dyskutować z kimś , kto tak utrwala stereotypy. Ale ja, głupek wioskowy , trochę sobie podyskutowałam. Po co? A cholera wie. Chyba, żeby się utwierdzić w tym, że jak pisałam, Polacy na necie głównie złośliwi dla siebie, a i że skostniali są strasznie. Bo jak już młode osoby takie rzeczy piszą, to jest to smutne. Ot, co.

Dobrze, że znałam i znam osoby starsze, bezdzietne, które nie obnoszą się z zasmuconą twarzą, a wręcz były optymistami, czy są nadal, bo bym pomyślałam, że naprawdę może być źle.

Grrrr (tak, grrr od grrryzę). Jestem wściekła.

12:02, chiara76
Link Komentarze (7) »
środa, 25 stycznia 2006

Kolejny film, który zrobił na mnie wrażenie i który polecam. Tradycyjnie mam uwagę, aby zainteresowani filmem nie czytali dalej, zdradzę bowiem za dużo.

Film "Maria Łaski Pełna" pokazuje nam to, co dzieje się zapewne w każdej minucie na ziemi, a mianowicie, ktoś decyduje się na zostanie narkotykowym mułem. Ale coś przecież ludzi do tego zmusza. Szczególnie, odkąd jest to naświetlane w TV i widać, że łapie się tych ludzi i wsadza do więzienia. Ale ciągle, bieda, niedostatek, poczucie beznadziei , nie wiem, co jeszcze, pcha młodych ludzi z biednych krajów, źle sytuowanych rodzin do spróbowania takiej drogi życiowej.

Aktorka grająca główną rolę grała według mnie bardzo wiarygodnie. Maria, młoda Kolumbijka, która zachodzi w ciążę z chłopakiem, którego praktycznie nie kocha, traci pracę i po tym fakcie decyduje się na przemyt narkotyków do Stanów. Właściwie jeszcze nie wie, że owa ciąża w późniejszych chwilach "uratuje" jej sytuację, to, że zostanie wypuszczona. Bo oczywiście , nie ma złudzeń, na lotnisku zostaje wyłapana wśród wielu innych.

Najbardziej przejmujące , jak dla mnie, były chwile pokazujące, jak Maria szykuje się do samego (scena z łykaniem kapsuł...brrr, wywołała we mnie dreszcze i czułam wprost, jakby to mój żołądek się napełniał) transportu, a także chwile już w samolocie...
Także, kiedy widzimy, jak jednej z dziewczyn już się nie uda. Nie uda nawet dać się złapać następnym razem. Jeden z woreczków z heroiną pęka , a to oznacza dla tamtej dziewczyny, śmierć.

Przemysł narkotykowy jest bezwzględny, nie ma tak miejsca na emocje inne, jak negatywne. Jednak mimo, że wiemy, że Maria zdecydowała się na coś nagannego moralnie, to jednak nie oskarżamy jej, a wręcz chyba? dopingujemy. Ciągle bowiem mamy nadzieję, że coś się w jej życiu zmieni, szczególnie, że Maria nosi w sobie nowe życie, a wizyta na USG, już w Stanach , stanowi chyba jeden z tych przełomowych momentów jej życia. Słysząc bicie serca swego dziecka, chyba podświadomie, Maria decyduje się coś w swym życiu zmienić.

I tak się staje. Podczas, gdy przyjaciółka Marii wraca jednak do Kolumbii (czy będzie wracać z towarem do Stanów, aż kiedyś da się złapać celnikom, czy umrze, bo kolejnej dziewczynie pęknie woreczek z narkotykami w jej żołądku? zapewne tak), to Maria decyduje się zostać w Stanach.

Mam nadzieję, że Maria podejmuje dobrą decyzję i że zmienia swe życie już tylko na lepsze, że jeszcze nie wszystko dla niej i jej nienarodzonego dziecka stracone. Naiwnie? mam taką nadzieję...

17:34, chiara76
Link Komentarze (4) »
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...