Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
środa, 29 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Książnica. Grupa Wydawnicza Publicat S.A. Poznań (2017).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa. 

Na wstępie, nie mogę się nachwalić oprawy, w jakiej książka do mnie dotarła. Zielona gałązka, drewniana choineczka spięte białą klamerką, to wszystko bardzo pobudziło mój zmysł estetyczny i, nie ukrywam, nastroiło jeszcze lepiej do tej książki. A do tego doszła fantastycznie zaprojektowana  przez Ilonę Gostyńską-Rymkiewicz okładka (staję się miłośniczką okładek zaprojektowanych przez panią Ilonę). Na okładce widnieje widok z góry na biały obrus, są widoczne dłonie biesiadników i nieco wigilijnych, tradycyjnych potraw. W centrum okładki natomiast widnieje zdjęcie bielusieńkiego talerza, bez żadnej potrawy, okraszona tytułem wydrukowanym w kolorze bordo. Biel talerza zbrukana tytułem zostaje też zepsuta faktem, że talerz jest pęknięty. Już samo zdjęcie talerza robi na potencjalnym czytelniku zdjęcie i według mnie sugeruje jaka opowieść jest przed nami. 

"Nasze kochane święta" Iwony Poczopko bowiem to nie ckliwa, wzruszająca opowiastka ze Świętami w tle, w której podkreślone są zarówno polskie tradycje świąteczne jak i tak często podkreślana w reklamach świątecznych i nie tylko, "magia" Świąt. 
Ja nazwałabym tę książkę obyczajową książką z mocnym rysem historycznym. Cztery Wigilie, które dzielą tę książkę na cztery części to jak Adwentowy wieniec, cztery rozdziały z życia rodziny spotykającej się u rodziców na wspólnych wieczerzach wigilijnych. Pierwsza Wigilia odbywa się w domu Niuty (Stanisławy, która lubi jak się ją tak nazywa) i Edka w latach siedemdziesiątych, mniej więcej w ich połowie. Następne Wigilie opisane na kartach książki odbywają się co mniej więcej dziesięć lat. Może pomiędzy trzecią a czwartą wieczerzą jest nieco większa przerwa czasowa. 

"Nasze kochane święta" to niesamowicie prawdziwy obraz Polaków z mniej więcej ostatnich osiemdziesięciu lat. Pomimo bowiem tego, że pierwsze spotkanie odbywa się w latach dobrobytu Gierka , pamięć i wspomnienia bohaterów książki sięgają do lat IIWŚ a również i nieco wcześniej.

Każda z opisanych Wigilii rodziny to inny skład i nieco inne rozmowy ale skupiające się wciąż wokół kilku kluczowych tematów takich jak polityka czy wydarzenia aktualne w czasie, w którym dzieje się akcja książki. Pierwsza Wigilia odbywa się w dość kameralnym gronie, rodziców Niuty i Edka i dwóch córek, Hanki i Marty. Dziecko spędza ten czas ze swoim ojcem. Jak już pisałam, skład obecnych na poszczególnych Wigiliach zmienia się ale trzon rodziny pozostaje podobny. Rodzą się wnuki, pojawiają nowi partnerzy ale przy wigilijnym stole wciąż na wieczerzy jest zarówno suto zastawiony stół jak i nieustające rozmowy na tematy ważne i bieżące. Poglądy też są różne, często w zależności od wspomnień. Relatywizm poglądów również bywa zmieniany. 
Wigilijne spotkanie mające w zasadzie jednoczyć rodzinę z jednej strony owszem, jednoczy, z drugiej jednak strony ukazuje na co dzień niezauważane bądź nie dość podkreślane różnice między członkami rodziny. 

Gorące tematy polityczne i społeczne zmieniające się wraz z upływem dziesiątek lat dziwnym trafem potrafią stać się przyczynkiem do wzajemnych żali i pretensji wypowiadanych nad stołem zastawionym potrawami. Brak jest nadmiernego akcentu religijnego aczkolwiek rodzina nie jest świecka. 

"Nasze kochane święta" to bardzo dobrze namalowany obraz, portret współczesnej Polski i jej mieszkańców jak również dobre oddanie kilkudziesięciu lat z życia konkretnej polskiej rodziny.  Czy ten obraz jest krzepiący i zadowalający? Nie wiem, sądzę, że na pewno budzi wiele refleksji i przemyśleń i jest to zdecydowanie lektura nie na jeden wieczór a nawet jeśli ktoś przeczyta ją szybko, jest to książka, która zdecydowanie należy do tych, która zostaje w pamięci czytelnika. Właśnie swoim skontrastowanym obrazem święto-obrazoburczość wniosków, twierdzeń, wspomnień i wzajemnych wypominań i żali. Pokiwać można nad nią nie raz. Czy jest to lektura dla każdego? Nie sądzę. Na pewno nie dla kogoś, kto oczekuje na książkę typowo "świąteczną" ze wspomnianą przeze mnie powyżej magią i nastrojem. Również sądzę, że warto jest aby ktoś, kto po nią sięgnie, orientował się jednak w jakimś stopniu w historii Polski bowiem współczesne bolączki i aktualne wydarzenia opisywane w książce to właśnie lekcja historii Polski w czterech wigilijnych aktach. Których to znajomość (wydarzeń) znacznie ułatwia czytelnikowi lekturę. 
Mimo, że nie jest to najbardziej optymistyczna lektura to niesie ze sobą jednak przesłanie, że jakby nie było, dobrze jest mieć w życiu takie swoje własne stałe miejsce i stały komplet ludzi wokół, w którym i z którymi można spędzić Wigilię i Święta.
Polecam. 

