Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
sobota, 22 października 2005

Jednym z bardziej przyjemnych i uroczych miejsc na Rodos jest Dolina Motyli.

Nazwana tak od gatunku pewnej ćmy, która tam przylatuje, aby się rozmnożyć. Składają tam jaja , w kwietniu larwy się wykluwają i na początku czerwca owady przyjmują już swoją dorosłą postać. We wrześniu motyle, a właściwie ćmy, opuszczają dolinę...i tak to się kręci.

Samo miejsce jest bardzo przyjemne, jest tam wiele przejść wiszących, rodzajów wiszących mostków, po których można przejść nad wodą, a dookoła wszędzie a to siedzące a to lecące motyle. Ich widok jest bardzo przyjemny. Kiedy siedzą na listkach, pniach drzew, czy omszałych głazach wyglądają niepozornie, mają bowiem ciemne zewnętrzne strony skrzydeł , w jasne pasy. Kiedy jednak wzbiją się do lotu w powietrzu robi się czerwono...gdyż ich wewnętrzna strona skrzydeł ma taki właśnie kolor.

W samej Dolinie wspaniale można się zrelaksować i odetchnąć od gwaru i skwaru, gdyż dzięki zalesieniu i zieleni wokół, której tam nie brakuje, nie czuć prawie upału i gorąca.

Tagi: Rodos
16:48, chiara76 , podróże
Link Komentarze (2) »
środa, 19 października 2005
Jednego dnia pojechaliśmy do miasta Lindos, które jest obowiązkowym punktem wypraw dla tych, którzy Rodos odwiedzą.
Jest to bardzo ładne miasto, małe, malownicze , domki ciasno stoją jeden przy drugim. Do samego miasta autem się nie wjedzie, trzeba zaparkować nieco poza, ale to dobrze, bo tylko dodaje to klimatu.
Są tu rezydencje kapitanów, które poznać można po kamiennych ozdobach na froncie ponad wejściem, które mają przedstawiać splątaną kapitańską linę. Budowane one były pomiedzy 15 a 18 wiekiem.
Nad miastem góruje wzniesienie na terenie którego znajduje się starożytny Akropol, który to otoczony jest murami Zamku Joannitów. Widok ze szczytu , właśnie z terenu Akropolu bajeczny! Szczególnie na przepiękną Zatokę Świętego Pawła, który to tu właśnie przypłynął w roku 58 naszej ery, aby rozpocząć ewangelizację wyspy.
Tagi: Rodos
12:51, chiara76 , podróże
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 października 2005

A czasami telefonują...

dziś zadzwoniła dawno nie słyszana kumpela. Po jej wyjeździe do Londynu urwal nam się kontakt (z jej strony, sama się do tego przyznaje, jak mówi, nie lubi pisać). Widziałysmy się raz na te 2 lata, co wyjechała, ale teraz nowiny, mówi, że w przyszłym roku jednak wraca do Polski. Fajnie. Może się znowu znajomość odnowi. Ucieszyło mnie, że chociaż zadzwoniła...swoją drogą, widać, że marzenia spełnione nie każdemu na zdrowie wychodzą, jej chyba nie, zawiodła się na Londynie, chociaż tak bardzo chciała jechać.

Ciekawe, kiedy w końcu wróci, mówiła coś o początku przyszłego roku...

Na razie planuje daleką podróż, niezła jest, tu w turystyce pracowała, to też pojeździła, teraz będąc tam i do Brazylii się wybrała i teraz do Hiszpanii, a w planach Australia  i Nowa Zelandia. Może chociaż kartkę przyśle...;)

15:58, chiara76
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 17 października 2005

Przyznam się, jechałam tam pewna, że nic nie zagrozi mojej wielkiej i nieskończonej miłości do Krety i tu nagle wielka niespodzianka...Zaskoczenie...Rodos zachwyciła mnie tak bardzo , tak oczarowała swym urokiem, spokojem, miłymi zakątkami, że w mym sercu zajęła drugie miejsce, jeśli nie ex aequo z Kretą.

