Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
wtorek, 29 maja 2018

Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2007). Ebook.

Niełatwo jest pisać o książce, która dosłownie chwilę temu została nagrodzona. Przypominam jedynie z kronikarskiego obowiązku, że Olga Tokarczuk wraz z przekładającą na język angielski tłumaczką Jennifer Croft zostały uhonorowane nagrodą The Man Booker Prize.
Jest to też pierwsza książka autorstwa Olgi Tokarczuk, jaką przeczytałam. 

"Bieguni" to tego typu książka, która albo się spodoba albo się nie spodoba. Według mnie nie jest w stanie wywołać emocji letnich, raczej te skrajne. Mnie się spodobała. Ale ponieważ szczęśliwie napisano o niej przede mną wiele, wiele słów i rozłożono ją na czynniki pierwsze, ja mogę skupić się na jedynie własnych subiektywnych z nią związanych odczuciach. 

Książka składa się z wielu, kilkudziesięciu rozdziałów. Rozdziały te dotyczą podróży, rozmaitych jej odmian i aspektów. Dlatego też bardzo podoba mi się zaproponowany przez tłumaczkę tytuł anglojęzyczny czyli "Flights".

Podróże te to zarówno osobiste podróże samej autorki jak i podróże innych, spojrzenie na nie. Podróże współczesne, i dawno odbywane pielgrzymki. Podróże zarówno autorki jak i postaci znanych z kart historii (siostry Chopina z sercem kompozytora do Polski). Skoro już o tym mowa, w książce tej ważnym motywem i elementem są anatomiczne preparaty różnych części ludzkiego ciała. Wraca ten motyw nieustająco i powtarza się wraz z nie tylko opisem samych preparatów ale i miejsc, w których się znajdowały. Przyznam się szczerze, że po lekturze obawiam się, że owe preparaty śnić mi się będą nocami.

Bardzo bym nie chciała wymyślać nowych teorii na temat tego o czym jest ta książka. Dla mnie była jak już wspomniałam, książką o podróżach i ich aspektach , znaczeniach. Podróżach fizycznych i podróżach w głąb samego siebie. Podróżach ku drugiemu człowiekowi i aby poznać drugiego człowieka. Rozdziały są dość krótkie, ot czasem miałam wrażenie plastyczności opisu niemal jak ze zdjęcia czy slajdu wyświetlanego któregoś jesiennego wieczoru na pokrytym białym płótnem ekranie. 

Olga Tokarczuk porusza w tej książce tak wiele spraw, nadmienia o tylu wydarzeniach czy historiach, że wydaje się, że wychodzi z tego niezły słowny tygiel. Ale pomimo tego odczucia, wszystko tu składa się w całość. Podróże samolotem i nowoczesne hale odlotów. Poznawanie podczas tych tras ludzi, z którymi nigdy się więcej nie zobaczymy. 
Wreszcie podróże, które jak w przypadku jednego z bohaterów, zaczynają się na jednej z chorwackich wysp aby swój finał znaleźć dopiero w Polsce.

Autorka przygląda się procesowi podróży zarówno metaforycznie jak i zupełnie fizycznie i tak oto pisze, cytuję, "(...)  - w drodze ludzie zmuszeni są być razem, cieleśnie, blisko siebie, jakby celem podróży był inny podróżny". 
Swoich bohaterów Tokarczuk opisuje bardzo z boku, co dodaje im wiarygodności. Dla mnie poruszające są dwie historie, podróż Kunickiego i jego rodziny, która zmieniła ich życie raz na zawsze jak również podróż Annuszki, rosyjskiej matki chorego od urodzenia syna, która przez chwilę odbywa podróż w tak innym wymiarze, niż te dotąd jej znane i dzięki temu nagle doznaje czegoś na kształt oświecenia pokazującego kobiecie jak mogłoby, w jakimś "innym życiu, innym czasie" wyglądać życie jej syna. 

Są też wśród rozdziałów te mogące ujść za błahe i o niczym a mnie rozbawiające jak chociażby ten o znikającym kluczu pokoju numer 9. 

"Bieguni" to wreszcie ogromna lekcja uważności i dbania o zauważanie szczegółów. Szczegółów życia, szczegółów naszych podróży.

