Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.

podróże

czwartek, 23 sierpnia 2018

...opisując kolejne książki (warte opisania i polecenia) zapomniałam skrobnąć coś niecoś na temat wakacji. Ponieważ, jak żartujemy (trochę a trochę nie) najprawdopodobniej dopóki dziecko będzie chciało z nami jeździć na wakacje , miejscówkę na wsi warmińskiej sielskiej mamy "zaklepaną" , więc szósty raz z rzędu wylądowaliśmy w tejże miejscówce. 

Tym razem było też fajnie pod kątem towarzyskim, jak w czerwcu, kiedy byliśmy z naszymi przyjaciółmi i ich dziećmi. Teraz poznaliśmy pewną fajną rodzinę z Poznania, z dziewięcioletnią córką, z którą Jaś bardzo się zaprzyjaźnił więc dni upływały nam miło. Rodzice dziewczynki też bardzo sympatyczni, szkoda, że właśnie, nie z Warszawy bo sądzę, że spotykalibyśmy się na sportach rozmaitych bo nasze dzieci miały tę cechę wspólną, że sporty wszelakie je kusiły i nęciły. Ja z K. mamą dziewczynki, z chęcią rozmawiałam o książkach. Niby nie mam problemu kiedy ktoś nie lubi czytać tak jak ja, bo zawsze jest o czym porozmawiać ale nie ukrywajmy, że dla odmiany miło jest też jak raz naprawdę mogę z kimś o książkach porozmawiać. 

Pogoda była wprost śródziemnomorska i doceniałam to, że te skrajne upały tak męczące w mieście, mogłam znosić siedząc na leżaku w cieniu sporych jabłonek. 

Jaś polubił basen, i po powrocie do Warszawy zaczął pływać, co nas bardzo cieszy. Woda to żywioł , to wie większość z nas i nie można jej lekceważyć. I zawsze lepiej jest umieć pływać niż nie. 

wtorek, 05 czerwca 2018

...dla nas samych chyba przede wszystkim, zdecydowaliśmy się wykorzystać jeszcze jeden długo weekend i pojechać do naszego ulubionego miejsca na warmińskiej wsi. Tym razem były dodaktowe atrakcje bo zjechali też nasi przyjaciele z dziećmi, dodatkowo były i inne rodziny z dziećmi, więc było gwarno i bardzo przyjemnie. Ja cieszyłam się z czasu spędzonego z Jasiem i P. ale również właśnie z przyjaciółmi. W ciągu roku ciągle coś się dzieje, żyjemy w pośpiechu, bywa, że z różnych powodów spotkanie się odwołuje a tu udało się spędzić niemal cztery dni , niespieszne. Były wieczorne długie Polaków rozmowy, wspólne lody i wycieczka na wieżę reszelskiego zamku jak również spacer w reszelskim parku położonym pod zamkiem. 
Cieszę się. Do tego, nie ukrywajmy, pogoda rozpieściła, było słonecznie i ciepło, można było zaszyć się w cieniu jabłonek na leżaku bądź jak niektórzy , uciąć sobie drzemkę na hamaku. Tak czy inaczej, miło spędziliśmy czas. 

Nie czytałam niemal nic bo zwyczajowo na wakacjach czytam o wiele mniej i wcale tego nie żałuję. Kiedy wzięłam czytnik na leżak, okazało się, że wolałam siąść przy stole z Jasiem, P, i częścią rodziny przyjaciół i pogadać na różne tematy od ludków i aut pożarnych rysowanych przez najmłodszych po kwestie innego rodzaju. Dobrze jest móc odpocząć i naładować akumulatory. 

