Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
wtorek, 13 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Szara Godzina. Katowice (2017). 

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki i Wydawnictwa.

Jest to wznowienie debiutanckiego zbioru autorki wydanego w 2014 roku.

Dlaczego lubicie do mnie zaglądać gdy piszę o książkach? (Ciekawe, w sumie). Może dlatego, że nie posłodzę jeśli się nie da albo że napiszę wprost jak coś mi się nie spodoba, rozdrażni? No nie wiem w sumie czy są to takie powody ale mam nadzieję, że ci, którzy czytają moje słowa na temat książek wiedzą, że są one prawdziwe (i co podkreślam zawsze, subiektywne).  Nie umiem kadzić, jeśli ktoś tego oczekuje, to niestety, nie u mnie.

Ten wstęp prowadzi do tego, że chcę wyjaśnić ,że ten zbiór opowiadań, który właśnie czytałam , spodobałby mi się o wiele bardziej i ocenę dałabym mu z pewnością wyższą gdyby nie...jedno zawarte w nim opowiadanie. Niestety, to jedno opowiadanie zaważyło na moim odbiorze zbioru. Szkoda. Mowa o opowiadaniu pod tytułem "Niespodzianka". Jest to (według mnie, przypominam i naprawdę nie trzeba się ze mną zgadzać) opowiadanie kompletnie w tym zbiorze niepotrzebne, nie mam nijak pojęcia w sumie dlaczego się znalazło. Jest smutne i z niepotrzebną pointą (krzywda zwierzęcia). Nie , nie nie. Mówię mu wielkie, zdecydowane "nie!". I żal mi, że niestety ale jego obecność w tym zbiorze zaważyło na mojej całej opinii. 
A reszta opowiadań (ogólnie jest ich osiemnaście) całkiem mi się podobała. Jedne bardziej , inne mniej ale z przewagą na bardziej, zwłaszcza te około literackie. Widać, że autorka ma tę samą pasję co ja czyli książki i literaturę i widzę też,że mamy podobne spojrzenie na niektóre sprawy (opowiadanie "Sodówka").

Opowiadania są krótkie ale treściwe. Jak już wspomniałam, mnie samej najbardziej podobały się te świadczące o pasji miłości do książek i literatury i zmagań twórczych jednostki, która chciałaby (napisać książkę i odnieść sukces) ale boi się. Czasem jest to napisane bardziej na wesoło, czasem mniej, czasem prześmiewczo, czasem po prostu konkretnie. Tak czy inaczej, te opowiadania sprawiły mi najwięcej radości. Są to więc "Spotkanie", "Polubić czytanie" (jakby mnie naszło na zmuszanie Syna do czytania to koniecznie do niego powrócę, żeby sobie przypomnieć dlaczego to może być niekoniecznie najlepsza droga :P ) , "Sponiewierane życie", "Głód", "Sodówka", "Larwa".
W "Sodówce" zabawnie przedstawiono to jak niektórym literatom potrafi uderzyć powiedzonkowa woda sodowa do głowy po tym jak osiągną jakiś sukces. "Sponiewierane życie" i "Spotkanie" zawiera zabawne odniesienia do literatury światowej. 
W "Polubić czytanie" widzimy nieco nadgorliwego tatusia (w sumie to go rozumiem, też chciałabym aby mój Syn czytał skoro ja tak kocham książki), który swoją nadgorliwością powoduje nieco inne niż sądził efekty dotyczące czytania jego syna. 

Niby zbiór opatrzony jest podtytułem "Opowiadania i humoreski" ale właśnie wśród tych humoresek trafiły się też teksty bardzo wzruszające, mądre, takie niewesołe ale zdecydowanie prawdziwe jak "Nie w swoim mieszkaniu", "Starość", "Mój różowy pokój", "Kula u nogi". Te ostatnie, nie humoreski właśnie , stanowią zbiór opisu kilku sytuacji, zdarzeń a jednocześnie pokazuje jak bacznie obserwuje rzeczywistość Anna Sakowicz. Niektóre z nich ("Nie w swoim mieszkaniu" ) aż ściskają za serce i powodują napływ łez pod powiekami. To opowiadanie o tym jak czują się osoby, które z tych czy innych powodów tracą pamięć. "Starość" to opisana w niewielkiej treści specyficzna rozmowa. "Mój różowy pokój" to niespełnione marzenie małej dziewczynki żyjącej w PRL-u i próba ratowania samopoczucia dziecka przez jej mamę. 

