Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
wtorek, 31 stycznia 2006

Jak to jest, że z niektórymi osobami z netu człowiek jest w stanie rozmawiać, najpierw na jakimś forum, pisać emaile, po jakimś czasie nawet zaprzyjaźnić się? Pisać mu rzeczy, którym nawet nie wszystkim ludziom w realu się powie. I nawet mieć ochotę się spotkać, jeśli zdarzy się taka okazja. A jak to jest, że inni nas irytują, drażnią. Przecież nie znamy się wzajemnie, nie widzieliśmy się , nie znamy nawet swoich twarzy. A jakbyśmy z góry założyli, że nie warto, z góry skreślamy znajomość, bo coś nam nie gra, coś drażni. Niby widać to podobnie z drugiej strony, że ktoś tam chyba darzy nas jakąś sympatią, a ktoś tam nas nie znosi. Niby nie trzeba się przejmować, bo to jednak tylko internet, ale ...może czasem szkoda, że tak, a nie inaczej? że nie dajemy sobie szansy na popisanie? Na nawet wymianę słów, dyskusji...pokłócenia się nawet, byle z klasą (ciekawe, czy się tak da:). Jak to w ogóle jest, że nie znając się dajemy sobie na taki upust emocji, czasem dobrych, czasem właśnie odczuwamy do kogoś niechęć. Czy to nie dziwne, że nie znając kogoś tak naprawdę , odczuwamy jakieś tam emocje. Czy to nie jest jednak pułapka internetu i sieci ogólnie?

Jest jedna osoba, z którą piszę zupełnie nie wiem, na jakiej zasadzie. W realu pewnie byśmy się omijały szerokim łukiem. To inna dziewczyna, ale tak zupełnie ode mnie różna, że aż zastanawiam się, co nas skłania do tego, żeby czasem ten email wymienić ...Ta odrębność? Fakt, że pewnie wzajemnie pewne sprawy nas drażnią? Że właśnie czasem się kłócimy? Czy właśnie fakt, że pewnie nigdy się nie spotkamy a tu nagle trafiła się szansa poznania takiej zupełnie innej osoby, z którą w rzeczywistości pewnie nie mielibyśmy szansy porozmawiać, bo zwyczajnie nie podpasowałybyśmy sobie jako rozmówczynie.

Do przemyślenia...

10:33, chiara76
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 stycznia 2006

Całe życie polega na tym, że komuś musimy zaufać. I nie mam tu na myśli jedynie kwestii zaufania w związkach partnerskich.

Wsiadając do pociągu mamy nadzieję, że maszynista wie, co robi, że dowiezie nas do celu. Ufamy, że kierowca autobusu nie będzie szarżował na drodze i całych i zdrowych dowiezie nas do celu. Żony marynarzy mają nadzieję, że armatorzy pamiętają o tym, aby statki, którymi ich mężowie wypłyną w rejs były sprawdzane regularnie, czy są bezpieczne. Ufamy, że tak samo stanie się na lotnisku, kiedy czekamy na nasz lot. Że osoby odpowiedzialne za stan samolotu, którym mamy dostać się na wakacje nie zlekceważą swoich obowiązków, że sprawdzą stan techniczny, że ludzie w kontroli lotu zrobią wszystko, co w ich mocy, aby loty wszelakie odbyły się bezpiecznie...

I tak właśnie na każdym kroku, chcąc, czy nie chcąc, musimy dawać kredyt zaufania najrozmaitszym ludziom, czy instytucjom. W tym wszystkim widać jednak , jak to jest niewarte, skoro dochodzi do takich tragedii , jak katastrofa budowlana w Katowicach w dniu wczorajszym. Ktoś tam właśnie zlekceważył swoje obowiązki. Nie, nie przyjemności, a obowiązki, coś, za co co miesiąc wyciąga ręce po pensje. Tymczasem zlekceważył to a efektem jest tragedia. Jak na razie ponad 65 osób nieżywych, wielu rannych, wiadomo, że część z nich może zostać kalekami do końca życia. A to dlatego, że komuś tam lepiej było olać jego obowiązki.