To wreszcie źródło , przebogate wręcz w interesujące spostrzeżenia i cytaty, które każdy zapewne inne sobie wynotować może. Mnie zainteresowała teoria czyszczenia map i wymazywania miejsc z map, w których to miejscach zdarzyło się komuś coś niemiłego. Ciekawe jest też jedno z końcowych spostrzeżeń o tym, że w podróży osoby czyniące notatki w swoich podróżnych notesach mogą wzajemnie się zapisywać w danej chwili i jak twierdzi autorka, cytuję "(...) Będziemy się zapisywać, to najbezpieczniejszy sposób komunikacji, będziemy się wzajemnie zamieniać na litery i inicjały i uwieczniać na kartkach papieru,  (...)." Wreszcie cytat , który podała już wcześniej we wpisie o nagrodzie Bookera jedna z odwiedzających mnie na blogu osób czyli, cytuję "(...) Wyjść z własnego życia, a potem bezpiecznie wrócić". 

Nie jestem pewna czy potrafię coś więcej i czy w ogóle w miarę sensownego o tej książce więcej napisać. Według mnie, kto nie czytał, ma przed sobą sporą podróż w literackie doznania. Podróż do świata, w który zaprasza go autorka.

Moja ocena to 5.5 / 6. 

sobota, 26 maja 2018

Maniaczytania na stronie blogu na Fb dziś pisze o mamach w literaturze. 

A mnie naszło przy tej okazji na zapytanie takie. Która z literackich Mam jest dla Was Mamą idealną? I dlaczego?
Moja to Mama Muminka, z którą się cichaczem identyfikuję. Za to, że jest jaka jest, że zawsze znajdzie sposób na smutki i nie tylko. I że , zacytuję, być może niedokładnie ale ci, którzy czytali , będą wiedzieli o co chodzi, "zawsze rozpozna swojego Muminka". 

A jak jest u Was? 

Dziś mamy.

Wszystkim odwiedzającym mnie Mamom życzę Zdrowia dla Was i Waszych Bliskich , mnóstwo Radości, Miłości i Spokoju (ducha:) ). Samych miłych słów i niespodzianek ze strony dzieci i jak najwięcej miodu na serce nasze, wasze czyli tych dobrych słów , które pod adresem naszych dzieci słyszymy.

Tym, które bardzo chciałyby być mamami a z różnych powodów nie mogą chcę jedynie napisać "Nie traćcie nadziei". Jestem tą, która nie sądziła, zwłaszcza w roku 2011, że kiedykolwiek obejdzie to święto.

 

Myślę też o tych, których dzieci nie ma już na ziemi. Pamiętam jak w 2011 roku Dzień Matki wypadł na dzień po pogrzebie Emilki i to poczucie i żałoby i niewiedzy czy w takiej sytuacji mogę w ogóle nazywać się mamą?

Mam też w pamięci i w sercu te osoby, przy których już nie ma ich Mam. Myślę o Was ciepło. 

czwartek, 24 maja 2018

Raquel Diaz Reguera.

 

Ilustracje Raquel Diaz Reguera.

Wydana w Wydawnictwie Debit. Katowice (2018).

Przełożyła (wspaniale !) Magdalena Olejnik.

Tytuł oryginału Madre solo hay una y aqui estan todas.

Macie już prezent dla Mamy na przypadający w najbliższą sobotę Dzień Mamy? Nie? To już macie. 

"Mama jest tylko jedna, a tu mamy wszystkie" to według mnie książka niekoniecznie dla dzieci, chociaż wydawnictwo ma ją w ofercie dla dzieci ale jak najbardziej dla każdej mamy jak i po prostu, dla każdej rodziny. 

Nie wiem od czego zacząć, tak jestem nią zachwycona całościowo, a wiemy, że to się zdarza rzadko aby podobało się w książce wszystko! No więc zacznę może jednak (niespodzianka), od początku? A więc od tego, że ta książka mnie "wołała". Macie tak czasem? Ja tak. Wołała mnie już gdy zauważyłam ją pierwszy raz na stronie wydawnictwa Debit. Nie czytałam nic wcześniej tej autorki wydanego w Debicie (i już widzę, że jest to zdecydowanie do nadrobienia). Miałam ją w planach zakupowych na Targi Książki w sobotę i...stało się wypisz wymaluj jak u jednej z trzydziestu typów mam przedstawionych w tej książce. Wysłałam Jasia i P. do stoiska Debitu po zakup książeczek o Franklinie a sama czekając na Gabrielę Kańtor zapomniałam zwyczajnie, że miałam ich poprosić o kupno. Po targach przypomniałam sobie o niej zauważywszy ładną pasującą wzorem zakładkę, którą wydawnictwo dodało im do zakupów, a właśnie stanowiącą komplet z książką. 

Byłam zdesperowana. Musiałam przeczytać tę książkę i już. Zamówiłam ją sobie u zaprzyjaźnionej pani z księgarni i czekałam. I oto ją mam. Mam i przeczytałam ją na przemian śmiejąc się i roniąc łzy (no dobra, tak naprawdę całą lekturę się strasznie śmiałam ale faktycznie, jak to ja, spłakałam się podczas czytania dedykacji autorki dla jej Mamy i podsumowania autorki na końcu książki, w którym pisze bardzo prosto ale pięknie i  prawdziwie o tym co się z nami dzieje kiedy stajemy się mamami.)

