Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
wtorek, 21 lutego 2017

...Międzynarodowym Dniu Języka Ojczystego.

Pamiętajmy, że nasz język polski jest piękny. Bo jest. I wciąż uczę się nowych słów , takich jak "pozaprzeszły" , słówko poznane dwa lata temu ;) 
Pamiętajmy też i miejmy tego świadomość, że jesteśmy niesamowici. Władamy bowiem jednym z najtrudniejszych języków świata , ha ;) A jeśli to w nie wierzycie, trudno, Wasza sprawa. Sprzeczać się nie zamierzam. Dopiero widząc zmagania Jaśka na polu nauki języka polskiego zdałam sobie sprawę jak naprawdę nasz język jest trudny. I jak powinniśmy być z siebie dumni, że umiemy nim władać poprawnie.

Czy macie jakieś ukochane słowo w naszym języku?

Moje jest nie dość, że raczej międzynarodowe, to jeszcze dodatkowo zdecydowanie brak mi przy wyborze obiektywizmu ;) ale jest to oczywiście "Mama".
A drugie, ha, nie zgadniecie, "skwer" :)

Podzielcie się swoimi językowymi miłościami i skarbami, proszę.  

poniedziałek, 20 lutego 2017

...Jaś? 
Piszący książki , jak mamusia w dzieciństwie :) Widać, że pewne sprawy wysysa się z mlekiem matki i już ;)
Oczywiście, dyktuje mamuni ale ilustracje wykonuje sam.
Z tym, że ja z tego co widzę pisałam (też dyktowałam mamuni i też w podobnym wieku) literaturę faktu, reportaż. W moich opowieściach przewijały się kartki na żywność, świętem był zakup dwóch ( DWÓCH!) kostek masła , a jedynie służba zdrowia pracowała zdaje się na podobnym do dzisiejszego poziomie (do legendy rodzinno przyjacielskiej przeszedł cytat o lekarzu wezwanym do chorego dziecka, który po dwóch dniach zjawia się na kontrolę i "dziwi się, że dziecko wyzdrowiało").
Jasiek zaś chyba idzie bardziej w kierunku literatury fantasy a przynajmniej w nazwach albowiem wczoraj jednym z bohaterów opowieści był lisek o imieniu ni mniej ni więcej a Deska Brunatna.
Nie pytajcie :P  

niedziela, 19 lutego 2017

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2017). Ebook.

Przełożyła Agnieszka Gadzała. 
Tytuł oryginalny Der Duft von Schokolade.

Bardzo przyzwoicie napisana książka, z gatunku "czytadło". Która nie aspiruje do udawania czegoś innego niż jest a mianowicie romansu w Wiedniu 1881 roku i nieco później. Romansu napisanego w sposób nieco przewrotny bo zmysły podkreślone tam to zmysł węchu, wzroku i smaku. Ale opisuje i zmysły te fizyczne, bo dzieje się tam namiętnie. 
Dlaczego tak zastrzegam, że książka jest jednak wciąż raczej czytadłem ? Ano dlatego, że ze zdziwieniem odkryłam, chcąc dać notę na serwisie Biblionetka, że oprócz mojej , dobrej , jest tam jedna i to kompletnie zła.
Nie wiem, być może oczekiwania tamtego czytelnika bądź raczej czytelniczki, okazały się na wyrost bądź zupełnie inne niż moje. Ja otrzymałam nawet więcej niż się spodziewałam.
Zmysłową ale nienachalną w tej zmysłowości opowieść o miłości dwójki bohaterów. Którym towarzyszy tytułowa czekolada. O, nie jest to książka, którą łatwo jest czytać bez czekolady obok siebie :) Opis słodkości a zwłaszcza pralinek wytwarzanych przez bohatera jest tak kuszący i opisany w sposób mistrzowski, że aż chce się jechać natychmiast do sklepu z czekoladą i uzupełnić lekturę paroma czekoladkami. 
Mnie podobał się styl pisania, język, bardzo plastyczny i taki dodający książce klimatu , zdecydowanie pasujący do treści. Co prawda mnie w pewnej chwili autor nie zaskoczył, było dokładnie tak jak sadziłam, że będzie ale nieważne, całość bardzo przyzwoita i jako prezent na Walentynki, zdecydowanie się udała.
Moja ocena to 5 / 5.  

piątek, 17 lutego 2017

Wydana w Wydawnictwie Czarne. Wołowiec (2017). 