W humoreskach autorce udaje się niby to śmieszkami i wesołością ale przemycić nie tylko to, co śmieszy ale i jest ważne i powinno stanowić priorytet. 

Znów to napiszę, nie umiem ocenić zbioru bez tego niesmaku po opowiadaniu "Niespodzianka". Tak mnie ono uwiera i takie niezbyt pasujące do reszty mi się wydało. Być może go nie zrozumiałam i może nie umiem zachować obiektywizmu w odniesieniu do tego, co jest w nim opisane, trudno, nie potrafię. 
Moja ocena to 4.5 / 6.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2017).

Książkę  (z miłą dedykacją) udało mi się wygrać na stronie autorskiej pani Renaty Kosin na Fb. W dodatku wygrałam nie tylko książkę ale bardzo ciekawie skomponowany "zestaw zapachowy" tak więc książka i jej lektura została wzbogacona o możliwość poprawienia sobie klimatu i nastroju miłymi zapachami (w przesyłce bowiem były między innymi świeczki zapachowe).

Wracam jednak do samej książki. Chyba około roku temu sięgnęłam po "Sekret zegarmistrza" tej autorki. W "Tatarce" poznałam dalsze losy bohaterek książki, Leny i jej córki Kseni, z tym, że w tej części opowieści to córka jest na planie pierwszym. Bujany na Podlasiu to miejsce, w którym w domu przodków mieszka Lena. Ksenia na co dzień nie mieszka od dawna z matką, uczy się w Białymstoku ale wolny czas spędza w domu z mamą. Akcja książki rozpoczyna się w Noc Świętojańską , kiedy dzieją się rozmaite działania związane z tą niepowtarzalną nocą. Ale to nie Noc Świętojańska a Juwenalia staną się przyczynkiem do prywatnego śledztwa, którego podejmie się Ksenia. Poznaje na nich bowiem pewnego Tatara, Emira, i to spotkanie uruchomi przekonanie, że Ksenia musi dowiedzieć się prawdy na temat swojego pradziadka. Od dawna bowiem w rodzinie krążyła opowieść, że Ignacy Kudela miał tatarskie korzenie. Na ile jest to prawda? Ksenia postanowi zająć się tą pogłoską i raz na zawsze wyjaśnić kto ma rację. 

W książce ciekawie opisano zwyczaje polskich Tatarów zamieszkujących rejon Kruszynian. Stworzona została interesująca galeria postaci z oryginalną Zulejką, fałdżejką. Kim konkretnie jest Zulejka? Tego można dowiedzieć się z książki. 

Ksenia tak bardzo zajęta jest rozwiązywaniem bardzo zaplątanej rodzinnej przeszłości i tajemnic, że zapomina, że jej uczucia zostały wystawione na próbę i że tak naprawdę jest ostatnio nie do końca szczęśliwa. A na koniec odkrywa może i mało oryginalną prawdę ale jednak prawdę , że nie jest tak łatwo znaleźć prawdziwą miłość i że to uczucie nie przydarza się każdemu. I być może, że to jest najbardziej istotna wiedza, jaką Ksenia wynosi z całej tej historii. 

Moja ocena to 5 / 6. 

Wydana w Wydawnictwie Szara Godzina. Katowice (2016). Ebook.


Ponieważ niedawno zamówiłam sobie do recenzji wznowienie innej książki Anny Sakowicz, postanowiłam przeczytać coś Jej autorstwa zanim dotrze do mnie książka.


I tak oto jestem po lekturze "Niedomówień". Wybrałam ją bo akcja książki dzieje się w Gdańsku, który bardzo lubię i nawet jeśli nie jest to książka z gatunku tej, w której to miasto jest bohaterem, miło było poczytać coś dziejącego się właśnie w tym mieście.


