Subiektywne myśli o świecie i mojej największej pasji czyli książkach. Publikacja materiałów z tego blogu jedynie za moją zgodą.
poniedziałek, 27 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016). Ebook.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

"Życie tak zwyczajne" to opowieść o pięciu kobietach. Najmłodsza z nich żyje we współczesnych nam czasach, to Anna. Losy kolejnych prowadzą nas aż do wieku dziewiętnastego. 
Co mi przeszkadzało i to mocno, to brak konkretniejszego "kostiumu" w książce. Niestety, język postaci jest mocno współczesny i muszę powiedzieć, że to mnie lekko irytowało.
Sam pomysł jednak jest ciekawy. W książce obyczajowej, z wątkami romansowymi, poznajemy dążenia kobiet do stanowienia o sobie samych, o rozwoju pragnień i dążeń do tego aby feminizm pozwolił nie na jedynie głoszenie haseł a realne osiągnięcia dla kobiet.
Wszystkie pięć kobiet przedstawionych w książce to zdecydowanie feministki walczące o prawa kobiet i poprawienie ich sytuacji. Jest trochę schematyzmu to znaczy każda z postaci odczuje podobne skutki swoich czynów i ich konsekwencje. 
A cała historia zaczyna się w naszej współczesności gdy poznajemy Annę, nauczycielkę chemii. Kobieta jest sfrustrowana, nie czuje się ani zrealizowana w swojej pracy ani doceniana zarówno przez uczniów jak i kadrę nauczycielską. Pewnego dnia do jej rąk trafi zupełnie przypadkiem niezwykły dziennik, który to od razu widać, że nosi jakąś historię. Anna postanawia odnaleźć właścicielkę dziennika , znajduje ją i zaczyna się ciekawa rozmowa, w której Anna pozna historię czterech niezwykłych kobiet, z którymi mimo tego, że żyły w tak innych czasach, łączy ją to, że również nauczały jak i dążyły do poprawy sytuacji kobiet. 
Ot, taka obyczajówka, z historią i silnym akcentem feministycznym.
Jak pisałam, zabrakło mi jednak tego kostiumu a przynajmniej mało go zauważałam.

Moja ocena to 4 / 6.  

 

sobota, 25 marca 2017

...nadciągnęła nieuchronnie. Moje zdanie na temat zmian czasu znacie, więc powtarzać się nie zamierzam. Tak czy inaczej, będziemy krócej spać i wstawać i kłaść się wcześniej w stosunku do tego do czego przyzwyczailiśmy się mając czas "zimowy". 
Z pozdrowieniami. Mimo wszystko , starajmy się dzisiaj chociaż trochę wyspać.  

piątek, 24 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2012).

Prezent urodzinowy od Mamy okazał się wspaniałą , ładną książką. 
Dodatkowym plusem jest autograf autorki, który książkę jeszcze bardziej dla mnie wzbogaca.
Czytałam książki pani Doroty Sumińskiej ale te o zwierzętach, natomiast nie przypuszczałam, że napisała po prostu powieść. I oto jestem po jej lekturze. Jestem zachwycona, dodam.
Pierwsze podejście nie było udane. Na samym początku jest motyw, którego w książkach nie lubię i który sprawił, że odłożyłam ją na półkę. Ale jakoś, nie umiem określić, ciągnęło mnie do niej i stwierdziłam, że postaram się do niej wrócić.
I zrobiłam bardzo dobrze. Bo ta książka bardzo mi się podobała.
Jak w smakowitym daniu, trzeba wziąć trochę ładnej polszczyzny, ciekawą opowieść, sowy (!!! ci, którzy mnie znają, wiedzą o co chodzi:)), inne zwierzaki jak gęś, psy czy niedźwiadek, ciekawe postaci kompletnie nie mające nic wspólnego z byciem chodzącymi ideałami, Mikołajki jako tło powieści rozpoczynającej się nieco przed wybuchem IIWŚ a kończącej w czasach obecnych i...wychodzi wspaniała, ciepła opowieść o ludziach i zwierzętach żyjących razem na nowej ziemi.