Pisałam , że zachwyca mnie w tej książce wszystko i tak jest. Począwszy od oczywiście samej treści , przez piękne ilustracje, które wykonała sama autorka , poprzez rewelacyjne i dostosowane do polskiego czytelnika tłumaczenie pani Magdaleny Olejnik. Nie znam hiszpańskiego nic a nic więc trudno mi jest odnieść tłumaczenie tytułu, jednak, o czym pisałam w innym miejscu jeszcze zanim sięgnęłam po samą książkę, już tytuł uważam za majstersztyk. Ta gra słów , "a tu mamy wszystkie", wspaniała. Ja wiem, że zawód tłumacza to zawód, w którym trzeba lawirować słowem aby nie wyszło ani zbyt dosłownie ani nie popłynąć tak, że właściwie pisze się inną książkę ale odnoszę wrażenie, że tu tłumaczka powinna zostać nagrodzona co najmniej oklaskami (klaszczę !!! ). Tak dobrze to tłumaczenie Jej wyszło.

Jak wspomniałam, w książce autorka opisała trzydzieści typów mam. Są więc i mama "Może się przyda" i "Mama Wrzeszczka" i "Mama Na Czasie" i "Mama Sportsmenka" i "Mama Kwoka" i "Mama Artystka" i "Mama Nie Usiedzi w Domu" i "Mama Siła Spokoju" i "Mama Magnes" i "Mama Pogromczyni Smutków". Jest też, co fajne, "Mama Teściowa" :) Nie wymienię wszystkich typów mam. Napiszę za to, że każdy z nich został wspaniale skatalogizowany, opisany i udowodniony konkretnymi przykładami postępowań i należących do owych mam przedmiotów. Autorka pisze o mamach z wielką sympatią i czułością. Nie wyśmiewa ani jednej z opisywanych cech, za to po prostu zwyczajnie uśmiecha się do wszystkich z opisywanych przez siebie, mam. Jak również, co właściwie dość oczywiste, nie uważa, że jest się jednym i tylko typem mamy ale że w każdej z mam jest co najmniej kilka takich rodzajów mam, o których Reguera pisze. 

Notki o typach mam przeplatane są stronami specjalnymi, z których na przykład dowiemy się, jak budzą i jak kładą spać mamy poszczególnego typu, jak również jakie są typowe mamine powiedzonka i powiedzenia. Są też przedstawione torebki dla poszczególnych mam jak i typy lodówek jakie przynależą do konkretnych typów. Są też opisy Miejskich Olimpiad, w których biorą udział mamy , najlepsze mamine wynalazki, historyczne rekordy , rodowód Mam a na końcu jak wisienka na torcie , zabawny test , który jeśli po lekturze jeszcze sama nie czujesz, jaką jesteś mamą (lub ile opisanych mam w tobie siedzi) wykaże ci najkonkretniej, którą z nich jesteś. 

Dawno nie czytałam tak ładnej i pozytywnej książki o mamach, która to książka mimo opisu tego wszystkiego co na co dzień robią nasze mamy i my same, nie robi z nas, mam superbohaterek bo zwyczajnie , autorka to wie, że nie ma co klasyfikować. Wszyscy superbohaterowie po prostu wymiękają przy mamie. Mama to Mama . Mama jest tylko jedna. I , jak pisze autorka w dedykacji do swojej Mamy, każda Mama, w tym moja, Twoja, "jest najlepsza na świecie".

Który typ mamy, o którym czytałam rozbawił mnie najbardziej ?  Chyba "Mama Roztrzepana" , której dzieciom po porodzie nie nakłada się typowej opaski z oddziału położniczego a zegarek z nadajnikiem GPS aby po wyjściu z kliniki mamie udało się dotrzeć do domu bez problemu :P Opis tej mamy jest naprawdę świetny , cytuję "(...) Godziny są zawsze orientacyjne, adresy przybliżone, a obowiązki bywają zwykłymi sugestiami" . Ile typów mam opisanych znam osobiście? Chyba każdy :) Chichrałam się niesamowicie przy tekstach mam, które zostały zebrane na stronie i opatrzone tytułem "Bo ja tak mówię. Koniec kropka...a kiedy jesteś na następnej stronie odkrywasz, że jest jeszcze "...i bez dyskusji" . 