Przełożył Marcin Wróbel.

Tytuł oryginału Lady Sings the Blues

Książka ta ukazała się w Serii Amerykańskiej Wydawnictwa Czarne.

Książka jest prezentem dla mnie od tłumacza, któremu tą drogą dziękuję po raz kolejny za jeden z najlepszych prezentów jakie są na świecie, czyli właśnie - książkę. Kto się nie zgadza , trudno, jego sprawa :)

Taki wstęp lżejszy bo potem już nie jest tak lekko i zabawnie. 
"Lady Day śpiewa bluesa" to bowiem książka smutna. Tak. Szczęśliwie przetłumaczona bardzo dobrze, co pozwoliło mi po prostu skupić się na jej treści. I na nieustającej walce z coraz bardziej przygnębiającymi myślami nachodzącymi mnie podczas lektury.

A myśli te można sprowadzić do tego, że smutny jest fakt, że ktoś obdarzony tak niezwykłym talentem , samouk, nazwijmy to po imieniu, który mógł osiągnąć tak wiele, był przez los i innych ludzi tak źle traktowany i marginalizowany tylko dlatego, że był ciemnoskórą dziewczynką, potem kobietą, która urodziła się jako dziecko dzieci można powiedzieć bowiem jej matka rodząc ją miała lat trzynaście a tatuś niewiele więcej bo piętnaście.

Mam wrażenie, że ta autobiografia, opowieść Billie Holiday o jej życiu miałaby szanse mieć zupełnie inne zakończenie gdyby urodziła się jako biała dziewczynka w bogatszej rodzinie.
Wiem, że zwykło się mówić, że można wziąć sprawy w swoje ręce i zmienić bieg losu, niemniej jednak kiedy się czyta jej opowieść , wierzcie mi, można w to zdecydowanie zwątpić.

Nie mogę powiedzieć aby sama Billie brzmiała jako osoba zgorzkniała. Nie. Można nawet powiedzieć, że mimo tego wszystkiego, co ją spotkało, cieszyła się życiem. Ale czytelnik, wiedząc jak krótko żyła i co było powodem jej śmierci ma świadomość, że najprawdopodobniej często jest w tej książce prezentowana postawa "dzielnej na wyrost". Albo być może ja tak to postrzegam.

Bywa, że czyta się książki z kulinariami w tle i nieustannie się podjada. Albo przynajmniej podczas lektury ma się wrażenie ciągłego głodu. Podczas lektury tej książki (poszczególne rozdziały książki noszą tytuły przebojów śpiewanych przez Lady Day) czytelnik (a przynajmniej - ja) odczuwa wręcz przymus słuchania piosenek śpiewanych przez Billie Holiday.
I może dzięki temu słowa na papierze brzmią często jeszcze bardziej dramatycznie czy przygnębiająco prawdziwie. 