Cała wyspa mała, można spokojnie objechać ją całą samochodem w jeden dzień, ale to tylko dodaje jej uroku. Naprawdę, mogłabym mieszkać na takiej wyspie...właściwie nie pogniewałabym się na los, gdyby kiedyś podarował mi domek na Krecie lub Rodos właśnie...marzenia;))

Mieszkaliśmy nieco za Faliraki. Same Faliraki są podobno uważane za koszmar. O tym, że faktycznie z Grecją niewiele mają wspólnego przekonaliśmy się będąc tam raz , nie , przepraszam, dwa razy. Oba przejazdem, w celu nabycia wody mineralnej w jednym z miejscowych supermarketów. Miejscowość bowiem nastawiona jest totalnie na angielskich turystów.

Nasz hotel jednak na szczęście położony był jakiś kawałek od Faliraki, najpotrzebniejsze sklepiki dookoła były, więc miejscowości tej nie musieliśmy odwiedzać. Za to po stronie wschodniej, na której leżała ta miejscowość i nasz hotel są piękne plaże, długie, piaszczyste, przepiękne. No i, co było dla nas ważne i o co się dowiadywaliśmy przed wyjazem , nie wieje tam ten koszmarny wiatr, jaki wieje od strony zachodniej , na przykład w Ixia.

Przed wyjazdem nasłuchaliśmy się, jaka to wyspa sucha i skalista i szczerze mówiąc , spodziewalismy się zupełnie "łysej" wyspy, a tu wielkie zaskoczenie, miłe oczywiście, wiele zieleni , piękne lasy! Ponieważ byliśmy w okresie upałówi suszy, więc nie raz przy wjeździe do lasu widzieliśmy wóz straży pożarnej.

Tak, czy siak, wyspa bardzo ładna i warta odwiedzenia. Więcej napiszę za jakiś czas, jak wena twórcza na mnie spłynie...

Tagi: Rodos
23:34, chiara76 , podróże
Link Komentarze (3) »
środa, 12 października 2005

Odechciało mi się pisać...

chyba dlatego, że nie i tak nikt nie czyta.

Coś czuję, że to będzie ostatni wpis...

14:28, chiara76
Link Komentarze (5) »
niedziela, 07 sierpnia 2005

Dwa tygodnie spędzone na tej wyspie uświadomiły mi, jak wiele jeszcze pięknych miejsc na tej ziemi czeka na mnie i na to, aż je odkryję.

Niedługo postaram się zebrać i coś więcej o podróży napisać, na razie jedynie zachwyt, że są takie miejsca, że mogłam sama je na własne oczy ujrzeć i teraz wspomnienia już na zawsze w sercu nosić i w pamięci zachować...