Powiem tak. W książkach kocham to, że przenoszą mnie w różne światy. Czasem te wymyślone, czasem jak w non fiction, w jak najbardziej prawdziwe i istniejące. Kocham też to, że nagle, zupełnie nieoczekiwanie, w końcu maja wiem, że kiedy w końcu roku będę czyniła podsumowania książkowe, "Mama jest tylko jedna, a tu mamy wszystkie" będzie wymieniona jako jedna z najlepszych książek jakie czytałam w tym roku. 

Polecam , polecam i jeszcze raz polecam !

Moja ocena to 6.5 / 6. (Znowu Chiara zaczynasz?:P ). 

 

środa, 23 maja 2018

Wydana w Wydawnictwie mg. Warszawa (2018).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Autorki. 

"Tańcząc na czubkach palców" nie jest pierwszą książką Gabrieli Kańtor ale pierwszą przeze mnie czytaną książką tej autorki. Przyznaję się, że faktycznie, pewnie bym po nią nie sięgnęła gdyby Autorka sama nie zwróciła się do mnie z pytaniem czy może chciałabym przeczytać Jej książkę. Chciałam. I nie żałuję. 

"Tańcząc na czubkach palców" to bowiem bardzo dobrze napisana proza obyczajowa. Opowieść o życiu kobiety w trzech aktach, jakbym to nazwała. Pierwsza część to dzieciństwo, druga młodość, trzecia to czas po odchowaniu dzieci i ich usamodzielnieniu i ten moment, gdy często kobieta czuje się wbrew pozorom najmniej pewnie i stabilnie bo czuje, że wbrew temu co twierdzą inni dookoła, coś jej umknęło, czegoś nie dopilnowała, coś wymsknęło się z jej rąk.

Nietrudno jednak jest znaleźć motywy łączące autorkę książki z jej bohaterką. Zapewne niektóre historie czy wspomnienia są powrotem do przeszłości. Sama miałam sporą radość w czytaniu o dziecięcych zabawach bo pomimo tego, że nie jesteśmy tym samym pokoleniem, o dziwo, na podwórku bawiłyśmy się w niemal te same zabawy. Ale na pewno gros tych opowieści to fikcja. Taką mam przynajmniej nadzieję. Najbardziej poruszyły mnie dwie skrajne opowieści, ta pierwsza, wspomnienia Dziecka i ta ostatnia, kobiety w dojrzałym już wieku, stojącej na niby powiedzonkowym a jakże prawdziwym skraju wyobrażeń na temat własnego życia, związku. 

Dziecko jest niezwykle wrażliwe i pewnie dlatego czuje coś więcej niż tylko przyziemny świat. Mnogość odczuć i dostarczanych jej przeżyć i bodźców łagodzi mityczny Ptak Simurg. Towarzyszy on Paulinie od wczesnego dzieciństwa i prowadzi aż do chwili, w której kończy się ta opowieść. Kiedy Dziecko było dzieckiem, Ptak Simurg pozwalał lepiej znosić złe rzeczy, złe słowa, przykrości , które Dziecko spotykały ze strony Ojca. Ojca, który zamiast być dla dziewczynki wsparciem i bliskim, traktował ją źle wciąż zapewne nie mogąc pogodzić się z tym, że nie jest pierworodnym synem. Matka, początkowo czuła i wspierająca, przechodzi po trochu na stronę Ojca. W drugiej części opowieści ojciec narratorki zyskuje miano "Pewien Mój Bliski Krewny". Ponieważ znałam osobę, która o własnym ojcu mówiła "Zygfryd" więc wcale nie jest to dla mnie szokujące a staje się jedynie przypieczętowaniem złego traktowania jakie fundował Dziecku ojciec w pierwszej części opowieści. 

Paulina czuje się nieco samotna. W młodości ma przyjaciółkę Ewę, potem Klarę, z którą nawet nawiązuje więzi silniejsze od tych rodzinnych. Niemniej jednak przez całe jej życie towarzyszy jej jakaś ulotna myśl o tym, że miała kiedyś siostrę. Rodzinne opowieści tego nie potwierdzają ale sama narratorka czuje, jakby gdzieś była jej druga połowa w postaci siostry właśnie. 

Czułe, wrażliwe, obdarzone niezwykłą wyobraźnią ale i odtrącone przez bliskich dziecko przelewa już we wczesnym dzieciństwie na papier własne słowa i myśli i tak rodzi się myśl aby po odchowaniu dzieci myśli te i słowa spróbować napisać bardziej konkretnie niż jedynie na własny, terapeutyczny użytek a właśnie aby coś z tym zrobić. Paulina zaczyna więc pisać.