Czy tak jest na całym świecie, czy tylko u nas panuje taka nieuczciwość i nieodpowiedzialność??

11:46, chiara76
Link Komentarze (5) »
piątek, 27 stycznia 2006

Dzisiaj 250ta rocznica Urodzin Mozarta, więc z tej okazji dodałam na moją stronę w virtualtourist jego dom w Wiedniu. No i od razu mi się Wiedeń przypomniał...jak na razie są dwie stolice europejskie, które mnie urzekły. Jest to Wiedeń i Lizbona. Z tym, że do Lizbony chętnie bym jeździła, a w Wiedniu zdecydowanie mogłabym mieszkać i żyć.

Oj, jak nam pasowała ta ilość, mnogość knajpek, jadłodajni, restauracji, oberż dosłownie na każdym kroku. Na małej uliczce potrafiło ich się znaleźć z 10 albo i więcej. Oczywiście nie tylko to mi się w Wiedniu podoba, ale naprawdę, jeśli udałoby nam się kiedyś tam pojechać na dłużej, czułabym się wybranką losu. No i, wiem , wiem, niektórzy się zdziwią, mogłabym poćwiczyć mój ukochany język niemiecki. Tak, ja z tych "dziwnych", którzy lubią niemiecki i którzy w tym języku znajdują przyjemność.

A propos Wiednia, nie wiem, czy mieliśmy takie szczęście, ale spotykaliśmy samych miłych ludzi na swej drodze.

Nic to, trzeba będzie się znowu tam wybrać;)

Najlepsze jest, że jak rozmawiam z ludźmi, to wielu z nich myśli, że Wiedeń, to takie skostniałe miasto, dla ludzi straszych, a to nieprawda. Jest tam masa miejsc dla młodych, klubów, pubów, knajpek, miejsc, gdzie można posłuchać super koncertów. Wiem, że mają dużo koncertów na żywo. Mnie podobała się oczywiście mnogość muzeów i ogólnie miejsc związanych ze sztuką, ale i fakt, że jakoś w tym generalnie niezbyt dużym mieście , znajduje się tyle parków i miejsc zielonych.

No i komunikacja miejska dobrze rozwiązana. No, mówię, miasto do życia.

Heh, jakoś tak mnie nostalgicznie wzięło na wspominki, to przez tego Wolfiego...Ale też jak sobie przypomnę te wszystkie gadżety związane z Mozartem, te kubki z jego podobizną, te koszulki, te stroje jak z jego epoki, no, najlepsze są oczywiście Mozart-Kugeln , czekoladki...kiedyś, kiedy M. mnie nimi poczęstowała (mieszkała rok w Wiedniu), średnio mi smakowały. W maju, zeszłego roku , muszę przyznać, że się w nich nawet rozsmakowałam.

O, właśnie weszłam na google i widzę, że i oni uczcili rocznicę Urodzin Wolfiego;)  No, mówię, szaleństwo po prostu...

Czy to może dlatego, że rok 2006 będzie rokiem Mozarta? Oj, to w Salzburgu, gdzie się kompozytor urodził i w Wiedniu będzie się działo.....

Odwiedzajcie Wiedeń, naprawdę warto!;)

13:45, chiara76
Link Komentarze (16) »
czwartek, 26 stycznia 2006

To nie był zły dzień. Pomijając moją poranną irytację zdarzyło się coś miłego.
Cieszę się, że dzięki forom gazety oprócz irytacji mogę jednak częściej się uśmiechnąć. Poznaję miłe osoby, pewnie te, których na codzień bym poznać nie mogła. Dużo osób, które są związane z książkami, albo które jak ja po prostu je uwielbiają. I to jest fajne;)

A z książek, czytam już trzecią część Kronik Narnii. Jak na razie całkiem mi się podoba. Ale pewnie "przełożę" je najnowszym Harry Potterem, jak dojdzie, oczywiście, a kiedy dojdzie, nie wiadomo. Oczywiście znowu zrobiliśmy średnio rozsądnie, bo zamówiliśmy, a oni , niestety, nie wyślą przed 28 stycznia. Szkoda. Powiedziałam P., że następną książkę kupujemy już w księgarni w dniu sprzedaży.