Moja ocena to 6 / 6.

wtorek, 28 listopada 2017

Czyli "Był sobie pies na święta".

Wydana w Wydawnictwie Kobiecym. Białystok (2017). Ebook.

Przełożyła Edyta Świerczyńska. 
Tytuł oryginalny The Dogs of Christmas. 

Książka napisana przez autora poprzedniego psiego bestsellera, czyli "Był sobie pies" (jeszcze jej nie czytałam chociaż czeka na czytniku). Tym razem jest to wydanie Świąteczne :) a raczej przedświąteczne. 

Dedykowana ludziom, którzy otwierają swoje serca i drzwi dla osieroconych zwierząt. Czemu taka dedykacja? Bo ważną rolę odegra tam schronisko dla zwierząt. 

Ale od początku. Jest początek października, kiedy do Josha dzwoni sąsiad. Rozmowa jest dość krótka, niespokojna a jej efektem prośba o opiekę nad psem, którym z przyczyn niezależnych sąsiad Ryan nie może się zająć.

Ryan podrzuca Joshowi psa i znika. Potem okaże się, że jego nieodpowiedzialne zachowanie nie jest niczym nowym, niestety. Ale w tym momencie Josh zostaje z dużym psem. Psem, który właściwie od razu okazuje się być suczką, Lucy. W dodatku - ciężarną. 

Josh zostaje więc sam (jest po bolesnym rozstaniu z dziewczyną) ale ma przy sobie suczkę. Jest nieco zaskoczony nagłą sytuacją bo nigdy dotąd nie miał psa. Ale zadziwiająco sobie radzi. Tym bardziej, że dość szybko będzie musiał zyskać dodatkową pomoc. Albowiem chwilę po tym jak Lucy zostanie podrzucona pod opiekę Josha, Joshowi przyjdzie się zmagać z czymś o wiele, wiele trudniejszym. Opieką nad smutnym psem,a chwilę potem nagle, nad gromadką szczeniąt. Piątką, mówiąc konkretnie. Wszystkie te wydarzenia spadły na Josha niespodziewanie i nagle ale na szczęście okaże się, że zyska on pomoc z nieopodal położonego schroniska dla zwierząt. Przybędzie mu bowiem z pomocą serdeczna i dobra dziewczyna, Kerri.

Kerri okaże się lekarstwem na smutki nie tylko suni ale i samego Josha. A ponadto będzie jak czarodziejka, która wszystkich zaraża swoim optymizmem i witalnością. Nie dziwne, że jest w stanie zorganizować niemal każdą psią adopcję. Jest dobrą, kochającą i serdeczną osobą. I pomoże Joshowi nie tylko w kwestii bycia opiekunem psiaków w sytuacji osoby do tej pory nie mieszkających z psami ale również "odczaruje" dla Josha Święta. Do tej bowiem pory Josh miał ze Świętami Bożego Narodzenia złe, osobiste skojarzenia i jak dla niego to, co w dzieciństwie uwielbiał, teraz mogłoby nie istnieć.

Dzięki Lucy, pięciu szczeniakom i oczywiście Kerii, od tego czasu Święta znów staną się ważnym i dobrym czasem dla Josha.

Bardzo mi się podobała ta książka. Za co? Za to, że bohaterami są psy. Psy, które są równoważne z bohaterami ludzkimi. Za ciepło i pozytywny wydźwięk książki. Za Święta, które dla bohatera były kiedyś ważne i ważne znów się staną. Za opisaną pomoc zwierzakom, które zostają osierocone, bez domu, wyrzucone i porzucone. Za to, że W. Bruce Cameron daje nadzieję na to, że po złych chwilach nadejdą te dobre, te szczęśliwe. Za to , że dla mnie, miłośniczki psów, miałam tych psów w książce dużo, dużo i wcale nie za wiele :) Za wzruszenia, których mi autor dostarczył. Za to, że ostatecznie wszystko dobrze się kończy. Właśnie tak, jest nie jedno a kilka szczęśliwych zakończeń. Dla psów, dla ludzi. 

Bardzo ładna, ciepła opowieść o tym, że po gorszych chwilach nadejdą te lepsze. I że nie ma to jak pies, który pomaga człowiekowi rozprawić się z najczarniejszymi wspomnieniami i traumami.

Polecam ogromnie.

Moja ocena to 5.5 / 6.

piątek, 24 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Znak. Kraków (2017). Ebook.

Przełożyła Hanna de Broekere.
Tytuł oryginalny The Mistletoe Inn.

Kolejna książka Richarda Paula Evansa, którą przeczytałam w krótkim czasie i również podobała mi się ona. Na pewno jest to literatura nie dla każdego, nie ukrywajmy, Evans pisze romanse. Jeśli ktoś woli kryminały, thrillery, literaturę faktu, to raczej pewnie nie jest lektura dla niego. Tak tylko daję znać :)

Co prawda motyw Świąt Bożego Narodzenia jest tu ważny ale nie najważniejszy chociaż akcja książki dzieje się w sumie podobnie jak w poprzednio czytanej przeze mnie "Obietnicy pod jemiołą" w dość krótkim czasie i kończy się właściwie w Nowy Rok. Nie jest to więc taka stricte świąteczna opowieść ale faktem jest, że motyw Świąt w niej jest. Jednak nie jest to najważniejsze. 

