Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.

filozofuję

wtorek, 07 listopada 2017

...co pomaga a nie w rozwinięciu się przyjaźni w wieku starszym. Nie jako staruszkowie ale w kontekście osób już w takim wieku, że nie zaprzyjaźniamy się w przedszkolu czy na placu zabaw z tak zwaną "czystą kartą". Ale już mając ten konkretny bagaż doświadczeń, ukształtowany światopogląd i przyzwyczajenia. Co pomaga a nie? Ile jesteśmy w stanie przyjąć nawet jeśli nie dzielimy poglądu na dany temat a gdzie coś nie zagra bo właśnie nie potrafimy się już "nagiąć"? Jak (powiedzmy procentowo) dużo musi nas z daną osobą łączyć a jak dużo dzielić? Czy łatwo jest nawiązać więź silniejszą niż tylko znajomość? Mam nadzieję, że tak...

środa, 18 października 2017

...pomyślałam, że muszę (nie, nie uduszę się szczęśliwie) coś napisać po tym jak odkryłam, że mi się w głowie kłębi więcej myśli niż sądziłam, że będzie po akcji sprzed dwóch dni, otagowanej na Fb #MeToo.

Nie będę wnikać w szczegóły, większość z nas wie o co chodzi. W sumie to chyba nie wiem co zmartwiło mnie bardziej podczas tej akcji. Ilość wyznań, które usłyszałam czy niektóre (podkreślam, niektóre) reakcje na nie. Niestety, głównie panów aczkolwiek aby sprawiedliwości stało się zadość, chcę powiedzieć, że doszły mnie słuchy o niezrozumieniu tej akcji przez kobiety również. 

Mnie najbardziej wkurzyła, zirytowała w ogóle opcja, która się ujawniła jako pierwsza, a mianowicie bucowate heheszki z tematu. Więc najpierw żarty , że hehe, panie, ale o co chodzi, ktoś tak kiedyś klepnął, a tu zaraz wielkie halo. Potem hehe, panie, a kto by ją tknął, widzimy wszyscy jak wygląda? Potem lawinowo , było mniej heheszkowato ale nie mniej głupio czy okrutnie. Doszło do tego, że kobiety, które stwierdziły, że ich szczęśliwie temat nie dotyczy, zostały przez niektórych oskarżone o to, że jak to , to chwalą się aby dać kopa tym, które to spotkało. No, ręce opadają.

Powiem uczciwie, w pierwszej chwili pomyślałam sobie tak "jakie to szczęście, że mnie to w żadnym stopniu nie spotkało". A potem przyszła świadomość, że niestety ale #MeToo. Owszem, szczęśliwie nigdy w tej najgorszej formie ale nie mogę powiedzieć, że nie, że w żadnej. 
Okazuje się po prostu, że umysł ludzki szczęśliwie najprawdopodobniej, ma tę siłę i moc, że spycha niektóre wspomnienia (traumatyczne ) gdzieś w głąb aby codziennie się tym nie katować. 
Nagle podczas tego gdy czytałam wpisy u różnych osób (szczęśliwie te z kocopałami osoby zostawały banowane a ja w swoim gronie znajomych mam po prostu mądrych ludzi) zaczęłam słyszeć "klik, klik" i otwierały się kolejne szufladki wspomnień.
Jesień, złota polska, dookoła złoto czerwone liście, środek dnia ale tak bardziej "po pracy", idziemy z koleżanką, mamy wczesne naście lat, nagle podjeżdża do nas facet na rowerze. Coś mówi. Pierwotnie nie słyszymy co a myślimy jedynie, że chce spytać o godzinę. Naiwne. Chwilę potem truchtamy coraz prędzej , on zaczyna nas obrzucać coraz gorszymi zdaniami, a my po prostu okropnie ale to okropnie się boimy słysząc to, co słyszymy. Pamiętam do dziś, że jak rzadko, na trasie do domu niemal nikogo nie było. Nagle, co za ulga, widzę człapiącą z ciężkimi siatami (przypominam, to końcówka PRL-u, wystawało się wtedy najgłupsze produkty) panią. Pani żadna to piękność, żadna superwoman  lekko zaniedbana nawet powiedziałabym ale dla mnie na zawsze będzie ona uosobieniem Super Woman. Do dziś pamiętam jak podchodzimy do niej i mówimy, że "ten pan..." i potem nagle słyszę krzyk!!! Jej krzyk!!! Matko, nikt chyba potem nigdy nie krzyczał tak w mojej obronie. Miałam ochotę rzucić się i całować ją po stopach. Ta kobieta wykrzyczała mu takie rzeczy jakie mi do głowy nie przyszłyby (byłam wtedy grzecznym dzieckiem) ale dzięki temu facio w trymiga odjechał w siną dal. A kobieta była na tyle wspaniała, że odprowadziła nas do mojego bloku i poczekała aż wejdziemy SAME do windy. Po P. przyszła potem wydzwoniona mama. A ja przez kilka następnych lat BAŁAM SIĘ widoku mężczyzn na rowerach. 

