Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
środa, 19 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. Warszawa (2017). Wydanie kolejne, z okładką filmową.

Przełożył Jan Kraśko.
Tytuł oryginalny The Gilr On The Train.

Cóż, gdyby nie zbieg przypadków, nie przeczytałabym tej książki. A dlaczego? Ano dlatego,że wcześniej naczytałam się masę kiepskich opinii o niej. Że wcale nie fajna, że jak to King poleca coś takiego? I to i śmo i owo. I nie powiem, znów zamiast posłuchać się własnej intuicji, odpuściłam. Możliwe, że również dlatego, że ostatnio mniej czytam kryminałów i thrillerów?
Najpierw P. zaproponował obejrzenie filmu, obejrzeliśmy i...podobał mi się film. Owszem, były motywy, które drażniły bo wydawały mi się niemożliwe ale...
I kiedy Zajączek podsunął mi "Dziewczynę z pociągu" jako prezent...Chętnie sięgnęłam. Wiem wiem, szkoda,że jednak film obejrzałam najpierw ale , o dziwo, mimo tego czytało mi się ją świetnie, tym bardziej, że ekranizacja jednak o wiele gorsza (za to gra Emily Blunt wspaniała).

Nie wiem, naprawdę nie wiem dlaczego w sumie ta książka ma tak złe opinie. Dla mnie była bardzo dobra. Wciągnęła a przy tym nie była tylko i wyłącznie thrillerem a czymś więcej. I miło, że to "coś więcej" ja osobiście znalazłam nie w kolejnej książce autora skandynawskiego, a właśnie w prozie z Wielkiej Brytanii.

Podejrzewam,że większość z Was jednak czytała tę książkę ale jak widać, nie jest tak, że wszyscy, więc jednak coś o niej napiszę.
Rachel to młoda kobieta. Od dwóch lat rozwódka. Od lat jeżdżąca do pracy do Londynu i powracająca do domu w Ashbury pociągami podmiejskimi. Alkoholiczka. 
Rachel nie zawsze była w tym punkcie życia, w jakim jest teraz. Miała wspaniałego męża, udane jak sądziła, małżeństwo i uroczy dom na przedmieściach. Dom, w którym obecnie mieszka nowa rodzina byłego męża Rachel, Toma. Anna, nowa żona Toma i ich malutka córeczka. 
Idylla, która miała przynależeć Annie, zrealizowana została przez inną kobietę. 

Rachel jest w kiepskiej formie psychicznej. Być może aby przestawić swoje myśli na lepsze tory (a że dojeżdża pociągiem można uznać to porównanie za całkiem trafione) Rachel obserwuje świat za oknem i wymyśla historie o ludziach mieszkających w domach. A konkretnie, o dwójce, którą jakiś czas temu zauważyła. Dwójka ta, nazywana przez Rachel Jess i Jason, mieszka nieopodal dawnego domu bohaterki. I być może pierwsze zauważenie tej pary ma związek z tym jak trudno Rachel patrzy się na swój dawny dom, w którym zmieniono tyle szczegółów , w którym jest teraz pokój dla dziecka. Dziecka, którego tak pragnęła Rachel. I którego nie udało się jej mieć w małżeństwie z Tomem. 
I którego nieobecność w życiu Rachel zaważyła na jej , Rachel, życiu bardziej niż ta kiedykolwiek mogłaby przypuszczać, że się stanie.

Tak więc Rachel podróżuje dwa razy dziennie pociągiem i obserwuje związek idealny, Jess i Jasona, których obserwuje i którym wymyśla a to zawody a to natężenie ich miłości Mają według niej to, czego jej samej zabrakło. Związek wydaje się naprawdę udany , ze wspólnymi leniwymi kawami pijanymi na tarasie przed domem, na leniwych chwilach wspólnoty, na pieszczotach, które oznajmiają światu "jest między nami bardzo dobrze". I być może dlatego zdradzona kiedyś Rachel tak bardzo czuje się zbulwersowana gdy widzi Jess całującą się pewnego dnia z mężczyzną. Który oczywiście nie jest Jasonem. 

Ta chwila stanie się przełomowa dla Rachel. Albowiem wkrótce dowie się, że ów obraz zdrady Jess widziała na dzień przed zaginięciem Jess. O której to wkrótce Rachel dowie się, że w rzeczywistości nosiła imię Megan. 

Książka to narracja trzech kobiet, Rachel, Megan i Anny. Akcja książki rozpoczyna się w początkach lipca 2013 roku ale dzięki ich narracjom dowiadujemy się o wydarzeniach mających miejsce w roku 2012. 
I o tym, co tak naprawdę doprowadziło do tragicznych wydarzeń, do zaginięcia Megan. I do jej poszukiwań przez męża i policję. 