19:45, chiara76
Link Komentarze (3) »
wtorek, 07 czerwca 2005
Wiedeń jest pełen starych pięknych budowli, kamienic i rozmaitych interesujących kościołów. Byliśmy już wcześniej w kościele Dominikanów, potem w barwnym i pełnym przepychu kościele Jezuitów, ale na nas największe wrażenie zrobił kościół położony na wprost Hofburga, Michaelerkirche, kościół Świętego Michała. Dawniej był to kościół dworski. Na najstarsze jego części pochodzą z 13 wieku. Na ścianach i filarach dostrzec można pozostałości średniowiecznych fresków, a sam kościół jest świetnie opisany, w kilku jego miejscach stoją tabliczki z dokładnym opisem, co i gdzie można tam podziwiać. Są tam rozmaite renesansowe nagrobki, a także jeden z najładniejszych ołtarzy barokowych. Ciekawe są też groby parafian , którzy byli tam pochowani, do dziś można zobaczyć ich dobrze zachowane zwłoki w krypcie. My nie mogliśmy ich zobaczyć, gdyż akurat, jak byliśmy , około 18.00 to akurat były już zamknięte.
Ale i tak bardzo nam się wnętrze tego kościoła podobało. Ja podziwiałam głównie freski i renesansowe nagrobki, a i romańską chrzcielnicę.
Najstarszy kościół Wiednia, Ruprechtskirche, to jeden z ładniejszych kościołów Wiednia. Mieliśmy to szczęście, że mieszkaliśmy niedaleko jego i mijaliśmy go czasem kilka razy dziennie. Ładnie wygląda, kiedy tak opleciony jest dzikim winem, wznosi się nad innymi budowlami, stoi bowiem na skarpie. W środku podziwiać można najstarszy witraż w Wiedniu, pochodzacy z 12 wieku.
Innym ciekawym kościołem, a to ze względu na krytpy, w których mieszczą się groby cesarskie, jest kościół Kapucynów. Spoczywają tam szczątki 138 osób z rodu cesarskiego. Największe wrażenie na nas zrobiły nagrobki Sisi, jej męża Franciszka Józefa i ich tragicznie zmarłego syna Rudolfa.
Z innych bardzo interesujących miejsc w Wiedniu, a raczej ich zabytków, mogę wymienić taki, który zrobił na mnie duże wrażenie, a mianowiscie Zegar Ankera, który znajduje się nas wejściem na Bauernmarkt, który został zaprojektowany w roku 1911 przez Franza von Matscha. Jest on o tyle interesujący, że co godzinę pojawia się nad zegarem jedna z 12 postaci, jakie wniosły wkład w rozwój Wiednia. W południe przy dźwiękach rozmaitych fragmentów muzycznych wszystkie 12 postaci paraduje w rytm muzyki. Zegar mieści się przy najstarszym placu Wiednia Hoher Markt, a na jego środku jest fontanna, projektu Johanna Bernarda Fischera von Erlach.
Wystarczy spacerując rozglądać się bacznie na boki i popatrywać w górę, a wtedy odkryć można wiele ciekawych zabytków.
czwartek, 02 czerwca 2005
Wiedeń, to miasto piękne, co do tego nie mam wątpliwości.
Uwielbiam te stare i zadbane kamienice, podoba mi się, że jest tam czysto (choć wiele się niestety na niekorzyść pod tym względem zmieniło od czasu mojego ostatniego tam pobytu, dotyczy to głównie czystości w metrze i na ulicach, ach te psie pozostałości:().
Podoba mi się tam też, że jest tam wszystkiego po trochu, piękny Ring z jego zabytkowymi budowlami, są piękne kamienice, jest wiele zieleni, o czym już wspomniałam i jest też miejsce w nieco dalszych dzielnicach Wiednia dla zwyklejszych domów czy zwariowanych budowli Hundertwasser'a.
Jest to na pewno jedna z tych budowli, które warto zobaczyć spacerując po pięknym mieście Wiedniu. My dojechaliśmy tam sobie tramwajem. Och, tramwaje wiedeńskie, one zasługują na to, aby je wspomnieć, uwielbiam nimi jeździć. Są ich dwa rodzaje, jedne mają w środku ciągle drewniane siedzenia, drugie są nieco nowocześniejsze, siedzenia są materiałowe, ale nie wiem, czemu jakoś przyjemniej i z atmosferą podróżuje się tymi drewnianymi:)