Polecam. 
Moja ocena to 5 / 6
 

wtorek, 14 lutego 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

No, muszę powiedzieć , że dawno tak mnie coś nie wciągnęło. Bywa tak, że coś czytam ale bez problemu (chociaż z żalem) daną książkę jestem w stanie odłożyć aby robić coś innego co akurat muszę. A tu...Wpadłam po uszy. 
Muszę powiedzieć, że nie do końca wiem jak mam nazwać gatunek tej książki. Kryminał? Chyba nie bo nie ma trupa. Może thriller psychologiczny? Chyba najbliżej jest tej książce temu właśnie gatunkowi. 
Zawsze ciekawie czyta się książkę o książce. Kalina jest autorką poczytnych thrillerów. Właściwie każda jej książka okazywała się do tej pory pewniakiem, przynoszącym wydawnictwu krocie oprócz ostatniej. Ta ostatnia nie spodobała się czytelnikom. Tak więc zrozumiałe jest, że poczucie pewności Kaliny zostało mocno zachwiane. Siedzi właśnie nad kolejną książką, którą właściwie powinna już dawno zdać do wydawnictwa o czym coraz intensywniej przypomina jej redaktor Maciej Tarski. Niestety, praca nad książką wyraźnie nie idzie a wręcz jest jakby coraz gorzej.
Kalina wpada więc na pomysł pobytu w pensjonacie, w którym wydaje jej się, że w atmosferze osamotnienia i spokoju może uda jej się nareszcie ruszyć z pisaniem książki. Pensjonat niesie ze sobą wspomnienia niemniej jednak staje się miejscem, w którym jest szansa na złapanie wiatru w żagle. I tak się staje.
Kalina wraca do domu spokojniejsza. Spokoju natomiast nie ma redaktor jej książek, Maciej Tarski, który otrzymuje przedziwny email. Przedziwny bowiem jest ni mniej ni więcej a pierwszym rozdziałem książki, opisującym jednakfragment życia Tarskiego. Może nie byłoby to dziwne gdyby nie to, że szczegóły znane jedynie Tarskiemu, tu opisane zostają lekko i tak, jakby znane były nadawcy. 

Pierwszy rozdział jak już możecie się domyślić, nie okaże się jedyny. Tarski zacznie dostawać kolejną korespondencję a potem, nie tylko on. 
Niepewny co tak naprawdę się dzieje, kto jest anonimowym nadawcą tej specyficznej "książki-korespondencji" Tarski zaczyna popadać w lekką obsesję usiłując rozwikłać zagadkę emaili. Nie tylko on będzie "bawił się" w prywatne śledztwo. Lekko nie będzie. Z czasem wychodzą na jaw kolejne sprawy z życia bohaterów książki jak i skrywane przez nich sekrety bądź sprawy, o których mówi się niechętnie i nie każdemu.

Książka jak pisałam, wciąga, podobała mi się pomimo pewnego motywu, do którego dotarłam w nieco ponad połowie i który to należy do motywów, których nie lubię teraz w książkach i które staram się konsekwentnie omijać o ile tylko mi się to uda. Niemniej jednak książka mnie wciągnęła i czytałam z zaangażowaniem chcąc dowiedzieć się o co chodzi w całej tej dziwnej intrydze. Kto tak naprawdę czuje się aż tak odrzucony na boczny tor, niekochany czy niechciany? Zmarginalizowany, można powiedzieć, do tego stopnia aby podjąć taką nieładną grę mogącą mieć poważne konsekwencje. 

Polecam. 
A ja daję jej 5 / 6. 

poniedziałek, 13 lutego 2017

Podtytuł "52 kobiety, które odmieniły naukę i świat".

Wydana w Wydawnictwie Agora. Warszawa (2017). Ebook. 
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa. 

Przełożył Krzysztof Kurek.

Tytuł oryginału HEADSTRONG: 52 Women Who Changed Science - and the World.