Co mi się podobało w tej książce? To jak opisano myśli Rachel. Tak, czytając to naprawdę czuło się , współodczuwało wręcz jej uzależnienie od alkoholu i to jak jej nałóg mąci jej w głowie. 
Również według mnie bardzo , bardzo dobrze oddano rozpacz kobiety, która pragnie zostać matką ale z jakichś powodów nie udaje jej się tego zrealizować. Te fragmenty są naprawdę prawdziwe, przejmująco smutne i bardzo wiarygodne.
To w końcu portret trzech kobiet, które zostaną połączone poprzez los, a które na swój sposób, chociażby się mogło wydawać, że wszystko je dzieli, są podobne do siebie bardziej niż by tego chciały. Są podobnie samotne i nie mają tak naprawdę żadnego wsparcia. I właściwie każda z nich na swój sposób przed czymś ucieka. Najmniej Anna, która dopiero stoi w blokach startowych.

Podobało mi się to dochodzenie Rachel, dla której prywatne śledztwo po zaginięciu Megan stało się przyczynkiem do starania się o pozostawanie w trzeźwości. Podobało mi się również to jej dochodzenie do jej własnych prawd w życiu, pomimo tego, że niestety, najczęściej odkrywanie tych prawd naprawdę ją raniło.

Z tych trzech bohaterek najbardziej polubiłam Rachel, której kibicowałam w dochodzeniu do siebie i otrząśnięciu się po nieudanym związku.
Megan budziła we mnie sporo emocji ale uważam, że jej postać również nakreślona jest ciekawie. Najbardziej zaskakująca okaże się Anna ale nie chcę zbyt wiele zdradzać tym, którzy nie czytali książki.

Ciekawie rozpisany obraz sielanki, którą z daleka często obserwujemy i wydaje nam się wspaniała a tu proszę, może okazać się, że to, co bierzemy za pewnik jest jedynie iluzją. W przypadku Rachel, dochodził problem z alkoholem i jej własna niepewność na ile to, co widzi, widziała czy pamięta, miało miejsce naprawdę.

Bardzo dobry thriller i naprawdę, powtórzę się, nie wiem skąd te złe oceny.

Moja ocena to 6 / 6. 


 

wtorek, 18 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Novae Res. Gdynia. (2016). Ebook.

Po książki pani Jolanty Kosowskiej sięgnęłam zupełnie przypadkiem i był to tego rodzaju przypadek,który wspomina się miło i z poczuciem zadowolenia, że się zdarzył. Albowiem odkryłam dla siebie kolejną autorkę,której książki będę czytała chętnie. 
Co mi się podoba to fakt,że , przynajmniej w dwóch do tej pory czytanych przeze mnie książek pani Kosowskiej, jest tajemnica i taki rozedrgany klimat, poczucie niepewności, niedopowiedzenia. Czegoś nieokreślonego. Czego dowiadujemy się stopniowo wraz z upływem lektury. I co mi się podoba to każda książka napisana jest inaczej, dotyczy innego problemu.
Jak zauważyłam autorka lubi czynić swoimi narratorami mężczyzn. Nie inaczej jest w tej książce, w której bohaterem jest terapeuta, Wojciech Krzewiński.
Prowadzi on prywatną praktykę ale kiedyś swoją psychologiczną pomocą służył chociażby policji, stąd posiada rozmaite znajomości.
Metody stosowane przez niego mogą budzić kontrowersje i budzą. Za swoją pracę płaci on też nierzadko cenę. Najwyższą był rozpad związku Wojciecha z Karoliną, młodą artystką, malarką.  

Wojciech odchorował już rozpad związku, z Karolina utrzymuje kontakty głównie emailowe jako, że kobieta pojechała do Toskanii gdzie pracuje przy ciekawym projekcie. Oto ma zrobić ilustracje do powstającego nowego rodzaju przewodnika o Toskanii. Podobno nigdy wcześniej takiego rodzaju przewodnik się nie ukazał, jego oryginalność ma być atutem na rynku wydawniczym wśród innych poświęconych regionowi.

Wydaje się więc, że każde z nich już od dawna ma poukładane życie, gdy oto u Wojciecha zjawia się nieznajomy i bardzo tajemniczy mężczyzna i oznajmia mu, że Karolina potrzebuje natychmiastowej pomocy i wsparcia Wojtka. 
Wojciech niestety, nieco zwleka z pomocą, co skutkować będzie konkretnymi działaniami dziewczyny.