Rodzina Struckich, Aniela, Wacław, ich córka Wanda i opiekunka i właściwie członkini rodziny, Mania, po wojnie trafiają spod Grodna do Mikołajek. Nowa ziemia a właściwie nowy dom , nowe życie.
Krok po kroku poznajemy ich losy na przestrzeni wielu, wielu lat.
Co jest (dla mnie) wielkim , wielkim plusem tej książki? Ano to, że ta opowieść o rodzinie mimo, że zawiera w sobie nawet i dramatyczne wydarzenia, to jednak jest opowieścią właśnie jak z tytułu o "zwykłym , a trochę niezwykłym" życiu. Nie ma tu wielkiej polityki, żadnych tam rodzinnych bohaterów i nie wiedzieć czego jeszcze. Są ludzie, którzy czasem nie kochając siebie, oddają swe uczucia zwierzakom, które im towarzyszą przez całe życie.
To jak już napisałam, ciepła, spokojna opowieść, od której nie mogłam się oderwać. Końcówkę w ogóle spędziłam z chusteczką w dłoni tak się wzruszałam nad rozmaitymi wydarzeniami, o których jednak nie napiszę aby nie spoilerować. Jedno wiem, wzruszeń podczas lektury trochę było, to pewne. 
"Zwykłe niezwykłe życie" to również opowieść o tym, że można kogoś nie kochać a przynajmniej tak się może wydawać a pod koniec życia odkryć, że jednak było inaczej.

Cieszę się, że po pierwszym zatrzymaniu się nad książką, jednak "ruszyłam" dalej bo mam za sobą wspaniałą książkę. 

Moja ocena to 6 / 6.
 

czwartek, 23 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie Nasza Księgarnia. Warszawa (2016). Ebook.

To książka wznowiona i uzupełniona jakimiś nowymi fragmentami przez autorkę a wcześniej wydana pod tytułem "Zamówienie z Francji"). 
Sięgnęłam po książkę autorki, której nie znałam pod wpływem promocji ebookowej jak również, nie będę oszukiwać, pod wpływem tej Francji w tle. Malowniczej Prowansji jak mnie kuszono. Francji opisanej tam niewiele ale książka na tym nie traci bo w sumie Francja stanowi tam tło do wydarzeń. A wiadomo, że w pięknej scenerii i okolicznościach tkniętych ciepłem i słońcem akcja książki może dziać się jeszcze ciekawiej.

Ewa pracuje w firmie zajmującej się profesjonalną fotografią. Wykonują zlecenia podczas ślubów, wesel ale oczywiście i rozmaite inne. Takie inne otrzymuje Ewa, która ma pojechać na dwa tygodnie do Francji aby tam zrobić zdjęcia do rozreklamowania sieci ekskluzywnych kwiaciarni. Nie tylko zresztą kwiaciarnię będzie Ewa fotografować.
Na miejscu Ewa poznaje niezwykle ciekawą rodzinę, wręcz określę to jako stary klan. Ów ród zamieszkuje starą i ogromną posiadłość pośród winnic i roślinności i (być może niemały metraż ma na to wpływ) udaje się owej rodzinie zamieszkiwać razem bez niepotrzebnych kłótni czy zamieszania. Dodatkowym atutem pozwalającym Ewie poznać rodzinę naprawdę dobrze jest znajomość (w sposób dość oryginalny ale jednak) języka polskiego przez członków klanu.

Postaci , które stworzyła autorka są niezwykle ciekawe i sympatyczne a my wraz z Ewą poznajemy sekrety i tajemnice starego rodu. 


Czytało mi się tę książkę bardzo dobrze i do tego stopnia pasuje mi styl autorki, że zamierzam sięgnąć po jeszcze jakiś inny tytuł autorstwa Anny J. Szepielak. 

