Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
piątek, 28 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2017). Ebook. 

To trzecia część opowieści o Natalii i Ninie, które poznały się w Ciechocinku. Ich poznanie opisane zostało w części pod tytułem "Sanatorium pod Zegarem". Ja nie czytałam części drugiej tylko sięgnęłam po tę część, powodowana ciekawością ile tego Paryża będzie w książce :) Owszem, Paryż był ale nie stanowił najważniejszego bohatera książki. Z różnych powodów i w życiu Natalii i Niny jednak to Paryż właśnie konkretnie musiał być.
W tej części autorka stworzyła naprawdę mieszankę wybuchową. Bo będzie i poważna intryga kryminalna, a więc konieczność śledztwa, ale również na jaw wyjdzie bardzo dużo tajemnic zarówno z przeszłości Niny jak i Natalii.
Przyjemnie było poczytać kolejną część opowieści o tych zaprzyjaźnionych ze sobą jakiś czas temu kobietach, które początkowo wydawało się, że różni wszystko a okazuje się, że łączy więcej niż można przypuszczać, skoro wynikła z tego taka przyjaźń. Pozazdrościłam Ninie Natalii, która zawsze ją wspiera i stanowi dla niej być może namiastkę matki.
Większość akcji książki dzieje się w Paryżu ale w tej części poznamy też to, co wydarzyło się parędziesiąt lat temu.

Wciągnęła mnie ta opowieść, polubiłam obie bohaterki (zwłaszcza Natalię, jakże inną panią koło czy raczej już po siedemdziesiątce niż przeciętnie sobie wyobrażamy), szkoda, że to już koniec trylogii. Może jednak autorka skusi się kiedyś na kontynuację losów swoich bohaterek.

Moja ocena to 5 / 6.  

środa, 26 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2016). Ebook.

Swego czasu "polowałam" na tę książkę w rozmaitych konkursach książkowych ale nie udało mi się jej wygrać a jakiś czas temu przypomniałam sobie o niej i nabyłam. Miałam bowiem chęć na coś lżejszego. I otrzymałam to. Co prawda, w książce będzie motyw kryminalny ale ogólnie to jest to raczej książka pogodna niosąca ciekawe przesłanie, o którym wiele młodych osób nie pamięta. A mianowicie to, że ktoś, kto ma więcej lat w dowodzie osobistym nie od razu musi być osobą nieruchliwą, zgrzybiałą, zdegustowaną. Ba, może być zakochany czy mieć partnera (bez ślubu :) ). 

Bohaterkami książki są Nina i Natalia. Nina to młoda kobieta z Warszawy, zarządzająca prężnie firmą , Natalia to starsza pani pochodząca i mieszkająca w Helu. W Helu prowadzi swój zakład fotograficzny "Mewa". 
Obie te kobiety najprawdopodobniej nie miałyby szansy się spotkać gdyby nie fakt, że splot wydarzeń umieścił je w jednym miejscu. A mianowicie w dwuosobowym pokoju w sanatorium w Ciechocinku.  
I od tej pory zaczyna się akcja książki. Jest więc i samo sanatorium a właściwie, szpital uzdrowiskowy z surową siostrą przełożoną i równie surowymi zasadami w nim panującymi. Są kuracjusze, z których o leczeniu myśli często mniejszość. Są fajfy i zasady panujące w sanatorium prawa i zasady dotyczące podrywu. 
Wreszcie są dwie fajne kobiety, Natalia i Nina, które po początkowych niesnaskach zaprzyjaźniają się ze sobą i to do tego stopnia, że będą w stanie utrzymać wspólnie pewien sekret w tajemnicy jak również współpracować ze sobą na innych frontach i wspierać się wzajemnie.
Podobało mi się, o czym już pisałam, że Natalia jest tu kobietą z WCIĄŻ pragnieniami i marzeniami, owszem, nie zdobywającą wielotysięczników ale rzutką, ruchliwą, zmotoryzowaną, na swój sposób podobnie jak Nina , jest ona kobietą interesu prowadzącą zakład fotograficzny.
Nina na jej tle wypada nawet często blado a na pewno dość pruderyjnie, te kontrasty podane na szczęście w odpowiedniej proporcji są zabawne i skłaniają do refleksji jak często my, młodsi , "odbieramy" swoim lekceważeniem prawa do tego czy owego osobom starszym uważając ich za "staruszków".