Poprzednia czytana przeze mnie książka Jolanty Kosowskiej, czyli "Deja vu",  o której pisałam w tym wpisie, działa się w większości w Wenecji. "W labiryncie obłędu" dzieje się w sporej części w sielskim krajobrazie Toskanii. Znamienne jest dla autorki, że wydarzenia tajemnicze, dziwne, wręcz z narastającą grozą umiejscawia w wydawałoby się sielankowych i romantycznych miejscach. Ten według mnie celowy kontrast stanowi interesujący zabieg bowiem wzmaga poczucie niepewności, nasilające się poczucie grozy i wręcz lekkiego niepokoju czytelnika co też teraz się wydarzy. 
Nie są to żadne kryminały ani klasyczne powieści grozy a jednak autorce udaje się wspaniale stworzyć klimat niesamowicie pasujący do konkretnej książki. W "Deja vu" ogromnie dużo było o sile miłości, w "W labiryncie obłędu" im dłużej czytamy to, co działo się w pozornie sielskiej krainie jaką jest Toskania, ty bardziej zaczynamy odczuwać przerażenie bohaterki, Karoliny i Wojciecha, który zastanawia się co tak naprawdę działo się przez ostatnie dwa tygodnie w życiu jego byłej partnerki i czy być może nie popadła ona w obłęd.

Bardzo dobra książka,od której ponownie trudno było mi się oderwać.
Moja ocena to 5.5 / 6. 

 

piątek, 14 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Replika. 
Zakrzewo (2017).

Książkę wygrałam w konkursie na Fb organizowanym przez "Książki, które trzeba przeczytać". Wygrałam wtedy dwie książki, tę i Anny Klejzerowicz, pod tytułem "Zaginione miasto", więc jeszcze innego rodzaju lektura przede mną.
Często powtarzam, że przypadek decyduje o tym, że "poznaję" jakiegoś autora bądź autorkę. Biorę udział w konkursach żeby nie wyszło jak w tym kawale , co to "pointą było, daj mi szansę, kup los!" i książki chyba mnie kochają, że tak je wygrywam. I dobrze. Bo nie znałam książek pani Aliny Białowąs a teraz po przeczytanej "Zaufaj mi, Karolino" chętnie sięgnę po inną (na pewno chcę przeczytać kontynuację losów Karoliny).

"Zaufaj mi, Karolino" to kontynuacja poprzedniej części losów bohaterki o tym imieniu aczkolwiek od razu mówię, śmiało można zacząć czytać ten cykl tak jak ja to zaczęłam i nie jest tak, że bardzo się to odczuwa (nie będziemy po prostu znali sytuacji z babcią bohaterki , która została opisana w części pierwszej).

Co mi się podobało? To, że rzecz dzieje się we Wrocławiu i że na tyle wspomniane są miejsca i punkty miasta, że na pewno dla mieszkańców jest to przyjemne (ja przynajmniej lubię odnajdować znajome miejsca w czytanych przeze mnie książkach). To, że bohaterka jest zwykłą dziewczyną, która musi uporać się z traumą. A jest nią rozwód po bardzo niedobrym małżeństwie. 
W tej książce nie będzie nagłych zwrotów akcji. To zwykłe życie młodej bibliotekarki, która nagle jest w nowej dla siebie roli "młodej rozwódki". W dodatku nie do końca dobrze radzącej sobie z traumą złego związku. I musi jakoś się z tym uporać. Koło siebie ma na szczęście przyjaciółkę . Pojawia się też chłopak z przeszłości. Teraz jako kolega. Który jednak może stanie się dla Karoliny kimś więcej? Karolina na razie skupia się na dojściu do siebie po rozwodzie i nauczeniu się żyć samej. Chociaż jest kochająca babcia i rodzice. Rodzice tacy prawdziwie odmalowani, żaden tam słód i jedzenie sobie z dziubków, według mnie ta relacja jest bardzo prawdziwie odmalowana. Mam wrażenie, że sporo takich dorosłych dzieci, które kiedy chciałyby odnaleźć wsparcie w rodzicach, nagle orientują się, że nie do końca mogą na to wsparcie liczyć.

Polubiłam Karolinę i kibicuję jej aby jej los wynagrodził szczęściem w dalszej części a na okładce książki wyczytałam, że niebawem ukaże się kolejna część nosząca tytuł "Zostań ze mną, Karolino".

Moja ocena 5 / 6. 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Z Okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych życzę Wam Zdrowych, Radosnych i Spokojnych Świąt spędzonych w gronie tych, których kochacie. Poczucia Odnowy , które nam towarzyszy wiosną. Odpoczynku, który się wszystkim należy. 

No i przede wszystkim lepszej pogody niż ta, która od paru dni nam towarzyszy. 

środa, 12 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Sześć lat temu czytałam książkę tej Iwony Słabuszewskiej-Krauze pod tytułem "Ostatnie Fado", o której to książce pisałam w tym wpisie. Mnie tamta książka się podobała, chociaż widzę, że i wtedy i teraz (bo usłyszałam czyjąś opinię) zdania mogą być podzielone. Spotkałam się ze zdaniem, że "Ostatnie Fado" to czytadło. Cóż, faktycznie jest to proza obyczajowa. Mnie się podobała. Nie inaczej stało się w przypadku "Portugalki". Również jest to proza obyczajowa, której akcja dzieje się w Portugalii, w winiarskim okręgu Douro słynącym z wybornego Porto.