Narratorem opowieści jest bohaterka, Kim Rossi. Kobieta jest po rozwodzie, pracuje w salonie sprzedaży ekskluzywnych aut. Jej marzeniem jednak nie jest realizowanie się w tej pracy. Kimberly marzy o tym aby zostać autorką romansów.
Dlatego też chciałaby wziąć udział w konferencji poświęconej pisaniu romansów, na której to imprezie wygłosić odczyt ma słynny autor romansów, E.T. Cowell. Postać niezwykle tajemnicza gdyż nie dość, że nawet za czasów największego sukcesu nikt właściwie nie widział jak wygląda , to obecnie autor ten praktycznie zniknął ze sceny literackiej. Z jakichś jednak powodów postanowił najwyraźniej powrócić do literackiego świata. A jaki to będzie powrót ? O tym przekona się również Kim. Pobyt w "Hotelu pod jemiołą" , w którym odbywa się to wydarzenie funduje Kim jej tata. Chce zrobić nietypowy prezent córce, którą kocha, a która od pewnego dramatycznego pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia Świąt nie lubi i źle się czuje w tym czasie. 

Podobał mi się sam opis konferencji i spostrzeżenia na temat zarówno wydawców, jak i agentów ale przede wszystkim pretendujących do zostania autorami. Myślę, że ta część może stanowić pewien ożywczy prysznic dla tych, którzy są przekonani, że "każdy, w tym oni sami, może pisać". Każdy może i może pisać ale nie każdy najwyraźniej powinien :)

Książka podobała mi się również z innego względu. Ze względu na poruszony w niej motyw miłości i to nie tylko tej między mężczyzną a kobietą. Jak również ze względu na poruszony motyw przebaczenia. Wybaczenia, które ulgę i spokój przynosi osobie, która do tej pory na przebaczenie zdobyć się nie potrafiła. 

Zabawne jest, że na chwilę przed tą książką sięgnęłam po "Obietnicę pod jemiołą". Richard Paul Evans bowiem w "Hotelu pod jemiołą" w interesujący sposób wplótł motyw powieści "Obietnica pod jemiołą" z niej to czyniąc książkę, którą chce napisać główna bohaterka. Jak również sympatyczne są drobniutkie ale jednak wzmianki polskie. 

Widzę, że w Ameryce emitowany był film na podstawie tej książki. Ciekawe jaka będzie ekranizacja. Chętnie kiedyś sama bym go obejrzała.
A tymczasem daję książce  ocenę 5 / 6.

 

 

czwartek, 23 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2017). Ebook.

Przełożyła Agnieszka Walulik.
Tytuł oryginału Sometimes I Lie.

Sięgnęłam po ten thriller starając się odsunąć na bok cudze opinie na temat tej książki, z którymi się spotkałam przed jej przeczytaniem.

Nie było łatwo ale postarałam się. I w efekcie stwierdzam z zadowoleniem, że mnie akurat ta książka się podobała. Owszem, nie jest to literatura jak ja to nazywam z uśmiechem, Noblowska ale też nie o to chodzi w sięgnięciu po thriller. Co ja lubię w tym gatunku ? Kiedy jest tajemnica, kiedy autor zwodzi mnie niemal z każdym zdaniem. Z każdym zdaniem nie ale co jakiś czas autorce a raczej narratorce udało się mnie zaskoczyć. 

Narratorką jest Amber Reynolds. Poznajemy ją w trudnym momencie, a mianowicie w szpitalu, w którym Amber leży w śpiączce. Czego jeszcze dowiadujemy się o tej kobiecie? Na początku niewiele. Tylko tego, że jest w śpiączce, że jej mąż już jej nie kocha. Acha, zapomniałabym o najważniejszym, Amber ze szczerością osób zapewne pod wpływem szoku i środków przeciwbólowych zdradza nam, że "czasami kłamie". Ten zabieg brzmi trochę zbyt "na siłę" na samym początku jakby autorka chciała nas w ten sposób naszykować na treść książki ale w miarę lektury zaczynamy rozumieć, że to wyznanie narratorki ma sens. Bowiem jej opowieść jest dość zagmatwana i z pewnością ma się wrażenie, że Amber nie raz mija się z prawdą. 

Co więcej wiemy o leżącej w śpiączce kobiecie? To, że jest zamężna z Paulem , mieszka w Wielkiej Brytanii, ma siostrę Claire i pracuje w porannej audycji radiowej jako prezenterka. Prowadzi poranne rozmowy wraz z nielubianą współpracownicą Madeleine. 

Akcję książki poznajemy nielinearnie. Część opowieści znamy z narracji Amber na bieżąco, część z jej opowieści o tym, co wydarzyło się na tydzień przed jej trafieniem do szpitala. Część wydarzeń zaś poznajemy z dziennika dziewczynki prowadzonego od roku 1991. 

Im dłużej czytamy tym bardziej nic nie wiemy , ale nie szkodzi. Pod koniec książki stwierdziłam, że jest to jedna z najbardziej pokręconych książek jakie czytałam i sama jeszcze do końca nie umiem powiedzieć co tak naprawdę było w niej prawdą a co jak zaznacza na początku lojalnie narratorka, okazać się mogło jedynie jej kłamstwem.

Nie jest tak, jak czytałam przed lekturą, że książka zaskakiwała mnie na dosłownie każdej stronie bo tak nie było. Ale miała swój ciekawy klimat, nastrój nie do końca przekonania co jest prawdą, co Amber wymyśliła a co może jest efektem środków podawanych jej w szpitalu. Może część opowieści to jedynie złuda omamionego lekami umysłu?

Jak już wspomniałam, to książka, którą mogę śmiało określić jako jedną z bardziej dziwnych, zagmatwanych książek jakie czytałam bo niczego nie można było w niej być pewnym. Lekturę miałam zdecydowanie udaną, wciągnęła mnie i byłam ciekawa jej zakończenia. 

