Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
niedziela, 15 stycznia 2017

Wydana w Wydawnictwie ISKRY.  Warszawa (2016). Ebook.

Mam wznowienie tej książki bo pierwsze jej wydanie z tego, co się orientuję, parę lat temu się okazało.
Bardzo to przyjemna lektura. O czym? Ano właśnie o czytaniu. O byciu czytelnikiem. O książkach.

Wcześniej czytałam "Moją historię czytania" Alberto Manguela, książkę, którą często przywołuje w swojej własnej Justyna Sobolewska. Również to przyjemna lektura, którą polecam tym, którzy jej nie znają.

Trudno opisać tę książkę ale wiem, że na pewno każdy, kto uwielbia czytać, odnajdzie w niej samego siebie jako czytelnika, z jego radościami i wątpliwościami , grzeszkami czytelnika czy irytacjami.

Każdy rozdział traktuje o czymś innym, mnie zainteresował chyba najbardziej ten o ebookach (chyba nie do końca podzielam każdą opinię ) i o okładkach książek (o których to można by napisać całe prace:)).
Ale , jak mówię, każdy rozdział jest ciekawy i w każdym można odnaleźć coś interesującego dla siebie samego.

Chociaż nie stawia tej tezy wprost, mam wrażenie, że autorka podświadomie kusi się o przekonanie , że miłość do książek wynosi się z domu, gdzie się czytało. Chociaż ja osobiście jestem potwierdzeniem tej tezy to wiem , że (chyba szczęśliwie) nie do końca tak jest.

Moja ocena to 5.5 / 6 

 

..WOŚP.

Od zawsze jesteśmy "z", najpierw, co logiczne, na własne konto, odkąd się znamy, już razem. Kiedyś tu już pisałam, że w 1999 roku pojawiliśmy się w ówczesnych wiadomościach na pierwszym miejscu :) mówiąc o tym, dlaczego WOŚP wspieramy. Nie mieliśmy pojęcia, że w jakiś sposób "wspieraliśmy" też nie tylko "obce" dzieci ale swoje własne, w przyszłości. Emilki życie dwanaście lat później ratowano właśnie z pomocą sprzętu WOŚP i dlatego też jestem wdzięczna wszystkim tym, którzy mają serce do tej akcji i wpłacają. Tak, również dzięki Wam nasze pierwsze Dziecko żyło dłużej niż pewnie by żyło gdyby nie ten sprzęt. 

Ci więcej mogę powiedzieć? Ponieważ nieprzyjemna atmosfera wokół tej akcji z roku na rok gęstnieje a ja nie zamierzam stawać po stronie tych, którzy ją opluwają, a wiem, że ci, którzy są na "nie" - na "tak" nigdy się nie staną , więc zwracam się do tych, którzy są "za", dziękuję, że Jesteście i bądźmy silni razem. Nie takie rzeczy się przetrwało, to wiem z własnego doświadczenia.

Zaraz poszukamy kogoś z puszką i czerwonymi serduchami do nalepienia a jeśli nie znajdę to oczywiście wpłacimy internetowo :)  

czwartek, 12 stycznia 2017

Wisława Szymborska i Kornel Filipowicz.

Wydana w Wydawnictwie Znak. Kraków (2016).

Ta dwójka znała się wcześniej ale ich związek był związkiem dojrzałych już ludzi.
Dwójki ludzi niezależnych, którzy pomimo długoletniego związku nigdy nie wzięli ślubu a także ze sobą nie zamieszkali.
I oto  w książce tej mamy zbiór ich listów pisanych przez lat niemal dwadzieścia (1966-1985).
Jak wspomniałam, dwójka to była niezależna, lubiąca spędzać czas razem ale i osobno. I z tej ich osobności wynikła obfita korespondencja.
Myliłby się jednak ktoś, kto sądzi, że poetka (przyszła przecież Noblistka) i prozaik wymieniali w listach refleksje natury literacko intelektualnej. Listy te są listami dwójki bardzo kochających się osób, które nawzajem obdarzają się uczuciem. Miłości, zatroskania, tkliwości. Nie są to namiętne erotyki ale listy o zwyczajnym życiu, z których jednak przebija zawsze uczucie i troska o partnera.
Nie brak w tych listach oczywiście rozmów na tematy dotyczące ich zajęcia literackiego. Ale są też i opisy wypraw na ryby, które to wyprawy były pasją Filipowicza, i opis życia sanatoryjnego, które to przypadło w nadmiarze aż w pewnym czasie Szymborskiej. Są tu też zwykłe troski o sprawy codzienne takie jak to, że przyszedł pod nieobecność Szymborskiej rachunek za telefon, który Filipowicz obiecuje zapłacić jak zwykle czy też uwagi dotyczące braków w sklepach lub zakupów.