Jest więc Portugalia, są rodzinne sekrety (które to są sekretami raczej jedynie dla Sophie, która jest główną bohaterką,czytelnik zna je od początku książki). 
Nie jest to może proza z jakimś drugim dnem psychologiczno społecznym ale jak dla mnie spełniła po raz kolejny swoją rolę. Czyli - dostarczyła mi rozrywki czytelniczej. Przy tym oferując książkową podróż do Portugalii, którą tak lubię.
Sophie zjawia się u babki i wuja w rodzinnej posiadłości w Douro dokąd przybyła z Londynu, w którym mieszka z rodzicami. A raczej - mieszkała bo obecnie jej rodzina praktycznie nie istnieje. Rodzice pogubili się i nie mieszkają razem. Sophie bardzo przeżywa rozpad zdawałoby się idealnej pary. Sama jednak stoi na progu nowego życia, poznała bowiem mężczyznę, z którym chciałaby założyć rodzinę. Chciałaby w związku z tym bardziej się usamodzielnić i kupić mieszkanie. Aby jednak mieć na to fundusze, chce sprzedać kawałek ziemi , który jak się okazuje, należy do niej. Nie będzie to łatwe zadanie bowiem wydawać by się mogło, zwykła sprawa jak sprzedaż ziemi należącej do Sophie stanie się kamyczkiem uruchamiającym lawinę wydarzeń.
"Portugalka" to opowieść o rodzinie, która trzyma się razem,jest silna siłą wspólnoty. To opowieść o miłości matki, miłości, która może zbyt zaborcza a może właśnie matczyna. I która nie przemija. To także książka o tym, jak można zapiec się w jakiejś starej złości, w nieprzemyślanych wnioskach, które nie mają poparcia w faktach.

Mnie się podobała i daję tej książce ocenę 5 / 6. 

piątek, 07 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Burda. Warszawa (2017). Ebook.

Książki jednak chyba mnie kochają. Bo oto chwilę po jednej bardzo dobrej książce jest za mną druga, którą oceniam bardzo wysoko i która mi się podobała. I bardzo żałuję, że w serwisie, w którym oceniam książki będę to mogła zrobić dopiero po 11 kwietnia co trochę dziwne, bo rozumiem premierę wyznaczoną na ten konkretny dzień ale szczerze, skoro już kupiłam legalnie ebook a moja znajoma wersję papierową to śmiało można byłoby "uwolnić" ocenianie książki. 

Ponarzekałam a teraz do dzieła, piszę po lekturze jak mi się podobała.
Anna Fryczkowska jest autorką bardzo dobrą. I nie, nie piszę tego przez grzeczność czy chęć otrzymania następnej książki z autografem autorki (chociaż oczywiście, byłoby to przemiłe :) ) . Już wyjaśniam, skąd to moje stwierdzenie. A stąd, że jak dotąd czytane przeze mnie książki Anny Fryczkowskiej są różnorodne. Każda w nieco innym stylu i dotykająca innej tematyki. Właśnie zorientowałam się, że moja pierwsza czytana książka tej autorki to "Straszne historie o otyłości i pożądaniu" (w roku 2007), o których pisałam w tym wpisie . Czyli od pierwszego "spotkania" z jej książkami minęła dekada, jakby nie było. Nie, nie zarzucę teraz truizmem , że czas biegnie bo to wiemy wszyscy. Za to stwierdzę, że nie sztuką jest pisanie wszystkich książek na jedno kopyto, w podobnym klimacie. Sztuką jest każdą książkę napisać o czymś zupełnie innym i w nieco innym stylu. A jednocześnie czytasz i doskonale rozpoznajesz styl autorki, którą znasz i lubisz czytać jej książki. 

Pół roku temu miałam okazję czytać "Sześć kobiet w śniegu (nie licząc suki" , o których z kolei pisałam tu i powiem tak, że zebrawszy moje własne wrażenia i odczucia z wszystkich czytanych przeze mnie książek Fryczkowskiej, każda jest inna i każda dobra. A tu również sztuka. Od razu przypominam tym,którzy nie pamiętają, że nie, nie czytałam wszystkich książek Anny Fryczkowskiej ale sporo i jest ona jedną z moich ulubionych autorek polskich.
Jedno jest w jej książkach powtarzalne (dla mnie) i widzę, że krytykowałam to pisząc w roku 2007 o "Strasznych historiach...", mam wrażenie, ja to przynajmniej tak odczuwam, mam do tego pełne prawo jako czytelnik, zgadzać się wszak ze mną nie trzeba,że Fryczkowska nieco zbyt lubi kontrasty czarno biało. Czepiałabym się bardziej ale szczęśliwie te kontrasty potrzebne są Jej do tego aby uwydatnić problemy, wady czy skrywane tajemnice jej kobiecych zawsze bohaterek. I na szczęście wraz z upływem akcji książek zaczynają się te kontrasty skutecznie rozmywać. Jeśli jest to przyjęty z góry ulubiony trik, to już kompletnie nie będę się czepiać, chociaż dla mnie nieco zbyt szkoda, że właściwie występuje on zawsze. 