Dlaczego podobała mi się ta opowieść? Bo była zwyczajna. O zwykłym, niezwykłym bo przecież życie każdego z nas jest właśnie niezwykłe bo nasze, życiu. Bo miałam wrażenie, że siedzę w kuchni z kimś bliskim i wysłuchuję jego opowieści, która wypowiadana być może pierwszy raz w całości, miała działanie na kształt terapeutycznego właśnie. Słowa mogą pomóc. Wypowiedziane myśli, spostrzeżenia, refleksje, to co znamy z własnego życia bądź czego się obawiamy. Ostatnio spotkałam się z zastrzeżeniem, że niewiele krytykuję z moich lektur ale przykro mi bardzo. Czytam to, co domyślam się, że jednak mi się spodoba. Nie zmuszam się jeśli coś nie idzie. Jeśli miałabym się do czegoś w tej książce przyczepić, to to, że nieco drażniła mnie pojawiająca się zbyt często i otwierająca rozdziały opowieści fraza "Ta chwila gdy...". Brzmiało mi to nieco zbyt "serwisowo społecznościowo" i według mnie nie pasowało do stylu tej historii, opowieści. I to właściwie jedyna rzecz, która mi tu nie pasowała. Opowieści, styl, historie wplatane w treść jak chociażby piękne oświadczyny pewnego Janisa , to powodowało , że czytało mi się tę książkę bardzo dobrze. 

Teraz chyba czas aby zapoznać się z debiutem Gabrieli Anny Kańtor czyli jej "Koronkami z płatków śniegu". 

Życzę nam wszystkim takich magicznych Ptaków Simurgów (przytoczona w książce opowieść o nich jest magiczna) , które pomogą nam w najtrudniejszych chwilach. Życzę nam wszystkim bliskich i serdecznych ludzi, którzy będą obok nas gdy będzie się coś dziać, co złagodzić może właśnie obecność, rozmowa z drugim człowiekiem. Życzę ponadto nam abyśmy wciąż mogli powiedzieć, że pomimo tego, co nas spotyka, nam wciąż udaje się "tańczyć na czubkach palców"...

Moja ocena to 5.5 / 6. 

Bo tuż niemal przed snem dotarła do nas wiadomość. Olga Tokarczuk za tłumaczoną na język angielski przez Jennifer Croft , książkę "Bieguni" otrzymała jedną z najbardziej prestiżowych nagród literackich jaką jest The Man Booker Prize. Wspaniała wiadomość. I okazało się, co za radość, że warto jest chomikować sobie ebooki. Natychmiast po wyczytaniu werdyktu, sięgnęłam po mój czytnik i okazało się, że "Bieguni" na nim są, a jakże. Wstyd się pewnie przyznać, ale jakoś do tej pory nie czytałam żadnej książki pani Olgi Tokarczuk. Dwa razy rozpoczynałam "Dom dzienny, dom nocny" i utykałam. Sięgnęłam jednak po "Biegunów" (w tłumaczeniu Croft "Flights") i oto wciągnęła mnie. A Wy lubicie książki Olgi Tokarczuk ? I co byście polecili komuś, kto dopiero zaczyna czytać jej książki, jak ja?

niedziela, 20 maja 2018

Po raz drugi byliśmy razem z Jasiem na Targach Książki (tych w Warszawie). Oczywiście, jak rok temu, najwięcej książkowych zakupów jest dla Jasia. Ja wróciłam z miłym prezentem, podarowanym mi przez panią z wydawnictwa Poradnia K czyli "Odkrywcą" Katherine Rundell. To autorka "Dachołazów", które recenzowałam po tym jak wzięłam udział w konkursie na wybór okładki. W ogóle świetnie było poznać osobiście serdeczną panią, z którą jesienią korespondowałam na ten temat i , co mnie zaskoczyło niezmiernie miło, gdy się zgadałyśmy, że to ja pisałam recenzję, pani pamiętała moje imię. Bardzo miło mi było. 

No ale od początku. Zaraz po wejściu na koronę stadionu niemal wpadłam na znajomą , którą do tej pory "znałam" z sieci. W zeszłym roku niemal spotkałyśmy się na spotkaniu z Aleksandrą Marininą ale wtedy E. nie mogła. Teraz od razu się udało, fajnie było Ją poznać osobiście.

Nie przeszliśmy może dwóch kroków i kto to się ukazał? Ałbena Grabowska. Wyściskałyśmy się serdecznie. Chłopaki ruszyły na łowy a ja rozmawiałam z Nią chwilę a potem podeszłam poczekać do Agory aby poznać Piotra Adamczyka, tak, tego, którego "Dom tęsknot" tak mnie zachwycił. Kolejny raz stwierdzam, że może i nie trzeba bywać na Targach Książki ale jeśli można to wspaniale, bo jednak jest okazja do spotkania kogoś, kogo książki się lubi czytać. I, co oczywiście mogę sobie tylko domniemywać ale mam nadzieję, że tak właśnie jest, autorkom i autorom chyba również jest miło zobaczyć na własne oczy czytelników własnych książek. 