Tak więc dotarliśmy do Hundertwasserhouse. To niezwykły dom. Kiedyś był to komunalny ponury dom, ale architekt Friedensreich Hundertwasser zmienił go w kolorowe cacko. Na fasadzie są wszystkie kolory , jakie mogły przyjść mu do głowy, i ogólnie nie zostały w całym domu zachowane żadne zdroworozsądkowe normy architektoniczne, a mimo to dom się podoba i mieszkańcom i oczywiście tłumom turystów. Kiedy podróżowaliśy do niego tramwajem nie mieliśmy wątpliwości, na którym przystanku wysiąść, gdyż nagle tramwaj opustoszał. a kiedy szliśy w jego kierunku nagle dostrzegliśmy grupę japońskich turystów , którzy fotografowali Hundertwassrehouse i już wiedzieliśmy, że "jesteśmy w domu":)
Dom ogólnie mówiąc może się nie podobać, jeśli ktoś nie lubi kiczu. Oczywiście w przypadku tego domu jest to kicz celowy i jak najbardziej zamierzony, dlatego też na przykład na szczycie możemy ujrzeć pozłacaną kopułę przypominającą nieco cerkiewną, jest tam też , jak wspomniałam wiele kolorów, mozaiki barwne , drzewa , które rosną w ogrodach na dachu a wszystko to opływowe, pozbawione kantów się wydaje. Ja tam uwielbiam ten dom.
Nieco dalej , trzeba przejść kilka przecznic, można zobaczyć jeszcze jedną budowlę Hundertwassera, zwaną KunstHausWien.
Ten dom, również dzieło tego architekta nie jest chyba już tak popularny, jak Hundertwassehouse, ale według mnie, jeśli ma się czas, warto i jego obejrzeć. W środku jest sklepik, kawiarnia i muzeum poświęcone Hundertwasser'owi.
Jeśli zaś chodzi o obejrzenie bardziej klasycznych budowli, to najprzyjemniej jest odbyć spacer czy przejażdżkę tramwajem wzdłuż Ringu. Podziwianie zaczynamy od najstarszej publicznej budowli na Ringu, a mianowicie Opery , otwarta w roku 1869. Opera wydaje się nieco za bardzo pompatyczna i przysadzista, ale sprawia przynajmniej wielkie wrażenie.
Na jej tyłach znajdują się tak słynne hotele, jak hotel Sacher, z kawiarnią, w której zjedliśmy słynny Tort Sachera (nie smakował mi:), Imperial i Bristol.
My od Opery ruszyliśmy dalej nieco od Ringu, aby dojść na Karlsplatz, gdzie znajdują się na północnym jego końcu, dwa pawilony w roku 1899 zaprojektowane przez Ottona Wagnera jako przystanki miejskiej kolejki. Dziś nie spełniają tych funkcji, ale są tam muzeum Wagnera i kawiarnia.Jedna z jego stacji to wspominana przeze mnie już stacja metra Stadtpark. Pwilony przy Karlsplatz są piękne, ze zdobieniami secesyjnymi, motywami kwiatowymi, słonecznikowymi, złoceniami. Wyglądają pięknie.
Podeszliśmy stamtąd do Karlskirche, barokowego Kościoła poświęconego Świętemu Karolowi Boromeuszowi. Został on wybudowany po epidemii dżumy i poświęcony temu Świętemu, gdyż jest to Święty chroniący przed zarazą. Wnętrze, szczególnie Ołtarz główny i freski w kopule zasługują na obejrzenie. Po obu stronach portyku kościoła są dwie kolumny, które wzorowane są na rzymskiej kolumnie Trajana.
Następnie ruszyliśmy spacerem i obejrzeliśmy fasadę Politechniki, a następnie podeszliśmy pod Budynek Secesji, czyli pawilon wystawowy "Secesja" . Na jego szczycie jest złota kopuła , podobno zwana przez Wiedeńczyków, jako złota główka kapusty. Projekt budowli był projektem Josepha Marii Olbricha.
Następnie podziwialiśmy Pałac Sprawiedliwości, Parlament, Rathaus , przed którym rozstawiano akurat jakąś scenę, zdaje się,że na koncert, Burgtheater i Uniwersytet.