Czytałam wczoraj lekceważenie ekshibicjonistów, że to nieszkodliwi dewianci i że ich wymachiwanie przyrodzeniem właściwie żadnym molestowaniem nie jest. No więc NIE. Właśnie, że JEST. Dziwnym trafem nie słyszałam o idiotach machających przyrodzeniem w bo ja wiem w okolicy siłowni, z której wychodzą napakowani i wypełnieni testosteronem siłacze a dotyczy to wymachiwanie niestety, kobiet czy dziewczynek. I niestety, jeden taki machacz musiał się pojawić przy moim liceum w dniu ustnej matury. I niestety ale wpłynęło to na mój nastrój, wcale nie ubawiło jak niektórych, a zirytowało, zdenerwowało i osobiście uważam, że miało wpływ na moją odpowiedź. No ale wyczytałam wczoraj, że to nieszkodliwe świry. No, nie wiem. Na resztę egzaminów poprosiłam wtedy ówczesnego chłopaka aby mnie przyprowadzał do szkoły. 

I ostatnia rzecz, jaka mi się przydarzyła. Na kwestii netowej. Ongiś byłam w takim miejscu , w którym spotykały się osoby podróżujące. Pamiętam kiedy dostałam jedną obleśną, obrzydliwą wiadomość od jednego d...a. Oczywiście, że zgłosiłam to wtedy do administratora. Pojęcia w sumie nie mam co potem dalej się działo, obawiam się, że w sumie nic. Ja gościa zablokowałam ale to również forma obrzydliwa , która formą molestowania jakby nie było jest.

Wczoraj jedna osoba (Olu, mówię o Tobie) napisała u mnie w komentarzu bardzo mądrą rzecz. Że dlaczego to pisze się, że ktoś "zawstydził" ofiarę , że to ofiarę "zhańbił" a może powinno się napisać, że to on "zrobił z siebie zwierzę, zhańbił się" itd... Może faktycznie dobrze byłoby również w tej kwestii zmienić proporcje słów w stosunku do ofiary i sprawcy?

Tak, mam to wielkie szczęście, że na swojej drodze natknęłam się na (głupie określenie ale na razie inne do głowy mi nie przychodzi) ligthowe wersje tego o czym się mówi od kilku dni za sprawą wybuchu afery w USA. Tak, za szczęście to uważam. Natomiast chciałam po prostu ubrać w słowa to co siedzi mi z głowie. Że martwi mnie heheszkowanie i lekceważenie skali i szerokości problemu. I to, że do poniedziałku sądziłam, że 'MeToo" mnie nie dotyczy w żadnym stopniu. 
A jednak na swój sposób, niestety, niestety ! dotyczy.
I tak jeszcze dopiszę, że duża praca dla nas, rodziców. Tak wychować dzieci aby nie bały się mówić "nie" i aby nie myślały, że tego typu sprawy to temat dla heheszków. 