Moja ocena to 5 / 6.

środa, 22 listopada 2017

Dagmara Bożek-Andryszczak. Piotr Andryszczak.

Wydana w Wydawnictwie Bezdroża. Gliwice (2017). 

Ostatnie parę dni spędziłam poza granicami Polski, na obu biegunach. Uczyniłam to jednak nie za sprawą faktycznej mojej podróży a wspaniałego prezentu od znajomego. Który to prezent oczywiście był niczym innym jak książką. Dodatkowo książką, która okazała się jedną z najładniej wydanych książek jakie ostatnio wpadły mi w ręce (nie mówię o książkach dla dzieci bo to osobna bajka).

Książka małżeństwa z Krakowa to opowieść o dwójce ludzi, którzy nie bali się marzyć. Ale, ponieważ wiedzieli, że marzeniom trzeba pomóc, aby je zrealizować włożyli w to swoją pracę i wysiłek. I okazało się, że czasem los potrafi uśmiechnąć się do człowieka bowiem ich marzenia spełniły się. I to do tego stopnia, że Dagmara i Piotr przezimowali w obu polskich stacjach polarnych. Informacja na okładce podaje, że w ten sposób stali się pierwszym małżeństwem, któremu to się udało. 

W swojej książce pod fajnym tytułem , grą słów , opowieść toczy się z ust Dagmary jako narratorki ale oczywiście współtwórcami są oboje, zwłaszcza, że książka zawiera wspaniałe zdjęcia autorstwa Piotra Andryszczaka. 

Tak sobie myślę, że nie wiem czy jest to książka dla każdego. Ja bardzo lubię czytać o podróżach, wyjazdach bo nie jest to właściwie podróż a mieszkanie przez rok w jednym miejscu, w miejsca, w które wiem, że raczej nie dotrę. No, wątpię abym ja, wielki zmarźlak, wybrała się jednak na bieguny a za sprawą tej  książki to właśnie mi się udało.

Dlaczego myślę, że nie jest to książka dla każdego? Bo nie ma tu zawirowań podróżnika, który się naraża, bo nie ma tu zwrotów akcji jak z thrillera, bo jest tu po prostu spokojna (chociaż bardzo ciekawa) opowieść o zwykłym życiu w niezwykłych miejscach. Czy to spowoduje, że każdy poczuje się zainteresowany? Pewnie nie. Ja się cieszę, że to właśnie książka opowieść o zwykłych ludziach, takich jak wielu z nas, którzy przeżyli bardzo ciekawą przygodę i postanowili o tym opowiedzieć. 

Książkę można podzielić na dwie części. Opowiadającą o pierwszym zimowaniu w Polskiej Stacji Polarnej Hornsund imienia Stanisława Siedleckiego i drugą o zimowaniu w Polskiej Stacji Antarktycznej imienia Henryka Arctowskiego. 

Piotr zajmował się tam pracą związaną ze swoim wykształceniem, Dagmara wzięła udział w ogólnopolskim projekcie edukacyjnym o nazwie Eduscience i międzynarodowym Edu-Arctic.

Poza pracą, o której w sumie wcale nie jest w książce aż tak wiele (chociaż nie to, że Dagmara nie opowiada nam co tam wszyscy robili) mnie podobał się opis jak już wspominałam, takiego zwykłego życia w jednak jakby nie było, nie do końca zwykłych warunkach. Nie chodzi mi wcale o renifery czochrające się o liny podtrzymujące namioty czy coś takiego, mam bardziej na myśli całokształt. 
Mam wrażenie, że ktoś kto w jakimś stopniu interesuje się takim tematem czy gdzieś o badaniach naszych stacji polarnych czytał czy słyszał, ma jakieś swoje wyobrażenie na temat życia tamże. Nie inaczej było ze mną. Dagmara w swojej opowieści niektórych moich przekonań mnie pozbawiła i chyba dobrze, bo na swój sposób ucieszyłam się, że kobiety przebywające w stacjach są w stanie o siebie zadbać. Że nie tylko kombinezon, kalosze ale i na makijaż znajdzie się okazja i sukienkę się nawet założy. Fakt, że rzadko ale ... :) 

Podobał mi się opis dzielenia się pracą, gotowaniem, opis rodzącej się w takiej sytuacji i w takich warunkach wspólnoty. Podobało mi się też, że przebywający tam ludzie starają się pamiętać zarówno o świętach typu Boże Narodzenie czy Wielkanoc ale i o swoich własnych jak chociażby urodziny.

W tej książce jest miejsce na wszystko, na opowieść o realizacji własnych pragnień czy marzeń, opisu życia w stacji polarnej, ale nie brak też opisów przyrody czy otoczenia, zwierząt czy poczucia humoru. Jest też o aspektach naukowo badawczych wyjazdu w takie miejsca.  Czyli wszystkiego po trochu. 

Po lekturze "Dom pod biegunem. Gorączka (ant)arktyczna" nigdy już nie spojrzę ot tak na prognozę pogody na mojej komórce czy w komputerze :) którą przecież codziennie kilkakrotnie sprawdzam. Po przeczytaniu wiem, że właśnie dzięki badaniom w stacjach mam te prognozy dostępne w każdym momencie i dodatkowo, trafne. 

Mieszkając na północy osadnicy skazani byli praktycznie głównie na swoje polskie towarzystwo. Na południu było nieco lepiej, tam jest kilka stacji badawczych należących do innych państw i Dagmara w książce pisze o całkiem całkiem ożywionym życiu towarzyskim. 