Mam po tej książce lekkiego kaca moralnego. Podzieliłam się tym kacem a raczej jego wynikiem z P. i ze znajomym. Ciekawe, tak się złożyło, że akurat z mężczyznami. Teraz dzielę się z Wami. 
Dlaczego kac moralny, ktoś może spytać? Nie, nie chodzi o to , że nie znałam niektórych nazwisk z nazwisk pięćdziesięciu dwóch kobiet, o których jest napisane w książce. Nie znałam wielu , nie będę ściemniać, że znałam, bo zwyczajnie świat nauki nie jest "moim" światem. Ale to, że Apgar, tak, tak, od "Skali Apgar" była kobietą to...czuję, że miałam obowiązek znać. I nagle poczułam się trochę tak jak ci wszyscy, którzy wielu z opisanych przez autorkę kobiet rzucali kłody pod nogi w drodze rozwoju ich kariery naukowej. Jakbym swoją niewiedzą dokładała im te kłody. Cóż, samobiczować się jednak nie zamierzam. Człowiek uczy się całe życie i ja się wiele podczas lektury tej książki. Wiem jedno. Ta książka jest zaskakująco aktualna podczas współczesnych czasów i poziomu debaty często publicznej ale nie tylko, w Polsce a i zapewne, nie tylko. Dążenia kobiet do spełnienia ich planów wciąż bowiem bywają zbywane wzruszeniem ramion bądź w "najlepszym" wypadku są skwitowane tekstem o "bawieniu się" w hobby. Kobieta naukowiec? To wciąż potrafi być traktowane na zasadzie "krowy z dwiema głowami" bądź przesadnie chwalone tak jakby ukończenie przez kobietę wyższych studiów, potem zdobywanie kolejnych stopni naukowych i osiągnięcia na danym polu naukowym osiągnięte właśnie przez kobietę było czymś taki niesamowicie dziwnym bądź niemożliwym do osiągnięcia, że danej kobiecie należy się nagroda. Lizak albo złota gwiazdka "grzecznego ucznia". Nie podoba mi się takowa polaryzacja i zapewne autorce książki również się nie podobała skoro zabrała się do bardzo solidnej pracy jaką było zebranie wiadomości i napisanie o tylu kobietach, naukowczyniach. Które wpłynęły na świat nauki ale nie tylko bo ich osiągnięcia pomagają wielokrotnie każdemu z nas. 
Napiszę tak, to książka, którą powinien przeczytać każdy rodzic dziewczynki. I chłopca. Rodzic dziewczynki po to, aby poznając to, jak wielu kobietom trudno było osiągnąć to, co wywalczyły własną pracą i odmawianiem sobie często wielu przywilejów, wiedział, jak teraz jest mimo wszystko łatwiej dziewczynkom uczyć się i osiągać to, co jeszcze do niedawna zarezerwowane było dla mężczyzn. I aby nie dziwował się "ale jak to , dziewczynka i nie chce bawić się różowym odkurzaczykiem a interesuje się zestawem kontrukcyjnym najbardziej znanych klocków dla dzieci na świecie starszego brata?". I aby wspierał tą dziewczynkę a nie chciał na siłę zrobić z niej kobietki. Bo bycie kobietą naukowcem wcale nie oznacza rezygnacji z założenia rodziny, uczesania się u fryzjera czy noszenia biżuterii. Bycie mądrą nie oznacza bycia skrajnie męską (wiem, że wiele osób wciąż ma z tyłu głowy takie uprzedzenia).
Rodzic chłopca aby kiedyś tego chłopca wychować na "rodzica dziewczynki" z przykładu powyżej :)  

A ktoś, kto nie jest rodzicem i tego nie planuje aby po prostu wzbogacił swoją wiedzę na temat tak ciekawy jak ten, które kobiety realnie dzięki swej pracy zmieniły świat, w którym żyjemy.

Pięćdziesiąt dwie kobiety opisała w swojej książce zadedykowanej (nie, nie kobiecie:) ) Timowi autorka Rachel Swaby. 
Nie opiszę wszystkich ale napiszę to, które teksty i o których kobietach zrobiły na mnie samej największe wrażenie podczas tej lektury.
A więc, wspomniana przeze mnie , Virginia Apgar dzięki której powstał standaryzowany system oceny noworodka tuż po jego urodzeniu (brzmi znajomo? mamusie na imprezkach urodzinowo imieninowych za czasów dzieciństwa chwaliły się tym, ile my jako pociechy mieliśmy owych punktów? no więc już wiemy kto i co:)). 

Mary Anning , Brytyjka, która zajmowała się paleontologią. Ta amatorka odkryła wiele skamieniałych szkieletów dinozaurów. 

Anne McLaren, która zdecydowanie przetarła szlak w powstaniu metody sztucznego zapłodnienia czyli In Vitro. Twórczyni metody nie poprzestała na naukowym umożliwieniu jej zastosowania (co umożliwiło osobom dla których do tej pory rodzicielstwo pozostawało poza granicami możliwości) ale również dbała o etyczne wprowadzenie jej w świat medyczny.