Ostatnie targowe spotkanie to z Gabrielą Kańtor. Tu całkowicie już niespodziewanie. Chciałyśmy się zobaczyć ale nie sądziłyśmy, że się nam uda czasowo. Ale jednak się udało. Przy okazji nie obyło się bez przygód bo aby odprowadzić Gabrysię na stoisko Jej wydawnictwa, przegalopowaliśmy dwukrotnie "murawę" (umownie bo wiadomo, że prawdziwej murawy teraz nie było) :) No ale jak to Gabrysia stwierdziła, "Mamy więcej czasu spędzonego ze sobą" i...coś w tym jest. Zarówno Ałbena Grabowska jak i właśnie Gabriela Kańtor mają w sobie mnóstwo takiej pozytywnej energii, którą "zarażają" (jest to jedyna forma zarażenia, którą dopuszczam :) ). 

Jaśkowi nakupowaliśmy mnóstwo i wszystkiego i aż nie chce mi się o wszystkim pisać, przepraszam. Obecnie podziwiamy "Anatomię" Helene Druvert wydaną w Mamani. Wspaniała aczkolwiek już wiem czemu nie skończyłam medycyny  :P 

piątek, 18 maja 2018

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2018). Ebook. 

Data wydania 24.05.2018.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.


Ewa Nowak zdecydowanie stała się jedną z moich ulubionych autorek książek. I pomimo, że jej książki są jak rozumiem skierowane najpierw do młodzieży, uważam, że są one i dla młodzieży i dla dorosłych. Młodzież pewnie odczyta w tych książkach problemy znane ze swojego życia bądź życia swoich znajomych a dorośli. Cóż. Tak sobie cicho myślę, że książki pani Ewy Nowak właściwie powinni darować przyszłym rodzicom już na porodówkach przy wypisie. Dlaczego? Bo nieustająco poruszają te książki ważne sprawy i problemy młodzieży. A także pokazują jak rozmaite są więzi i relacje w rodzinie. O tym jednak warto przeczytać zanim dziecko podrośnie na tyle, że niewiele da się z problemami zrobić. Zdawałoby się najważniejsze relacje rodzic-dziecko potrafią być skomplikowane bądź popsuć się na skutek czy to wygórowanych ambicji rodzica, czy jego surowemu podejściu do dziecka. Lub na skutek innych problemów. Problemy w rodzinie, zawód rodziców w stosunku do dziecka, najczęściej spowodowany zbyt wygórowanymi oczekiwaniami samych rodziców, nawet przemoc, te i inne problemy porusza w swoich książkach o nastolatkach Ewa Nowak. Nie musi przy tym silić się na nie wiedzieć jak wyśrubowane pomysły i nieszczęścia jakie spadają na bohaterów. I właśnie ta zwyczajność, zwykłość nastolatków i ich rodzin w książkach tej autorki sprawia, że stają się one bardzo wiarygodne i przemawiają do czytelnika. 


"Grzywa" to tytuł książki ale i imię klaczy, która kiedyś należała do Zofii Major. Zosię poznajemy gdy ma piętnaście lat i wakacje spędza na ciężkiej pracy. Zamiast jak inne dzieci w jej wieku wyjechać gdzieś i naładować akumulatory przed kolejnym rokiem szkolnym, czy po prostu odpoczywać miło spędzając czas z rówieśnikami, Zofia szykuje się do zdobycia stypendium Goldbergów. To ważne stypendium pozwalające na naukę w brytyjskiej szkole jazdy konnej, którą prowadzi małżeństwo z Polski. Rodzice Zofii mają szkółkę jeździecką i hotel dla koni. Mama to wiecznie nieobecna w domu weterynarz, która co prawda kocha Zosię i kiedy jest, poświęca jej czas ale jest jej zdecydowanie zbyt mało w życiu nastolatki, która wkracza w jeden z trudniejszych okresów życia. Czasu, kiedy kwestionuje się silnie dotychczasowe zasady życia i to czego uczyli nas w domu nasi bliscy. Ojciec to były mistrz Europy w jeździectwie, obecnie nauczający w prowadzonej przez rodzinę szkole jeździeckiej. Zosia kocha konie i jazdę na nich i niby przywykła do tego, że jej życie to nieustanne startowanie w kolejnych konkurencjach ale odczuwa coraz wyraźniej , że to nie to i że czegoś coraz silniej jej brakuje. Czego? Zmiany? Miłości ojca, który jest domowym tyranem ? Uwagi i więcej czasu ze strony mamy? Przyjaźni ? W szkole jeździeckiej pracuje zaufany pracownik Hubert, ciekawa postać, którą też przez większość książki oceniałam nieco zbyt surowo, dobrze, że na końcu autorka przybliżyła nam postać tego mężczyzny.