Moja ocena to 5.5 / 6.
 

środa, 22 marca 2017

...filmu Pedro Almodovara okazał się bardzo dobry. Mowa oczywiście o filmie pod tytułem "Julieta". 

Tym razem film powstał zainspirowany opowiadaniem Alice Munro znajdującym się w wydanym u nas zbiorze pod tytułem "Uciekinierka". Zbiór ten czytałam i pamiętam , że to opowiadanie zrobiło na mnie wielkie wrażenie. O, właśnie "odkopałam" swój wpis na temat tego zbioru i widzę, że to opowiadanie miało jeszcze kontynuację w dwóch następnych, a o zbiorze pisałam w tym właśnie wpisie. 

Oczywiście, jak to u tego reżysera, coś go zainspirowało do stworzenia scenariusza i filmu ale Pedro Almodovar nie byłby sobą ( i dobrze), gdyby nie dodał czegoś od siebie. 
Stworzył więc po raz kolejny barwną galerię postaci, z których każda w filmie odegra rolę , nawet jeśli wydaje się być nieco marginalna. Trochę , trochę mi zabrakło większego udziału tychże postaci marginalnych, szkoda bo jak na końcu filmu się dowiadujemy, miały wpływ na zachowanie jednej z bohaterek w jakiejś części.

Główną bohaterkę o imieniu Julieta poznajemy w momencie gdy prawie wyjeżdża. Oto zaczyna nowe życie w Portugalii z bardzo miłym mężczyzną obok. Prawie bo oto nagle, na środku ulicy zatłoczonego Madrytu, w którym do tej pory mieszkała, spotyka "ducha" z przeszłości. Dawną przyjaciółkę swojej córki, Antii. Antia i Beatriz swego czasu były dla siebie jak siostry, zwłaszcza, że w życiu matki i córki stało się coś, co sprawiło, że potrzeba im było dużo siły, pomocy i wsparcia. 

Oto więc następuje spotkanie i w tej właśnie chwili dotychczasowe życie Juliety , budowane z takim trudem i żmudnie pryska jak bańka mydlana. A więc nie będzie spokoju, dowiadujemy się. Nie będzie tak z trudem osiągniętego powrotu do w miarę względnego bezpieczeństwa. Albowiem dowiadujemy się, Antia, córka odeszła bez słowa z domu dwanaście lat temu. 
I jak się okazuje, z serca matki nie da się miłości i tęsknoty po prostu wymazać.
A zdarzenie na ulicy staje się katalizatorem do tego co stanie się dalej. 
Julieta podejmuje próbę analizy samej ze sobą, co stało się dwanaście lat temu a raczej, co stało się o wiele, wiele lat temu wstecz...

Spotkałam się z wielką krytyką tego filmu Almodovara. Że jest jednym ze słabszych, że to, że tamto. Nie potwierdzam. Owszem, nie jest to najlepszy film Pedro w moim odczuciu ale bardzo mi się podobał. Za co? Za to podobne uczucie beznadziei i niepokoju jakie miałam po czytaniu opowiadań Alice Munro, kiedy to zastanawiałam się jak można postąpić aby kiedyś w przyszłości nie stracić swego dziecka. Jak postępować i czy w ogóle tak naprawdę jest jakakolwiek recepta na to aby relacje z dzieckiem pozostawały silne nawet w momencie, gdy to dorośnie?  A może, przewrotnie mówiąc, jest to jedynie łut szczęścia i nie da się przewidzieć jak potoczą się relacje między dzieckiem a rodzicem? 

Almodovar nie daje nam nam to odpowiedzi.
Nie chciałabym aby ci, którzy dopiero chcą obejrzeć film poczuli się zawiedzeni a więc uprzedzam, że teraz napiszę SPOILER. Uwaga uwaga, nie czytajcie dalej. A mianowicie, cieszę się, że Almodovar w swoim filmie nie zostawił nas z tym niedobrym uczuciem beznadziei i smutku a dał nam nadzieję w zakończeniu, które konstruuje. I nie mam tu na myśli (chociaż to głównie) wątku matka - córka ale również Julieta - Lorenzo (mężczyzna, z którym Julieta planowała wyprowadzkę do Portugalii). 