Szkoda tylko, że po powrocie nie zastałam w skrzynce awiza na książkę, którą wygrałam przeszło dwa tygodnie temu i co do której wciąż żywiłam nadzieję, że uda mi się ją wygrać. Niestety, wysłana zwykłym listem, zaginęła, sądzę, że dwa tygodnie to dość aby się doczłapała , zwłaszcza, że pozostałe osoby, które książki wygrały, swoje nagrody już dawno otrzymały. Od pewnego czasu znów mamy problemy z naszą pocztą, odpowiedź z instytucji raczej jaka była, każdy może się domyślać. Podsumowując, kiedy ktoś wysyła mi wygraną, nie mam możliwości sugerować mu czym i w jaki sposób wyśle przesyłkę bo zwyczajnie, to nieelegancko, jednak wracamy do niestety, dawnego zwyczaju, że docierały do mnie jedynie wysłane poleconą pocztą przesyłki :( 

środa, 09 maja 2018

...a na pewno zrobił to Jaś. Majówkę w tym roku, podobnie jak zeszłoroczną, spędziliśmy w naszej miejscówce na wsi sielskiej warmińskiej, którą to miejscówkę zupełnie przypadkowo znalazł P. szukając czegoś w roku 2016 po tych nieudanych pierwszych wakacjach, które miały być wakacjami, a które wakacjami nie były. Od tego czasu Jaś tak się zakochał w tym miejscu z dobrym klimatem, że nie chce jeździć nigdzie indziej. Tak więc ten wyjazd był już czwarty :) 
Odpoczęliśmy. Pogoda, odwrotnie niż w zeszłym roku, postanowiła nas rozpieścić. I chociaż pierwsze prognozy na weekend świąteczny były raczej niezbyt optymistyczne, na miejscu okazało się, że jest super. Praktycznie cały czas było słonecznie i ciepło, w sumie to tak, jak w zeszłym roku gdy byliśmy tam latem. Jaś wybawił się z wszystkimi psami i kotami, miał nawet przez chwilę towarzystwo. Oczywiście tradycyjnie wieczorem zbierał jaja w kurniku i okolicy (nie wiedziałam, jaką pomysłowością cechują się kury w przypadku znoszenia swoich jaj). 

W tle klekot bocianów, klangor żurawi. Na spacerach po okolicy słyszane kukające jak oszalałe kukułki (pewnie właściwie jedna lub dwie:) ), trznadle, skowronki, słowiki ! Najlepszy był ten z koncertem dawanym w środku dnia parku pod zamkiem w Reszlu. Widzieliśmy nawet ptaka drapieżnego, najprawdopodobniej błotniaka stawowego, który , ekhm, cóż, niósł młodym przekąskę w postaci żaby (nie ma to jak dobry zoom w aparacie). 


Może ktoś z Was 3 maja wspomniał o naszej małej Emilce, Księżniczce Snu, która gdyby żyła, wtedy właśnie świętowałaby swoje siódme urodziny. Nie chce mi się wierzyć, że ten czas biegnie tak szybko, pamiętam ten dzień doskonale a to już minęło tak długo. 

Jednym słowem jeśli odnieść się do tego co zwykła mawiać moja Ciocia, czyli "każdy ma taki urlop, na jaki sobie zasłużył" to wychodzi na to, że zasłużyliśmy sobie na niego bardzo.

Mam nadzieję, że i Wasza majówka minęła przyjemnie. 

wtorek, 02 maja 2017

Po raz pierwszy od bardzo dawna zdecydowaliśmy się na majówkę. Z racji raczej wiadomego, jutro szóste urodziny Emilki.

Ale Jaś już od sierpniowego powrotu z warmińskiej, sielskiej wsi, ciągle dopytywał się kiedy tu wrócimy. I oto jesteśmy. 

Na pewno terapeutyczne działanie bycia z najbliższymi i bliskość psów  ( czterech szczeniaków), kotów i ptactwa czyni tę kolejną rocznicę nieco łatwiejszą. 

Szczęśliwie poprawiła się pogoda więc piszę to siedząc na dworze. Na stole leży kot (czarno biały) , na krześle obok siedzi tricolorka.  Naprzeciw mnie Mąż a Syn z "ciocią" podlewają rośliny. Ostatnio zdaje się, że pomidory. 