To taka pozytywna proza obyczajowa, raczej nie ma co się doszukiwać w niej psychologicznego dna i nawet niespecjalnie bym to w tego rodzaju książce widziała.

Podobała mi się i moja jej ocena to 5 / 6.

 

niedziela, 23 kwietnia 2017

...z Okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich.

Cieszmy się, że ludzkość wpadła kiedyś na pomysł tego aby dokumentować słowo w jakiś trwalszy sposób niż przekazy ustne.
Bo dzięki temu nie ruszając się z domu możemy przenieść się nie dość, że w rozmaite miejsca to i w inne czasy. Poznawać niezliczoną liczbę osób. Przeżywać czyjeś historie, denerwować się na kogoś albo marzyć aby mieć taką właśnie przyjaciółkę. Czy to nie cudowne uczucie? To właśnie magia książek.

Jaką książką uczcicie dzisiejsze święto?
Ja zaczęłam wczoraj czytać "Sanatorium pod Zegarem" Liliany Fabisińskiej. I jak na razie - podoba mi się.  

piątek, 21 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie "Książnica". Katowice (2011).


Przełożyła Dobromiła Jankowska.
Tytuł oryginlny Take A Chance On Me.  

Nie wiem jak Wy ale ja z książkami mam tak,że bardzo chętnie sięgam po coś poważniejszego ale i lubię zrobić sobie przerwę na coś lżejszego. Coś o czym śmiało mogę powiedzieć zaczynając lekturę, że mnie nie przybije i że wiem, że dobrze się skończy.
Człowiek uczy się całe życie i oto pożyczona mi przez Mamę książka okazała się należeć do gatunku "chick-lit" (w sumie mimo, że niby czytałam co to ma być dalej nie wiem jak to nazwać po swojemu, czytadełko?). Nie lubię takich szufladkowań, jak dla mnie to była po prostu fajna książka , lekka stylem ale mimo wszystko wcale nie wolna od poruszenia problemów jakie ludziom towarzyszą. Z tym,że podana w dość lekkiej formie.

Sięgając po nią nie miałam żadnych oczekiwań i również nie martwiło mnie, że wydałam na nią pieniądze, bo wiadomo, pożyczone to pożyczone. Ryzyka nie ma.
I nie było, a nawet było więcej czyli świetna książka,którą "przekładałam" sobie cięższą lekturę książki "Ta, którą znam" Małgorzaty Wardy,o której pisałam w poprzednim wpisie.

Cleo Quinn mieszka w rodzinnym miasteczku w Wielkiej Brytanii. Po kilku nieudanych doświadczeniach z poprzednimi mężczyznami, z którymi się umawiała nareszcie jest w stałym i obiecującym związku. W jej życiu nie ma zbyt wielu spektakularnych wydarzeń. Nie ma bogactwa ale jest w stanie zarobić na życie. Nie ma wykształcenia ale ma pracę, na którą nie narzeka. Nie ma jeszcze własnej rodziny ale ma siostrę, którą kocha i przyjaciela. Dla niektórych to mało, dla innych zaś bardzo wiele.

Książka rozpoczyna się pogrzebem ojca dawnego kolegi z klasy Cleo. Kolega to zbyt wiele powiedziane. Swego czasu Johnny LaVenture, który obecnie jest rzeźbiarzem robiącym karierę w Stanach Zjednoczonych, dał się we znaki Cleo. Oj, dał !

Teraz jednak oboje dorośli i nikt nie ma powodów do odgrzewania starych żali i niesnasków.