Bohaterką książki jest Janka, kobieta około czterdziestki. Swoje dość niemodne jak dla kobiety współczesnej imię nosi w wyniku uwielbienia jakim jej dziadek i ojciec a także ona sama (aczkolwiek jej miłość na wybór imienia nie miała oczywiście wpływu) darzą Jana Gutenberga. Zarówno bowiem ojciec Janki jak i ona sama są drukarzami. Janka po 89 roku przejęła po tacie rodzinny interes i prowadzi drukarnię. Niestety, ku jej żalowi, najmniej w tym miejscu drukuje się książek. Co jakiś czas jest święto gdy udaje się drukować tomik poezji przyniesionej do druku przez samego autora. 


Janka ma nie bardzo poukładane życie osobiste i właściwie w jej życiu nie ma obecnie miłości. Poznajemy ją w chwili gdy kończy związek, który dawno się wypalił a jedyną jej miłością chociaż oczywiście co logiczne, nie odwzajemnioną , jest właśnie Gutenberg. Któremu to zanosi pod jego pomnik w parku każdą wydaną książkę. Zostawia pod figurą wynalazcy druku z nadzieją, że znajdzie książkę ktoś, kto drukowane pismo a raczej treści, które druk niesie, kocha równie mocno jak ona sama. A pewnego dnia pod pomnikiem Janka znajduje nietypową wiadomość skierowaną do niej samej. Od tej pory zacznie swoje prywatne śledztwo mające na celu wyjaśnienie kto i dlaczego zostawia jej samej pod pomnikiem Gutenberga fotografie związane właśnie ze słynnym Niemcem. 


Janka spróbuje dowiedzieć się kto stoi za dziwną formą komunikacji z nią a jednocześnie będzie się starała poukładać swoje zwichrowane życie uczuciowe. Tym bardziej, że czuje się mocno zmęczona naciskami ze strony najbliższej rodziny na to aby się nareszcie ustatkowała. 

Osobnym wątkiem jest pewna ważna praca głównej bohaterki. Janka pisze niezwykle istotną dla swojej rodziny , zwłaszcza jej dziadka, pracę. Jest to reportaż dotyczący Pelplińskiej Biblii i jej losów związanych w oryginalny sposób z jej dziadkiem. 
W książce to właśnie ów wątek i ten dotyczący fascynacji Janki postacią Gutenberga spodobał mi się najbardziej bowiem lubię pasje innych jak również interesuję się sztuką i sprawami związanymi z zabytkami. Sprawy uczuciowych zawirowań głównej bohaterki zainteresowały mnie najmniej.

Moja ocena to 4.5 / 6.

niedziela, 11 czerwca 2017

...od kiedy, według Was, kobieta lub mężczyzna (w tym przypadku skupię się bardziej na kobiecie chociaż chętnie usłyszę opcje i od panów na temat kobiet i mężczyzn) wkracza w tak zwany "dojrzały wiek"?
Bo to, co każdy z nas ma na myśli pisząc "wiek dojrzały" to zapewne pomysł na zupełnie nowy post chociaż wypowiedzi w tej kwestii również mile widziane. 

czwartek, 08 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook. Książkę przeczytałam dzięki uprzjemości Wydawnictwa.

Przełożył Andrzej Flisek.
Tytuł oryginału Madre e Hija.

Niesamowite jak tak młodej osobie jaką jest autorka urodzona w roku 1988 udało się "popełnić" tak dojrzałą książkę jaką jest "Matka i córka". Czyli jednak nie jest najwyraźniej tak, że to suma doświadczeń składa się na treść. A może i nawet suma owych doświadczeń ale niekoniecznie muszą to być doświadczenia własne? Wystarczą te zasłyszane?

W "Matce i córce" przedstawione są cztery kobiety postawione w sytuacji, w której nie chciały się znaleźć ale się znalazły. Zmarł mężczyzna będący dla nich mężem, ojcem, bratem. Teraz zostały na świecie same a ich dom, w którym mieszkają trzy z nich to istny tygiel. Pełen emocji ale też przede wszystkim pełen niedopowiedzeń, niedomówień, tajemnic skrywanych przed sobą wzajemnie. Albo przynajmniej tak się im wydaje. Tak się przypadkiem złożyło, że kiedy zaczęłam czytać "Matkę i córkę" przypomniałam sobie recenzje kilku innych czytanych przeze mnie książek dotyczących relacji matek i córek. Nie ma właściwie pozytywnych czy optymistycznych książek na ten temat a i ta nie odbiega od tego, co do tej pory czytałam. 

