Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
środa, 08 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2016). Ebook

 

Tak mi się spodobały przygody Kaliny,o których czytałam w książce "I że ci nie odpuszczę" , którą to wygrałam na stronie autorki na Fb, że sięgnęłam po kontynuację przygód. Zainteresowanym przypominam, że o pierwszej części pisałam w tym wpisie. I jeśli ktoś chce poznać wszystkie części po kolei może niech dalej nie czyta bo na pewno coś niecoś mogę zdradzić. 

"Kocha, lubi, szpieguje" rozpoczyna się w chwili gdy Kalina wiedzie szczęśliwe życie z kimś jej bliskim czyli poznanym w części pierwszej Markiem. Marek prowadzi biuro detektywistyczne ale to tak naprawdę znów Kalina podejmie się pracy detektywa. Gdy kolejny raz trafi do Kamionek, gdzie znów spotka się z serdecznymi jej ludźmi poznanymi rok temu jak również pozna pewnego psiaka. Porzuconego.
I teraz tak, na pewno z jednej strony miałam udaną lekturę bo pośmiałam się znów nad losami Kaliny i jej śledztwem. A będzie co śledzić bo jeden z gości SPA zostanie zamordowany.
Niemniej jednak wielkim plusem tej książki jest fakt zwrócenia przez Joannę Szarańską uwagi na problem pozbywania się psów, zwierząt, które z jakichś przyczyn stają się "niewygodne" dla właścicieli. Wiem , że autorka jest wielką miłośniczką zwierząt i ich dobro leży Jej bardzo na sercu i to się czuje czytając tę książkę. Cieszę się, że ten temat został poruszony i nieważne, że w książce raczej pogodnej bo według mnie warto jest go poruszyć i w takiej właśnie formie bo problem jest, nie znika. A jak znam życie, to zaraz zacznie się dziwne zwiększenie psich pensjonariuszy w schroniskach jak to zawsze ma miejsce z fatalnie wymyślonymi "prezentami" świątecznymi w okresie letnich wakacji.
Tak więc ja podczas czytania drugiej części opowieści o Kalinie, zwróciłam uwagę szczególnie na ten naświetlony problem. Cieszę się ,że Szarańska pokusiła się o wplecenie tego w fabułę.
Być może niewiele to da bo wątpię aby książki tej autorki czytały osoby, które zdobyłyby się na czyn tak niedobry ale być może zwróci uwagę na problem a na pewno pomoże zdobyć wolontariuszy czy darczyńców w schroniskach dla zwierząt.

Moja ocena 5 / 6 

 

...Dzisiejszego dnia życzę sobie i Wam, wszystkim odwiedzającym mnie Kobietom, Wszystkiego Najlepszego. Zdrowia dla Was i Waszych Bliskich, Szczęścia, Miłości i Spokoju.
Jak najmniej kłód rzucanych nam pod nogi, jak najwięcej przyjaźni, dobra i wsparcia.
Braku tych, którzy "wiedzą lepiej" od Was co jest dla Was najlepsze.
I myślcie częściej o sobie samych, bądźcie dla siebie ważne.  

 

wtorek, 07 marca 2017

...i oto dziś świętuję 41-wsze Urodziny. 
Za nieco więcej niż pół godziny będzie równo :)
Jak mi się żyło w pierwszym roku po skończeniu czterdziestu lat? Dobrze. 
A doszła mi nie tyle pyskatość (dziś do Tani mówiłam przez telefon, że pyskata zawsze byłam tylko bardziej przejmowałam się, żeby komuś się nie zrobiło przykro) a od skończenia czterdziestki, nie wiem, katalizator to jakowyś był czy coś, uaktywniło mi się "jak mi ktoś robi przykrość mówię co o tym myślę". Kiedyś bardziej byłam czy ja wiem, ugodowa czy może serduszko na dłoni, teraz jak mi nie pasuje a komuś się wydaje, że może mi wszystko powiedzieć a nie wiadomo w sumie, czemu bo i dlaczego podejrzewa się,że ma takie prawo? to stawiam kontrę. Jak miło. Wreszcie czuję, że żyję :P

A serio, naprawdę jakoś dałam sobie samej więcej możliwości pokazania ludziom co mi się w ich traktowaniu mnie niekoniecznie podoba. 