Co będzie dalej? Dalej poznawać będziemy losy kilkorga bohaterów bo autorka skupia się nie tylko na samej Cloe. Będzie jak w życiu, czasem słodko, czasem gorzko ale najważniejsze aby mieć obok siebie kogoś, z kim można zawsze "przegadać" sprawy i wyżalić się ze swoich problemów. Bądź ucieszyć wespół radościami i podzielić sukcesem.

Mnie się podobała i daję jej 5.5 / 6. 

 

 

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016). Ebook.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Och. Tak, to celowe westchnięcie.
Zabierałam się do tej konkretnej książki długo. Wiedziałam, że ze względu na parę motywów (główny i kilka pobocznych) ta książka przeora mi myśli i odczucia i tak się stało. Na pewno jest to lektura, która nie porusza tematyki lekkiej, łatwej i przyjemnej czyli nie ma mowy o żadnym rozleniwiająco relaksującym "czytadle" , po które chętnie sięgam i czego nigdy się nie wypieram. No ale chciałam przeczytać książkę tej konkretnej autorki bowiem jak do tej pory czytałam jedynie "Miasto z lodu". Nie wiem i wiem czemu nie sięgam po więcej książek pani Wardy. Wiem, czyli wiem, że porusza tematy naprawdę ważne ale ciężkie a moje nastroje różnie reagują na takie treści. Nie wiem czemu bo wiem, że mnie omija świetna proza i bardzo dobra literatura. Dlatego sięgnęłam nareszcie po coś nowego. I tak, przeorało moje myśli i uczucia kompletnie. Ale nieważne, kilkakrotnie już o tym pisałam, trzeba też sięgać po coś takiego co nie będzie przyjemne za to mądre i pozostawi w człowieku coś więcej niż jedynie wspomnienie, że "to była dobra książka". A "Ta, którą znam" zostaje w czytelniku z pewnością na długo.

Historia zaczyna się nieprzyjemnie. Oto Ada, modelka i aktorka odnosząca sławę za granicami Polski i mieszkająca na stałe poza Polską otrzymuje pilne wezwanie do rodzinnego kraju. Jej siostra, Agnieszka, miała wypadek. Jechała z młodszą z dwóch córek. Konsekwencje wypadku są niestety najbardziej tragiczne z możliwych i nagle "osierocona" po stracie siostry Ada staje oko w oko z rzeczywistością. Na czas poszukiwań ojca dziewczynek, córek siostry, jest sama z dziadkiem tychże a swoim ojcem. Pogrążona w żałobie, wspomnieniach ale również poszukująca Pawła, dawnego przyjaciela Ady, ojca córek Agnieszki, znanego reportera i dziennikarza.
Ktoś więc musi stać się wsparciem nie dość, że dla ojca , który stracił córkę ale dla dwunastolatki i dziesięciolatki. Dziesięciolatka brała udział w tragicznym wypadku i konsekwencje dla jej psychiki również są wielkie.

Niestety, Ada nie jest w stanie oddać się swojej żałobie bowiem ten wypadek, jego konsekwencje a przede wszystkim dłuższy pobyt w rodzinnym mieście uruchamia jak mały kamyk lawinę wspomnień. I wydarzeń. Ale najpierw wspomnień.
 Narracja nie jest linearna. To skaczemy w tył do wspomnień Ady to przenosimy się do czasów teraźniejszych. Pomimo tego czyta się to dobrze pomimo ciężkiej tematyki.

W życiu Ady właściwie krótko było dobrze. Wczesna śmierć matki zadecydowała o wszystkim. Ojciec policjant nie radził sobie z dwójką dziewczyn, z których starsza studiowała a młodsza przygotowywała się do matury. 
Tamten rok dodatkowo był ciężki bo w miasteczku bohaterek zdarzyło się zaginięcie turystki z Warszawy, a śledztwo w tej sprawie w którym brał udział ojciec Ady i Agnieszki jako miejscowy policjant ślimaczyło się i nie przyniosło efektów.
Ten rok jednak stanie się dramatyczny i tragiczny dla samej Ady. Zdarzyło się wtedy w jej życiu coś potwornie złego i nieodwracalnego. Coś, co niestety, zaważy na całym życiu młodej dziewczyny a później młodej kobiety.