Maria Mitchell, która będąc pierwszą astronom w USA odkryła kometę. Efektem jej prac jest nie tylko to, co odkryła i wnioski, do których doszła podczas lat ciężkiej pracy ale również "nagroda" w postaci pośmiertnego uhonorowania jej postaci nadaniem jej imienia jednemu z kraterów na Księżycu.

Sally Ride, pierwsza Amerykanka w kosmosie. 

Ale tak naprawdę każda opowieść jest ciekawa i fascynująca. Opis dążenia kobiet do bycia naukowcami, często pokonywanie trudności a potem osiąganie sukcesów, często za cenę zdrowia czy wręcz życia, to wszystko powodowało, że lektura ta była właśnie fascynująca. Bardzo ją polecam.

Na samo zakończenie, pochwalę bardzo polską okładkę zaprojektowaną przez Ulę Pągowską. 
Tak, okładka liczy się bardzo i chwała pani Uli Pągowskiej za to, że nie pokusiła się ani o nawiązanie do okładki oryginalnej ani tym bardziej do (a przecież książka o kobietach) pójścia w stronę okładki z milionową ładną panią na okładce, które to okładki wydają się być po chwili jedną i tą samą i kompletnie nie wpadającą w oko. Duży też plus, że nie otrzymaliśmy na okładce "łopatologicznego" przekazu, z cyklu "mikroskop czy stetoskop".

Na koniec jeszcze, ta się dziwnie złożyło, że kiedy czytałam tę książkę padły te słowa, zalinkuję je tu, proszę. Właściwie pozostawię to bez komentarza, myślę, że już Wiecie dlaczego twierdzę, że "Upór i przekora" to wciąż lektura z gatunku "obowiązkowych". 
 

Moja ocena 5 / 6.


 

niedziela, 12 lutego 2017

...film, jaki obejrzeliśmy to "Odyseja Kosmiczna 2001" w reżyserii Stanleya Kubricka. Nie wiem w sumie jak to się stało, że przy tym jak P. lubi sf nie widziałam tego filmu (bo On oczywiście wcześniej go oglądał) wcześniej. Tak czy inaczej, miałam niesamowitą ucztę filmową. I nieważne, że film ten ma niemal pięćdziesiąt lat. Według mnie nie zestarzał się wcale . Podejrzewam, że co oglądający to teoria o czym tak naprawdę jest ten film. Dla mnie chyba najsilniejszy akcent to taki, jak jednak człowiek a właściwie ludzkość prze naprzód i rozwija się pomimo przeszkód. Ale również o tym jak łatwo jest zagubić się i zawierzyć zbytnio technologii. Nie chcę zbyt wiele zdradzać bo jak widać wciąż są widzowie, którzy tak ja ja jeszcze dwa dni temu, filmu nie znali więc nie chcę psuć przyjemności oglądania ale muszę powiedzieć, że ten film na pewno jest jednym z najlepszych jakie oglądałam i dołączam do jego miłośników. Widziałam w internecie , że są też książki z serii "Odyseja Kosmiczna" ale chyba nie są do dostania, szkoda, bo nabrałam na nie czytelniczego apetytu. 

W każdym razie naprawdę jeśli ktoś nie widział to polecam serdecznie ten film. 
Dla mnie jeszcze zaskakujące były scenografie, bardzo nowoczesne i według mnie takie wciąż aktualne i naprawdę świetny dobór utworów muzycznych do całości obrazu. No, film majstersztyk , naprawdę. 

Z zupełnie innego filmowego bieguna, to widzieliśmy też "Dziecko Bridget Jones" i jak na taki rozrywkowy film to muszę powiedzieć,że też mi się spodobał, no , może mam nie jakoś wyśrubowany gust ale uśmiałam się przy nim wystarczająco abym uznała, że w kwestii "rozrywka"  film ten spełnił dla mnie swoją rolę.