Jakby ktoś chciał powinszować to możemy na życzeń składanie ten wpis potraktować :)

 

poniedziałek, 06 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

"Trąf, trąf, misia, bela...", kto z nas nie zna tej dziecięcej wyliczanki? Ręka w górę, kto ją recytował niejeden raz. 
Ta dziecięca wyliczanka jednak w rezultacie okaże się złowieszcza a nie radosna i kojarząca się z zabawą. A jeśli z zabawą to z zabawą, którą wymyśla jakiś naprawdę zły człowiek a może i zaburzony umysł jest w stanie na coś takiego wpaść.

Tytułem wyjaśnienia, nie czytałam poprzedniej książki Dagmary Andryki pod tytułem "Tysiąc". Nie wiem więc co dokładnie zdarzyło się w pewnym przedziwnym miasteczku, w którym przebywała w poprzedniej książce bohaterka, Marta Witecka, dziennikarka. Która to pojawia się i w "Trąf, trąf, misia, bela". Można czytać oczywiście tę książkę bez znajomości pierwszej, wspomnianej przeze mnie, ale na pewno dobrze byłoby wiedzieć, co tak naprawdę zdarzyło się w życiu bohaterki.

Marta Witecka na wieczorze autorskim związanym z promocją jej książki spotyka kobietę, która prosi ją o pomoc. Anna Kleynocka prosi Witecką o przeprowadzenie czegoś w rodzaju prywatnego śledztwa. Albowiem policja, która powinna się zająć dochodzeniem,nie widzi z wydarzeniach niczego co stanowiłoby podstawę do sądzenia, że mamy do czynienia z przestępstwem. Ot, dzieją się nieszczęśliwe wypadki. 
A rzecz dotyczy grupy przyjaciół. Grupa ta w lecie 1984 roku na obozie sportowym w Trzciance zawiązali coś na kształt tajnego stowarzyszenia. Nastolatki, daleko od domu, domy różne, najczęściej mocno problematyczne dzieciństwo, i nagle możliwość stworzenia zamkniętego kręgu, który jest nacechowany hermetycznością i czymś na kształt elitarności.
Mijają lata, jest już początek roku 2014 kiedy to właśnie kobieta należąca ongiś do grupy prosi Martę Witecką o pomoc.
Grupa nie utrzymywała mocno ścisłych kontaktów niemniej jednak przez te dziesiątki lat jej członkowie kontaktowali się ze sobą.
A teraz zaczyna się dziać coś bardzo złego, bo dwóch członków grupy ginie w tajemniczy sposób. Wydaje się, że jest to zbieg nieszczęśliwych okoliczności, w których nie uczestniczyły osoby trzecie. Niemniej jednak dawno temu, w Trzciance, działo się coś, co teraz zaczyna się wracać w niedobrych konsekwencjach. A członkowie dawnej grupy zaczynają się bać , że dziecięca wyliczanka bardzo szybko spowoduje kolejne śmierci. 

Marta Witecka godzi się na współpracę z Anną, poznaje resztę członków grupy i rozpoczyna się dziwna i bardzo niebezpieczna gra z mordercą. 
Ta książka niestety, była dla mnie zbyt ciężka swoją tematyką, tym, co tak naprawdę działo się na owym obozie sportowym i tym jak opisane zostały konsekwencje w życiu poszczególnych członków stowarzyszenia. Trochę mnie nawet to wszystko zmęczyło , niemniej jednak mogę to też położyć na karb tego, że ostatnio nie czytam kryminałów, chyba poczułam, że nastąpiło w moim czytelniczym życiu przesycenie nimi.