Bardzo długi mi wyszedł wstęp a o książce ani słowa więc już się poprawiam. 
Wiele o tym, o czym będzie ta książka wyczytać można w zapowiedziach i materiałach reklamowych książki (nie wiem jak z okładką książki bo przypominam, że ja kupiłam ebook) więc nie zdradzam żadnego sekretu pisząc, że książka ta opowiada o bardzo skomplikowanej rodzinie.
Na Żoliborzu, co nie jest przypadkowe (zarówno jest to dzielnica bliska samej autorce ale chodzi o to, że jest to niewątpliwie dzielnica naznaczona bardzo silnie prawicowymi sympatiami i tradycją opozycyjno Solidarnościową w latach PRL-u) mieszka w jednym domu Wojtek. Wojciech ma żonę Tunię, z którą ma córkę Dobrochnę. W tym samym domu (ale w osobnej części mieszkalnej) żyje pierwsza kobieta Wojtka, Anita. Nie ma z Wojtkiem ślubu ani cywilnego ani kościelnego, za to ma syna, Janpawła. (Nie, nie pomyliłam się pisząc to imię). Rodzina ta żyje w tym żoliborskim domu (w jednej z najbardziej elitarnej części tak zwanego Starego Żoliborza) od około dwudziestu lat i właściwie do pewnego momentu, który stanowić będzie zasadniczy zwrot w jej życiu i wzajemnych relacjach rodzinnych , wiedzie się tej rodzinie wybornie. Wszyscy się kochają, wspierają, szanują i wzajemnie pomagają wychowywać dzieci. Brzmi nieprawdopodobnie? O, zarzekałabym się może kiedyś, że skąd, że niemożliwe a potem wraz z upływem lat i historii ludzkich, które zostały mi przekazane już wiem, że nic bardziej mylnego, że ludzie plotą sobie takie losy, tak skomplikowane zależności w relacjach wymyślają i na tak różne układy się godzą, że tylko pokiwam głową, że ta sielanka nie mogła trwać wiecznie. I wiecznie oczywiście nie trwała. Historię bowiem poznajemy na różnych etapach czasowych a zaczyna się w chwili obecnej kiedy poznajemy córkę Tuni, Dobrochnę, która utkwiła w pokoju w części mieszkalnej Anity. Utkwiła i nie może wyjść z pokoju ani wrócić do życia. Dlaczego? Co się stało w tej z pozoru całkiem dobrze funkcjonującej przez dziesiątki lat rodzinie? Co doprowadziło do punktu w czasie gdy maturzystka nie jest w stanie opuścić pokoju? Tego wszystkiego dowiadujemy się podczas lektury.

Anna Fryczkowska jest sprytna. Oto bowiem pisząc swoją książkę wcale nie stawia gotowych tez. Nie sugeruje (co czyni bardzo wielu autorów książek), że ta czy inna postawa jest właściwa bo zgodna z jej przekonaniami czy też odwrotnie , jest niewłaściwa bo sama autorka nie wyznaje takich zasad. To duża sztuka zachować obiektywizm w stosunku nie dość, że do własnych postaw i przekonań, co do których siłą rzeczy, żywi się silne przekonanie, że są najwłaściwsze, ale zachować szacunek i wziąć pod uwagę to co ważne dla osób "z drugiej strony barykady przekonań". Autorce to się udaje według mnie i to też mnie ujęło. "Żony jednego męża" to ostatecznie w sporej części książka o tolerancji i nie chcę aby teraz uznano, że tytuł (dziwny i prowokujący) sugeruje o jaką tolerancję może chodzić bo guzik z pętelką. Kompletnie nie ten to trop i nie o to chodzi. A chodzi o szacunek do siebie wzajemnie, do tego drugiego człowieka, z którym spotykamy się w pracy, w szkole, na uczelni, w parku podczas zajmowania się dziećmi, wnukami?

Fryczkowska nie wysnuwa wniosków,które łopatologicznie nam wpycha. Nic na siłę i to jest siłą tej książki. Autorka jedynie pisze w sposób, który mnie prowadzi do refleksji, że  "tak, obok ciebie żyją ludzie, których normy wartości nie zawsze muszą w stu procentach pokrywać się z twoimi. Co zrobisz z tym faktem należy tylko do ciebie i w tym twoja siła".