Moja ocena to 5.5 / 6.

wtorek, 21 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie ISKRY. Warszawa (2015).

Wiersze, poezja. Tak trudno o nich mówić, czy pisać. 
Jak dla mnie, poezja to jedna z najintymniejszych form wyrażenia słowem tego, co się czuje, przez co się przeszło, w czym się uczestniczyło.
"Maszyna do czytania" to zbiór wierszy Doroty Koman pochodzący z siedmiu tomów. Jest więc co czytać i co przeżywać. 
Wiersze powstające na przestrzeni lat ukazują nam poetkę w rozmaitych chwilach Jej życia i na różnym etapie i opowiadają o byciu córką, matką, poetką, kobietą, kochanką.

Mnie osobiście najbardziej podobały się wiersze o byciu matką , o mamie, o relacjach z synem, o synu. Odnalazłam w tych wierszach najwięcej wspólnych myśli, obserwacji, refleksji. 
I tak moje ulubione wiersze to "Kołysanka dla synka", "Wiem", "Przynajmniej zadzwoń", "***" ( ze zbioru "Chcę być żabą", "Apokalipsa 7 stycznia piątek", "Pętla czasu", "Nocą na Maderze", "Zaćma", "Nie siadam sama na naszym progu, Miętus". 

Dorota Koman pisze swoim stylem, stylem nie do podrobienia. Jest czuła ale i ironiczna. Bardzo (zbyt bardzo) samokrytyczna. Nie wybiela ani siebie ani innych. Czasem miałam wrażenie, że wręcz "karze się" słowem. Czy mam rację? Nie wiem, z poezją przecież jest tak, że ja ją odbieram w ten sposób w jaki ktoś inny na pewno by na to nie spojrzał. Na tym właśnie polega moc poezji. Każdy może odczytać ją we własny sposób. 

Warto sięgnąć po ten zbiór wierszy a najlepiej jest go po prostu mieć. I tak, w przeciwieństwie do pewnego innego zbioru, ten jest tym, który z powodzeniem mogę trzymać na szafce nocnej aby móc po niego sięgnąć w każdej chwili.

Moja ocena to 5.5 / 6
 

...wiosna nadeszła. Nareszcie. Wiem, powtarzam się, nie lubię jesieni i zimy i to się nie zmieni, nie dorosnę nagle do bycia miłośniczką zimy a i nie zamierzam taką się stać.
Tak, czy inaczej, dzisiaj pierwszy dzień wiosny, Światowy Dzień Zespołu Downa a także, o czym się często nie pamięta, światowy dzień poezji.
Dzisiaj nie będę pisać jak wczoraj o poezji złej , napiszę o tej dobrej.
A mianowicie, dzisiaj z okazji dnia poezji polecę Wam serdecznie poezję Doroty Koman i Adama Pluszki.  

A z okazji wiosny życzę sobie i Wam pięknej i dobrej wiosny i poczucia odrodzenia nadchodzącego wraz z nią oraz poczucia pewności, że wiosną to, co dobre jest możliwe :)

Tagi: wiosna
11:10, chiara76 , codziennik
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie Otwarte. Kraków (2017).

Tytuł oryginalny Milk and Honey.
Przełożyła Anna Gralak.