Bardzo to ładna korespondencja okraszona zabawnymi kartkami i komentarzami Wisławy Szymborskiej.

Szkoda, że żyjemy w erze emaili i smsów (lub internetowych czatów). Być może coraz mniej będzie tym samym okazji do tego aby wyczytać słowa piękne i wzruszające (zapożyczone zresztą do tytuły tej korespondencji), jakie w roku 1968 śle do Kornela Filipowicza Wisława Szymborska. Cytuję "Kornelu Kochany! Najlepiej w życiu ma twój kot, bo jest przy Tobie".

Moja ocena to 5.5 / 6 

wtorek, 10 stycznia 2017

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2017). Ebook. Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Skusiłam się na to powodowana chęcią przeczytania czegoś lżejszego a opis dokładnie coś takiego sugerował. I w sumie, tak właśnie było (bez końcówki, a właściwie jednego z końcowych fragmentów książki, w którym nikomu nie jest do śmiechu).
Klimat tej książki przypominał odrobinę klimat książek Joanny Chmielewskiej czyli, kryminał na wesoło.
Co mi się w nim podobało to umiejscowienie akcji książki w małej miejscowości. Nie w wielkim mieście a w małej Złotoryi i Legnicy. Paulina Bożyk, główna bohaterka, już w początku książki dowiaduje się, że jej były mąż popełnił samobójstwo. W sumie, nie powinno jej to zbytnio interesować bowiem mąż nie potraktował jej najlepiej, zwłaszcza, gdy przyszło jej się zmierzyć z poważną chorobą. Ale tak jej nie pasuje wersja z jej byłym mężem, który odebrałby sobie życie, że postanawia przeprowadzić własne śledztwo. Nie sama jednak. W śledztwo bowiem stopniowo włączy praktycznie wszystkich członków rodziny. A rodzinę Paulina ma ciekawą i fajną więc będzie się działo. Do tego, co w sumie nie zaskakuje, w życiu miłej kobiety pojawi się policjant. Najpierw służbowo a potem coraz mniej służbowo:)

Do tego, jak wspomniałam powyżej, jest sporo poczucia humoru. Być może, zastrzegam, że tak pewnie jest, humor nie jest zawsze tym najwyższych lotów i gagi sytuacyjne zdarzające się bohaterce nie zawsze są zaskakujące czy też może nawet po prostu, są jakby dość wtórne, ale muszę powiedzieć, że czytało mi się ją dość dobrze. I najwyraźniej miałam potrzebę czegoś dość lekkiego bo całkiem sporo razy po prostu się śmiałam a o to przecież chodzi.
Jak pisałam, końcówka książki nagle zmienia klimat z dość wesołego (pomimo samobójstwa?) na poważniejszy ale zakończenie jest optymistyczne i można nawet pokusić się o to, że jest happy end.