Nie ma tu zbyt wielu radości, cała ta książka to jedno wielkie rozdrapywanie ran i złe, bolesne wspomnienia. Ale to nareszcie ! dochodzenie Ady do przyzwolenie sobie na to aby wreszcie stwierdzić, że to ona została niewyobrażalnie skrzywdzona. Że ona nie ponosi żadnej winy za to co się stało. I to ona jest najbiedniejsza bo to ona nie dała sobie szansy na poskarżenie się na to, co jej zrobiono jak również na to aby dzięki temu ukarać winnych tego przestępstwa.

Bardzo , bardzo mnie ta książka przygnębiła. Małgorzacie Wardzie po raz kolejny udało się nakreślić postać bohaterki bardzo prawdziwą. Z jej zaletami ale i wadami, lękami, ludzką. Zamkniętą w swoim smutku i żalu, nie dopuszczającą innych do siebie, z małym wyjątkiem. 
Cały czas podczas lektury zżymałam się w duchu, złościłam na ojca i Agnieszkę. Jak bardzo źle musiało być w tym domu, że Ada w swojej sytuacji nie była w stanie jednak się poskarżyć i zawalczyć o swoje prawa i godność?

Obraz miasteczka, w którym dorasta Ada również nie nastraja optymistycznie. Miasteczko położone gdzieś na Mazurach zamieszkują zapewne ludzie "jak wszędzie" ale nakreślony jego obraz, ludzie zamieszkujący je, klimat i aura odmalowuje raczej miejsce, gdzie niewiele dobrego może się wydarzyć, raczej się z niego ucieka niż w nim osiedla z nadzieją na lepszą przyszłość. 

"Ta, którą znam" porusza wiele tematów. Winę, za którą brak kary. Poczucie bezsilności ofiary przestępstwa. Ciche pozwolenie na przemoc domową (a kiedy czyta się prasę widać, jak bardzo niestety wciąż jest ciche przyzwolenie na tą przemoc). To też książka o miłości. Tej młodzieńczej ,tej dojrzałej , tej szczęśliwej i tej nietrafionej. W końcu , o miłości rodzicielskiej również. Ale i , co ważne, do pozwolenia sobie na miłość do siebie samego , do wybaczenia sobie, do dania sobie samemu możliwości naprawienia zła, które stało się w życiu. 

Jak wspominałam, to książka, wobec której czytelnik z pewnością nie pozostaje obojętny i która zostawia nas z tak wieloma refleksjami, myślami, lękami, obawami. Oj to książka, która zostawia w nas taką "drzazgę" , która uwiera a to uwieranie układa się w myśli "tak, takich mazurskich miasteczek jest wiele, takich skrzywdzonych Ad jest aż za dużo, takich niesprawiedliwych czynów i nieukaranego zła jest zbyt wiele, to dzieje się obok, często bardzo blisko, zbyt blisko...".

Ja najpierw zaczytałam się do po północy a potem myśli nad nią nie dały mi zasnąć. Co skutkuje tym, że dziś myślę głównie o kawie, która mnie rozrusza. Ale nie tylko. I to jest siła tej książki. Polecam. 

Moja ocena to 6.5 / 6.  

10:18, chiara76
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. Warszawa (2017). Wydanie kolejne, z okładką filmową.

Przełożył Jan Kraśko.
Tytuł oryginalny The Gilr On The Train.