 

wtorek, 04 lipca 2017

...kupowało się kasety (tak, to pamiętają dinozaury) a jeszcze potem płyty. Teraz muzyki słuchamy z kanałów? strumieni? wiemy o co chodzi. Subskrybujemy, płacimy, mamy w domu muzykę legalnie. I wszystko fajnie. ALE. Ten pęd do techniki i nowoczesności, pozbawił nas, co sobie jakoś dzisiaj niesamowicie silnie uświadomiłam, gdy P. "odpalił" muzykę Sam Philips, możliwości podarowania komuś prezentu w postaci płyty. Do dziś pamiętam jaką wielką radość sprawiła mi płyta Sam Philips właśnie, przysłana mi z Londynu przez Monoli...To samo z filmami zresztą, kiedyś kupowaliśmy sobie płyty z filmem jako prezenty i w ten sposób płacąc za "usługi strumieniowe" czy jak to się zwie, pozbawiliśmy się poniekąd możliwości podarowania sobie wymarzonej przez drugą osobę płyty czy filmu. Po co komu płyta skoro ma ją zapłaconą i może odsłuchać kiedy chce? 
Ech, to sobie pomarudziłam. 

niedziela, 11 czerwca 2017

...od kiedy, według Was, kobieta lub mężczyzna (w tym przypadku skupię się bardziej na kobiecie chociaż chętnie usłyszę opcje i od panów na temat kobiet i mężczyzn) wkracza w tak zwany "dojrzały wiek"?
Bo to, co każdy z nas ma na myśli pisząc "wiek dojrzały" to zapewne pomysł na zupełnie nowy post chociaż wypowiedzi w tej kwestii również mile widziane. 

poniedziałek, 22 maja 2017

...smutno dzisiaj zrobiło mi się po wiadomości o Odejściu Pana Zbigniewa Wodeckiego :(
Chyba wszyscy z mojego pokolenia znaliśmy Go "od zawsze", przecież świetnie zaśpiewana (jak do poważnego odbiorcy a nie trutututu tralala dzieciaczki) "Pszczółka Maja" to niemal manifest naszego pokolenia.

Moje ukochane piosenki to duet ze Zdzisławą Sośnicką "Z tobą chcę oglądać świat" i bardzo przejmująca "Szczęście jest we mnie" (polecam, polecam wczytanie się w tekst tej piosenki i odsłuchanie pięknej interpretacji pana Zbigniewa). Ale i o wiele , wiele więcej. 

Odchodzą ci najlepsi. Artyści. Przez "A". 

Wielkie wyrazy Współczucia dla Rodziny Pana Zbigniewa.

O tym, że był naprawdę dobrym, nie wplątanym w głupie swary i polityczkę człowiekiem świadczy fakt, że odkąd się dowiedziałam o Jego śmierci i czytam komentarze nie przeczytałam ani jednego złego czy brzydkiego na Jego temat...

Śpiewa tam na górze, a tu zostały płyty i możliwość odsłuchania ale dla mnie coś się jednak skończyło. Do zobaczenia, Panie Zbigniewie. 

niedziela, 01 maja 2016

...ludzie mogą nie rozumieć kiedy życzę im czy to w prywatnych wiadomościach czy tu "spokojnego" dnia, tygodnia, weekendu. 
Cóż, życie mnie tego życzenia nauczyło i uczy dalej. A dla mnie "spokojny" tydzień czy dzień nie oznacza nudnego ale właśnie spokojnego. Bez złego telefonu (one wcale nie są nocą , nie, ten najgorszy był dwa razy rano), bez wyników badania z otwartej koperty, które oznacza to najgorsze, bez choroby nagłej czy wypadku. Może brzmi to dziwnie ale cóż, taka jestem i już i już się na pewno nie zmienię, za dorosła jestem.
A wczoraj życie przeczołgało moje biedne nerwy ździebko na nowo ale na szczęście historia ta dotycząca kogoś mi Bliskiego z tak zwanym "dobrym zakończeniem" aczkolwiek po raz kolejny przypomniałam sobie dlaczego sobie i innym owego "spokoju" życzę.