"Matka i córka" to książka niewielka ale bogata w treść. Ta treść dotyczy myśli nie tylko na temat relacji matki i dorastających czy wręcz dorosłych córek ale również ogólnie na temat współczesnych kobiet. Które dorastały w zupełnie innej rzeczywistości i wśród innych wartości niż ich córki. Jednak wszystkie te kobiety, zarówno te młode jak i te starsze łączy jedno. Pragnienie szczęścia, zaznania w życiu miłości a przynajmniej tego aby móc przeżyć swoje życie w przekonaniu, że było warto. 

To kobiety wtłoczone w przekonania "co wypada" ale i te, które postanowiły zerwać kajdany obyczajności dotyczące ich matek. Tylko czy owo zerwanie oznacza, że naprawdę stają się wolne? Niezależne? I dlaczego jest tak, że matki przekonane, że "każda kobieta chce mieć dziecko" wcale nie wyglądają na takie, które w tym macierzyństwie są szczęśliwe?

Po raz kolejny rola mężczyzn została nieco umniejszona chociaż w tej książce akurat nie jest ona zupełnie zmarginalizowana. Znowu jednak mężczyźni, nawet ci już nieżyjący, wciąż na swój sposób sterują poczynaniami i decyzjami kobiet. Które najwyraźniej nie są szczęśliwe. Dodatkowo przygnębiające są jednak układy między nimi samymi, a przynajmniej jeśli nie przygnębiające to mocno skomplikowane i trudne, jednak nie całkowicie beznadziejne. 

Bardzo lubię książki z kobietami w roli głównej opisujące ich niełatwe relacje. To taki jak wspomniałam tygiel, w którym podgrzewane latami emocje i niewyjaśnione sprawy mogą zaowocować wybuchem.

Nazwisko autorki będę miała w pamięci na pewno bo ta książka ogromnie mi się podobała. I mam wielką ochotę na więcej jej prozy tym bardziej, że jej książka potwierdziła to, co od dawna podejrzewałam, że "dużo nie musi oznaczać dobrze", może być krócej ale treściwie i po prostu dobrze. 
Z jeszcze takich "technicznych" spraw to ogromnie podoba mi się okładka książki. 

Moja ocena to 6 / 6. 

 

 

sobota, 03 czerwca 2017

Wydana w Wydawnictwie Replika. Zakrzewo (2017).

Tą książką zainteresowałam się już kiedy pierwszy raz o niej wyczytałam, że się ukazała. I gdy trafiliśmy na Targi Książki to ona stanowiła mój jedyny nabytek.

Zainteresowała mnie dlatego, że jest to historia prawdziwa. Joanna Stovrag opisała swoje własne przeżycia najpierw jako studentki, która w ramach studiów trafiła do Sarajewa by tam się uczyć, a następnie już w Polsce jako zakochanej w poznanym w Sarajewie chłopaku dziewczynie. 
Joanna i Sejo, gdyby poznali się nieco później...zapewne nie powstałaby ta książka. Ale poznali się na dosłownie chwilę przed wybuchem wojny na Bałkanach i tak ich miłość została wystawiona na najcięższą z prób. Bowiem oprócz faktu rozłąki z powodu banalnego jak ten, że Joanna musiała wrócić do Polski doszedł fakt wojny i codziennej niepewności co tak naprawdę może się stać. 
Jakby ten związek i tak od początku nie był pełen wyzwań. Sejo bowiem nie tylko jest obcokrajowcem ale również wyznaje inną religię niż Joanna. Już tu można pokusić się o stwierdzenie, że przed młodymi stało sporo wyzwań i konieczność ustępstw w wielu kwestiach. A co dopiero w takiej sytuacji gdy doszły wydarzenia ekstremalne. 
Jednak miłość Joanny i Sejo najwyraźniej była na tyle silna aby wiele wytrzymać. I wytrzymała. Para jest ze sobą do dziś. Nie popełniam tu spoileru albowiem jest to fakt powszechnie znany i żadna tajemnica ale muszę powiedzieć, że pomimo świadomości tego faktu czytałam książkę z wielkim przejęciem i wzruszeniem. I z masą refleksji po raz kolejny, że jak to możliwe, że odgórne działania polityków mogą doprowadzić do aż tak silnej eskalacji konfliktu, że wybucha wojna. Która to wojna zawsze oznacza zło nie dla tych polityków, którzy o niej decydują ale dla właśnie zwykłych ludzi. Którzy, co ciekawe, do niedawna przecież żyli w normalnych układach, w zgodzie, w sytuacji, gdy wyznanie nie miało znaczenia podczas doboru przyjaciół a bywało, że nawet nie stanowiło przeszkody podczas zawierania związków małżeńskich.