Cóż, gdyby nie zbieg przypadków, nie przeczytałabym tej książki. A dlaczego? Ano dlatego,że wcześniej naczytałam się masę kiepskich opinii o niej. Że wcale nie fajna, że jak to King poleca coś takiego? I to i śmo i owo. I nie powiem, znów zamiast posłuchać się własnej intuicji, odpuściłam. Możliwe, że również dlatego, że ostatnio mniej czytam kryminałów i thrillerów?
Najpierw P. zaproponował obejrzenie filmu, obejrzeliśmy i...podobał mi się film. Owszem, były motywy, które drażniły bo wydawały mi się niemożliwe ale...
I kiedy Zajączek podsunął mi "Dziewczynę z pociągu" jako prezent...Chętnie sięgnęłam. Wiem wiem, szkoda,że jednak film obejrzałam najpierw ale , o dziwo, mimo tego czytało mi się ją świetnie, tym bardziej, że ekranizacja jednak o wiele gorsza (za to gra Emily Blunt wspaniała).

Nie wiem, naprawdę nie wiem dlaczego w sumie ta książka ma tak złe opinie. Dla mnie była bardzo dobra. Wciągnęła a przy tym nie była tylko i wyłącznie thrillerem a czymś więcej. I miło, że to "coś więcej" ja osobiście znalazłam nie w kolejnej książce autora skandynawskiego, a właśnie w prozie z Wielkiej Brytanii.

Podejrzewam,że większość z Was jednak czytała tę książkę ale jak widać, nie jest tak, że wszyscy, więc jednak coś o niej napiszę.
Rachel to młoda kobieta. Od dwóch lat rozwódka. Od lat jeżdżąca do pracy do Londynu i powracająca do domu w Ashbury pociągami podmiejskimi. Alkoholiczka. 
Rachel nie zawsze była w tym punkcie życia, w jakim jest teraz. Miała wspaniałego męża, udane jak sądziła, małżeństwo i uroczy dom na przedmieściach. Dom, w którym obecnie mieszka nowa rodzina byłego męża Rachel, Toma. Anna, nowa żona Toma i ich malutka córeczka. 
Idylla, która miała przynależeć Annie, zrealizowana została przez inną kobietę. 

Rachel jest w kiepskiej formie psychicznej. Być może aby przestawić swoje myśli na lepsze tory (a że dojeżdża pociągiem można uznać to porównanie za całkiem trafione) Rachel obserwuje świat za oknem i wymyśla historie o ludziach mieszkających w domach. A konkretnie, o dwójce, którą jakiś czas temu zauważyła. Dwójka ta, nazywana przez Rachel Jess i Jason, mieszka nieopodal dawnego domu bohaterki. I być może pierwsze zauważenie tej pary ma związek z tym jak trudno Rachel patrzy się na swój dawny dom, w którym zmieniono tyle szczegółów , w którym jest teraz pokój dla dziecka. Dziecka, którego tak pragnęła Rachel. I którego nie udało się jej mieć w małżeństwie z Tomem. 
I którego nieobecność w życiu Rachel zaważyła na jej , Rachel, życiu bardziej niż ta kiedykolwiek mogłaby przypuszczać, że się stanie.

Tak więc Rachel podróżuje dwa razy dziennie pociągiem i obserwuje związek idealny, Jess i Jasona, których obserwuje i którym wymyśla a to zawody a to natężenie ich miłości Mają według niej to, czego jej samej zabrakło. Związek wydaje się naprawdę udany , ze wspólnymi leniwymi kawami pijanymi na tarasie przed domem, na leniwych chwilach wspólnoty, na pieszczotach, które oznajmiają światu "jest między nami bardzo dobrze". I być może dlatego zdradzona kiedyś Rachel tak bardzo czuje się zbulwersowana gdy widzi Jess całującą się pewnego dnia z mężczyzną. Który oczywiście nie jest Jasonem. 

Ta chwila stanie się przełomowa dla Rachel. Albowiem wkrótce dowie się, że ów obraz zdrady Jess widziała na dzień przed zaginięciem Jess. O której to wkrótce Rachel dowie się, że w rzeczywistości nosiła imię Megan. 

Książka to narracja trzech kobiet, Rachel, Megan i Anny. Akcja książki rozpoczyna się w początkach lipca 2013 roku ale dzięki ich narracjom dowiadujemy się o wydarzeniach mających miejsce w roku 2012. 
I o tym, co tak naprawdę doprowadziło do tragicznych wydarzeń, do zaginięcia Megan. I do jej poszukiwań przez męża i policję. 

