Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
piątek, 18 sierpnia 2017

Wydana w Wydawnictwie Czarne. Wołowiec (2017), Wydawnictwie Agora. Warszawa (2017).

Wojciech Orliński nie pierwszy raz pisze o Lemie. Wcześniej napisał on książkę "Co to są sepulki? Wszystko o Lemie". Nie znam tamtej książki (wydanej o ile się nie mylę jakąś dekadę wcześniej) więc trudno mi porównać. Sądzę jednak, że "Lem. Życie nie z tej ziemi" jest jednak obszerniejszą biografią jednego z najciekawszych polskich pisarzy.

Jak więc czytało mi się tę biografię? Dobrze ale mam z nią pewien problem,a mianowicie, przed przystąpieniem do tej książki powinnam była sobie przypomnieć książki Stanisława Lema. Autor biografii odnosi się co logiczne wielokrotnie do konkretnych książek Lema, jak również wręcz do ich fragmentów. I zwyczajnie, gdy się ich nie pamięta bądź nie zna (co ma miejsce w moim przypadku bowiem nie znam wszystkich książek Lema, przyznaję się bez problemu) na pewno czytający tę biografię nieco na tym traci.

W swej opowieści o Lemie Wojciech Orliński sumiennie pisze o każdym rozdziale z życia swojego ulubionego autora (nie musi o tym zapewniać czytelnika podczas lektury bo to , że Orliński lubi tego autora ogromnie czuje się podczas lektury). Jest więc i dzieciństwo Lema wraz z jego osamotnieniem jedynaka, w dodatku późnego dziecka swoich rodziców. Jest też niepewna młodość spędzona w Lwowie podczas II WŚ. Ten okres lwowski jest zresztą jednym z najbardziej trudnych i przygnębiających i naprawdę czyta się go trudno. Potem poznajemy losy Lema po II WŚ. Przenosiny z rodziną do Krakowa, poznanie żony, przeniesienie się do pierwszego domku pod Krakowem, w którym autor mieszkać będzie przez większość życia. 
Orliński nie gloryfikuje Lema aczkolwiek nie uniknął czegoś, co czyta się między wierszami, czyli po prostu wielkiego oddania autorowi. Zastanawiam się na ile pozwoliło to Orlińskiemu pozostać całkowicie bezstronnym czy obiektywnym niemniej jednak przyznam się, że jeśli nawet nie do końca to szczerze to rozumiem. Sama bowiem gdyby przyszło mi pisać o ulubionym autorze nie wiem czy zachowałabym całkowitą surowość obiektywizmu. Szczerze w to wątpię :)

Jak wspomniałam gros treści co jasne stanowi życie Lema jako autora. Poznajemy więc kolejność powstałych książek, wątpliwości, które targały samym Lemem. Próby mniej bądź bardziej udane. Jak również to jak żyło się Lemowi nie tylko jako autorowi ale po prostu człowiekowi, mężowi, przyjacielowi, wreszcie - ojcu . Chociaż ojcem Stanisław Lem stał się nawet później niż jego własny ojciec. Zdaje się, że przed tą rolą w życiu miał Stanisław Lem najwięcej obaw (czy to nie znamienne dla wielkich talentów?) niemniej jednak szczęśliwie jednak Barbara i Stanisław Lemowie syna Tomasza się doczekali. 

Mnie samą ten aspekt biografii Lema zainteresował najbardziej, właśnie Lema jako ojca. 
Ale również Lema nie tylko jako futurologa czy pisarza ale Lema w roli filozofa czywręcz prognostyka przewidującego chociażby to co stanie się z internetem.

Według mnie "Lem. Życie nie z tej ziemi" to solidnie napisana biografia, która na pewno ucieszy miłośników książek autora. 

Moja ocena to 5 / 5.

...naszego wyjazdu w sielskie okoliczności wsi warmińskiej zmarła Wanda Chotomska. O tej stracie napisało wiele osób, ja sama się zaliczam do osób, dla których wraz z odejściem pani Wandy Chotomskiej "coś się skończyło" i wiem, co tu teraz przeczytam "zostały wiersze, opowiadania, teksty dla dzieci". Owszem, zostały i bardzo dobrze bo to literatura dla dzieci lotów najwyższych. Ale smutek, że jakiś rozdział kolejny mojego dzieciństwa został zamknięty - pozostanie.

Dzisiaj jest Pogrzeb pani Chotomskiej a ja przypomnę jeden z Jej tekstów, który uwielbiałam w dzieciństwie. Czytałam go w formie książeczki z serii "Poczytaj mi, mamo!". Dopiero parę lat temu odnowiłam go sobie za sprawą Naszej Księgarni, która wydaje książeczki z owej wspaniałej serii w swoich kolejnych "Księgach". A tekstem jest "Mój piękny złoty koń". Po jego przypomnieniu podczas czytania go Jasiowi poleciały ( u mnie, oczywiście) łzy. 

Jako dziecko nie postrzegałam tej opowieści tak jak postrzegam ją teraz. Jako piękną i wzruszającą opowieść o ...stracie, o odchodzeniu. Jako dziecko nie miałam świadomości tego co teraz. Wtedy byłam przekonana, że czterolatek jeszcze kiedyś spotka swojego Złotego Konia. Dzisiaj, te trzydzieści parę lat później już tej pewności nie mam... Napisać dla dziecka coś tak pięknego, co zachwyca i dziecko i dorosłego. To właśnie umiejętność, wielki talent nie dany każdemu. 

Pani Wando, dziękuję za to wszystko co dzięki Pani otrzymałam w dzieciństwie. Wiem, jestem o tym przekonana, że to również dzięki Pani tak kocham książki.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...