Myślę, że każdy kto chociaż trochę interesuje się tematyką tego typu znajdzie w tej książce coś dla siebie. Ja wyniosłam z niej refleksję i przeświadczenie, że w życiu cokolwiek by się nie działo i cokolwiek by się nie robiło, najważniejszy jest po prostu drugi, życzliwy człowiek obok. W towarzystwie bowiem wiele się wspólnie zniesie a i radości przyjemnie jest po prostu z kimś dzielić. 

Jak wspomniałam na początku całość okraszona jest wspaniałymi fotografiami, które wraz z tekstem naprawdę sprawiają, że można poczuć się tak jakby samemu przeniosło się w tak niezwykłe miejsca.

Moja ocena to 5.5 / 6.

wtorek, 21 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Znak. Kraków (2015). Ebook.

Przełożyła Hanna de Broekere. 

Tytuł oryginalny The Mistletoe Promise.

Chętnie napisałabym, że to moje pierwsze spotkanie z książkami tego autora ale nie, Biblionetka podpowiada mi, że ponad dziesięć lat temu czytałam tego autora książkę noszącą tytuł "Ostatnia obietnica". Jako, że jednak nic z niej nie pamiętam mogę się czuć tak, jakbym właściwie sięgała po książkę autora pierwszy raz.
"Obietnica pod jemiołą" skusiła mnie wiadomo czym, motywem Świąt Bożego Narodzenia. A że była promocja na ebooki, skorzystałam z niej i oto jestem po lekturze. 
To książka obyczajowa, romans ale podobał mi się (to "ale" wstępuje właściwie nie wiem w sumie czemu bo od jakiegoś czasu czytam również książki tego typu). No więc, podobał mi się. Chociaż, nie ukrywam, jest w tej książce jeden z tych motywów, których w książkach czy filmach nie lubię i kiedy mogę, omijam je. No ale tu zanim się wyjaśniło co się stało w przeszłości bohaterki, zdążyłam się wciągnąć w akcję książki.

Ona, po rozwodzie, pracuje w biurze podróży organizującym wycieczki do miejsc historycznych USA dla szkół. On, prawnik. Oboje mieszkają w Utah i oboje są samotni. Pracują w tym samym biurowcu i spotykają się w porze lunchu w sali restauracyjnej. Ona najwyraźniej wpada mu w oko gdy pewnego dnia , na osiem tygodni przed Świętami Bożego Narodzenia podchodzi do niej i rozpoczyna rozmowę. Szybko okazuje się, że zagajając ma konkretny cel. 
A mianowicie, widzi, że oboje są samotni a zbliża się świąteczny czas, czas wyjść na firmowe spotkania, podczas których dość ma on już bycia samemu. Proponuje Elise aby zgodziła się przez te osiem nadchodzących tygodni stać się jego towarzyszką. Bez żadnych erotycznych powiązań i zobowiązań. Pozwoli zapraszać się na wyjścia służbowe związane ze Świętami, pozwoli się nawet po prostu rozpieścić. On zobowiązuje się, że w zamian będzie jej osobą towarzyszącą na jej imprezach. Nie wiadomo co dokładnie sprawie, że Elise, która o czym dowiadujemy się na początku z jej pamiętnika, od pięciu lat nie znosi Świąt, godzi się na taki układ. Może sprawia to jego urok a może coś w tej kobiecie powoli zaczyna pękać...A może jeśli mężczyzna nosi na imię Nicholas to jest nieco namiastką Świętego i ma się związane z nim nadzieje na coś dobrego co ją spotka?

Ponieważ jedną ze stron jest osoba z prawniczym wykształceniem, podpisują nawet umowę zatytułowaną "Obietnica pod jemiołą". I od tej pory w życiu Elise zaczyna się bardzo miły czas, tak miły, że z pewnością wchodząc w ten dziwny układ, nie podejrzewała.
Nicholas codziennie je z nią lunch, także, co budzi zazdrość biurowych koleżanek, codziennie przysyła jej do biura podróży prezent. Jednym razem jest to ciepły szal, innym razem smakowity kawałek sernika z najmodniejszej cukierni.
Spotykają się też poza biurem i jak się szybko okazuje, coraz przyjemniej i milej jest im razem ze sobą spędzać czas. Nicholas zaprasza Elise na wspólne wyjście do jego przyjaciela z firmy prawniczej, w której pracuje na Święto Dziękczynienia. Elise , która do tej pory spędzała go w dość dziwny , żeby nawet nie powiedzieć, nieprzyjemny sposób, chętnie się zgadza. 
Znajomi i przyjaciele Nicholasa są dla niej bardzo mili i serdeczni i szczerze cieszą się tym, że ich do tej pory zapracowany przyjaciel nareszcie z kimś się spotyka, zwłaszcza, że kobieta sprawia miłe wrażenie. 

Nie chcę zdradzać treści książki zwłaszcza, że to, czego dowiadujemy się o przeszłości Elise ma miejsce mniej więcej w połowie książki. Dość, że dowiadujemy się skąd jej samotność, smutek czy nawet pewnego rodzaju zgorzknienie. Niemniej jednak pamiętajmy, że poznając kogoś tak naprawdę nic o nim nie wiemy. Więcej z nas nosi swoje sekrety, traumy czy grzechy przeszłości niż możemy sądzić.

"Obietnica pod jemiołą" wciągnęła mnie w swój świat. Początkowo wraz z Elise zastanawiałam sie co mogło powodować młodym , przystojnym mężczyzną, że jest samotny ? I dlaczego zainteresował się akurat Elise i to jej przedstawił nietypową świąteczną ofertę? Przyjemnie czytało mi się rozwój ich znajomości, wraz z bohaterami zastanawiałam się nad atrakcjami, które wzajemnie w tym przedświątecznym czasie dla siebie wymyślą.