Miłej majówki dla nas wszystkich życzę. 

piątek, 19 sierpnia 2016

...parę słów o wakacjach. Żeby nie było, że tylko się zaszyliśmy w wiejską głuszę (co wcale nie było takie złe ale czasem trzeba był się ruszyć:)) to coś tam przy okazji pooglądaliśmy. Niewiele bo Jasiek wolał wracać do zabawy ale zawsze coś. I tak byliśmy w Reszlu gdzie bardzo nam się podobało wejście na wieżę Zamku w Reszlu, z której to wieży rozciąga się piękna panorama miasta. Polecam też przy okazji kawiarenkę o nazwie "Kafejka", bardzo pyszny torcik bezowy z malinami tam mają, mniam :) W Reszlu świetna jest też krótka ale widowiskowa wyprawa, a raczej spacer, miejskim parkiem. Należy znaleźć Most Gotycki i tam jest wejście do parku a wchodząc zdaje się, że nagle człowiek znalazł się w górach. Idzie się bowiem wąwozem wzdłuż wartkiej rzeki Sajny. Bardzo polecam taki krótki spacer.
W Kętrzynie również obejrzeliśmy wystawę na Zamku, jak również zrobiliśmy zakupy w galerii rękodzieła mieszczącej się na zamkowym dziedzińcu a wystawiającej przedmioty wyrabiane ręcznie przez osoby ze Stowarzyszenia Konik Mazurski http://www.konikmazurski.pl/ 
O tej galerii wiedziałam od znajomej i kiedy teraz postanowiliśmy pojechać tu, gdzie byliśmy, podpytałam Ją jeszcze o namiar na galerię i nie żałuję bo bardzo ładne przedmioty tam są i nie drogie a fajne bo polskie a nie chińskie, pamiątki można przywieźć sobie i bliskim.
A w ogóle to pierwsze zakupy na wyjeździe jakie w ogóle zrobiliśmy to w ...księgarni w Kętrzynie:) Niespodzianka, prawda?  
Byliśmy też na chwilę w Mrągowie, gdzie tradycyjnie przeszliśmy się nad Czos i popodziwialiśmy to, co teraz na topie podobno i modne czyli ten Flyboard, o którym najpierw usłyszałam w Lecie z Radiem, a potem zobaczyłam nie wiedząc początkowo, że to to, w Mrągowie właśnie.
Jeszcze nawiedziliśmy Park Rozrywki Mazurolandia ale szczerze, to najmniej nam się podobało. Sama idea miniatur zabytków okolicy mazurskiej bardzo fajna i rycerski kącik, ale w sumie uważam, że cena jest nieco niewspółmierna do tego, co się otrzymuje tak więc nie pojechałabym tam już więcej.

 

wtorek, 16 sierpnia 2016

...jeśli nie z raju to z jego przedpokoju :)

Powiem a raczej napiszę tak, pierwszy raz chyba zdarzyło się, że to co zastaliśmy okazało się o wiele lepsze niż to, czego się spodziewaliśmy po zdjęciach oglądanych wcześniej w internecie i opiniach o tym miejscu czytanych.
Albowiem, jak mówi nie stare przysłowie pszczół , a moje własne, serdeczności i domowej atmosfery, nie odda się na żadnym, nawet najpiękniejszym zdjęciu. To trzeba przeżyć.
Porzuciliśmy hotele i resorty na rzecz pensjonatu, i to okazała się świetna decyzja. Albowiem czuliśmy się tam nie gośćmi hotelowymi co gośćmi ale przyjaciółmi domu.

Gospodarze i ich pracownicy, którzy są ze sobą na zasadzie mocno przyjacielskiej związani, robią wszystko aby zamieszkujący u nich goście czuli się jak najlepiej. I nie ma różnicy czy gość jest na jedną noc (a bywali tacy, "w drodze") czy na więcej, jak my. 

Objadaliśmy się nieprzytomnie ale też jest to zasługa pani E., która swoją kuchnią z palcem nie wiem gdzie (pani gotująca to raczej nie powinna w nosie :) ) wygrałaby wszystkie konkursy z mistrzami kulinarnymi w tytułach.
Objadaliśmy się też bo pierwszy raz od dawna serwowano nam naprawdę domowe jedzenie w dwustu procentach. Kury znoszą tam jaja, warzywa są albo z ich ogrodu albo z ogrodów pracowników. Możesz sobie urwać ogórka lub pomidora jeśli masz na to chęć i nikt ci tego nie wyliczy.