Co mi się podobało w tej książce? To jak opisano myśli Rachel. Tak, czytając to naprawdę czuło się , współodczuwało wręcz jej uzależnienie od alkoholu i to jak jej nałóg mąci jej w głowie. 
Również według mnie bardzo , bardzo dobrze oddano rozpacz kobiety, która pragnie zostać matką ale z jakichś powodów nie udaje jej się tego zrealizować. Te fragmenty są naprawdę prawdziwe, przejmująco smutne i bardzo wiarygodne.
To w końcu portret trzech kobiet, które zostaną połączone poprzez los, a które na swój sposób, chociażby się mogło wydawać, że wszystko je dzieli, są podobne do siebie bardziej niż by tego chciały. Są podobnie samotne i nie mają tak naprawdę żadnego wsparcia. I właściwie każda z nich na swój sposób przed czymś ucieka. Najmniej Anna, która dopiero stoi w blokach startowych.

Podobało mi się to dochodzenie Rachel, dla której prywatne śledztwo po zaginięciu Megan stało się przyczynkiem do starania się o pozostawanie w trzeźwości. Podobało mi się również to jej dochodzenie do jej własnych prawd w życiu, pomimo tego, że niestety, najczęściej odkrywanie tych prawd naprawdę ją raniło.

Z tych trzech bohaterek najbardziej polubiłam Rachel, której kibicowałam w dochodzeniu do siebie i otrząśnięciu się po nieudanym związku.
Megan budziła we mnie sporo emocji ale uważam, że jej postać również nakreślona jest ciekawie. Najbardziej zaskakująca okaże się Anna ale nie chcę zbyt wiele zdradzać tym, którzy nie czytali książki.

Ciekawie rozpisany obraz sielanki, którą z daleka często obserwujemy i wydaje nam się wspaniała a tu proszę, może okazać się, że to, co bierzemy za pewnik jest jedynie iluzją. W przypadku Rachel, dochodził problem z alkoholem i jej własna niepewność na ile to, co widzi, widziała czy pamięta, miało miejsce naprawdę.

Bardzo dobry thriller i naprawdę, powtórzę się, nie wiem skąd te złe oceny.

Moja ocena to 6 / 6. 


 

wtorek, 18 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Novae Res. Gdynia. (2016). Ebook.

Po książki pani Jolanty Kosowskiej sięgnęłam zupełnie przypadkiem i był to tego rodzaju przypadek,który wspomina się miło i z poczuciem zadowolenia, że się zdarzył. Albowiem odkryłam dla siebie kolejną autorkę,której książki będę czytała chętnie. 
Co mi się podoba to fakt,że , przynajmniej w dwóch do tej pory czytanych przeze mnie książek pani Kosowskiej, jest tajemnica i taki rozedrgany klimat, poczucie niepewności, niedopowiedzenia. Czegoś nieokreślonego. Czego dowiadujemy się stopniowo wraz z upływem lektury. I co mi się podoba to każda książka napisana jest inaczej, dotyczy innego problemu.
Jak zauważyłam autorka lubi czynić swoimi narratorami mężczyzn. Nie inaczej jest w tej książce, w której bohaterem jest terapeuta, Wojciech Krzewiński.
Prowadzi on prywatną praktykę ale kiedyś swoją psychologiczną pomocą służył chociażby policji, stąd posiada rozmaite znajomości.
Metody stosowane przez niego mogą budzić kontrowersje i budzą. Za swoją pracę płaci on też nierzadko cenę. Najwyższą był rozpad związku Wojciecha z Karoliną, młodą artystką, malarką.  

Wojciech odchorował już rozpad związku, z Karolina utrzymuje kontakty głównie emailowe jako, że kobieta pojechała do Toskanii gdzie pracuje przy ciekawym projekcie. Oto ma zrobić ilustracje do powstającego nowego rodzaju przewodnika o Toskanii. Podobno nigdy wcześniej takiego rodzaju przewodnik się nie ukazał, jego oryginalność ma być atutem na rynku wydawniczym wśród innych poświęconych regionowi.