Moja ocena 4 / 6 

poniedziałek, 09 stycznia 2017

...co obejrzałam, co czytam w minionym czasie . 
Zaczęliśmy (korzystając z wolnych dni) cieszyć się prezentami świątecznymi. Ja w tym roku zażyczyłam sobie od Mikołaja pakiet Kevina. Tak tak, ja, taka miłośniczka Świąt Bożego Narodzenia, a nie widziałam do tej pory Kevina :) Zawsze jakieś fragmenty i to raczej z powtórek (bo w Wigilię TV jeśli kiedyś była włączona to raczej do wczesnego południa a niekoniecznie o 20.00). Na razie obejrzeliśmy "Kevina samego w domu", podobał nam się. Zaczęliśmy "Kevin sam w Nowym Jorku" i jak na razie to nie wiem o dziwo, czy nie podoba nam się bardziej niż pierwsza część. Ja przynajmniej częściej się śmieję.
Natomiast widzieliśmy też prezent dla P. czyli "Star Trek. W nieznane". Podobał nam się.
Czytam teraz prezent na Nowy Rok, który miał być na Święta ale na Nowy Rok jest jeszcze milszy. A ta lektura to korespondencja pomiędzy Wisławą Szymborską i Kornelem Filipowiczem. Bardzo dobra lektura.

 

piątek, 06 stycznia 2017

Wydana w Wydawnictwie Agora. Warszawa (2012). Ebook.

Tak, poszłam "za ciosem" i zaczytuję się opowieściami autorstwa pana Mariusza Szczygła i znów zachwyt. Dziękuję odwiedzającej mnie zona.oburzona za przypomnienie mi o książce, która cierpliwie czekała sobie na moim czytniku i oto skończyłam (czyta się dość szybko) te pięć opowiadań. Podtytuł książki to "Damskie historie" i nie ma lepszego tytułu na nie (nawet nie wiem czy zamiast wybranego, wziętego od tytułu jednej z opowieści, nie wolałabym takiego ale oczywiście nie ja o tym decyduję).

Pięć opowieści o rozmaitych kobietach. Najczęściej dla nas kobietach nieznanych. A dla kogoś ważnych. Mamach, siostrach, żonach. Trzy opowieści traktują o zwykłych kobietach, dwa powiedzmy o kimś znanym dla szerszego grona odbiorców. Nie jest to żaden zarzut, po prostu stwierdzam fakt.

Co mnie urzekło w tym krótkim zbiorku? Same opowieści. Ci, którzy mnie znają, że wystarczy mi hasło "kobiety, opowieści" i już strzygę uszami i jestem zainteresowana.
A jeśli do tego dochodzą opowieści oryginalne a nie miłosne historie (chociaż o miłości tu jak najbardziej jest ale nie "łopatologicznie", że się tak wyrażę kolokwialnie, to robi się tym bardziej ciekawie.

Wszystkie opowieści "Reality", "Kaprysik", "Kartka", "Dowód" i "Rozstanie jest ostre jak miecz" mają w sobie to coś i myślę, że (chociaż zabrzmi to niestety, banalnie) wiele z nas odkryje w nich coś "swojego" ale największe wrażenie zrobiły na mnie historie "Reality" i "Kartka".
"Reality" za pokazanie jak czasem wydaje nam się, że kogoś znamy dobrze a mało tak naprawdę wciąż o nim wiemy. A "Kartka" za tajemnicę, nieprzewidywalność i wspaniałe tak naprawdę zakończenie, za rodzaj napięcia, które trzyma czytelnika do samego końca.

Nie muszę dodawać, że te opowieści, które łączą postaci rozmaitych kobiet, polecam tym, którzy jeszcze ich nie znają?
Moja ocena 6 / 6.  

środa, 04 stycznia 2017

Wydana w Wydawnictwie Czarne. Wołowiec (2011). Ebook.

Nie mam zielonego pojęcia dlaczego książki Mariusza Szczygła odkryłam dla siebie dopiero dwa czy trzy tygodnie temu.
Ale może to tak miało właśnie być.
Tak czy inaczej jeśli miałabym "wróżyć" sobie jaki będzie 2017 rok pod kątem książkowym to zapowiada się on bardzo dobry.

"Zrób sobie raj" to zbiór reportaży autora, które dotyczą Czech i jest w tym zbiorze sporo na temat spraw około religijno wyznaniowych , chociaż nie tylko.
Wcześniej czytałam "Laska nebeska" Mariusza Szczygła i też o Czechach traktowały tamte reportaże, a przede mną słynny "Gottland". Pojęcia nie mam dlaczego sięgam po książki Szczygła bez zachowania kolejności ich wydawania ale chyba nie jest to problemem. Reportaże czyta mi się świetnie i mogę śmiało powiedzieć, że trafiłam na jednego z ulubionych autorów. I cieszę się z tego ogromnie. 
Dzięki tym reportażom mogę na swój sposób "poznać" trochę kraj naszych siąsiadów. 