Niemniej jednak plus za oddanie nastroju grozy i świadomości tego jak okrutne potrafią być nastolatki, często jeszcze dzieci a nie już osoby dorastające. I jak dużo zła może ciągnąć się za człowiekiem. Zwłaszcza tego zła, za które nikt nie ponosi konsekwencji.

Moja ocena to 4 / 6. 


 

czwartek, 02 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook.

Żyj teraz, żyj chwilą. nie czekaj na coś, co nie ma sensu. Nie wytracaj swojego życia na czekanie. Pamiętaj,że życie toczy się właśnie dziś, właśnie teraz. Takie przesłanie płynie z książki jednej z moich ulubionych autorek książek, jaką jest Karolina Wilczyńska.

W tej książce autorka nie pieści się ze swoimi bohaterkami. O nie. Jest surowa.:) Oto trzy kobiety, wydaje się, że gdyby nie pewne złe wydarzenie, ich drogi raczej nigdy by się nie przecięły. Tyle różnic między nimi. Każda z nich jest inna, każda wiedzie inne życie, każda ma inny status materialny, zawód, sytuację rodzinną. I każda z nich powinna się "otrząsnąć" i dać sobie samej szanse. Na swój sposób mimo, że tyle je różni łączy te trzy kobiety o wiele , wiele więcej niż kiedykolwiek by się chciały do tego przyznać.
Jak napisałam, połączy je niedobre wydarzenie, które na każdej z nich odciśnie piętno ale też właśnie stanie się początkiem ich znajomości. Znajomości niedługiej, bo około półrocznej ale bogatej w wydarzenia i w naukę jaką sobie, chyba nieświadomie, jedna drugiej zafunduje wzajemnie.

Czy podobała mi się ta książka Karoliny Wilczyńskiej? Tak. Pomimo, że , co napisałam na początku, nie rozpieszcza swoich bohaterek. Czuje się jej palec karny wiszący nad trzema kobietami, Sonią, Sabiną i Bronisławą i nieme ostrzeżenie, że za to, że każda z nich najmniej myśli o sobie a tylko o innych, tłumacząc każdy błąd najbliższych , zapłacić może najwyższą cenę. 

Karolina Wilczyńska pisze książki obyczajowe,dziejące się właśnie "tu i teraz". Obok. Tak, obok trwa takie właśnie życie, z takimi właśnie bohaterkami, jak je opisuje. To zwykłe życie a czasem niezwykłe, bo pozwoli spotkać się jej bohaterkom w niecodziennej sytuacji i przeżyć coś wzruszającego czy dobrego. 
Ja nad tą książką uroniłam nawet kilka łez.

Bardzo polecam.
Moja ocena to 5.5 / 6 

środa, 01 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2015).

Może nie czytałam wszystkich do tej pory wydanych u nas książek Krystyny Mirek ale te trzy, które już mam za sobą bardzo mi się podobały. Dlaczego? Bo lubię styl opowieści autorki. Bo podoba mi się jakaś taka delikatność w stosunku do bohaterów przez nią wykreowanych. I to, że kiedy czytam jej książki wydaje mi się, że sama autorka lubi po prostu ludzi. 
No i , co świetne, jej książki kończą się dobrze. Tak, czasem mam ochotę poczytać coś, co kończy się dobrze.
We "Francuskiej opowieści" jest nawiązanie do książki "Szczęście All Inclusive" (pisałam o niej w tym wpisie) ale lekkie, praktycznie można spokojnie czytać to jako osobną powieść. 

We "Francuskiej opowieści" poznajemy losy Bereniki, zwanej przez wszystkich Beatą, i jej narzeczonego, Jakuba ale nie tylko ich. We Francji, dokąd za sprawą pracy trafią młodzi ludzie, poznajemy jeszcze Aleksa i Oliwię.
Każdy wiek ma swoje plusy i minusy. Młodość ma to do siebie, że niesie ze sobą obietnicę , że jeszcze "wszystko przed nami". Wiek późniejszy z kolei pokazuje jak wiele możemy nauczyć się poprzez własne doświadczenia. Obyśmy tylko umieli wynieść z tego właściwą lekcję dla siebie samych.