Następnie zwiedziliśmy Votivkirche, a potem doszliśmy do dzielnicy, w której znajduje się dom Freuda, przy ulicy Bergasse 19. W mieszczańskiej kamienicy ciągle podziwiać można poczekalnię, w gabinecie niewiele jest oryginalnych przedmiotów, te bowiem zostały w Londynie, dokąd wyjechał Freud, gdy został do tego zmuszony przez nazistów.
Tak więc, jak widać, każdy coś znajdzie dla siebie w Wiedniu, i miłośnicy klasycyzmu i miłośnicy sztuki nowoczesnej i ciekawych miejsc...Polecam spacerowanie po mieście, gdyż na każdym kroku można natknąć się na coś ciekawego.
poniedziałek, 30 maja 2005
Mówiłam, że w Wiedniu nie sposób się nudzić.
Dla lubiących muzea oczywiście też ich nie zabraknie!
My oczywiście nie zwiedziliśmy ich wszystkich, ale do paru się wybraliśmy.
I tak, odwiedziliśmy stojące naprzeciw siebie dwa gmachy, a w nich najpierw Kunsthistorisches Museum, czyli Muzeum Historii Sztuki, a innego dnia Naturhistorisches Museum, czyli Muzeum Historii Naturalnej, muzeum przyrodnicze.
W pierwszym zachwycalismy sie malarstwem, szczegolnie Pietera Bruegela. Jego ulubioną tematyką była wieś, w jego działach widać sporo maralizatorstwa, na przykład w obrazie "Chłopskie Wesele".
W Kunsthistorisches Museum oglądać można wiele innych wspaniałości , które wyszły spod pędzla Rembrandta, Vermeera (jedyne dzieło), Tycjana, Caravaggia itd...warto odwiedzić to muzeum, szczególnie, jeśli jest się miłośnikiem malarstwa.
Naturhistorisches Museum wydaje się być skansenem:) Niektóre z gablot wydają się być samymi w sobie obiektami muzealnymi, w dziale minerałów i darów ziemi, potrafią być słupy solne, które według opisu pochodzą z Galicji. Wydaje się, że jakby nie zauważono tam upływu czasu i tego, że historia płynie i coś jednak się zmienia.
Niemniej jednak samo to muzeum na pewno jest ciągle atrakcyjne dla dzieciaków, które mogą oglądać tam odlewy dinozaurów, modele zwierząt, modele kręgosłupów wielorybów itd...
W Hofburgu oglądać Muzeum Sisi, sławnej postaci , kontrowersyjnej, ale chyba jednak najbardziej ulubionej cesarzowej Austriaków. Jeśli Sisi rzeczywiście była tak szczupła w talii, jak można się domyślać patrząc na jej suknie, to albo była anorektyczką, albo ...nie wiem sama. Czytałam, że podobno rzeczywiście przesadnie dbała o swój wygląd. Zresztą jej życie wcale nie przypominało życia jak z bajki. Była nieszczęśliwa w małżeństwie, jej syn popełnił samobójstwo, w końcu ona sama została zamordowana przez anarchistę...
Znaczną część swego życia spędziła podróżując, uciekając niewiadomo dokąd i przed kim...ale dzięki temu, odwiedzający grecką wyspę Korfu mogą podziwiać zwiedzać pałacyk Sisi zwany Achillion.
Oczywiście wspominany już przeze mnie Pałac w Schonbrunn, a także apartamenty cesarskie w Hofburgu, to jedno wielkie muzeum.
Inne muzeum , które polecam, to MAK, czyli Muzeum Sztuki Stosowanej. Można tam podziwiać dzieła od czasów romańskich aż po współczesne, w tym dzieła słynnych Wiener Werkstatte, czyli Warsztatów Wiedeńskich, dla których pracowali tacy artyści, jak Oskar Kokoschka, Gustav Klimt i Egon Schiele.
Niestety, zbiory w Belvederze (Klimta prace na przykład) akurat w czasie, kiedy byliśmy były niedostępne dla zwiedzających, oj, ale się zezłościłam na to zrządzenie losu, bowiem na prace Klimta ostrzyłam sobie ząbki, no, ale co robić, zawsze w czasie zwiedzania jakaś rzecz nie pójdzie, jakby się chciało.