Mnie czytało się tę książkę z lekkim poczuciem skrępowania, bo jednak czytałam zawarte w niej listy Sejo do Joanny. Oczywiście wiem, że jest to za zgodą obojga partnerów ale jednak miałam poczucie , że wchodzę na czyjeś prywatne pole...starałam się jednak stąpać wyjątkowo ostrożnie.

Krótki epizod studiowania i beztroski młodych szybko zastępuje czas Joanny oczekującej na rozwój sytuacji już w Polsce. Książka to opis zarówno życia mieszkańców oblężonego Sarajewa ale również pozostawionej zakochanej i nieszczęśliwej dziewczyny. Jest to książka bardzo osobista i dlatego pewnie pozostawia takie wrażenie.

Wiem, że można starać się odczytywać ją przede wszystkim jako książkę o dziewczynie i chłopaku, których dzieliło wiele i wydawało się niemal niemożliwe, że ze sobą będą. Ja jednak odczytałam ją najbardziej jako książkę o sile i miłości rodziny. Która to siła i miłość dana dziecku procentuje na zawsze. Joanna Stovrag miała bowiem bardzo dobry dom rodzinny, w którym rodzice najwyraźniej nie podcinali dzieciom skrzydeł a (jeśli nawet mieli zastrzeżenia) puszczali dzieci w świat z przekonaniem , że wychowali je na tyle dobrze, że te dzieci w świecie poradzą sobie wystarczająco. Jest to też książka, w której autorka nie wstydzi się pisać o swojej wierze i o tym, jak Ona sama w tej wierze właśnie odnalazła siłę w czasach, gdy nic nie było pewne i gdy nie widziała żadnego jasnej strony sytuacji. 
Do książki dołączone są też fotografie z prywatnych zbiorów państwa Stovrag co jeszcze bardziej wzmaga odbiór książki i sprawia, że Joanna i Sejo stają się nam bliscy, jak przyjaciele, którym kibicujemy.

Tak, "Chwila na miłość" to opowieść o miłości, która umiała pokonać przeciwności. I te większe i te fundamentalne. I te, na które zarówno Joanna jak i Sejo mieli wpływ jak i te, które działy się poza nimi. I tak, udało się stworzyć rodzinę, kochającą się podkreślę, pomimo wielu różnic. Ale najwyraźniej sprawy wielkie, ważne u obojga na tyle się zgadzały, że udało się pokonać przeciwności. 

Trudno ocenia się książkę będącą opowieścią o życiu bo jakże to ocenić czyjeś życie? Niemniej jednak samą książkę ocenić chcę jako treść, która mi się podobała i która wciągnęła. A więc daję jej notę 6 / 6.

środa, 31 maja 2017

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook.

Przełożyła (jak zwykle dobrze) Aleksandra Stronka.

Tytuł oryginalny Жизнь после жизни

Ta książka przeszłaby mi koło nosa bo promocji czy zapowiedzi jej nie widziałam prawdę mówiąc żadnych gdyby nie Świat Czytników, który o jej promocji wspomniał. I nagle zorientowałam się, że wyszła najnowsza książka jednej z moich ulubionych autorek kryminałów. 