Czech nie znam ale to wciąż do nadrobienia bo przecież trudno powiedzieć, że poznało się kraj, w którym było się zawsze na chwilkę, przy okazji. Marzy mi się Praga i mam nadzieję, że to marzenie się spełni.

Chyba, tak sobie myślę, wezmę się teraz za ten "Gottland", skoro tak dobrze mi się te reportaże Szczygła czyta.

A czym Wy rozpoczęliście Nowy Rok 2017 ?  

Moja ocena to 5.5 / 6

 

sobota, 31 grudnia 2016

Odchodzący rok nie zapisze się dobrze w mojej pamięci a jego końcówka to już w ogóle. 
Rezultatem naszych perypetii zdrowotnych jest to, że praktycznie chorujemy wszyscy , a teraz Jaś co mnie martwi bardzo bo wiem jak my się przechorowaliśmy i bardzo się tym zamartwiam i denerwuję...

Proszę, życzcie nam przede wszystkim dużo, dużo Zdrowia bo to jest to, czego teraz wszyscy bardzo potrzebujemy.

Ja ze swojej strony również Życzę sobie i Wam aby Nowy Rok 2017 był przede wszystkim pełen Zdrowia, Szczęścia i Radości. SPOKOJU. Powtórzę , SPOKOJU. Samych dobrych wydarzeń i jak najmniej zmartwień. 

środa, 28 grudnia 2016

Wydana w Wydawnictwie Dowody na Istnienie. Warszawa (2016). Ebook.

To oryginalna książka bowiem oprócz felietonów Mariusza Szczygła zawiera powieść Stanisława Stanucha "Portret z pamięci". Do czytelnika należy decyzja czy przeczyta całość. Niestety, ja od razu się przyznam, że mnie powieść Stanisława Stanucha nie zachwyciła aż tak jak Mariusza Szczygła. I czytałam jedynie reportaże autorstwa pana Mariusza. Dotyczące "prawdy". 
Każdy z nas nosi w sobie swoje prawdy. Tak to już jest. I Mariusz Szczygieł słucha innych ludzi i zbiera, kolekcjonuje te prawdy, jakby chciał je nanizać na sznurek pamięci aby się nie zgubiły.
Trudno jest napisać coś więcej na temat takiej książki bo i prawdy tam różne.
Mnie najbardziej spodobała się "Prawda stówy" do tego stopnia, że opowiedziałam ją P. i pokazałam zdjęcia aktora Lecha Dyblika, który tą prawdą z Mariuszem Szczygłem się podzielił. Ale nie tylko ta. Praktycznie każda Prawda, do której najpierw dochodzimy poznając jakąś konkretną historię, jest interesująca.  
Bardzo to fajny pomysł i taki, przy którym człowiek od razu zastanawia się nad tym, jakie są jego prawdy czy prawda.
Moja ocena to 5.5 / 6. 

poniedziałek, 26 grudnia 2016

..., na które się zawiodłam, to "Zabij mnie znów" Abbott. Pierwsza jej, czyli "Obce dziecko" podobało mi się, kontynuacja również a tu niekoniecznie. To, co nie drażni mnie jedynie przy książkach Lee Childa i Charlotte Link czyli pewna powtarzalność schematów (piszą właściwie tę samą opowieść z innymi bohaterami a w przypadku Lee Childa z tym samym, tylko w innych krajobrazach i z innymi paniami wokół Jacka Reachera)  tu mnie irytowało. Nie wrócę już do pisania pani Rachel Abbott, chyba, że dostanę w prezencie, to może wtedy. Na razie, zdecydowanie odpuszczam.
Za to teraz wzięłam się za coś, co mnie zachwyca czyli za "Projekt : Prawda" Mariusza Szczygła i jestem zachwycona.

 

| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...