Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.

do śmiechu

sobota, 29 października 2016

..., Nefretete,* to ze mnie nie jest", stwierdziłam patrząc w lustro z rana.
- A jak myślisz wyglądała z rana Nefretete i to przy szóstce dzieci? - dodał P. 

Chyba mnie jednak pocieszył :)

 

* Nefretete to stąd, że mam na czytniku nabytą książkę o Nefretete :) autorstwa Ewy Kassali.

poniedziałek, 30 maja 2016

Dziadkowie wyrazili chęć nabycia dziecku roweru. Testujemy więc w sklepie sportowym. 

Ponieważ przed narodem Dzień Dziecka (a może i Komunie, chociaż pewnie teraz rower za skromnym prezentem :P) więc w sklepie puchy. Jest jednak jeden, który spełnia nasze oczekiwania, czyli można posadzić na nim Jasia i niech chłopak w ogóle wyczuje sprawę i jak Mu się podoba. Tak więc sadzamy go na różowym rowerku i kiedy pokonuje On pierwsze metry, mija nas na oko sześciolatka, która głosem potępiająco niedowierzającym głośno stwierdza : "Chłopiec jechał na dziewczyńskim rowerku! Coś podobnego!".

Stereotypy więc mają się dobrze.

Z pozdrowieniami dla tych, którzy podobnie jak ja nie kumają do końca o co chodzi z tym podziałem na dziewczyńskie, chłopackie itd. 

czwartek, 28 kwietnia 2016

...naczynia do zmywarki i śpiewam piosenkę o morzu "Morze, nasze morze, będziem ciebie wiernie strzec, mamy rozkaz cię utrzymać albo na dnie twym z honorem leeeec!" i mówię głośno "Ciekawe dlaczego nie znam żadnej miłej i wesołej piosenki o morzu" (mając w pamięci , że mam jeszcze w głowie jakąś starą piosenkę o parze, która rozstaje się nad morzem właśnie). 
Wchodzący do kuchni P. komentuje "Nie no, są jeszcze (i zaczyna śpiewać) Chałupy welcome to !!!".

Kurtyna.

Ps. potem przypomniał sobie jeszcze "Monikę, dziewczynę ratownika" :)

 

 

czwartek, 21 kwietnia 2016

...obawiała, że czegoś mi Jaś nie opowie z cyklu "życie przedszkolaka" to mam zapewnione relacje z drugiej ręki czyli od koleżanek czy kolegów z grupy. 
Wczorajszy przykład. Czekam na Jasia ale i P. więc nie idę po Jasia tylko coś tam jeszcze robię w szatni, porządkuje różne sprawy itd.
Do szatni przychodzą odebrane chwilę wcześniej przez mamę bliźniaczki L. i K.
Widząc, że mama bliźniaczek ma na sobie kalosze mówię, że ja chyba teraz też Jasiowi założę bo pada.
Co prowokuje L. do stwierdzenia, że rano jak wyszli na plac zabaw przedszkolny, wszystko było mokre :( Mama L. i K. "No tak, w nocy padał deszcz".
L. "A Jaś wycierał zjeżdżalnię!".
Wymieniamy z mamą sióstr zaintrygowane spojrzenia.
Ona rozumiejąc sytuację usiłuje podpytać L. "A czym Jaś wycierał zjeżdżalnię?".
Ja, "Mam nadzieję ,że nie własną pupą...".

Uszczęśliwiona, że będzie miała idealną pointę swojej opowieści L. wykrzykuje radośnie "Tak! Całe spodenki miał mokre!".

Przedszkolna ale jednak Kurtyna ! :)

 

niedziela, 17 kwietnia 2016

...a może raczej mazurki romasnują intensywnie na naszym balkonie.
Para jednak zaprzestała amorów i zniknęła. A chwilę potem pojawił się nowy kawaler (trudno powiedzieć, czy ten sam co wcześniej czy inny).
Ćwierka, ćwierka, nawołuje panią ale stojący z przylepioną do szyby buzią Jaś chyba zniechęca kandydatkę na damę serca do przylecenia.
Ja , wchodząc do pokoju, " O, już pan wróbelek odleciał" ...

Głos z offu (Jaś filozoficznym tonem) "Może żony szuka".

 

Kurtyna :) 

czwartek, 19 listopada 2015

...małżeńskie ;)

Ja do P. ucieszona "No, wreszcie ktoś dodał komentarz do mojego wpisu o książce !"
Z tyłu słyszę od przechodzącego za mną P. mamroczącego wrednowato "Przypadek " ...