A w ogóle, to ciekawe, jak potoczyły się losy pani Rowling. Podobno była w nieciekawej sytuacji, pobierała zasiłek dla bezrobotnych, a tu z dnia na dzień praktycznie odniosła taki sukces, no i nie ma co udawać, zdobyła niezłe pieniądze. Jak to się czasem losy toczą niezwykle, mówi się, że życie pisze najciekawsze scenariusze...

23:43, chiara76
Link Komentarze (5) »

A obiecałam sobie nie zaglądać tam za często? Obiecałam? Nie, to oczywiście czasem zajrzę, a potem się wkurzam.

Jest sobie takie forum na Gazecie, łatwo możecie je znaleźć. Nazywa się "młodziutkie mężatki". Gdyby nie tytuł, można by pomyśleć, że pisują tam jedynie sterane życiem, sfrustrowane babska w okolicach sześćdziesiątki walczące z klimakterium. Poziom złośliwości a i często głupoty wysoki.

Ostatni wpis o bezdzietnych i podsumowanie jednej z pań, że cytuję:

"Życie bez rodziny na emeryturze wydaje się być puste."

Koniec cytatu.

Normalnie się nawet nie chce dyskutować z kimś , kto tak utrwala stereotypy. Ale ja, głupek wioskowy , trochę sobie podyskutowałam. Po co? A cholera wie. Chyba, żeby się utwierdzić w tym, że jak pisałam, Polacy na necie głównie złośliwi dla siebie, a i że skostniali są strasznie. Bo jak już młode osoby takie rzeczy piszą, to jest to smutne. Ot, co.

Dobrze, że znałam i znam osoby starsze, bezdzietne, które nie obnoszą się z zasmuconą twarzą, a wręcz były optymistami, czy są nadal, bo bym pomyślałam, że naprawdę może być źle.

Grrrr (tak, grrr od grrryzę). Jestem wściekła.

12:02, chiara76
Link Komentarze (7) »
środa, 25 stycznia 2006

Kolejny film, który zrobił na mnie wrażenie i który polecam. Tradycyjnie mam uwagę, aby zainteresowani filmem nie czytali dalej, zdradzę bowiem za dużo.

Film "Maria Łaski Pełna" pokazuje nam to, co dzieje się zapewne w każdej minucie na ziemi, a mianowicie, ktoś decyduje się na zostanie narkotykowym mułem. Ale coś przecież ludzi do tego zmusza. Szczególnie, odkąd jest to naświetlane w TV i widać, że łapie się tych ludzi i wsadza do więzienia. Ale ciągle, bieda, niedostatek, poczucie beznadziei , nie wiem, co jeszcze, pcha młodych ludzi z biednych krajów, źle sytuowanych rodzin do spróbowania takiej drogi życiowej.

Aktorka grająca główną rolę grała według mnie bardzo wiarygodnie. Maria, młoda Kolumbijka, która zachodzi w ciążę z chłopakiem, którego praktycznie nie kocha, traci pracę i po tym fakcie decyduje się na przemyt narkotyków do Stanów. Właściwie jeszcze nie wie, że owa ciąża w późniejszych chwilach "uratuje" jej sytuację, to, że zostanie wypuszczona. Bo oczywiście , nie ma złudzeń, na lotnisku zostaje wyłapana wśród wielu innych.