Większość akcji książki dzieje się na terenie francuskiej winnicy ale równie dobrze mogłaby się dziać w jakimkolwiek polskim mieście bowiem nie Francja jest tu najważniejsza a ludzie, ich losy, ich emocje i to jakich dokonują wyborów. Jest też trochę wzruszenia podczas lektury.
Moja ocena to 5 / 6 

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2016).

Biorę udział w rozmaitych konkursach książkowych organizowanych na Fb. Szczerze, to pewnie moje bractwo :P podpada już pod kategorię "nałóg" ale co tam. Nikogo przy tym nie krzywdzę a raz na jakiś czas udaje mi się nagrodzić czy to samą siebie czy Jaśka (już dwie książki Mu wylosowaliśmy, raz On sam bo sam udzielił odpowiedzi, którą zapisałam i między innymi ta się spodobała, raz ja jemu wygrałam). 

No więc tak. Nie sięgnęłabym po tę książkę najprawdopodobniej gdyby nie konkurs na stronie Joanny Szarańskiej właśnie. W konkursie to którym wzięłam udział i udało mi się wygrać tę właśnie książkę.
I co? I okazało się , że miałam przy niej dużo radości. Bo akurat potrzebowałam tego typu książki. Lekkiej i zabawne. Jak opisuje ją samo wydawnictwo jest to "kryminalno-romantyczna komedia". I tak, zdaję sobie sprawę, że pewnie są tacy, którzy stwierdziliby, że dla nich ta książka jest "zbyt" lekka. U mnie spełniła swoje zadanie. Sprawiła, że miałam przy niej udany czas, pośmiałam się, pokibicowałam bohaterce i polubiłam ją do tego stopnia, że teraz mam zamiar nabyć dwie kolejne książki z cyklu o Kalinie. 

To piękne imię nosi bowiem bohaterka książki "I że ci nie odpuszczę". Poznajemy ją w chwili dość dramatycznej gdy niedoszły mąż stawia Kalinę w tak nieprzyjemnej sytuacji, że do ślubu nie dochodzi. Nic tu teraz nie spoileruję bowiem o tym, że do ślubu nie dojdzie wiemy z okładki książki. 

Ale co dalej? Można siąść i płakać. Można. Można też na swój sposób zafundować sobie przyspieszony kurs dochodzenia do siebie po tym, jak niedoszły mąż okazał się beznadziejny.

Kalina postanawia wykorzystać prezent, jaki dotarł już po ślubie, który nie doszedł do skutku i jedzie do luksusowego SPA aby tam zadbać o swoje ciało i przynajmniej w ten sposób się porozpieszczać. A tam zacznie się cała komedia bowiem w starym dworku , w którym mieści się SPA Kalina spotka sympatyczne i oryginalne osoby, z którymi się zaprzyjaźni. 

Jak mówię, mnie ta książka pozwoliła się zrelaksować, rozbawiła i jak napisałam, pozwoliła na tyle polubić bohaterkę , że sięgnę chętnie po kontynuację jej losów :)

Moja ocena 5 / 6.  

Wielki plus dla Wydawnictwa za "O autorce". Nieco inne ujęcie opisu postaci Joanny Szarańskiej, co mnie ujęło bo te typowe "notki" o autorach na ogół jakby klepane na jedno kopyto a tu jakiś inaczej, przyjemniej i skupienie się na Szarańskiej autorce i człowieku a nie matce, żonie i właścicielce psa (chociaż to oczywiście również jest wspomniane). 

poniedziałek, 27 lutego 2017

...ale jednak jak zwykle znienacka - nadciągnęła wiosna!