Jasiek, o czym wspominałam w pierwszym wpisie o wakacjach, wdrożył się w życie wiejskiego gospodarza i dylał z właścicielką po jaja wieczorem. Super było Go obserwować gdy pewnym ruchem sięgał po latarkę, którą zabierali aby odkryć jaja poukrywane w najrozmaitszych miejscach.

Miejscówka znaleziona nieco przypadkiem przez P. po tym nieudanym wyjeździe czerwcowym okazała się zadośćuczynieniem i dodatkowo, zyskaliśmy kawałek "swojego miejsca na ziemi", do którego , to wiemy wszyscy, chcemy powrócić na pewno. Zrealizowałam swoje do tej pory niespełnione ale już od teraz tak, marzenie o wakacjach na prawdziwej wsi. Wiem,wiem, że są osoby, które taki wyjazd nie za granicę a na polską wieś, uznałyby za nudny ale jak to dobrze, że dla każdego jest możliwość tego, co mu sprawia przyjemność, dzięki temu w miejscach takich ja to, w którym byliśmy, nie ma (jeszcze, jak się obawiam!), tłoku.

Stali czytelnicy mojego blogu wiedzą jak czytałam i zachwycałam się "Siedliskiem", książką napisaną przez Janusza Majewskiego na podstawie scenariusza to serialu pod tym samym tytułem. Potem zachwycił mnie i serial. 
I po tym wyjeździe wiem jedno, tak, jak marzyłam, czytając i oglądając wtedy, znalazłam "moje" Siedlisko... 

sobota, 06 sierpnia 2016

...z Warmii, z wakacji, które w dzieciństwie stanowiły moje niespełnione wówczas marzenie,czyli wakacji na wsi.

Mamy tu u gospodarzy pełen zwierzyniec bo i drób wszelakiej odmiany jak kury, koguty, perliczki, indyczki, gęsi, pawie ale i niezliczoną ilość kotów i  cztery psiaki,które wzięte że schroniska, nareszcie wiedzą co to znaczy mieć prawdziwy dom...Wreszcie wiem co znaczy ta psia radość na widok powracającego człowieka. 

Na terenie posiadłości rosną stare odmiany jabłoni a w tle jest gniazdo bocianie i obecnie dwójka młodych szykuje się do odlotu a rodzice odwiedzają młodzież regularnie. Pierwszy raz mam choć na chwilę "własne" bociany. 

Jak do tego dodam serdeczność i gościnność gospodarzy objawiającą się na przykład w częstowaniu nalewką domowej roboty a także fakt, że Jaś znalazł w  osobie prawie sześcioletniej siostrzenicy gospodarza przyjaciółkę, z którą szaleją całe dnie jak również wypełniają poważne obowiązki jak wieczorne wybieranie jaj z kurnika, zrozumiecie dlaczego nie mam czasu na wiele poza życiem wiejskim :)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

...prognozą czy raczej znakiem jest dla mnie mającej nadzieję na to, że Janeczek też będzie lubił książki i lubił czytać w przyszłości, jest fakt, że pierwszym odwiedzonym przez Niego muzeum była Leśniczówka Pranie ;) Miejsce związane, wiadomo, z Gałczyńskim , tego na pewno nie muszę Wam pisać. 
Co prawda zwiedził to miejsce (sam budynek, bo okolicę dłużej) w tempie dość ekspresowym ale według mnie się liczy. 
A z otoczenia najbardziej Janeczkowi spodobał się umiejscowiony obok budynku pomnik poety.

Leśniczówka Pranie to takie nasze prywatne, obowiązkowe miejsce odwiedzin przy każdej okazji gdy jesteśmy w tamtych stronach.
Jakaś taka dobra energia w tym miejscu panuje ;) No i położenie przepiękne, w samym sercu Puszczy Piskiej.  