A więc, życzę sobie i Wam spokojnego przedłużonego weekendu. Tym, którzy pracują po prostu spokojnej niedzieli ...

niedziela, 10 stycznia 2016

...Gra WOŚP. Z roku na rok coraz bardziej opluwana i atakowana, co mnie osobiście przybija z roku na rok coraz bardziej chyba. 
A my z P. zawsze sercem z tym przedsięwzięciem byliśmy i będziemy. I najpierw byliśmy nie wiedząc, co przyniesie nam przyszłość a teraz będziemy bo wiemy jak bardzo to ważne. Bo tak, pięć prawie lat już temu odwiedzając Emilkę na OIOMIE CZD wpatrywaliśmy się w urządzenia, którymi była otoczona, a które to oblepione były czerwonymi serduszkami WOŚP. I tak, odczuwam świadomość, że oprócz ogromnej wtedy determinacji lekarzy, dwa tygodnie mojej Córki zawdzięczamy również temu sprzętowi. Tak, dwa tygodnie tego, gdy mogliśmy na Nią patrzeć i mieć Ją.
Na szczęście, generalnie ja otoczona jestem tymi, którzy WOŚP z serca gorącego wspierają. Piszę, na szczęście, bo osoby, które rzucają na tę akcję kalumnię nie dość, że przynoszą bardzo złe emocje do życia innych, a tego na pewno nikt nie potrzebuje a już na pewno nie ja, po moich przejściach życiowych, a po drugie, dodatkowo byłoby to dokładanie zła do moich doświadczeń, bo jakby oznaczało "życie Twojej Córki , te dwa darowane tygodnie, NIC nie były warte, ważniejsza przecież jest chora ideologia i zakłamanie".

Tak, kierują mną emocje, bo jak piszę, tak, byłam na OIOMIE dziecięcym, tak, widziałam ILE sprzętu ufundowanego przez WOŚP się tam znajduje i jak wymiernie, RATUJE życie dzieciom. A podobno walczymy o każde życie, skoro o to nienarodzone, to o to narodzone ale potrzebujące pomocy i szansy na życie chyba też czy też może bawimy się w jakąś chorą grę pod tytułem "wybieramy ważniejsze życie"?

Pamiętam w jakiś sposób trzy finały WOŚP. Ten pierwszy, który pamiętam jak przez mgłę bo wtedy ze znajomymi jeszcze nie wiedzieliśmy co i jak, o co w tym wszystkim chodzi. 
Ten z roku 1999 bo odbywał się w niedzielę tuż po tym jak P. mi się oświadczył. Kamera TVP (jakaż wtedy władza trzymała TVP, że tak pozytywnie i fajnie promowano wspólne pomaganie o dobre serce?) "złapała" mnie i P. na Starówce i "polecieliśmy" jako pierwszy tego dnia news w wieczornych "Wiadomościach" , tych o największej oglądalności i powiedzieliśmy "Dlaczego pomagamy" (wtedy nie wiedzieliśmy, że w 2011 roku ta pomoc okaże się poniekąd pomocą dla nas samych a racze, dla naszej Emilki).

I ten z 2012 roku, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem już w ciąży z Janeczkiem, a byłam. A my płaciliśmy ze świadomością jak to jest ważne. O tamtym finale napisałam tak , o w tym wpisie. 

Dziękuję wszystkim tym, którzy nie opluwają WOŚP i są zawsze z tą akcją. To również dzięki Wam w 2011 nasza córeczka Emilka żyła aż dwa tygodnie. Te dwa tygodnie, których nigdy nie zapomnimy i które są dla nas tak ważne.

A dla Jasia też się przysłużyliście ;) To przecież dzięki WOŚP mamy przesiewowe badanie słuchu noworodków. 
Nie napiszę Siema! , napiszę po prostu " Z serca Wam dziękuję".  

sobota, 14 listopada 2015

...swoje narzekanie wczorajsze na wczorajszy niby to pech związany z popsutym kranem :( W porównaniu z tym co wieczorem wydarzyło się w Paryżu to nie jest to żaden pech, nie zdarzyło się nic nieodwracalnego ...

Wczoraj wieczorem jeszcze moja znajoma z Paryża pytała na fejsie "jak wam minął piątek trzynastego"? a chwilę potem moja komórka pokazała mi wiadomości z BBC news o "strzelaninie" w centrum Paryża a jej samej ktoś polecił w komentarzu aby włączyła wiadomości w tv.