Wydaje się więc, że każde z nich już od dawna ma poukładane życie, gdy oto u Wojciecha zjawia się nieznajomy i bardzo tajemniczy mężczyzna i oznajmia mu, że Karolina potrzebuje natychmiastowej pomocy i wsparcia Wojtka. 
Wojciech niestety, nieco zwleka z pomocą, co skutkować będzie konkretnymi działaniami dziewczyny.

Poprzednia czytana przeze mnie książka Jolanty Kosowskiej, czyli "Deja vu",  o której pisałam w tym wpisie, działa się w większości w Wenecji. "W labiryncie obłędu" dzieje się w sporej części w sielskim krajobrazie Toskanii. Znamienne jest dla autorki, że wydarzenia tajemnicze, dziwne, wręcz z narastającą grozą umiejscawia w wydawałoby się sielankowych i romantycznych miejscach. Ten według mnie celowy kontrast stanowi interesujący zabieg bowiem wzmaga poczucie niepewności, nasilające się poczucie grozy i wręcz lekkiego niepokoju czytelnika co też teraz się wydarzy. 
Nie są to żadne kryminały ani klasyczne powieści grozy a jednak autorce udaje się wspaniale stworzyć klimat niesamowicie pasujący do konkretnej książki. W "Deja vu" ogromnie dużo było o sile miłości, w "W labiryncie obłędu" im dłużej czytamy to, co działo się w pozornie sielskiej krainie jaką jest Toskania, ty bardziej zaczynamy odczuwać przerażenie bohaterki, Karoliny i Wojciecha, który zastanawia się co tak naprawdę działo się przez ostatnie dwa tygodnie w życiu jego byłej partnerki i czy być może nie popadła ona w obłęd.

Bardzo dobra książka,od której ponownie trudno było mi się oderwać.
Moja ocena to 5.5 / 6. 

 

piątek, 14 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Replika. 
Zakrzewo (2017).

Książkę wygrałam w konkursie na Fb organizowanym przez "Książki, które trzeba przeczytać". Wygrałam wtedy dwie książki, tę i Anny Klejzerowicz, pod tytułem "Zaginione miasto", więc jeszcze innego rodzaju lektura przede mną.
Często powtarzam, że przypadek decyduje o tym, że "poznaję" jakiegoś autora bądź autorkę. Biorę udział w konkursach żeby nie wyszło jak w tym kawale , co to "pointą było, daj mi szansę, kup los!" i książki chyba mnie kochają, że tak je wygrywam. I dobrze. Bo nie znałam książek pani Aliny Białowąs a teraz po przeczytanej "Zaufaj mi, Karolino" chętnie sięgnę po inną (na pewno chcę przeczytać kontynuację losów Karoliny).

"Zaufaj mi, Karolino" to kontynuacja poprzedniej części losów bohaterki o tym imieniu aczkolwiek od razu mówię, śmiało można zacząć czytać ten cykl tak jak ja to zaczęłam i nie jest tak, że bardzo się to odczuwa (nie będziemy po prostu znali sytuacji z babcią bohaterki , która została opisana w części pierwszej).