 

wtorek, 26 sierpnia 2014

...to głównie ubranka i rzeczy dla Janeczka :)
Widać tak to już jest, że jak się zostaje rodzicem to się obkupuje małoletniego a może my tak mamy, tak czy siak, udało się nam kupić Mu parę naprawdę fajnych ubrań. W Mikołajkach odkryliśmy sklep firmowy Wójcika, firmy, której ubrania dla dzieci naprawdę lubimy i Janeczek, co najważniejsze, też. Była wyprzedaż , z której skorzystaliśmy. W Mrągowie też kolejny sklep dla dzieci i tam udało się nabyć spodnie i bluzę dresową w korzystnej cenie. Z kolei w mrągowskiej drogerii, która miała nie dość, że świetne ceny to i rewelacyjne zaopatrzenie (lepsze niż dwie sieciówki drogeryjne u nas na Kabatach razem wzięte) kupiliśmy Mu piłkę i kredę w super cenie(tak, w drogerii, cóż teraz właściwie oprócz kosmetyków w tego typu miejscach są jeszcze i innego rodzaju towary).

Ja kupiłam sobie sowę z bursztynu (ci, co wiedzą to wiedzą, że uwielbiam sowy, ci co nie wiedzą, to już wiedzą:) i zawieszkę ręcznie wykonaną przez babeczkę sprzedającą swoje dobra w Mikołajkach (z modeliny chyba albo jakowejś masy, nawet nie spytałam w sumie, szkoda) w kształcie groszku (strączku z ziarenkami), z przyczyn osobistych. Ci, co wiedzą o co chodzi, to wiedzą, ci, co nie, to się tym razem nie dowiedzą. 

A same wakacje bardzo udane chociaż nie siedliśmy na pupach, że się tak wyrażę, na pewno nie ma mowy o tym, że ktoś z nas leżał i wypoczywał :) Przy dwulatku najwyraźniej tak jest.
Praktycznie nie czytałam na wyjeździe nic, nawet pism zaległych, które miałam nadzieję, że znajdzie się chwila na nadrobienie lektury. 

Byliśmy w hotelu niedaleko Mikołajek, który miał nieco za mało udogodnień dla najmłodszych (zdecydowanie nasz ulubiony karwieński pensjonat pod tym kątem lepiej się spisuje) ale nie było też najgorzej. Posiadał plac zabaw, który może właśnie dlatego, że nie miał za wiele atrakcji dla zupełnych maluszków, sprawił, że Janeczek podpatrując starsze dzieci rozwinął swoją motorykę w niesamowity sposób.
Plusem było to, że wzięliśmy domek, więc nie słychać żadnych sąsiadów i cisza, spokój. A wyżywienie na terenie hotelu, w dodatku, co na plus zawsze postrzegam, wzięli pod uwagę moją dietę eliminacyjną i spokojnie mogłam się tam stołować (a to dla mnie zawsze duży test na jakość danego miejsca).

Odwiedziliśmy ponownie znajome miejsca (jeździliśmy swego czasu bardzo dużo razy w tamte okolice i w sumie nic nowego tym razem nie odwiedziliśmy). Oprócz Mikołajek, które teraz przeszły naprawdę sporą rewitalizację i które w nowej odsłonie mnie się akurat bardzo podobają, oczywiście Mrągowo. Byliśmy też w Popielnie, w stacji badawczej PAN-u, gdzie jest hodowla Konika Polskiego a które to miejsce zrobiło na Janeczku wrażenie, bo jednego z koników mógł głaskać. Z Popielna też przywieźliśmy ubiorowy prezent dla Janeczka bo t-shirt oczywiście, bo jakżeby inaczej, z motywem Konika Polskiego z mamą. Do Popielna popłynęliśmy promem, co samo w sobie jest przyjemną atrakcją a i skraca drogę.

Byliśmy też w Wojnowie gdzie są dwie cerkwie. jedna współcześnie wciąż odwiedzana, druga to zmieniona w muzeum , a raczej nie cerkiew a klasztor Staroobrzędowców.