Nic więcej nie doczytawszy się poszliśmy spać a rano kiedy włączyłam komputer przybił mnie ogrom potworności tego, co miało miejsce, tego koszmarnego ataku terrorystycznego :( Przybił mnie ogrom nieszczęścia i ten brak poczucia bezpieczeństwa jakie tak naprawdę człowiekowi coraz częściej towarzyszy...
Trudno mi coś sensownego napisać, buzują we mnie emocje, kolejny raz niezgoda na to, że ktoś ogarnięty szaleńczą ideą po prostu idzie i odbiera komukolwiek innemu życie...znów myśli dla jak wielu osób wczoraj skończył się świat :( to jest to, o czym kilkakrotnie próbowałam tu na blogu napisać, czyli to, że trzeba naprawdę cieszyć się każdym dniem, każdym miłym słowem ze strony kogoś, każdym uśmiechem bo tak naprawdę nie znamy przyszłości...

Bardzo , bardzo jest mi smutno, bardzo jestem przygnębiona, że stało się to, co się stało...

piątek, 21 sierpnia 2015

...Uprzedzam tych, którzy takich nie lubią. No więc ten będzie, więc jak ktoś nie lubi to niech nie czyta.

Skończyłam czytać "Bazyliszka" Tomasza Konatkowskiego. Niestety, nie rzuciła mnie na kolana ale też i nie pomstuję na nią bardzo, ot, daję jej 4 na 6. Pomysł na zajęcie się tym konkretnym tematem, czyli werbowaniem do sekt i praniem mózgu ludziom uważam za nadzwyczaj trafny.

Albowiem jak się człowiek rozejrzy dookoła, to najwyraźniej niektórym mózgi faktycznie wyprano, czy to w sektach czy w innych miejscach. Jestem (co nie jest zapewne nowiną) wstrząśnięta tym, co wydarzyło się w Kamiennej Górze. Rodzicom zamordowanej w tak brutalny sposób dziewczynki baaaardzo , baaardzo współczuję, to są chwile, kiedy mogę napisać, że autentycznie brak mi słów. Wielka tragedia i niewyobrażalny smutek i cierpienie...naprawdę nie wiadomo, co można napisać, powiedzieć...Jak pomóc tym ludziom???????Chyba się nie da, niestety :( Nie ukrywam, że pisząc to czuję jak łzy ciekną mi po policzkach.

To natomiast, co dzień potem zrobiła na swojej głównej okładce pewien tabloid (celowo nie podaję nazwy, bo w sumie większość z nas wie, o co chodzi a nie chcę robić kolejnej reklamy) to już mi się we łbie nie mieści. Najwyraźniej żyjemy w jakimś zupełnie innym świecie, ja jednak wciąż w świecie uczuć, współodczuwania, empatii, ktoś tam w jakimś innym, nie znaczy to na pewno, lepszym, zdecydowanie nie. 

Sprzeciw tej okładce podjęto już, ukazują się listy ze słowami sprzeciwu, niezgody na takie haniebne postępowanie, więc dodatkowo już nawet nie mam co tu pisać. Dość, że powiem, że największą ironią zdaje się fakt, że właściwie nie ma kary na takie postępowanie, oprócz oczywiście potępienia ze strony publicznej, które to potępienie po prostu zapewne wyraziłoby się najbardziej wymiernie poprzez konkretne działania, jak to mówią, klient głosuje portfelem. 
Niemniej jednak wczoraj poczułam się odrobinę zachwiana w swoim przekonaniu, że już niewiele zdziwić mnie może , no więc może.

 

Przy tej okazji w naszym domu wywiązała się dyskusja na temat, co wolno, a czego nie, reporterowi na przykład. P. zadał mi całkiem logiczne pytanie "a co z tak często nagradzanymi zdjęciami, chociażby z World Press Photo"...Tam też często zdjęcia ukazują dramatyzm wojny, ból, cierpienie...Gdzie jest granica, której nie można czy nie powinno się już przekroczyć?
Przyznam się, że nie byłam w stanie Mu odpowiedzieć bo...sama nie znajduję na to odpowiedzi.  