Podróż do Nowego Jorku na tydzień przed Bożym Narodzeniem stanowiła miłą odskocznię od codziennego kieratu dla Elise ale również przyjemność dla mnie, czytelniczki. Mogłam sobie wyobrazić to miasto przystrojone kolorowymi światłami, ozdobione przepysznymi dekoracjami świątecznymi, wraz z jego codziennym zabieganiem tłumu. 

Nie jest to z pewnością najbardziej ambitna książka świata ale mnie się bardzo podobała. Szczerze ucieszyłam się jej zakończeniem bo polubiłam bohaterkę. 

Moja ocena to 5 / 6.

niedziela, 19 listopada 2017

Wydana w  Edipresse Polska SA. Warszawa (2017). Ebook.

"Światło w Cichą Noc" to pierwsza część nowego cyklu Krystyny Mirek noszącego nazwę "Willa pod Kasztanem". 

Poznajemy w niej babcię Kalinę i jej wnuka marnotrawnego , Antka. Który przybywa do babci za sprawą swojej mamy. Przybywa na jakiś czas przed Świętami Bożego Narodzenia myśląc, że na chwilę a okazuje się,że zostanie na dłużej.
Poznajemy również rodzinę sąsiadów. Osierocone w Wigilię rodzeństwo, Magdę, Bartka i Michała. Który w tamtych strasznych chwilach jako najstarszy z rodzeństwa nie miał nawet możliwości przez chwilę przeżyć swojej żałoby a czym prędzej musiał nagle dorosnąć i stać się opiekunem dla dwójki młodszego rodzeństwa. Z którego to zadania wywiązał się znakomicie. 

Antek kiedyś przyjaźnił się z Michałem i Bartkiem. Magda była dzieciaczkiem ale i ją ma we wspomnieniach. I kiedy dowiaduje się o jej planach związania się z niejakim Konstantym, ma wielką chęć powiedzieć jej parę słów na temat partnera kobiety. Ale trzyma język za zębami. Magda bowiem ma wystarczająco dużo na głowie. Do tej pory po traumie utraty rodziców w Wigilię sprzed lat wraz z braćmi na każde Święta wyjeżdżała z domu. W tym roku jednak wyjazd nie będzie możliwy. Konstanty bowiem zapowiedział się u niej w domu na Wigilijny wieczór. Ponieważ młodzi razem pracują ale niezbyt dobrze się jednak znają mężczyzna nie wie nic o tragedii jaka wydarzyła się w rodzinie Magdy. 

Magda wraz z braćmi i pomagającym im Antkiem usiłuje przygotować tradycyjną polską Wigilię. Szczęśliwie jest obok babcia Kalina, osoba, która zawsze była obok kiedy rodzeństwo jej potrzebowało i nie zamierza tego zmieniać. Autorce udało się wiarygodnie i prawdziwie odmalować obraz osób, którym zdarzyło się coś tragicznego w okresie, który powinien kojarzyć się radośnie i szczęśliwie i które to osoby walczą wciąż ze swoją traumą. 

A więc wraz z Magdą i jej braćmi przeżywamy przedświąteczną gorączkę. My jedynie śledzimy wydarzenia w domu kobiety, ona i jej bracia dodatkowo zmagają się z niechcianymi i bardzo trudnymi wspomnieniami z owego tragicznego wieczoru, od którego już nigdy nic nie było takie samo. 

Wreszcie nadejdzie Wigilijny dzień i wieczór, podczas którego wszystko powoli się poukłada. Strapieni zostaną pocieszeni, będzie tak, jak powinno być w Święta Bożego Narodzenia czyli ciepło, bo rodzinnie, radośnie i z nadzieją, że przed człowiekiem jeszcze dużo dobra, które nastanie.

Bardzo lubię książki pani Krystyny Mirek bo , o czym pisałam już kilkakrotnie, wyczytuję z nich zawsze jej sympatię i szacunek do drugiego człowieka. Krystyna Mirek lubi swoich bohaterów i nawet jeśli tworzy im jakiś gorszy los to stara się im to potem wynagrodzić. Co lubię bo zawsze mam nadzieję na to, że się poukłada wszystko na dobre. 

"Światło w Cichą Noc" to ładna, ciepła i wzruszająca opowieść o tym, co w życiu najważniejsze. Na szczęście, można to wyczytać samemu, jak mówię, wyłuskać sobie z treści swoje własne przemyślenia i refleksje. 
Bardzo mi się podobała. Polecam. 

Moja ocena to 6 / 6.

wtorek, 14 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook.

Panie i panowie, niniejszym ogłaszam "Cztery płatki śniegu" Joanny Szarańskiej jedną z najładniejszych i najlepszych książek z motywem Świąt Bożego Narodzenia, jaką czytałam. Tak. 
Już sama dedykacja autorki dla Jej Mamy chwyta za serce i od początku sugeruje,że ta książka stanie się przypomnieniem tego co tak naprawdę najważniejsze jest w tych świątecznych dniach.

Na wstępie, ma piękną okładkę zaprojektowaną przez Izabellę Marcinowską. To już sprawia, że bierze się ją z przyjemnością do ręki (nawet jeśli czyta się jak ja - ebook).