Są dwa miejsca, w które chciałabym pojechać ale już ze starszym Janeczkiem. Kadzidłowo , w którym niestety, ale nie da się poruszać z dziecięciem w tym wieku (a już z wózkowym to w ogóle sobie nie wyobrażam) i Kosewo, w którym też jest stacja badawcza PAN-u i do której nawet dotarliśmy. Podobnie jak w Popielnie są tam trasy, z przewodnikiem (w Popielnie odwiedza się nie tylko Koniki Polskie). Jednak względy praktyczne i tradycyjnie już na wakacjach przesunięta na wcześniejszą godzinę drzemka Janeczka sprawiła, że tę przyjemność zostawimy sobie na przyszłość, jak już chłopak będzie miał z tego naprawdę przyjemność.

Pogoda, cóż, była ok chociaż, zgodnie z tym, co powiedziałam do mojej narzekającej na upały ciągnące się przez koniec czerwca i lipiec, Mamy, oczywiście upały skończyły się prawie zaraz jak dojechaliśmy na wakacje. W mieście taka pogoda uciążliwa, nad wodą nie, więc może szkoda, że trochę cieplej nie było, tym bardziej, że pamiętamy z P. sierpnie (chociażby ten sprzed trzech lat gdy odwiedziliśmy Kotlinę Kłodzką) gdy było bardzo gorąco właśnie w końcówce miesiąca.

Teraz pozostaje wdrożyć się w tak zwaną codzienność.

ps. dopiero dziś uświadomiłam sobie, że wymieniając miejsca, w których byliśmy, zapomniałam o jednym z naszych ulubionych przecież, czyli Leśniczówce Pranie :)

niedziela, 16 czerwca 2013

...jak to omówiliśmy na wyjeździe, im mniej oczekiwań, tym lepsze realia i tak właśnie się stało. Jechałam bez oczekiwań, że to, że tamto, bez spinki i napinki, że muszę, że trzeba, że wypada.

Było wspaniale i jestem szczęśliwa, że te pierwsze wspólne wakacje z Janeczkiem były takie właśnie i że akurat nad morzem, nad którym sama w dzieciństwie spędziłam najpiękniejsze urlopowe chwile. To był dobry czas pełen czasu dla siebie wzajemnie, dla Syna, dla Przyjaciół, dla rozpieszczenia swoich potrzeb a propos wypoczynku tak jak się chce a nie tak, jak być może ktoś inny to sobie wyobraża.

To był dobry czas naładowania się pozytywną energią, czerpaną od kontaktu z Najbliższymi, Przyjaciółmi. To był też czas spotkania w drodze powrotnej z wstyd przyznać aż jak daaawno nie widzianą Rodziną i te ponad dwie godziny wspólnego obiad, takiego rodzinnego, ciepłego, pełnego śmiechu i dobrych wspominek, to też naładowało mnie niezwykle pozytywnie. Zapomniałam już jak u Wujków zawsze jest ciepło, serdecznie i jak Ciocia zagarnia w to ciepło wszystkich bez wyjątku powodując, że nikt, nawet największy mruk czy ponurak nie jest w stanie temu ciepłu się oprzeć.

Pogoda nad morze dopisała REWELACYJNIE. Naprawdę, lepszej nie mogłam sobie wymarzyć. Prosiłam jedynie o brak deszczu i niekoniecznie nawet upały, dostałam dwa przecudnej urody tygodnie. 
Publicznie ogłaszam, że powszechne narzekania na pogodę nad Bałtykiem są nadmiernie przesadzone. I spełniło się to, co mówi moja Przyjaciółka a mianowicie, jak jechać nad polskie morze to POZA sezonem, a dwa, na mapach pogody zawsze pogoda nad Bałtykiem jest gorsza niż jak tam siedzisz i odczuwasz na własnej skórze.

Karwia ma przepiękną plażę, piękny las do spacerów i świetne (ach Kabaty, możecie sobie o tym pomarzyć) chodniki z podjazdami dla wózków dla dzieci czy osób niepełnosprawnych, które tam widzieliśmy.

Moja Świętej Pamięci Ciocia Jagoda mawiała (całkiem serio) "każdy ma taki urlop na jaki sobie zasłużył". Nasza Trójka zasłużyła sobie najwyraźniej na wspaniały wspólny czas.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
| < Wrzesień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...