Natomiast w zamian poszliśmy do Albertiny, muzeum, które poszczycić może się jedną z największych na świecie kolekcji grafik.
Zbiory są tak wielkie, że nie ma możliwości obejrzeć ich wszystkich, często więc organizowane są wystawy czasowe.
Nas zachwyciły wspaniałe prace Durera.
Mieliśmy też to szczęście, że odwiedziliśmy dwie wystawy czasowe, między innymi wspaniałą wystawę prac Pieta Mondriana. Zachwyciłam się szczególnie jego wcześniejszymi pracami.
Jest co robić w Wiedniu, dla każdego znajdzie się tam coś miłego. Dobre restauracje ze smacznym jedzeniem z każdego zakątka świata, kluby dla lubiących zabawę, place zabaw dla najmłodszych, sklepy dla lubiących zakupy, muzea, ogrody, parki...tak, to miasto , w którym ciągle coś się dzieje.
Nie zapominajmy też o tym, że jest to miasto dla miłośników muzyki. Na ulicach stoją młodzi ludzie w ubraniach z epoki Mozarta i sprzedają bilety czy też karnety na koncerty organizowane w Operze czy salach koncertowych.
Nie sposób nudzić się w tym pięknym mieście!
Tagi: Wiedeń
19:09, chiara76 , podróże
Link Komentarze (2) »
wtorek, 24 maja 2005
Moje Imieniny zaczęłam w bardzo sympatyczny sposób, od wycieczki na Prater. I nie wielkie wesołe miasteczko było obiektem moich westchnień, a to wielkie słynne Młyńskie Koło, które góruje nad wesołym miasteczkiem.
Wchodzi się do wagonika, a on powoli przesuwa się w górę, a ty możesz wtedy podziwiać przepiękną panoramę Wiednia. Ta przejażdżka młyńskim kołem jest naprawdę przyjemną rozrywką. Podziwiałam więc po raz kolejny, jak wiele zieleni jest w Wiedniu. Także widzieliśmy dachy kościołów, które potem zwiedziliśmy, widzieliśy też UNO City, czyli siedziba różnych organizacji międzynarodowych, w tym ONZ, widzieliśmy też Wzgórze Kahlenberg, które odwiedziliśmy prawie na końcu naszej wyprawy.
Po zakończeniu szybowania w chmurach na młyńskim kole poszliśmy zobaczyć wesołe miasteczko, nie skorzystaliśmy z żadnej z atrakcji, wolelismy bowiem wrócić w stronę metra wzdłuż główniej alei Prateru. Stamtąd pojechaliśmy na chwilę zobaczyć wyspę na dunaju zwaną Donauinsel , czyli Wyspa Dunajska. Na niej położone są restauracje i kluby, w których zapewne wieczorem można się wybawić. My rzuciliśmy okiem na Dunaj , obejrzeliśmy nieco bliżej UNO City i wróciliśmy do centrum, gdzie odbyliśy rundkę po Kościołach, najpierw wstąpiliśmy do Stephansdom, a potem do kościoła Dominikanów i Jezuitów.
W Stephansdom podziwialiśmy sklepienia, wnętrze, w tym jej najcenniejszy zabytek, 16 wieczną kazalnicę z przedstawionymi na niej postaciami czterech Ojców Kościoła. Z zewnątrz Katedra wygląda naprawdę imponująco, szczególnie jej 137 metrowa wieża południowa, zwana przez Wiedeńczyków pieszczotliwie Steffl.
Początki katedry sięgają podobno 1130 roku, kiedy to została na tym miejscu zbudowana romańska bazylika.
Wieczór spędziliśmy ucztując i obchodząc moje Imieniny w jednej z najsłynniejszych restauracji Wiednia, słynnej Griechenbeisl, prawdopodobnie najstarszym wiedeńskim zajeździe, odwiedzanym w przeszłości przez takie sławy, jak Beethoven, czy Brahms. Oczywiście zamówiliśmy tam słynny Wiener Schnitzel i butelkę dobrego austriackiego wina.
Tagi: Wiedeń
14:19, chiara76 , podróże
Link Komentarze (1) »
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
O autorze
Zakładki:
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Moja Strona na
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...