Kalwaria Zebrzydowska, kamienica przy ulicy Weissa, i kilka rodzin mieszkających w tejże kamienicy. Małżeństwa, rodziny z różnym stażem.  Zuzanna z mężem Kajetanem i córką Agatą. Marzena , wdowa z córeczką Stasią. Monika, młoda mężatka i dość świeżo upieczona mama małego synka, Piotrusia i jej mąż. Anna, żona niewyobrażalnego skąpca Waldemara. Cztery kobiety jak tytułowe cztery płatki śniegu. I pani Michalska. Samozwańcza dozorczyni. Pani, którą mieszkańcy kamienicy widują codziennie jak z miotłą czy szmatką porządkuje i pucuje korytarz ich domu. Przy okazji zagadując sąsiadów. W tym roku pani Michalska postanawia zjednoczyć sąsiadów w Wigilię i prosi aby sąsiedzi zebrali się na wspólne ubieranie drzewka rosnącego na podwórku kamienicy i razem pokolędowali. 

Te cztery wspomniane przeze mnie rodziny szykują się powoli na Święta ale każda z nich przeżywa swoje przygody. I znów, jak przy trylogii "Kalina w malinach" Joanny Szarańskiej do głosu dochodzi niesamowicie fajne poczucie humoru autorki. Naprawdę nie potrzeba patosu w książce z motywem Świąt Bożego Narodzenia aby pod koniec lektury nie móc stwierdzić, że "przeczytało się świetną książkę". No więc tak, przygody jakich doświadczały poszczególne rodziny są przez autorkę opisywane w tak śmieszny sposób, że właściwie większość lektury przechichrałam się zdrowo. Właściwie jedynie wątek Anny i Waldemara nie miał w sobie za wiele do śmiechu, niestety. Najzabawniejszy jest wątek Zuzanny i Kajetana a Marzena i Stasia to z kolei historia wzruszająca zwłaszcza dla każdego rodzica. 

Mamy tu więc poniekąd do czynienia z komedią pomyłek a dla wielbicieli przygód Kaliny autorka nawet "sprowadziła" Kalinę w tej części na gościnne występy. 

I właściwie można by powiedzieć, że jest to po prostu dobrze napisana książka na wesoło z motywem świątecznym gdyby nie to, co niesie ze sobą wątek pani Michalskiej. To ona tak naprawdę najlepiej zna swoich sąsiadów. To ona z czasem wie, co tak naprawdę ważnego dzieje się w czyim domu. Nie ma to nic wspólnego ze szpiegowaniem czy plotkami, po prostu ta starsza pani budzi w ludziach zaufanie i z czasem otwierają oni przed nią swoje serca. 
A pani Michalska na swój specyficzny sposób, skrywając serdeczne i dobre intencje, pomaga wszystkim tym zagubionym istotom jak się da najlepiej. 

I to właśnie dzięki pani Michalskiej wszyscy zrozumieją albo przynajmniej przypomną sobie to, co najważniejsze jest w istocie Świąt Bożego Narodzenia. Ktoś powie "ale to już było tyle razy" i właściwie tak, było. I co z tego ? Joanna Szarańska raz jeszcze przypomina nam z wielkim wdziękiem i poczuciem humoru co jest najważniejsze w te rodzinne Święta a także przypomina, że wciąż i zawsze warto jest nie obrzucać przelotnym spojrzeniem swoich sąsiadów a patrzeć na nich i widzieć ich. I plus za historię Nudy, już o tym pisałam podczas pisania o przygodach Kaliny, że cieszę się, że w swoich książkach autorka nieustająco wplata w treść przygody zwierząt i przypomina, że jesteśmy dla nich często jedynym opiekunem i powinniśmy traktować zwierzęta z szacunkiem i miłością.

Uprzedzam też lojalnie, że pod koniec książki ta wesoło dotąd prowadzona narracja stanie się refleksyjna i bardzo , bardzo wzruszająca. Właściwie to można naszykować chusteczki. Ta książka jest jak życie, i wesoła i smutna. I słodka i gorzka. I zaśmiewałam się przy niej do łez i łykałam łzy wzruszenia. 
Cieszę się, że autorka napisała coś nieco innego od Kalinowych przygód (mimo obecności Kaliny w tej części) bo pokazała jak wiele jeszcze ma pomysłów i jak warto jest czekać na kolejne książki spod Jej pióra. 

Dziękuję za tę książkę, Joanno. 

Moja ocena to 6 / 6.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook.

To moje pierwsze książkowe spotkanie z Gabrielą Gargaś (w zbiorze świątecznych opowiadań pod tytułem "Księgarenka przy ulicy Wiśniowej" czytałam jedynie opowiadanie tej autorki. Od kiedy skończyłam czytać książkę zastanawiam się czy sięgnę po kolejne książki tej autorki.
Dlaczego? Bo niby czytało mi się dobrze ale dziwnie czytało mi się takie nieco zbyt "łopatologiczne" wstawki. Miałam wrażenie, że jest trochę tak jakbym była potraktowana jako osoba, która nie potrafi refleksji o którą chodzić wyłapać sama z treści książki i należy mi to koniecznie podkreślić ponownie. Czy lubię kiedy mam takie odczucia? Oczywiście, że niekoniecznie. Może nie jest zła , nic takiego ale czuję się nieco nieswojo. Właściwie musiałabym się dowiedzieć od osób, które regularnie sięgają po książki tej autorki czy ta maniera to zwyczajowo czy pojawiła się jedynie w tej książce?

Chciałabym przy okazji poprosić miłośników o nie atakowanie moich stwierdzeń w nieprzyjemny sposób bo zwyczajnie, każdy z nas ma prawo podczas czy po lekturze książki danego autora czuć się w taki a nie inny sposób. I być może to uczucia jedynie moje własne, zdecydowanie przecież subiektywne.