Tak, ostatnie czasy niespokojne. Dużo jakiegoś takiego rozedrgania. Autorka umie te swoje prywatne obserwacje świata wpleść w akcje swoich książek i nie inaczej dzieje się w tej historii. Takie jak to nazwałam przy pierwszym moim zapoznaniu z książką Fryczkowskiej, "podskórne" obserwacje współczesnego świata i również tu jak najbardziej jest na nie miejsce.Dużo tu o sile internetu, tu akurat o tej sile złej, niszczącej, jest na to modne obecnie słowo "hejter" ale ja wolę napisać , że chodzi o osoby, które z niepoznanych dla mnie przyczyn są w stanie wylać na obcą osobę, oczywiście dziarsko bo anonimowo, stek najgorszych wyzwisk . Odwaga pozorna bo całkiem spora część z tych osób już twarzą w twarz nie byłaby w stanie tego zrobić. Co jednak mnie zaniepokoiło, Fryczkowska nie daje poczucia złudnej nadziei, że jedynie w piśmie ludzie są tacy "odważni", że ta nienawiść i agresja słowna zbyt łatwo ostatnio przenosi się ze sfery internetu w sferę publicznej debaty i całkiem serio branych wypowiedzi wprost. Do przemyślenia.

Tak, Anna Fryczkowska jest świetną obserwatorką świata a ja dodatkowo lubię książki tej autorki bo swoimi bohaterkami czyni zawsze kobiety. Paradoksalnie jednak te kobiety gros swoich działań skupiają na mężczyznach, którzy najczęściej są mocno "nieobecni" w książkach tej autorki, w takiej właśnie "pralni", o której mowa w tej książce i kto przeczyta, będzie wiedział, o co mi chodzi.

"Żony jednego męża" stanowią dla mnie wielkie zaskoczenie. Przystępowałam do lektury nie do końca z przekonaniem, że mi się spodoba. Jeszcze po przeczytaniu jednej dziesiątej nie do końca byłam o tym przekonana. Aż tu nagle coś "zaskoczyło", książka mnie porwała, nie mogłam się od niej oderwać przez co zarwałam dzisiejszą noc i niestety, ale marna dziś ze mnie pomoc a i dziarskością (tą pozytywną a nie niedobrą :) ) niespecjalnie dysponuję. 

No więc tak, było bardzo dobrze, bardzo. 
Moja ocena to 6.5 / 6.
 


 

czwartek, 06 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook. 
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Przełożył Andrzej Flisek.
Tytuł oryginału El invierno que tomamos cartas en el asunto 

Jeśli potrzebujecie dobrej, ciepłej,wzruszającej książki bez nagłych zwrotów akcji, opowiadającą o zwykłych ludziach, ba, może nawet jak ja to nazywam "bajki dla dorosłych" - to dobrze trafiliście.
Ja właśnie byłam na etapie poszukiwania takiej odskoczni od książek z trudną historią Polski, z chorobami w tle.
Na pewno nie jest tak, że w tej książce brak kompletnie takich zwykłych elementów ludzkiego życia ale jednak przeważa w niej dobro i szczęśliwe zakończenie. A tego właśnie potrzebowałam bardzo.

Nie znam autorki ale kiedy tylko zobaczyłam, że jest ona pasjonatką listów papierowych (nie, właśnie, nie emaili :) ) i że tę pasję będzie można znaleźć w tej książce nie wahałam się ani chwili. Po prostu wiedziałam, że będzie to książka dla mnie i nie myliłam się nic a nic.
Wiecie już w takim razie, że po części książka ta składać się będzie z listów ale nie są one jedyną treścią , jest też narracja.
Cała historia zaczyna się w małym miasteczku Porvenir. Sara, niemal czterdziestoletnia listonoszka , samotna mama wychowująca trójkę synów, dowiaduje się z dnia na dzień, że z powodu małej ilości (powiedzmy sobie szczerze, żadnej) korespondencji jej stanowisko zostanie przeniesione do stolicy.
Sara nie chce opuszczać miasteczka. Ma tu swoje życie, które lubi, ma tu Rosę, starszą panią, która bardzo pomogła te niemal czterdzieści lat temu sprowadzeniu Sary na świat.

Kiedy Sara zwierza się Rosie ze swojego problemu i wychodzi, starsza pani wpada na pomysł. Napisze list. Będzie to list do konkretnej postaci z życia Rosy ale bez nadawcy. W liście tym wyjaśni problem listonoszki i poprosi adresatkę o kontynuację pisania listów do kolejnej kobiety. Może naiwnie (a właściwie dlaczego by nie?) Sara ma nadzieję, że te listy utworzą łańcuch, którego silne ogniwa pozwolą na to aby Sara listonoszka pozostała w Porvenir.

Angeles Donate napisała bardzo ładną i ciepłą książkę o małej wspólnocie, która chociaż na co dzień nie musi się widywać, to wspiera się wzajemnie w czasie zagrożenia.

Będzie tu też o miłości, i tej syna do ojca i tej ojca do syna (kiedy czytałam dwa listy ojca i syna płakałam jak bóbr), i tej między kobietą a mężczyzną i tej matki do dzieci i tej przyjacielskiej (ktoś kiedyś napisał chyba, że przyjaźń to taka odmiana miłości).