Najbardziej przejmujące , jak dla mnie, były chwile pokazujące, jak Maria szykuje się do samego (scena z łykaniem kapsuł...brrr, wywołała we mnie dreszcze i czułam wprost, jakby to mój żołądek się napełniał) transportu, a także chwile już w samolocie...
Także, kiedy widzimy, jak jednej z dziewczyn już się nie uda. Nie uda nawet dać się złapać następnym razem. Jeden z woreczków z heroiną pęka , a to oznacza dla tamtej dziewczyny, śmierć.

Przemysł narkotykowy jest bezwzględny, nie ma tak miejsca na emocje inne, jak negatywne. Jednak mimo, że wiemy, że Maria zdecydowała się na coś nagannego moralnie, to jednak nie oskarżamy jej, a wręcz chyba? dopingujemy. Ciągle bowiem mamy nadzieję, że coś się w jej życiu zmieni, szczególnie, że Maria nosi w sobie nowe życie, a wizyta na USG, już w Stanach , stanowi chyba jeden z tych przełomowych momentów jej życia. Słysząc bicie serca swego dziecka, chyba podświadomie, Maria decyduje się coś w swym życiu zmienić.

I tak się staje. Podczas, gdy przyjaciółka Marii wraca jednak do Kolumbii (czy będzie wracać z towarem do Stanów, aż kiedyś da się złapać celnikom, czy umrze, bo kolejnej dziewczynie pęknie woreczek z narkotykami w jej żołądku? zapewne tak), to Maria decyduje się zostać w Stanach.

Mam nadzieję, że Maria podejmuje dobrą decyzję i że zmienia swe życie już tylko na lepsze, że jeszcze nie wszystko dla niej i jej nienarodzonego dziecka stracone. Naiwnie? mam taką nadzieję...

17:34, chiara76
Link Komentarze (4) »

Czytelniczo, wspomnieniowo. Wzięłam się za Kroniki z Narnii. Na razie przeczytałam pierwszą książkę. I tak sukces, że nie odrzuciłam w kąt (nie lubię fantasy), a wzięłam się za dalszy ciąg. W dzieciństwie na pewno czytałam, ale jak znam życie, pewnie tylko "Lwa, Czarownicę i Starą Szafę". Ciekawe, ile z tych kronik przeczytam. Czekam też na książki Petera Mayle i pewnie, jak dojdą, to złapię się za nie. Co tu dużo kryć, lubię go i mam ochotę na coś właśnie luźniejszego, zabawnego, lekkiego. Taki mam nastrój, że ostatnio właśnie na taką lekturę mam ochotę. Przygnębiają mnie wieści z zewnątz, od innych, sprawa z wylewem Mamy A. (wczoraj dostałam od niej email , jej Mama została przeniesiona z Ojomu na oddział, ale jej stan słabiutki, nie rusza się, nic nie mówi, ciężko jest:(, ostatnie doniesienia od Monoli, wieści od R. z USA (18 letni syn ich znajomych został znaleziony martwy na kanapie przez tychże znajomych, jego rodziców, ze szklanką wystygłej herbaty w ręce). Coś złego wisi w powietrzu, czy co, że się tyle złych, nieciekawych spraw dzieje ostatnio?

I dlatego będę sobie na pociechę czytać lekką, łatwą i przyjemną w odbiorze literaturę. Generalnie nic innym do tego;) Mogę nawet usłyszeć, że nie czytam nic ambitnego ostatnio. No, chyba nie;) I szczerze mówiąc, wisi mi to.

Ściskam wszystkich!

11:11, chiara76
Link Komentarze (10) »
wtorek, 24 stycznia 2006

Coś się dzieje...nie wiem co i ...nie wnikam. Nie mam takiej natury, żeby wyrwać informacje. Ale czuję, że dzieje się coś niedobrego. I martwię się o Ciebie.

Ale Wiesz, że jeśli Chcesz pogadać, to jestem.

23:12, chiara76
Link Komentarze (3) »

A tak, uprawię sobie prywatę, a co;)

Patekku, Twój dzisiejszy wpis na blogu dał mi do myślenia. Jak ktoś u Ciebie napisał, prawdopodobnie o jakąś jedną konkretną osobę Ci chodzi, chyba...