Co mi się podobało? To, że rzecz dzieje się we Wrocławiu i że na tyle wspomniane są miejsca i punkty miasta, że na pewno dla mieszkańców jest to przyjemne (ja przynajmniej lubię odnajdować znajome miejsca w czytanych przeze mnie książkach). To, że bohaterka jest zwykłą dziewczyną, która musi uporać się z traumą. A jest nią rozwód po bardzo niedobrym małżeństwie. 
W tej książce nie będzie nagłych zwrotów akcji. To zwykłe życie młodej bibliotekarki, która nagle jest w nowej dla siebie roli "młodej rozwódki". W dodatku nie do końca dobrze radzącej sobie z traumą złego związku. I musi jakoś się z tym uporać. Koło siebie ma na szczęście przyjaciółkę . Pojawia się też chłopak z przeszłości. Teraz jako kolega. Który jednak może stanie się dla Karoliny kimś więcej? Karolina na razie skupia się na dojściu do siebie po rozwodzie i nauczeniu się żyć samej. Chociaż jest kochająca babcia i rodzice. Rodzice tacy prawdziwie odmalowani, żaden tam słód i jedzenie sobie z dziubków, według mnie ta relacja jest bardzo prawdziwie odmalowana. Mam wrażenie, że sporo takich dorosłych dzieci, które kiedy chciałyby odnaleźć wsparcie w rodzicach, nagle orientują się, że nie do końca mogą na to wsparcie liczyć.

Polubiłam Karolinę i kibicuję jej aby jej los wynagrodził szczęściem w dalszej części a na okładce książki wyczytałam, że niebawem ukaże się kolejna część nosząca tytuł "Zostań ze mną, Karolino".

Moja ocena 5 / 6. 

czwartek, 13 kwietnia 2017

Z Okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych życzę Wam Zdrowych, Radosnych i Spokojnych Świąt spędzonych w gronie tych, których kochacie. Poczucia Odnowy , które nam towarzyszy wiosną. Odpoczynku, który się wszystkim należy. 

No i przede wszystkim lepszej pogody niż ta, która od paru dni nam towarzyszy. 

środa, 12 kwietnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Sześć lat temu czytałam książkę tej Iwony Słabuszewskiej-Krauze pod tytułem "Ostatnie Fado", o której to książce pisałam w tym wpisie. Mnie tamta książka się podobała, chociaż widzę, że i wtedy i teraz (bo usłyszałam czyjąś opinię) zdania mogą być podzielone. Spotkałam się ze zdaniem, że "Ostatnie Fado" to czytadło. Cóż, faktycznie jest to proza obyczajowa. Mnie się podobała. Nie inaczej stało się w przypadku "Portugalki". Również jest to proza obyczajowa, której akcja dzieje się w Portugalii, w winiarskim okręgu Douro słynącym z wybornego Porto.

Jest więc Portugalia, są rodzinne sekrety (które to są sekretami raczej jedynie dla Sophie, która jest główną bohaterką,czytelnik zna je od początku książki). 
Nie jest to może proza z jakimś drugim dnem psychologiczno społecznym ale jak dla mnie spełniła po raz kolejny swoją rolę. Czyli - dostarczyła mi rozrywki czytelniczej. Przy tym oferując książkową podróż do Portugalii, którą tak lubię.
Sophie zjawia się u babki i wuja w rodzinnej posiadłości w Douro dokąd przybyła z Londynu, w którym mieszka z rodzicami. A raczej - mieszkała bo obecnie jej rodzina praktycznie nie istnieje. Rodzice pogubili się i nie mieszkają razem. Sophie bardzo przeżywa rozpad zdawałoby się idealnej pary. Sama jednak stoi na progu nowego życia, poznała bowiem mężczyznę, z którym chciałaby założyć rodzinę. Chciałaby w związku z tym bardziej się usamodzielnić i kupić mieszkanie. Aby jednak mieć na to fundusze, chce sprzedać kawałek ziemi , który jak się okazuje, należy do niej. Nie będzie to łatwe zadanie bowiem wydawać by się mogło, zwykła sprawa jak sprzedaż ziemi należącej do Sophie stanie się kamyczkiem uruchamiającym lawinę wydarzeń.
"Portugalka" to opowieść o rodzinie, która trzyma się razem,jest silna siłą wspólnoty. To opowieść o miłości matki, miłości, która może zbyt zaborcza a może właśnie matczyna. I która nie przemija. To także książka o tym, jak można zapiec się w jakiejś starej złości, w nieprzemyślanych wnioskach, które nie mają poparcia w faktach.

Mnie się podobała i daję tej książce ocenę 5 / 6. 

 
1 , 2
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...