Bardzo podobały mi się napisane listy kolejnych kobiet, z których każda starała się żyć w sposób najlepszy jak mogła sobie wyobrazić, że jest. Żadna z nich nie ustrzegła się przy tym błędów, jak każdy człowiek ale starała się żyć tak aby móc sobie powiedzieć, że przeżyła swoje życie w zadowoleniu.

Bardzo, bardzo mi się ta książka podobała. I poczułam się pokrzepiona, że ludzie potrafią jednak być wzajemnie dla siebie po prostu życzliwymi i dobrymi. I popłakałam wzruszona kilka razy.

Jestem zachwycona i daję ocenę 6 / 6. 

wtorek, 04 kwietnia 2017

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak. Wojciech Chmielarz.

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2017).

To moja kolejna wygrana w konkursie na Fb. I okazała się wygraną świetną bo jest to książka bardzo, bardzo dobra. Chociaż nie liczcie na lekturę lekką, łatwą i przyjemną. Nie. Nie ma tam nic do pośmiania się, to nie ta lektura. To lektura smutna, przygnębiająca, obnażająca bez żadnego filtra najgorsze ludzkie instynkty i grzechy. Nie, nie, ci, którzy liczą na krwawe zbrodnie i krew na ścianach również nie powinni sięgać po "Komę" bo to również nie ta książka. To po prostu kawałek bardzo wnikliwej obserwacji współczesnego świata i współczesnych ludzi, którzy powodowani czy to brakami w ich życiu, czy to namiętnością wplątują się w sytuację, która happy endu mieć nigdy nie może. 

Małe miasto, w którym raczej nie ma już opcji "każdy zna każdego" ale jest wystarczająco małe aby wszyscy wiedzieli, że jakby komuś, zwłaszcza na eksponowanym stanowisku omsknęła się noga, wielu chętnie z tego skorzysta. Panią burmistrz owego miasta jest Ewa. Pozostająca w małżeństwie, które się wypaliło, coś się już skończyło, tak to przynajmniej odczuwa. 
Jej mąż jest nauczycielem wychowania fizycznego w liceum, w którym uczy się On. Karol. Zwany przez wszystkich Charliem. Pewnego dnia Ewa trafia do szpitala gdzie zostaje wprowadzona w stan śpiączki, a tego samego dnia matka Charliego zgłasza zaginięcie syna.

Szybko orientujemy się, że te dwie osoby miały ze sobą coś wspólnego. Jak wiele i jak bardzo ich wzajemna relacja skomplikowała życie ich i ich bliskich, tego dowiadujemy się stopniowo z relacji dwójki narratorów, Ewy i Charliego. Charliemu "głosu" użyczył Wojciech Chmielarz.
Muszę przyznać, ze gdy wygrałam tę książkę, to pomimo, że książki Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak znam i podobały mi się to takiego duetu literackiego nieco się obawiałam . Niepotrzebnie. Dwugłos wyszedł autorom wspaniale, nie ma tu żadnego poczucia "zgrzytu", niespójności relacji. A dodatkowo widzimy rzecz oczami jej i jego, a jak wiemy, każdy z nas ma "swoje" prawdy.

Jak pisałam, w książce tej nie jest optymistycznie i jak wspominałam, do głosu dochodzą niskie pobudki i złe instynkty. I nawet rozpoczynanie kolejnych rozdziałów od cytatów z "Romea i Julii" nie pomoże złagodzić poczucia narastającego uczucia beznadziei i poczucia, że nic tu dobrze skończyć się nie może.
Trochę, ale tylko trochę jeśli miałabym się przyczepić do czegokolwiek to takie (według mnie) stereotypowe przekonanie (przynajmniej tak to odczytałam ), że kobieta bez dziecka musi być z góry kobietą nieszczęśliwą. 

Moja ocena to 5.5 / 6.

niedziela, 02 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Nova Res. Gdynia (2013). Ebook. 


Jeśli miałabym obawy o to, że w tym roku nie znajdę żadnej książki, którą mogłabym nazwać jedną z najlepszych książek przeczytanych w tym roku, to obawy te całkowicie się rozwiały.Oto bowiem "Deja vu" Jolanty Kosowskiej stało się jedną z najlepszych książek, jakie w ogóle przeczytałam.
Zdaję sobie sprawę z tego, że oczywiście nie każdy musi się ze mną zgodzić, że nie do każdego taka proza przemówi. Mnie porwała, dosłownie porwała w swój niesamowity świat i wciągnęła na tyle,że niemal nie byłam w stanie się od niej oderwać. 

Akcja książki dzieje się częściowo w Polsce,dokąd po latach nauki i pracy w Niemczech powraca narrator , Rafał jak i w przepięknym mieście czyli w Wenecji. Rafał po powrocie z Niemiec wynajmuje mieszkanie i od tego właśnie mieszkania wszystko się zacznie. Jego kolega, Konrad, wyjaśnia mu, że to mieszkanie Ani, dziewczyny Włocha z Wenecji, Marco. Dodatkowo wychodzi na jaw, że Rafał zastąpił Marco na jego stanowisku nauczania etyki w Akademii Medycznej. Podczas wykładów Rafał zaczyna dowiadywać się więcej o Marco, który cieszył się ogromnym poważaniem i szacunkiem studentów a wręcz był dla młodych kimś w rodzaju "guru". Podobnie Ania, którą wszyscy uwielbiali. 