Ta część to druga (również wydana przez to wydawnictwo) książka o Anastazji Kamieńskiej już na emeryturze po kilkudziesięciu latach pracy w Milicji. I taka to książka z nutką refleksji, smuteczku, taka nawet powiedziałaby, jak to określają Rosjanie lekuchno duszoszczipatielnaja. 
Anastazja Kamieńska w tej części przechodzi pewnego rodzaju zmianę duchową i fizyczną na końcu książki. Okazuje się, że na emeryturze z tej silnej i twardej kobiety wychodzi o wiele więcej ciepła niż mogłam się tego po niej spodziewać czytając wcześniej dziejące się kryminały autorki. Taka to książka rozliczeniowa i dla Kamieńskiej i sądzę, że trochę dla samej Marininej , która przecież też wiele lat przepracowała w Milicji. 

A zaczyna się w chwili gdy Kamieńska zostaje wysłana do pewnego niewielkiego miasta w celu przyjrzenia się zbrodniom, które się tam wydarzyły. W dość niewielkim odstępie czasu zamordowano tam bowiem dwie starsze panie. Obie łączył fakt uczęszczania do klubu dla seniorów. Czy powodem zbrodni są sprawy z przeszłości obu kobiet czy też może zbrodnie wiążą się z samym klubem? Tego właśnie chce dowiedzieć się zleceniodawca śledztwa Kamieńskiej, właściciel owego klubu dla starszych osób.

W "Życiu po życiu" Kamieńska "zderzy się" z własnym lękiem i obawami przed życiem emeryta a jego obrazem, który ujrzy po przybyciu do miasta. Krzepiące jest to, że obraz ten nie będzie obrazem nędzy i rozpaczy i chyba to spowoduje zupełnie inne spojrzenie samej Anastazji na jej własną emeryturę i odejście z pracy, którą lubiła. 

Myślę, że ta część opowieści o Anastazji Kamieńskiej jest jedną z najciekawszych w cyklu właśnie ze względu na rozbudowane walory psychologiczne i możliwość ujrzenia głównej bohaterki w innym niż do tego przywykliśmy, świetle. 

Bardzo mi się ta książka podobała. Bardzo. Moja ocena to 6 / 6.

 

poniedziałek, 29 maja 2017

...rodzice to jak dinozaury (albo gorzej). 

Dzisiejsze pytanie na dobry dzień od Syna "Mamo, a ty pamiętasz wielki wybuch w Kosmosie?".

 

Kurtyna :P

piątek, 26 maja 2017

...Dnia Mamy dla Wszystkich odwiedzających mnie Mam przesyłam Najlepsze Życzenia. Zdrowia dla Was i dla Waszych Bliskich, wiele Szczęścia, Radości. Pociechy z Pociech i partnerów aby byli fajnym wsparciem dla mam na drodze rodzicielstwa, które ma różne odcienie przecież. W tym dniu myślę też o mamach takich, jak ja, które w tym dniu mają wspomnienie swoich nieżyjących dzieci. Mam w pamięci też mamy dzieci chorych czy niepełnosprawnych, życzę Wam wiele siły i spokoju (bo zdrowia już życzyłam). Myślę też w końcu o tych, którzy swoich Mam już tu na ziemi nie mają. Również mam Was w sercu. Wiem, że jesteście tacy wspaniali właśnie dzięki Nim, Waszym Mamom. 

Ja dziś siedzę i pochlipuję ze wzruszenia. Panie z przedszkola Jasia zorganizowały wspaniałą sprawę. Każde dziecko ma zdjęcie z kartką, na której zostało wydrukowane parę słów o  jego mamie, jak rozumiem, słowa te są autorstwa dziecka, a na końcu wszystkie dzieci stoją z kartkami z literkami układającymi się w napis "Mamo, kocham Cię" :)))

środa, 24 maja 2017

Wydana w Wydawnictwie Dowody na Istnienie. Seria Reporterska. Warszawa (2017). Ebook.