Książka jest wydana w takim a nie innym czasie i faktycznie wszystko sprowadzi się do świątecznych dni, zwłaszcza Wigilii, podczas której stanie się wiele dobra.

Najpierw jednak poznajemy dwudziestosześcioletnią Michalinę mieszkającą w Złotkowie, małej mieścinie w górach. Jej babcia prowadzi kawiarenkę z pysznymi słodkościami, Michalina zaś wychowuje samotnie brata bowiem są oni osieroceni. Niedługo po narodzinach Bartka mama Michaliny, Ilona, zmarła. Ojciec, który jak najbardziej żyje, chyba nie do końca poczuwa się do odpowiedzialności za dwójkę dzieci gdyż przebywa poza domem a do domu wysyła okazjonalnie pieniądze. Są to jednak na tyle małe sumy, że pomagająca do tej pory babci w prowadzeniu kawiarenki Michalina postanawia zrobić to, o czym kiedyś z rodzicami myśleli a mianowicie zacząć wynajmować pokoje turystom. 

Góra domu, w którym mieszkają jest właściwie niemal na to przygotowana i oto pierwsi goście stawiają się na dwa tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia.

Przyjeżdża Artur, mężczyzna po rozwodzie który w Złotkowie zamierzał odciąć się od radosnej atmosfery "magicznych" Świąt. Widać ściga go karma bo Złotkowo okaże się jak to sam nazywa "niemal wioską Świętego Mikołaja". Wszyscy mieszkańcy lubią te Święta i nie wstydzą się okazywać tej sympatii , która początkowo drażni Artura a potem powoli przestaje. 

Jest też wdowa z córką i starsza pani walcząca z nieuleczalną chorobą. 

Całe to towarzystwo ma za sobą bagaż ludzkich doświadczeń, jedne lepsze, inne gorsze ale generalnie w świątecznej gościnie u Michaliny zjawią się ludzie pokrzywdzeni przez los i siebie samych i odnajdą tam ciepło i dobro. 

Można powiedzieć, że te Święta zaowocują czymś więcej niż po prostu spotkaniem w szerszym gronie. 

Czytało mi się to dobrze ale nie jestem w stanie zachwycić się tym tak bardzo właśnie z powodu tych odczuć, o których pisałam powyżej. Chyba lubię kiedy książka pozwala mi sama "wyłuskać" ze swojej treści to, co najistotniejsze. Sądzę jednak, że miłośnicy prozy Gabrieli Gargaś powinni być z tej książki bardzo zadowoleni.

Moja ocena t 4.5 / 6.

sobota, 11 listopada 2017

Wydana w Wydawnictwie Znak. LItera Nova. Kraków (2017). Ebook.

To moja pierwsza książka tej autorki. Mimo, że nie uważam jej za najlepszą książkę jaką przeczytałam, wcale nie uważam jej też za najgorszą a nawet mam ochotę przekonać się jak potoczyły się losy jej bohaterów w części następnej pod tytułem "Promyk słońca", która to część druga jest zapowiedziana pod koniec książki.

Co mi się podobało to to, że na przekór popularnemu schematowi głównym bohaterem wokół którego toczy się opowieść nie jest młoda dziewczyna bądź kobieta na rozstaju dróg życiowych a młody chłopak. Nataniel. 

Historię Nataniela poznajemy najpierw cofając się do wydarzeń sprzed sześciu lat gdy w Tatrach doszło do dramatu. A potem poznajemy go obecnie gdy zostaje z niczym. Osierocony mimo dwudziestu sześciu lat czuje się bardzo samotnym i nieszczęśliwym człowiekiem. Na skutek złych poczynań pewnych ludzi Nataniel nie dość, że zostaje bez rodziny to jeszcze bez domu. Wsiada więc w swoje niezbyt nowe auto i rusza przed siebie. Kierunek - Mazury.

Gdzieś w okolicach Pisza zatrzymuje się przypadkiem w pewnej wiosce o miłej nazwie Senna a potem już wydarzenia dzieją się nieco poza jego świadomością. Tak jakby los zadecydował za Nataniela i nie pozwalał młodemu chłopakowi podjąć decyzji dotyczących jego życia. 

Poznaje dwoje sympatycznych ludzi Martę i Mateusza znajduje chatę, którą chętnie by kupił, gdyby miał pieniądze i zaczyna wierzyć, że może nie będzie w jego życiu tak źle jak początkowo przypuszczał. Tylko, że potem wydarzenia zaczynają dziać się dość szybko, wpływać wzajemnie na losy bohaterów a przede wszystkim oczywiście na losy samego Nataniela. 
Dzieje się dużo i nie zawsze dobrego. Jak w życiu, raz jest dobrze raz gorzej, raz wydaje się, że wiatr dmie w żagle, raz , że los rzuca nam nieustająco kłody pod nogi. 
Mnie najbardziej podobał się wątek przyjaźni jaka nawiązała się między Natanielem a Martą i Mateuszem. W Marcie chłopak widzi trochę swoją nieżyjącą mamę a i sama Marta chętnie matkuje chłopakowi. To dzięki niej marzenie chłopaka o dłuższym pobycie w Sennej ma możliwość spełnić się.

Książka kończy się w Wigilijny wieczór gdy Nataniel zostaje zaskoczony co i rusz tym, kto do niego przybywa. I z czym a raczej - z kim. Pod koniec zaś pojawia się osoba, której młody człowiek zupełnie się nie spodziewał i to będzie początkiem nowej opowieści, jaką poznamy w następnej części tej serii. 

Moja ocena to 4 / 6. 

 
1 , 2
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...