Ponieważ wygrałam w konkursie książkę, w warszawskiej "Księgarni Autorska" , ruszyłam się dziś do centrum stolicy. Ci, którzy mnie dobrze znają, że jak nie muszę, to tam się nie ruszam, bo nie lubię. Jest dla mnie zbyt tłoczno, zbyt hałaśliwie. No, ale wygrana a w tym tygodniu jedynie dzisiaj mogłam pojechać, więc...
Na dworze znienacka otoczyła mnie wiosna. Spodziewałam się jej patrząc na termometr przed wyjściem ale zachwyt, że nagle powietrze z chwili na chwilę zrobiło się inne ( i nawet jakby nie czuć smogu) i jakieś takie ożywienie w powietrzu i dookoła. Ludzie się porozbierali (oczywiście, nie tak do końca;) , pozdejmowali szale i czapki, rozpięli płaszcze. Jakiś taki radośniejszy nastrój w powietrzu się unosi. Myślę, że sporo osób zmęczonych już jest zimą, która w tym roku potrwała. A już ci, którzy jak ja , zimy zwyczajnie nie lubią, oczekują już zmiany pory roku.
A jak już po wyjściu ze swoją odebraną nagrodą (książka i kubek ) i oczywiście, przecież mnie znacie, kilkoma dodatkowymi książkami, zobaczyłam mazurka, który krzątał się w tłumie kotłujących się przed galerią handlową, i dygał w dziobie puszek , piórko bądź coś tam innego co tylko mazurki uważają za przydatne do budowy gniazda, śpieszę Wam donieść, że ...wiosna za pasem. Wiem, wiem, że jeszcze pewnie i mróz nas postraszy i kto wie jak to będzie ze śniegiem ale psychicznie nastawiłam się właśnie na wiosnę i na to, że idzie lepsze, optymistyczne i w ogóle samo dobro.
Czego sobie i Wam oczywiście życzę jak również spokojnego , dobrego tygodnia.  

niedziela, 26 lutego 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016). Ebook. 
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa.

To moje pierwsze spotkanie z książką tej autorki i powiem , że było ono całkiem udane.
Książka jest narracją dwóch bohaterek : mamy, Urszuli, kobiety chwilę przed pięćdziesiątymi urodzinami i jej córki, Edyty,która ma nieco ponad dwadzieścia lat.
Poznajemy je w sytuacji smutnej bo po śmierci męża i taty.
Co mi się podobało, to to, że w swojej książce autorka dała głos dwóm kobietom i tej młodej i tej starszej. I uczyniła je tak samo ważnymi bohaterkami. Które jednak tak samo marzą o tym aby w ich życiu poukładało się na dobre i aby mogły spełniać swoje marzenia. A życie nie jest idealne. Matka zostaje młodą wdową, prowadzi pensjonat w Krynicy Morskiej ale to nie spełnia z czasem jej oczekiwań. Córka po maturze nie idzie na studia czego oczekiwała Urszula a raczej szuka swojej drogi życiowej. 
W "Przekonaj mnie, że to ty" poznamy galerię postaci, które będą ważne dla Urszuli i Edyty. Nie zawsze będzie wesoło i miło. Wydarzą się sprawy, które niekoniecznie zakończą się dobrze ale takie jest życie. 
Matka i córka po śmierci męża i ojca zbliżą się do siebie chociaż droga do tego zbliżenia nie będzie ani łatwa ani szybka.
Obie też postanowią powalczyć o własne szczęście osobiste. Bo każda z nich przecież na nie zasługuje.
Autorka umiejscowiła sporą część akcji książki w Alicante, w Hiszpanii. Ale nie jest to książka z cyklu "wyniosła się do ciepłego kraju i żyła długo i szczęśliwie".
Mnie się ta książka podobała bo jak piszę, cieszyłam się, że nie opowiadała tylko o młodej osobie na początku drogi życiowej ale również ważną uczyniła kobietę starszą nieco i nie odmówiła jej prawa do powiedzenia na głos, że coś jej nie pasuje,że nie czuje się do końca szczęśliwa bądź zrealizowana w miejscu życiowym, w którym jest.

Moja ocena to 4.5 / 6 

 

 

czwartek, 23 lutego 2017

Wydana w Wydawnictwie Smak Słowa. Sopot (2016). Ebook.