Mam nadzieję, że szybko powrócisz do dobrego samopoczucia. Net, to takie dziwne zbiorowisko. U nas, całkiem nowe, ciągle się jako Polacy uczymy. A jako naród mamy przedziwną cechę, taką źle pojętą butę...która ujawnia się o dziwo, na ogół w momencie, kiedy Polak poczuje anonimowość. Oczywiście teraz uogólniam i chyba celowo przejaskrawiam, ale czemu?? A temu, że na polskich forach, gdziekolwiek, widzę na ogół przepychanki, kłótnie...jak pisałam już na blogu Kazisi, nawet krytykę można napisać komuś grzecznie. Przecież nie chodzi o to, żeby podawać sobie komplementy na tacy, ale po prostu o grzeczność. I dlatego uwielbiam to moje turystyczne miejsce, Wiesz, które. Bo tam piszą ludzie z całego świata i nie ma kłótni, chamstwa, zaczepek. Jak tam wchodzę i zadam pytanie, to wiem, że nikt mi nie napisze "Ale głupie pytanie zadajesz" albo "A co to wyszukiwarka nie działa?". Owszem, na forach Gazety, szczególnie takich konkretnych, krążących wokół jakiegoś tematu, pytania się dublują...ale też staram się po prostu komuś wkleić link, w którym ktoś już poruszał temat, a nie wiecznie pouczać.

Dobra, ale miało być o czymś innym...Ludzie, to ludzie, czują się często lepiej, jak komuś dowalą...Czemu tak jest? Ano nie wiem, nie badam ludzkiej psychiki, prowadzę jedynie luźne obserwacje. Zauważyłam, że Polak rozpromieni się, kiedy inny opowie mu o swoich zmartwieniach, ale bardzo rzadko szczerze ucieszy się z czyjegoś sukcesu.

I niestety, jest jeszcze jedna taka nasza narodowa wada...zazdrość, zazdrość wyżerająca mózg w niektórych przypadkach. Znam z doświadczenia i nie wymyślam teraz nic. Po cholerę ktoś komuś zazdrości jego życia nie wiem, zastanawia mnie to do dziś. Ja się cudzym szczęściem umiem cieszyć szczerze i a co, pochwalę się teraz, uważam to za moją wielką zaletę.

Patekku, lubię czytać Twój blog, z wielu powodów. Lubię, bo nie ma tam zadęcia. Bo Jesteś osobą pomocną (pamiętasz moje męczenie o sprawę Lampy?), bo zamieszczasz ładne i interesujące zdjęcia, bo Polecasz ciekawe książki i filmy a odradzasz gnioty. Bo nie Jesteś "ą, ę", jeśli Wiesz, co mam na myśli...

Patekku, net to zbiorowisko różnych ludzi i charakterów. Część z nich czerpie niewysłowioną radość, kiedy komuś dowali...ale Patekku, Wierz mi, to im należy współczuć, bo musi być coś nie tak z człowiekiem, który tak podchodzi do życia.

Hmmm, mam nadzieję, że Przeczytasz ten wpis. Teraz sprawdzę, czy i ile literówek zrobiłam (pisałam pod wpływem silnych emocji:) i zaraz opublikuję mój wpis dla Ciebie.

23:03, chiara76
Link Komentarze (10) »

Dziś , korzystając z możliwości, wreszcie obejrzałam. I rzeczywiście, ciekawy film , dzięki za polecenie mi go i dobre opinie. Podobały mi się te zakręcone klimaty, aczkolwiek zaczynam rozumieć to krótkie przemówienie pana z Budapesztańskiego metra na poczatku filmu, po obejrzeniu go co wrażliwsze jednostki mogą zacząć bać się jazdy metrem, a na pewno w Budapeszcie;)

No, a ja od tej pory uważniejszym okiem spojrzę na panów kontrolerów;))

17:08, chiara76
Link Komentarze (3) »
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...