Mieszkanie, w którym po powrocie do Polski mieszka Rafał, stanowi również ważne źródło informacji dotyczących niezwykłej pary jaką byli Ania i Marco a Rafał wraz z upływem czasu zaczyna się coraz bardziej gubić w swoim nowym, starym ? życiu. Zaczyna się dziać coś dziwnego w jego życiu, coś, czego do końca nie rozumie ale co chce koniecznie poznać i zgłębić bo czuje, że niewiedza wysysa z niego siły i możliwości. 


Niezwykła to książka, klimat ni to magiczny ni to oniryczny, ni to życzeniowy (sami byśmy chcieli aby pewne sprawy tam możliwe możliwe były w rzeczywistości). To w końcu piękna opowieść o niezwykłej, tajemniczej Wenecji, w której dzieje się większość akcji książki , jak również, co również bardzo ważne, to opowieść o wielkiej sile miłości. 
Nic tu nie jest tym, czym się wydaje i nikt tu zdaje się nie być tym, za kogo go uważamy. 

Książka ta ma swego rodzaju niepowtarzalny nastrój, klimat. Dodatkowo, widać, że autorka dużo podróżuje i Wenecję zna i lubi to miasto bowiem realia i klimat samego miasta oddane są naprawdę wiarygodnie. Ja podczas czytania tej książki odnosiłam wrażenie,że wraz z bohaterami przeniosłam się do niezwykłej i tajemniczej Wenecji, która oszukuje i sprawia, że to, co nam się wydaje, jedynie nam się wydaje...


Tak, to książka z rodzaju tych, które pamięta się na zawsze i jestem ogromnie ucieszona, że nie znając praktycznie autorki, sięgnęłam po ebook dając sobie tym samym szanse na przeczytanie czegoś naprawdę świetnego.


Moja ocena to oczywiście po tylu zachwytach 6 / 6. 

środa, 29 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie Replika. Zakrzewo (2017).

"Cień burzowych chmur" udało mi się wygrać jakiś czas temu w fejsbukowym konkursie jednak dopiero teraz zabrałam się za tę książkę. Jest to pierwsza część sagi, która jak wyczytałam na okładce, w zamierzeniu ma liczyć aż pięć części.
Ta część wprowadza nas w świat bohaterów, a są nią członkowie rodziny Szymczaków, gospodarzy wiejkich mieszkających nieopodal Limanowej. Akcja książki zaczyna się w roku 1949. Dopiero co skończyła się IIWŚ i ludzie powoli wracają co "starego" życia. Albo przynajmniej chcieliby gdyż nie zawsze jest to im dane. Oto bowiem w Polsce wdrażany jest nowy ustrój, skutkujący rozmaitymi reformami (niekoniecznie są to dobre reformy). 
Bronek Szymczak jest po wojnie głową rodziny i stara się zapewnić naprawdę dostatnie życie owdowiałej matce , siostrom i braciom. Jest dobrze, gospodarzom się wiedzie ale do czasu. Jak w życiu, pojawiają się ludzie, którym od zawsze przeszkadzała gospodarność i dobra finansowa sytuacja Szymczaków. Zaczną się niesnaski, nieporozumienia, poczucie krzywdy i zwykła ludzka zazdrość. To wszystko i wprowadzona właśnie reforma rolna, na skutek której Szymczakowie zostają pozbawieni swoich dóbr ziemskich, prowadzi do tego, że Bronek musi opuścić rodzinny dom i udać się w świat. Może niekoniecznie na jakąś tułaczkę bo pracę znajduje niebawem w Krakowie, gdzie trwa właśnie budowa Nowej Huty.

Tyle tytułem wstępu. Co do samej książki, to nie trafiła niestety na "swój" czas. Mimo, że oceniam ją dobrze bo jest wciągająca, napisana dobrym językiem i nie mogę się do niej "przyczepić" po prostu czytana była przeze mnie w czasie, gdy nastąpił u mnie czytelniczy przesyt pewnych motywów, tak hojnie eksponowanych we wszystkich praktycznie sagach rodzinnych z historią w tle.
No i niestety ale ta książka mocno mnie przygnębiła bo nieustająco działo się w niej coś niedobrego, zbyt wiele złych wydarzeń spotykał bohaterów jak na pierwszą część.
Nie wiem czy sięgnę po ciąg dalszy sagi. Z jednej strony otwarte wątki i oczywiście pozostawione do kontynuacji losy bohaterów kuszą aby dowiedzieć się "co dalej?" ale nie jestem jeszcze pewna jak to będzie.

Moja ocena to 5 / 6. 

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...