Przełożyła Karolina Drozdowska.

Tytuł oryginału Svøm med dem som drukner.

Jak to bywa z dobrymi książkami? Najczęściej przechodzą niezauważenie. Nie wiem, czy państwo od promocji wychodzą z założenia, że dobre samo się "obroni" a złe trzeba wypchnąć wszelką drogą na księgarniane półki czy też może kierują się inną drogą. Dość, że nauczyłam się, że naprawdę dobre książki polecają mi po prostu inni czytelnicy. "Płyń z tonącymi" polecały mi dwie znajome, które , to ciekawe , chyba mają odmienny gust książkowy (a na pewno jedna, tu uśmiech w stronę T. :) ). Ale ciągle coś tam aż w końcu trafiłam na dobrą książkową promocję. Skorzystałam a książka wciąż czekała na lepsze jutro. Aż w pewnym miejscu pomarudziłam na to, że brak mi takiego książkowego zachwytu , że owszem czytam dobre książki ale chciałabym poczuć takie bicie serca, które odczuwa się przy naprawdę dobrych książkach. No i znów polecono mi tę książkę. Zaczęłam i ...wpadłam w jej sidła. Jest to książka na pewno grubsza a mimo to czytało mi się ją dobrze (jak pamiętacie a może nie, ostatnio nie jestem miłośniczką książek bardziej konkretnych objętościowo ). Jeszcze tylko dodam, że gdy już ją czytałam, natrafiłam w sieci na czyjś wpis na jej temat, w którym to wpisie autorka skarżyła się, że "Płyń z tonącymi" mocno ją zawiodła i zastanawia się skąd te zachwyty. Tu z kolei zaczęłam zastanawiać się ja, jak to jest, że coś co nas tak zachwyci nie zachwyci z kolei kogoś innego. I bądź tu mądry człowieku ! "Płyń z tonącymi" to książka, która faktycznie, niekoniecznie musi spodobać się każdemu. I nie będę tu tworzyła nadmuchiwanych teorii, że spodoba się "bardziej wyrobionemu" czytelnikowi bo nic mnie tak nie drażni niż takie szufladkowanie czytelników a spotykam się z takowym. Nie, po prostu to jest taka książka, która się spodoba albo nie i nie ma co dorabiać do tego teorii.

Może to już faktycznie było kilka razy, nie przeczę. Czyli motyw bohatera książki, który to bohater stanie na wprost tajemnicy rodzinnej, sekretów niekoniecznie miłych uchu a przemilczanych przez najbliższych ze względu na miłość tych bliskich do bohatera. I co z tego? Lars Mytting zabiera się za nimi znany temat a pracuje nad nim na swój własny sposób. Nie sposób u autora "Porąb i spal" nie odkryć i w tej książce jego fascynacji drewnem i ogromnej wiedzy na ten temat bowiem w "Płyń z tonącymi" motyw drzewa i drewna odegra bardzo ważną rolę ,jedną z najważniejszych. Ale tak poza tym to książka o tak wielu ważnych w życiu człowieka sprawach. O rodzinie. Jej sile. O miłości. O wojnach, które nigdy nie prowadzą do niczego dobrego. O tym, że człowiek czasem czuje się tak, jakby nie mógł ruszyć się z pewnego punktu w swoim życiu bez wiedzy na temat swojej przeszłości i korzeni.

To książka ze smutną przeszłością w tle ale według mnie niosąca optymizm i nadzieję na to, że właśnie,zawsze da się ruszyć z punktu, w którym jak się nam wydawało, utknęliśmy. I to jedna z tych książek, które utwierdzają mnie w coraz to silniejszym z biegiem lat przeczuciu, że wiedza o naszej przeszłości stanowi solidny fundament dla naszego życia współczesnego. I że jaka by nie była prawda o tym co działo się w życiu naszych przodków, dobrze jest tę wiedzę posiadać.

Moja ocena to 5.5 / 6.

| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...