16:58, chiara76 , filmowo
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 lutego 2017

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2016). Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 


Przełożyła Elżbieta Rawska.
Tytuł oryginału Смерть ради смерти 

Czytałam już tę książkę ale ponieważ otrzymałam ją w nowej wersji graficznej i we wznowieniu, nie mogłam się jej oprzeć. Tak, bo czytając najnowsze książki Marininej, jakie ukazują się na naszym rynku, z przyjemnością sięgnęłam do książki, którą czytałam baaardzo dawno temu. 
Nawet nie pamiętam, w którym roku. Był to w każdym razie moment gdy sama sobie znalazłam tę autorkę, nie była ona wcale polecana, ot, w księgarni znalazłam książki Marininej i zainteresowałam się nimi. Bo i kryminały i we w miarę (akcja książek dzieje się tuż po rozpadzie ZSSR) współczesnej Rosji. Wtedy na tyle dobrze mi się czytało te książki, że Aleksandra Marinina stała się jedną z moich ulubionych autorek kryminałów.

W "Złowrogiej pętli" (według mnie tytuł oryginalny jest ciekawszy) Anastazja Kamieńska znów będzie musiała uruchomić swoje szare komórki i rozwiązać niezwykle skomplikowaną intrygę. Dotyczącą zbrodni na wielką skalę. Ale cała akcja rozpocznie się nie zapowiadając poziomu skomplikowania. Ot, do pewnego małżeństwa zaczyna dzwonić szantażysta, który chce otrzymać okup, w przeciwnym razie grozi małżeństwu tym, że ujawni ich synowi iż dawno temu syn został przez nich adoptowany.

Niby sprawa szantażysty a wszystko tak się potoczy, że wkrótce zespół , w którym pracuje Nastia Kamieńska zmierzy się z czymś o wiele poważniejszym niż początkowo będzie się śledczym wydawać. 
Do głosu znów dojdą ludzkie namiętności, pazerność , chciwość, żądza władzy. 
Bohaterowie u Kamieńskiej potrafią jednak zaskoczyć, nie każdy jest tak silny jak się wydaje. I co prawda w tej części Kamieńska wyjątkowo aż zostaje odmalowana w barwach niezwykłych jako wrażliwa na cudzą krzywdę obrończyni skrzywdzonych i uciemiężonych , to jednak i ona wciąż zmaga się z różnymi swymi wadami bądź problemami.
Niemniej jednak do głosu dojdzie w tej części wrażliwość Kamieńskiej na cudzą krzywdę i chęć niesienia pomocy tym, o których prawda nikt nie chce się upomnieć. Będzie o to w tej części walczyć jak lwica.

Z cyklu "plotki", to zapomniałam już, że to w tej części Kamieńska nareszcie przyjęła oświadczyny Loszki, swojego wydawałoby się "wiecznego" chłopaka. Tak właściwie to z tymi oświadczynami będzie trochę przewrotnie ale w sam raz pasuje cała sytuacja do stworzonego przez autorkę charakteru Anastazji.

Do tego Moskwa, ponura jakaś a atmosfera złego przeczucia i jakiejś złowieszczości wiszącej w powietrzu zagęszcza się dodatkowo wraz z rozwojem akcji książki i tego co jako czytelnicy dowiadujemy się podczas lektury.

Muszę powiedzieć, że najwyraźniej książka czytana po raz drugi spodobała mi się bardziej skoro zmieniłam swoją ocenę i obecnie oceniam ją na 5.5 / 6.

 

No proszę, jednak udało mi się znaleźć informację kiedy czytałam ją pierwszy raz. Jedenaście lat temu, proszę, w tym krótkim wpisie o niej piszę. 

 

 

poniedziałek, 06 lutego 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.