Tego lata wszystko się zmieni. Zofia zrozumie, że od tej pory chce w swoim życiu czegoś odmiennego niż to, co do tej pory kazano jej robić. Odczuje bezsens pewnych postaw i posunięć. Zacznie być najpierw jako samouk a potem dzięki pewnej ważnej dla niej osoby , zaangażowana w działanie "Koniec bez przemocy". To lato będzie dla Zosi przełomowe i w relacjach z ludźmi, z rodzicami ale i z dotychczasową przyjaciółką Amandą, która również walczyć ma o stypendium Goldbergów, jak również nastąpi przełom w spojrzeniu na świat i na to, jak dotąd żyła. Można powiedzieć, że w pewien sposób dotychczasowy porządek świata Zofii runie bezpowrotnie. Zosia będzie natomiast usilnie walczyć o to aby przekonać ojca i swoich bliskich do tego, czego dowiedziała się na temat pracy z końmi w nowy sposób. Ale nie będzie to łatwe. W "Grzywie" ciekawym jest zestawienie surowego i despotycznego ojca bohaterki i narratorki z jego wychowaniem koni. Które traktuje jako te, która mają mu się podporządkować bezwarunkowo. Piotr Major oczekuje tego podporządkowania od bliskich ale przede wszystkim od córki. Której chyba tak naprawdę nie lubi. Zosia dotychczas starająca się zaspokoić ambicje ojca, teraz zwyczajnie odcina się od tego wszystkiego aby zacząć wreszcie żyć dobrze. 


Upadek dotychczasowych wartości i zasad staje się tego lata początkiem czegoś nowego dla Zosi. I ma ten początek odniesienie nie tylko w jej relacjach z końmi. Opowieść ta była dla mnie niezwykła właśnie również ze względu na innych jej bohaterów i wcale nie określę ich jako drugoplanowych, a mianowicie dzięki koniom. To one nauczą bohaterkę wielu ważnych spraw. To dzięki temu, że dziewczyna je naprawdę kocha, będzie chciała starać się je zrozumieć i zacząć inaczej traktować. 


Bardzo ważna i bardzo mądra książka, nie mogę się jej nachwalić ale też uważam, że mamy na naszym rynku wydawniczym książek dla młodzieży autorkę piszącą ważne i niebanalne książki , niekoniecznie tylko i wyłącznie skupiającą się na pierwszych miłościach (chociaż te motywy również przewijają się w książkach Ewy Nowak) i dlatego mam czasem wrażenie, że powinnam wyraźniej podkreślić, że tak, książki Ewy Nowak są naprawdę świetne, mądre a przede wszystkim jakieś takie głębokie emocjonalnie a nie płytkie i , że się kolokwialnie wyrażę, "czarno białe". 


Moja ocena tej książki to 6 / 6.

czwartek, 17 maja 2018

Wydana w Wydawnictwie Burda Książki. Warszawa (2018). 

Grałam o tę książkę na stronie wydawnictwa z pełną premedytacją. Jak bowiem niektórzy może wiedzą, interesują mnie współczesne Chiny. Kiedyś interesowałam się bardzo okresem Rewolucji Kulturalnej, zaczytywałam się w książkach czy to opartych na faktach czy poruszających w treści ten problem. Obecnie ciekawi mnie sam kraj a raczej jego spektakularny rozwój. I chociaż z bardzo wielu powodów na pewno tam nie pojadę , to tym chętniej "poznaję" go przynajmniej w taki sposób. Los mi sprzyjał i książkę udało się wygrać a więc z wielką przyjemnością przystąpiłam do lektury. I nie zawiodłam się.

Autor jest dziennikarzem pracującym w "National Geographic Travel". Nie czytałam wcześniejszej jego książki ale "Made in China" bardzo mi się podobało. Nie jest to , i dobrze, żadna tam naukowa rozprawa socjologiczno społeczna na temat współczesnych Chin ale wycinki, kilka opowieści, relacji i subiektywnych odczuć Michała Cessanisa. Ja bardzo lubię takie książki, lubię w ten sposób poznawać dany kraj. Szczegóły i fakty naukowe są do sprawdzenia drogą książkową z innych źródeł, a czytając takie reportaże, spostrzeżenia i wrażenia z podróży pozwalają mi poczuć się tak jakbym na chwile znalazła się w opisywanym kraju, w tym przypadku w Państwie Środka.