 

* * *

Ja do P. "Są dwa języki, w których wspaniale słucha się piosenek a są to...*"
P. wpadając mi w słowo "Niemiecki i chiński" :)

Kurtyna.  :)

* oczywiście chyba wiadomo, jakie języki miałam na myśli? Rosyjski i francuski, rzecz jasna.

czwartek, 22 października 2015

...małżeńskie. 

Ja wczoraj do P. "Wiesz, taki mam nastrój, że słuchałam piosenek świątecznych".

P. "Wcześnie zaczynasz w tym roku".

Ps. nie ma racji, zazwyczaj zaczynam w podobnym czasie :)

 

Z dziś z rana. Ja , zastanawiająca się po kiego grzyba tacham w torebce tyle rzeczy i usiłująca ograniczyć ich ciężar przynajmniej w przypadku tych przedmiotów, które można czymś zastąpić innymi, lżejszymi. Zamiast więc szczotki zaczynam rozważać kupno grzebienia. To tyle tytułem wstępu. 

Ja "Wiesz, muszę sobie kupić grzebień". 

P., plastycznie oddający grę na instrumencie "Żeby na nim grać?"

Ja po chichraniu się intensywnym "Nie, będzie mi wygodniej. No więc wiesz, tak sobie myślę, że pozbędę się szczotki, którą dygam..."

P. wpadając mi w słowo "Pewnie, skoro na niej i tak nie można grać"...

Kurtyna.

A poza tym, to ten tydzień jest tak paskudny z przyczyn rozmaitych (głównie problemów zdrowotnych w rodzinie, które to problemy ciągną się od lipca a końca nie widać), że tylko tego typu dialogi nas ratują. 

niedziela, 29 marca 2015

...nie pisałam nic (co zawsze do tej pory starałam się czynić) bo inne sprawy na głowie (w postaci nieproszonego gościa jakim okazał się być wirus, który dopadł moich Panów). Poza tym troszkę mam dość dyskusji również tradycyjnej, która w takowych wątkach zawsze miała miejsce, w którym przekonywano mnie, że to "nasz czas", nie nasz czas" i że dobrze, że zmiana i coś tam jeszcze. Zmian czasu nie cierpię, są one już obecnie kompletnie bezzasadne, szkoda, że nikt nie pójdzie po rozum do głowy i całego tego dziadostwa działającego źle na organizmy, nie zlikwiduje na zawsze.
No ale do czego zmierzam.
Kładziemy się wczoraj spać i ja mówię do P. zadumana "Nie napisałam nic o zmianie czasu, a zawsze coś tam na blogu nadmieniałam, no ale jakoś głowy nie miałam do tego".

Na to P. "I teraz pięćdziesiąt osób zaśpi, bo przyzwyczaiło się ,że Chiara daje zawczasu znać o sprawie. A o zmianie czasu dowiedzą się w poniedziałek, w pracy".

Kurtyna.

Miłej niedzieli Wam życzę :)


 

niedziela, 14 grudnia 2014

...nam tu niedaleko sygnalizację świetlną. Pewnie nie musiało by jej być ale kierowcy nie bardzo przejmowali się pieszymi, a wiem co mówię, przejście tam z wózkiem swego czasu traktowałam jako sport ekstremalny co skutkowało przechodzeniem po innych pasach po prostu. Też bez sygnalizacji ale za to mniej niebezpiecznym. W pobliżu jednak jest szkoła, dochodziło do niebezpiecznych sytuacji i najwyraźniej udało się uzyskać sygnalizację. Światła działają od kilku czy kilkunastu już dni ale "zielone" trwa zdecydowanie za krótko. Osoba starsza czy małe dziecko niestety według mnie wciąż na pasach będzie kiedy zapali się już "czerwone".
Wczoraj przechodzimy po pasach i ja komentuję tę sytuację. Mówię do P. "Oni chyba mierzą czas zielonego dla pieszych? Może puszczają kogoś, kto to testuje. Nie wiem kogo puścili tym razem , chyba zdrowego szesnastolatka, który dodatkowo czuje, że spóźni się do szkoły". 
A P. na to jak zwykle konkretnie "Puścili Korzeniowskiego".

Kurtyna.

Miłej, spokojnej niedzieli dla Was :) 

czwartek, 15 grudnia 2011

...a śmiesznym chętnie się dzielę. 

Każdy z nas zna niejedną panią Halinkę. Czy to w dziekanacie, czy w urzędzie, czy też na poczcie. 

Ktoś zebrał opowieści o pani Halince i wyszło o, to:

http://www.pani-halinka.pl/

po lekturze tegoż poczciwy RSS nie będzie mi się kojarzył inaczej, niż pani Halince;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...