I tak oto od prania mózgu doszłam do tego typu rozważań ale serio, zastanawiam się czy takie właśnie sytuacje nie są efektem tego, co teraz się dzieje. Właśnie pośpiechu, braku jakiegokolwiek myślenia, pozbywania się jakichkolwiek uczuć...byle szybko, byleby się opłacało, byleby zarobić, byleby była jakaś oglądalność, popularność...Tylko w tym wszystkim niektóre działania mogą być co najwyżej niesmaczne czy wręcz ośmieszające ale kogoś, kto je podejmuje (chcąc na przykład stać się popularnym) a niektóre stają się już bezduszne czy wręcz niebezpieczne.

Wiele osób śmieje się z Ameryki, że tam można wytoczyć takiemu tabloidowi sprawę o wielkie odszkodowania. A szkody moralne z pewnością w takim przypadku są i dyskutować można o ich wymierności. Niemniej jednak nie podlega wątpliwości, że bezsprzecznie są.
Natomiast u nas nikt nikogo nie może sensownie ukarać, poza groszową dla takiej gazetki karą, jaka zapewne faktycznie zostanie nałożona, bo fakt tak potwornego zachowania nie przeszedł i nie powinien przejść obojętnie. No to ja w takich chwilach zazdroszczę Amerykanom, że u nich jednak kogoś ukarać bardziej wymiernie można. 

Okropnie jestem wstrząśnięta, okropnie...

czwartek, 26 marca 2015

...może mi ta sytuacja z samolotem, katastrofa ale jak to nazwać katastrofą skoro coraz więcej doniesień świadczących o tym, że nie, że to czyjś pomysł? plan? został zrealizowany? 
Tyle osób, jednego dnia. Oczywiście nie mogę się opędzić o myśli o nagle osieroconych rodzicach niemieckich nastolatków, które wracały do domu po wymianie licealnej. Ale oczywiście żal każdej osoby, której zostało nagle przerwane życie.
Baaardzo dawno temu w Jedynce Radiowej słuchałam jako dzieciak programu, w którym mówiono, że każdy nasz dzień to praktycznie taki egzamin wzajemnego zaufania. Wysyłając list pocztą, wsiadając do pociągu, na pokład samolotu, każdego dnia podejmujemy próbę zaufania KOMUŚ, kto albo ma się sprawdzić w sprawie małej jak dostarczenie naszego listu do adresata, jak i tej wielkiej, czyli bezpiecznego doprowadzenia nas na pokładzie samolotu na przykład, do celu podróży.
Ostatni nieco ponad rok to wyjątkowo zły rok dla lotnictwa pasażerskiego. Jakiś nowy, przedziwny rozdział historii lotnictwa otworzył się ósmego marca 2014 roku, kiedy samolot malezyjskich linii lotniczych po prostu zniknął z radarów...( i do dziś nie wiadomo, co się wtedy z nim naprawdę stało). We wtorek jak dla mnie otworzył się jeszcze inny rozdział (chociaż własnie przeczytałam na gazecie, że podobno już były sytuacje, kiedy to pilot zadecydował o takim a nie innym zakończeniu lotu jednak zostało to zatuszowane, czy tak było naprawdę, nie wiem, trudno mi się wypowiadać bo żadnym specem w tej dziedzinie nie jestem).
Wracając do wtorku, znów stało się to, o czym wielokrotnie pisałam w ostatnich czterech już prawie latach.
Los znowu nie spytał "czy mogę zniszczyć ci życie?" , wszedł bez pukania, i komuś ( a osób tych z pewnością jest bardzo, bardzo dużo ) zawaliło się, skończyło się życie. Mówię tu nie tylko oczywiście o ofiarach ale o ich bliskich, którym teraz przyjdzie do głowy ponieść ten ból do końca swoich dni....... 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 19
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
Moja Strona na
email
Czytam
Czytam blogi książkowe
Ulubione filmy
Ulubione wydawnictwa
Warte odwiedzenia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...