Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
czwartek, 17 maja 2018

Wydana w Wydawnictwie Burda Książki. Warszawa (2018). 

Grałam o tę książkę na stronie wydawnictwa z pełną premedytacją. Jak bowiem niektórzy może wiedzą, interesują mnie współczesne Chiny. Kiedyś interesowałam się bardzo okresem Rewolucji Kulturalnej, zaczytywałam się w książkach czy to opartych na faktach czy poruszających w treści ten problem. Obecnie ciekawi mnie sam kraj a raczej jego spektakularny rozwój. I chociaż z bardzo wielu powodów na pewno tam nie pojadę , to tym chętniej "poznaję" go przynajmniej w taki sposób. Los mi sprzyjał i książkę udało się wygrać a więc z wielką przyjemnością przystąpiłam do lektury. I nie zawiodłam się.

Autor jest dziennikarzem pracującym w "National Geographic Travel". Nie czytałam wcześniejszej jego książki ale "Made in China" bardzo mi się podobało. Nie jest to , i dobrze, żadna tam naukowa rozprawa socjologiczno społeczna na temat współczesnych Chin ale wycinki, kilka opowieści, relacji i subiektywnych odczuć Michała Cessanisa. Ja bardzo lubię takie książki, lubię w ten sposób poznawać dany kraj. Szczegóły i fakty naukowe są do sprawdzenia drogą książkową z innych źródeł, a czytając takie reportaże, spostrzeżenia i wrażenia z podróży pozwalają mi poczuć się tak jakbym na chwile znalazła się w opisywanym kraju, w tym przypadku w Państwie Środka.

I tak, czytając "Made in China" odkryłam (nie powiem, że było to radosne odkrycie), że z Chinami łączy nas narastający i nie dający się łatwo rozwiązać problem smogu. Przyznaję, że czytałam go z wielkim niepokojem, zwłaszcza dane o chorobach i zgonach spowodowanych właśnie zanieczyszczeniami powietrza. 
Opowieść autora o Chinach mogłaby być dość sztampowa, typowa, ale okazała się w kilku aspektach oryginalna i to bardzo mi się podobało. Na przykład rozdział o psach. O psim mięsie. I o ludziach, którzy starają się wyratować psy i uchronić je przed marnym ich losem, jaki może je spotkać. A pomagający mieszkają też w Polsce, nawet znany z radia dziennikarz pomagał przewieźć jednego psa z Chin do Polski. 

Mnie zainteresował też rozdział o chińskim chrześcijańskim Kościele podziemnym, a także o paryskiej chińskiej dzielnicy Belleville. I autor opisując ją nie ograniczył się do opisów restauracji z czerwonymi lampionami zawieszonymi przed wejściem a ukazał szereg ciekawych i ważnych spraw, które dotyczą tej dzielnicy a przede wszystkim ludności ją zamieszkujących.

Bardzo interesujące dla mnie było przeczytanie o Chińczykach mieszkających w Polsce od dziesiątek lat, o założycielu bodajże najsłynniejszej (bo pierwszej i jakże na tamte czasy założenia jej egzotycznej dla Polaków) restauracji chińskiej o nazwie "Szanghaj", która mieściła się w Warszawie.  Zainteresował mnie też ogromnie rozdział o dwóch artystach z Polski, którzy poznali sztukę chińską, studiowali w Chinach chociaż w zupełnie odległych czasach. Jeden to Stanisław Tworzydło, który przed Rewolucją Kulturalną w Chinach miał okazję studiować tam na uczelni wyższej ceramikę. Drugi to jego uczeń, malarz urodzony kilkadziesiąt lat potem, Wiesław Borkowski. Jeśli wrzucicie w wyszukiwarkę jego nazwisko, i dodacie na wszelki wypadek słowo "malarz", znajdziecie jego stronę bez trudu. Polecam, maluje naprawdę niesamowicie i jest chwalony nie tylko w kraju ale przede wszystkim w Chinach.

Oprócz tego są też rozdziały o noworocznej wędrówce, o hutongach, o Hongkongu i jeszcze inne. Myślę,że naprawdę ktoś, kto hobbistycznie interesuje się Chinami, nie powinien narzekać. Mnie się bardzo podobała ta książka jak również fotografie autora zamieszczone w niej. 

Przeczytałam ją z prawdziwą przyjemnością i polecam. 
Moja ocena to 5.5 / 6. 

...której nie chcę. 

Dzisiaj mija siedem lat od śmierci Emilki. Zostałam przez los wtłoczona w rytm rocznic, których bym nie chciała. Od 2011 roku koniec kwietnia jest dla mnie mega trudny ,potem 3 maja, kiedyś moje imieniny, potem zmiana, oddałam ten dzień Emilce, jak to określiła moja przyjaciółka, miała rację . To Emilki był dzień. A dzisiaj, równo czternaście dni od Jej narodzin rocznica śmierci. Tamtego dnia nie padał deszcz, ale było zimno, zaskakująco dużo z niego pamiętam. I to pytanie dźwięczące wtedy w głowie "jak żyć?". Jak żyć? Dalej. I z. Z najbliższymi i dobrze, że Są. Dalej. Wstawać każdego dnia i starać się nie myśleć. I tak jest tak, że nie ma dnia aby się to wszystko nie wróciło. To się może wrócić w jednej myśli, w jakimś odnośniku, w spojrzeniu na dziewczynkę, która jest w Jej wieku i mogłaby być moją córką, w czytaniu tego, co z córkami robią inne mamy i ta myśl, że ja nigdy i już. Nie lubię jak mnie ktoś poucza, że mam być wdzięczna za to czy za tamto bo nikt w mojej głowie nie siedzi i nie wie za co i w jakiej formie jestem wdzięczna. A jestem, jestem wdzięczna za to, co mam i za moich Bliskich, których mam przy sobie. Ale nie ma i nigdy nie będzie we mnie zgody na to co siedem lat temu stało się Emilce i co stało się nam. To nie tak miało być.
Pomyślcie dziś o Niej chociaż przez chwilę, proszę, będę Wam bardzo wdzięczna. 

| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...