Mam wielką nadzieję, że limit złych książek na ten rok mam już "odfajkowany".
Niestety, wiosna, którą odczułam trzy tygodnie temu gdy szłam do księgarni w centrum miasta aby odebrać wygraną w konkursie, szczęście z wygranej i po prostu moja wizyta w bardzo miłej księgarni nie należącej do sieciówki a więc takiej dość kameralnej i z klimatem, to wszystko spowodowało, że moje czym sobie zawsze schlebiam, dość wyostrzone na marketing zmysły czytelnika uległy stępieniu i kupiłam ten zbiór wierszy. Nie od parady jest też wspomnieć, że promocja tego zbioru poezji była? jest? naprawdę prężna i najwyraźniej zadziałała na mnie w taki sposób, że nabyłam ten zbiór i oto uważam, że był to błąd.
Albowiem, niestety, (przypominam potencjalnym awanturującym się, że blog zawiera moje SUBIEKTYWNE odczucia) , poezja w zbiorze "Mleko i miód" jest niedobra. No, niedobra i tyle.
Niestety. Piszę niestety, bo bardzo chciałam poczytać coś z poezji właśnie. No a skoro z tyłu okładki nęcą mnie do lektury słowa mówiące o tym, że (cytuję za "Huffington Post") "(...) to zbiór wierszy, który każda kobieta powinna mieć na swoim nocnym stoliku" ...no właśnie. No więc u mnie ten zbiór miejsca na nocnym stoliku nie zagrzeje.
Dlaczego tak się irytuję na nieprzemyślany zakup spowodowany głównie reklamą? Ano dlatego, że szkoda mi tych wydanych pieniędzy, no :(
Słowa Rupi Kaur niestety, nie są w żaden sposób odkrywcze.
I nie, nie to, że nie mają w sobie jakiejś prawdy. Mają. Niestety, to prawda powszechnie znana. Czytałam kiedyś dwie książki Paulo Coelho i nie został on moim ulubionym autorem ale też nie przyłączam się do powszechnej jego krytyki a po przeczytaniu tego zbioru śmiem twierdzić, że Coelho jest niesamowicie odkrywczy i absolutnie nie wtórny.
W zbiorze poezji Rupi Kaur niestety, jest zarówno płytkość jej stwierdzeń, powtarzalność motywów (to akurat rozumiem bo mam wrażenie, że autorka musi rozprawiając się z tematem "rozpracować" go w kilkunastu ujęciach). 
Niestety, zabrakło tego czegoś, co sprawiłoby, że ta poezja zamiast ocierać się o schematy czy wręcz grafomanię, stałaby się odkrywcza i niezwykła.
Przykro mi to pisać bo sama wiem jak to jest z poezją. Wiem, bo był czas, gdy sama pisałam wiersze. Do szuflady. Czytając ten tom wiem, że dobrze, że nikt nie postarał się mnie przekonać, że powinno stać się inaczej.

Najchętniej podarowałabym ocenę 1 na 6 ale, daję nieco inną, wyższą , za szczerość i przekonanie, że można coś takiego puścić w świat. Odwaga bowiem bywa cechą istotniejszą często od talentu bo wbrew pozorom , dodaje sił i sprawia, że można się podnieść z najgorszego.

Moja ocena to 1.5 / 6
 

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016). Ebook.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa.

Lubię czasem poczytać opowieść, o której mam nadzieję przynajmniej na starcie lektury, że nie okaże się lekturą dobijającą a taką nawet ocierającą się o "bajkę dla dorosłych". Bajkę bo splot wydarzeń, który umożliwia dziewczynie pochodzącej z bardzo ubogiego domu stać się bogatą biznesmenką może sprawić, że na pewno ktoś mógłby się "przyczepić" mówiąc kolokwialnie. Ja na ten niesamowity splot wydarzeń i los, który w sumie sprzyja Melanii Robak, przymykam oko. A niech będzie tak, jak w bajce właśnie. 
A nawet lepiej. Bo podczas kiedy w bajce Kopciuszek musiała czekać na księcia a potem być zdana na jego łaskę bądź niełaskę, w tej książce bohaterka do pieniędzy a przede wszystkim zawodu, dochodzi ciężką pracą umysłu. I tym, że nie bała się podejmować prawie żadnej pracy. 