Po pierwsze, niech żyją promocje ebookowe :) Na "Ludzi z Placu Słońca" "czaiłam się" jakiś czas. Reportaż o współczesnej Hiszpanii? No, to było dokładnie to, co chciałam przeczytać. A fakt, że książka ukazała się w tym konkretnie wydawnictwie dodawał jej tylko zalet. Wiedziałam bowiem, że otrzymam porządny reportaż. I dlatego gdy ujrzałam ją w świetnej cenie w promocji z okazji Targów Książki w jednej z księgarni nie wahałam się ani chwili. I jeszcze tego samego dnia zaczęłam jej lekturę.

"Ludzie z Placu Słońca" nie są oczywiście książką omawiającą zalety turystyczne kraju. Domyślam się, że jednak wszyscy sięgający po to widząc, że ukazała się jako reportaż, domyślają się tego ale wolę zaznaczyć na wszelki wypadek bo a nuż ktoś w porywach nabędzie przekonany, że poczyta o gorących plażach, sangrii czy Flamenco a tu niekoniecznie. 

Kilkanaście reportaży w tej książce przenosi czytelnika do współczesnej Hiszpanii. I jednocześnie niemal dosłownie zwala z nóg. Dla mnie bowiem była to lektura z gatunku przejmujących i nie oszczędzających. Na emocjach. O tak, ta książka "uwiera", jej się tak łatwo nie zapomina. A jednocześnie, co wspaniałe bo to w dobrym reportażu lubię, obyło się bez manipulowania czytelnikiem emocjonalnie. Aleksandra Lipczak opisuje, prowadzi nas w swoich kolejnych reportażach poprzez bolączki współczesnej Hiszpanii ale udaje jej się to w sposób dyskretny. Owszem, pojawia się jako narratorka, przedstawia nam swoich rozmówców czy pokrótce streszcza wydarzenia, do których się odnosi. Czyni to jednak w sposób wyważony, nie stawiając siebie, reporterki w centrum wydarzeń (co niestety, czasem niektórym się zdarza).

Reportaże dotykają największych problemów dzisiejszej Hiszpanii takich jak problem mieszkaniowy. Spekulacje na rynku mieszkaniowo budowlanym i niejasna zasada udzielania kredytów w krótkim czasie doprowadziła do wielu problemów. Utraty mieszkań przez dotychczasowych mieszkańców, konieczności opuszczenia lokali, rozpadów rodziny. Autorka opisuje więc ruch, który narodził się w odpowiedzi na to zjawisko i który ma na celu społeczne wsparcie i pomoc sobie wzajemnie w takiej sytuacji. 

Nie obyło się bez wspomnień o Franco i o kraju za jego rządów a raczej o tym, że pogrzebanie na siłę starych grzechów bez rozliczenia się z nich i zadośćuczynienia nigdy jeszcze do niczego dobrego nie doprowadziło. 

Jest kilka naprawdę wstrząsających fragmentów, reportaż o poszukiwaniach szczątków osób zaginionych podczas władzy sprawowanej przez Franco jest jednym z najbardziej poruszających.

Ale przeczytamy też o żądaniach niepodległościowych Katalonii czy wsi, w której do niedawna pobito chyba rekord zawierania związków małżeńskich odkąd jej burmistrz oznajmił, że udzieli ich wszystkim parom,które się zgłoszą. Kilkanaście rozdziałów i każdy na temat innego problemu a jednocześnie wszystkie na swój sposób się zazębiają i wynikają jeden z drugiego. Wspaniale napisane. 

Wypisałam sobie dwa fragmenty z tej książki, bo one dobrze oddają klimat i to o czym ten zbiór reportaży jest. 

"(...) Hiszpania w drugiej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku to kraj, który lubi sobie schrupać na deser własne dzieci".

A drugi to :

(...) Trochę jak w barcelońskim metrze : co pasażer to inna historia i kraj urodzenia w metryce".

Mnie ta książka doskonale uzupełniła mój obraz Pedro Almodovara, coś niecoś dodatkowo mi się wyjaśniło.

Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla osób interesujących się Hiszpanią z tym, że obraz tu przedstawiony na pewno daleki będzie od nadmiernego optymizmu. Ale też nie jestem pewna czy w dzisiejszej Europie w ogóle jest zbyt dużo miejsca na optymizm. 

Moja ocena to 6 / 6.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...