I tak, czytając "Made in China" odkryłam (nie powiem, że było to radosne odkrycie), że z Chinami łączy nas narastający i nie dający się łatwo rozwiązać problem smogu. Przyznaję, że czytałam go z wielkim niepokojem, zwłaszcza dane o chorobach i zgonach spowodowanych właśnie zanieczyszczeniami powietrza. 
Opowieść autora o Chinach mogłaby być dość sztampowa, typowa, ale okazała się w kilku aspektach oryginalna i to bardzo mi się podobało. Na przykład rozdział o psach. O psim mięsie. I o ludziach, którzy starają się wyratować psy i uchronić je przed marnym ich losem, jaki może je spotkać. A pomagający mieszkają też w Polsce, nawet znany z radia dziennikarz pomagał przewieźć jednego psa z Chin do Polski. 

Mnie zainteresował też rozdział o chińskim chrześcijańskim Kościele podziemnym, a także o paryskiej chińskiej dzielnicy Belleville. I autor opisując ją nie ograniczył się do opisów restauracji z czerwonymi lampionami zawieszonymi przed wejściem a ukazał szereg ciekawych i ważnych spraw, które dotyczą tej dzielnicy a przede wszystkim ludności ją zamieszkujących.

Bardzo interesujące dla mnie było przeczytanie o Chińczykach mieszkających w Polsce od dziesiątek lat, o założycielu bodajże najsłynniejszej (bo pierwszej i jakże na tamte czasy założenia jej egzotycznej dla Polaków) restauracji chińskiej o nazwie "Szanghaj", która mieściła się w Warszawie.  Zainteresował mnie też ogromnie rozdział o dwóch artystach z Polski, którzy poznali sztukę chińską, studiowali w Chinach chociaż w zupełnie odległych czasach. Jeden to Stanisław Tworzydło, który przed Rewolucją Kulturalną w Chinach miał okazję studiować tam na uczelni wyższej ceramikę. Drugi to jego uczeń, malarz urodzony kilkadziesiąt lat potem, Wiesław Borkowski. Jeśli wrzucicie w wyszukiwarkę jego nazwisko, i dodacie na wszelki wypadek słowo "malarz", znajdziecie jego stronę bez trudu. Polecam, maluje naprawdę niesamowicie i jest chwalony nie tylko w kraju ale przede wszystkim w Chinach.

Oprócz tego są też rozdziały o noworocznej wędrówce, o hutongach, o Hongkongu i jeszcze inne. Myślę,że naprawdę ktoś, kto hobbistycznie interesuje się Chinami, nie powinien narzekać. Mnie się bardzo podobała ta książka jak również fotografie autora zamieszczone w niej. 

Przeczytałam ją z prawdziwą przyjemnością i polecam. 
Moja ocena to 5.5 / 6. 

...której nie chcę. 

Dzisiaj mija siedem lat od śmierci Emilki. Zostałam przez los wtłoczona w rytm rocznic, których bym nie chciała. Od 2011 roku koniec kwietnia jest dla mnie mega trudny ,potem 3 maja, kiedyś moje imieniny, potem zmiana, oddałam ten dzień Emilce, jak to określiła moja przyjaciółka, miała rację . To Emilki był dzień. A dzisiaj, równo czternaście dni od Jej narodzin rocznica śmierci. Tamtego dnia nie padał deszcz, ale było zimno, zaskakująco dużo z niego pamiętam. I to pytanie dźwięczące wtedy w głowie "jak żyć?". Jak żyć? Dalej. I z. Z najbliższymi i dobrze, że Są. Dalej. Wstawać każdego dnia i starać się nie myśleć. I tak jest tak, że nie ma dnia aby się to wszystko nie wróciło. To się może wrócić w jednej myśli, w jakimś odnośniku, w spojrzeniu na dziewczynkę, która jest w Jej wieku i mogłaby być moją córką, w czytaniu tego, co z córkami robią inne mamy i ta myśl, że ja nigdy i już. Nie lubię jak mnie ktoś poucza, że mam być wdzięczna za to czy za tamto bo nikt w mojej głowie nie siedzi i nie wie za co i w jakiej formie jestem wdzięczna. A jestem, jestem wdzięczna za to, co mam i za moich Bliskich, których mam przy sobie. Ale nie ma i nigdy nie będzie we mnie zgody na to co siedem lat temu stało się Emilce i co stało się nam. To nie tak miało być.
Pomyślcie dziś o Niej chociaż przez chwilę, proszę, będę Wam bardzo wdzięczna. 

 
1 , 2
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...