W 1995 roku Melania Robak właśnie zaczynała liceum. Melania pochodziła z domu ubogiego, ale miała mamę, która ją kochała i zrobiłaby dla niej wszystko. 
Parę lat potem jednak niestety, Melania musi nagle "dorosnąć" i z dnia na dzień stać się odpowiedzialną za siebie i za swój los. Podejmuje dobre decyzje co prowadzi ją na studia historii sztuki a potem nawet do Londynu, gdzie pracuje na stażu w jednej z najsłynniejszych galerii sztuki na świecie.

W roku 2015 Melania jest poważną biznes woman, która zarabia na życie dzięki sztuce. Z jej zdaniem liczą się inni a ona ma świadomość swojej wiedzy i umiejętności. Brakuje jej jednak kogoś, z kim związała się dziesięć lat temu.

Potem jest już tylko lepiej bo akcja z Polski przenosi się do Chin, gdzie ma miejsce ciąg dalszy tej opowieści.
Egzotyczne tło, nie za bardzo nachalne przypomnienie historii Chin , w którą wplecione są losy bohaterów i (SPOILER, kto nie chce dalej czytać, niech nie czyta  :) ) wyczekany happy end. To wszystko sprawia, że książkę czytało mi się dobrze i z przyjemnością. 

Moja ocena to 5 / 6.

piątek, 17 marca 2017

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2017). Ebook.

Napiszę tak, Autorka sprawiła, że wszystko co mogłam , rzuciłam w kąt i czytałam, czytałam, czytałam. Nie mogłam się oderwać. W sumie, cieszę się, że po pierwszy tom sagi bałkańskiej sięgnęłam niedawno. Mogłam teraz gdy ukazała się kontynuacja losów Jasminy, Dragana, Katarzyny i innych bohaterów, czytać ją niemal zaraz po części pierwszej. O pierwszej części pisałam w tym wpisie

Lekka to ta lektura oczywiście znów nie była. Jakby mogła być skoro losy postaci dzieją się w okresie wojny domowej w byłej Jugosławii? 
Urwane w części pierwszej wątki zostają podjęte tu i oto znów z biciem serca towarzyszyłam Jasmienie i bliskim jej osobom. Zwłaszcza, że w wędrówce, która zaprowadziła dziewczynę w miejsce , w które zaprowadziła, idzie ona nie sama. Nie chcę zbyt wiele zdradzać z treści książki. Przy okazji, jak pisałam opisując pierwszy tom sagi, czytałam jakąś rozbudowaną ( i jak się okazuje , raczej niepotrzebną krytykę) dotyczącą między innymi imienia Jasminy. Skąd takie a nie inne imię dla dziewczyny? O tym między innymi dowiedziałam się podczas lektury. Najwyraźniej nie jest to takie nieprzemyślane jak ktoś tam wcześniej sugerował. 

Jak pisałam, lektura bardzo mnie wciągnęła i nie mogłam się od niej oderwać. 
Znów oczywiście podczas czytania książki po mojej głowie krążyły różne myśli dotyczące tego jak bliscy sobie ludzie w sytuacjach ekstremalnych potrafią się różnie zachowywać. Kto dokonuje wyborów dobrych a komu się nie udaje. I czy każdego wolno nam skreślić od razu? Może są powody do takich a nie innych działań? Czy każdy powód stanowi wystarczające uzasadnienie do takiego a nie innego czynu? Akcja książki kończy się w chwili tuż po wydarzeniach w Srebrenicy kiedy to społeczność międzynarodowa zmuszona była nareszcie podjąć działania skuteczne i nie ociągać się jak do tej pory z pomocą dla tamtego regionu Europy.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele z treści aby nie psuć czytelnikom lektury. 
Dodam jeszcze, że niewątpliwie miłym dodatkiem do książki są wiersze Autorki. Wplecione w treść wzmacniają przekaz książki. 

Daję więc znać, że moja ocena tej książki to 5.5 / 6.
 

 
1 , 2 , 3
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
O autorze
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...