Książkę przeczytać mogłam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Swego czasu zasłuchiwałam się piosenkami autorstwa pana Wojciecha. Pamiętam, kiedy moi rówieśnicy słuchali czegoś zupełnie innego, ja włączałam zjechane już mocno kasety z piosenkami Wojciecha Młynarskiego. Część pamiętam do dziś. Teraz, nie będę kłamać, nie słucham ich aż tak często ale bywa, że z jakiejś przyczyny przypominam sobie tę czy inną piosenkę i ponownie odczuwam zachwyt nad aktualnością i mądrością danego tekstu.
Muszę powiedzieć, że możliwość poczytania tekstów Wojciecha Młynarskiego okazało się dla mnie wielką przyjemnością. Nie są to wszystkie teksty tego pieśniarza i autora tekstów, poety, nie waham się tak Go nazwać ale jest ich naprawdę dużo.

I nie ukrywam, że mimo, że wydawało mi się, że znam ich sporo to okazało się , że niektóre były dla mnie niespodzianką. Podczas czytania ich miałam ochotę sama do siebie powiedzieć "O rety, to tekst autorstwa Wojciecha Młynarskiego?".

Teksty są rozmaite. Sporo z nich to oczywiście teksty prześmiewcze, niby na sytuację polityczną w kraju kiedy były pisane a jak wspominałam, zaskakująco aktualne i dzisiaj. Część z nich natomiast to piękne liryki, teksty poetyckie.

Przypomniałam sobie i albo pokiwałam głową nad aktualnością albo pośmiałam się albo wzruszyłam tekstami "Ballada o dzikim zachodzie", "Lubię wrony", "Wesołego powszechnego dnia", "Kocham cię, życie!", "Serce to jest muzyk", "Zeszycik z pierwszej klasy", "Wojna nigdy nie jest daleko".

Jest też, co zawsze mówię, piosenka o mnie "Po co babcię denerwować". :P Może i nie jestem jeszcze babcią ale to piosenka dla mnie.
Zbiór tekstów Wojciecha Młynarskiego "Od oddechu do oddechu" to wspaniała powtórka dla tych, którzy pana Wojciecha lubią słuchać i jego twórczość znają jak również dobry pomysł na prezent dla kogoś, kto dopiero się z nią zapoznaje lub ma taki zamiar.

Ponieważ ja w stosunku do Jego twórczości pozostaję bezkrytyczna a więc moja ocena to 6 / 6.  

sobota, 04 lutego 2017

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań. (2017). Ebook. 
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa.

Nie znałam tej autorki i sięgnęłam po książkę zupełnie przypadkiem, przyznaję się. Kuszona tą Portugalią i Chorwacją w tle. Nie wiem czemu, spodziewałam się więcej akcji w tych miejscach. A otrzymałam dobry kawałek prozy obyczajowej, bez zadęcia do bycia czymś innym niż jest, niemniej jednak z akcją dziejącą się głównie w Polsce, na Dolnym Śląsku, w Stawiskach. W której to miejscowości bohaterka, Alicja , pracuje w dworze przerobionym na hotel.
W życiu Alicji dzieje się trochę. Poznajemy ją w chwili rozstania z arystokratą. A akcja kończy się...nie, nie napiszę jak ale według mnie autorka zdecydowanie pozostawiła miejsce na dalszy ciąg historii Alicji.

Akcja dzieje się w dworze kiedyś należącym do Niemców. W tle zaszłości historyczne tamtych czasów. Plus ciekawy obraz tego, co dzieje się obecnie w Polsce. Poznajemy galerię postaci (Alicja, pracownicy hotelu i odwiedzający go goście), dzięki którym dobrze widać obraz i tego podziału, który teraz ma miejsce w polskiej polityce i społeczeństwie, i tego, do czego może prowadzić zapiekłość, zacietrzewienie w dociekaniu kto jakie ma teczki, jakiego haka na kogo. Plus, wina, odżałowana szczerze bądź na pokaz? Nie wiem i to mi się podobało, że nie jest to wszystko wprost i łopatologicznie wyjaśnione, autorka pozostawia to do przemyśleń czytelnikowi. Wątek aktora i jego syna, aktora-celebryty jest według mnie najciekawszy i  nie wiem, dobrze to czy nie, ale miałam w pamięci konkretną osobę kiedy o tym czytałam. 

Dobra obyczajowa książka , która według mnie będzie miała swoją kontynuację.

Moja ocena to 4.5 / 6  

| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...